fot. Mariusz Forecki

Między książkami

O literaturze - jej czytaniu i nagradzaniu - z Joanną Żygowską rozmawia Karolina Król

Karolina Król: Chciałabym zacząć od nagrody Książka Roku Polskiej Sekcji IBBY. W tym roku nie jesteś jurorką, ale pełniłaś tę funkcję w poprzednich latach. W przestrzeni internetowej można znaleźć listę bis i jurorskie pokonkursowe polecenia książkowe.

Joanna Żygowska: Tak, to taka praktyka, którą PS IBBY stosuje od kilku lat. Oprócz dziesięciu książek, które są nominowane do nagrody, wybieramy także listę rozszerzoną, z podziałem na kategorie wiekowe. My (w roku 2019 z Justyną Deszcz-Tryhubczak i Maciejem Skowerą, w 2020 – z Kamilą Kowalczyk i Maćkiem) tworzyliśmy także sekcję tzw. książek „wiedzowych”, w ostatnich latach bardzo popularnych na naszym rynku wydawniczym.

Lista „bis” pozwala pokreślić, że inne książki, poza tą dziesiątką, również są ciekawe, warto zwrócić na nie uwagę. Lista może służyć również jako pewnego rodzaju ,,polecajka” dla nauczycieli, bibliotekarzy czy rodziców, chcących poznać nowe wartościowe książki dla dzieci i młodzieży.

 

KK: Czy jest jakaś książka, która znajduje się na tej liście i która szczególnie zapadła Ci w pamięć?

JŻ: W zeszłym roku dziesięć książek uzgadnialiśmy wspólnie, to znaczy Maciej Skowera, Kamila Kowalczyk i ja, natomiast lista bis nie była sporządzona w pełnym porozumieniu. Zamieściliśmy nawet informację o tym, że decyzja nie była jednogłośna. Przy niektórych pozycjach nie mogliśmy się do końca ze sobą zgodzić, co postanowiliśmy zasygnalizować. To też potwierdza, że ta lista bis jest miejscem na różnorodność, rozszerzenie.

Bo – powiedzmy sobie szczerze – wszystkie konkursowe „krótkie” listy są arbitralnym wyborem jakiejś konkretnej grupy osób.

Jedną z ważniejszych dla mnie książek, która nie trafiła w 2019 roku do nominacji to ,,Dwanaście miesięcy byliśmy szczęśliwi (a potem nam było już tylko wesoło)” z utworami poetyckimi Agnieszki Wolny-Hamkało. To bardzo ciekawa gra z tradycją, jaką stanowi pisanie wierszy o porach roku i miesiącach. Warto w tym miejscu przywołać nazwisko Jerzego Ficowskiego, autora m.in. takiego tomiku jak ,,Kolorowy kalendarzyk”.

 

materiały prasowe

materiały prasowe

Myślę, że Agnieszka Wolny-Hamkało podeszła do tematu niekonwencjonalnie, zachowując swój autorski styl i proponując coś nowego w pozornie dobrze już znanym i zagospodarowanym obszarze tematycznym.

Z ostatniej listy moją uwagę szczególnie zwróciła inna książka tej samej autorki, ,,Gdzie jest noc?” − picturebook, do którego ilustracje stworzyła Maria Ekier. To ciekawy przykład książki obrazkowej, którą, w moim przekonaniu, można czytać jak jeden wiersz rozpisany na kilkanaście rozkładówek w formie picturebooka. Kolejne wersy mają szansę wybrzmiewać wyraziście, strona po stronie, jest więcej miejsca na ich przemyślenie. Czyta się je powoli – jak poezję.

Agnieszka nie jest jednak autorką „książek z listy bis” (śmiech). ,,Latu Adeli” jej autorstwa w 2019 roku przyznaliśmy literacką nagrodę Książka Roku w kategorii młodzieżowej. A kilka lat temu nominowana do tej nagrody była publikacja ,,Nikt nas nie upomni”. To książka zupełnie różne formalnie, ale obie wyraziście wyróżniają się na tle polskiej literatury dla starszych dzieci i młodzieży.

 

KK: Na liście znajduje się także inna bardzo ciekawa książka, która również jest picturebookiem. Myślę o ,,Mama zawsze wraca” Agaty Tuszyńskiej i Iwony Chmielewskiej.

JŻ: Ostatnie lata to ogromny boom na ten gatunek w Polsce. Bardzo dynamicznie rozwijają się także badania nad tym tematem. W 2017 roku ukazała się publikacja ,,Książka obrazkowa. Wprowadzenie” pod red. Małgorzaty Cackowskiej, Hanny Dymel-Trzebiatowskiej i Jerzego Szyłaka, z tekstami polskimi i tłumaczonymi, które zbierają i porządkują zagadnienia związane z picturebookami.

Pamiętam, że gdy zainteresowanie tym tematem dopiero kiełkowało, zaczytywałam się w pierwszych większych tekstach na ten temat autorstwa Małgorzaty Cackowskiej, m.in. na łamach czasopisma „Ryms” oraz moment, gdy odkryłam pracę Marii Nikolajevej i Carolle Scott ,,How picturebooks work”. Picturebook w takiej formie jaką znamy, od ,,Tam, gdzie żyją dzikie stwory” Maurice’a Sendaka, jest już całkiem dobrze ugruntowany na polskim rynku wydawniczym.

Rok temu w konkursie IBBY jako jury literackie mieliśmy zagwozdkę, ponieważ chcieliśmy doceniliśmy książkę ,,Co robią uczucia” Tiny Oziewicz z ilustracjami Aleksandry Zając, ale formalnie mogliśmy wyróżnić tylko tekst literacki (zresztą świetny). Czuliśmy, że książka jest taką całością słowno-obrazową, że naprawdę trudno myśleć o tych elementach osobno.

 

materiały prasowe

materiały prasowe

W tym roku regulamin Konkursu został zmodyfikowany i możliwe jest przyznanie wspólnej nagrody przez oba zespoły oceniające: literackie i graficzne. ,,Co robią uczucia” to książka, która zyskała ogromną popularność czytelniczą. To świetne, że pozycje, które podobają się gremiom jurorskim, są również czytane przez publiczność literacką (to zawsze idzie ze sobą w parze).

Ty natomiast zapytałaś o „Mama zawsze wraca” – w moim przekonaniu to książka, która zdecydowanie wykracza poza wyraziste granice wiekowe tego, co „dla dzieci” lub „dla młodzieży”, jest książką bez przymiotnika. W domyśle – dla dorosłych. Ta transgresja, przekonanie, że picturebook nie musi być książką dla młodych czytelników i czytelniczek wyraźnie towarzyszy pozycjom, które tworzy Iwona Chmielewska. To nie tylko wybitna artystka, ale też osoba, która przyczyniła się do popularności picturebooków w Polsce. Bardzo szybko stała się jedną z najbardziej wyrazistych autorek tego gatunku. Co ciekawe, niektóre jej książki, np. ,,Pamiętnik Blumki”, najpierw stały się popularne w Korei, a dopiero później w Polsce. Być może nasz rynek musiał się przygotować na ten gatunek. W Korei picturebooki są bardzo popularne, często stają się na przykład lekturami szkolnymi.

W ..Pamiętniku Blumki” wiele się dzieje właśnie „pomiędzy” – pomiędzy słowem a obrazem, tak powstają metafory. Znaczenie ma też sam temat – książka mówi o Korczaku i Domu Sierot. Ale, choć wyeksponowana jest postać Starego Doktora, to warto pamiętać, że nie był przecież jedyną osobą, która zajmowała się dziećmi. Towarzyszyła mu choćby Stefania Wilczyńska, której książkę biograficzną poświęciła Magdalena Kicińska.

 

KK: ,,Pamiętnik Blumki” przybliża czytelnikom historię konkretnej postaci. Mam wrażenie, że w ostatnim czasie pojawia się sporo publikacji dla dzieci właśnie związanych z opowieścią o konkretnej postaci. Myślę chociażby o ,,Listach w butelce. Opowieści o Irenie Sendlerowej” Anny Czerwnińskiej-Rydel.

JŻ: Taki nurt biograficzny w pewnym momencie rzeczywiście stał się dosyć popularny, podobnie jak książki poświęcone tematyce II wojny światowej i Zagłady. Anna Czerwińska-Rydel napisała bardzo dużo książek-biografii dla młodych czytelników i czytelniczek na temat bardzo i mnie j znanych postaci – między innymi o Korczaku, o Arturze Schopenhauer, Joannie Schopenhauer, Wedlu, Makuszyńskim, Wandzie Rutkiewicz i wielu, wielu innych.

 

KK: Rozmawiamy na razie przede wszystkim o formach narracyjnych. A co z poezją? Co na przykład z książkami Michała Rusinka?

JŻ: Działalność Michała Rusinka w obszarze literatury dla dzieci jest różnorodna. To m.in. tłumaczenia (np. poezja A.A. Milne’a, ,,Piotruś Pan i Wendy” J. M. Barrie’ego), wiersze oraz książki wiedzowe o języku, np. ,,Co ty mówisz? Magia słów, czyli retoryka dla dzieci” czy ,,Od mikama do zazuli. Atlas regionalizmów dla dzieci”. W tych ostatnich książkach Rusinek robi bardzo podobną rzecz, co w niektórych publikacjach dla dorosłych (np. ,,Pypcie na języku” czy ,,Zero zahamowań, czyli filolog słucha piosenek”).

 

materiały prasowe

materiały prasowe

Nawiązuje do codziennej praktyki językowej i wyszukuje ciekawostek, które pozwalają oglądać polszczyznę z różnych stron.

Rusinek wydał także kilka książek z wierszami dla dzieci. Jakiś czas temu sporą popularność zyskały jego ,,Wierszyki domowe” (Książka Roku IBBY w roku 2012; raz jeszcze tę nagrodę autor odebrał sześć lat później za ,,Jaki znak twój? Wierszyki na dalsze sto lat niepodległości’’ – zgaduję, że moment wydania i nagrodzenia książki nie był przypadkowy (śmiech). W moim przekonaniu pojawienie się dobrej książki z współczesnymi wierszami dla dzieci jest zawsze intersującym wydarzeniem, bo to nie zdarzą się często.

Po ,,Wierszykach domowych” (których tematem był dom jako miejsce) Rusinek wydał ,,Wierszyki rodzinne” – humorystyczne drzewo genealogiczne. To utwory m.in. o osobach żyjących w różnych epokach, wykonujących różne zawody, przeżywających różne stany emocjonalne.

 

Cenię tę książkę, ponieważ stanowi tomik poetycki, na który autor ma pomysł – nie jest to zbiór mniej lub bardziej przypadkowych utworów, to zresztą charakteryzuje także inne jego książki z wierszami. Co więcej – bardzo zręcznie humor łączy się tu z tematami egzystencjalnymi, a część tekstów nie tyle dąży do zabawnej pointy, co pozostawia miejsce na chwilę zastanowienia i interpretacji.

Np. ,,Brydżystka” – o babci i jej przyjaciółkach grających w brydża, które nagle znikają:

 

„by nie w brydża, lecz w piotrusia / teraz grać – Piotrusiem Panem”.

Ostatnie wersy, a także ilustracja Joanny Rusinek ze stołem do gry, parującą kawą i pustymi krzesłami nawiązują pozwalają zobaczyć w tym także nawiązanie do śmierci. Podobnie wiersz „Sklepikarz”, który jest wierszem o Zagładzie. Pewnego dnia bohater musi wraz z żoną „jak niteczka” wyjechać z miasta, bo „ma za długą brodę”. Nie wiadomo, gdzie teraz są: „Czasami widać tylko / cień jego kapelusza”. I tym razem warto zwrócić uwagę również na ilustrację – na sklepikarza i jego żonę, którzy są smugą na niebie.

 

KK: To ciekawe, że wspominasz o humorystycznych utworach, a jednocześnie mówimy o książkach poruszających trudną problematykę. I to wszystko jest w pewnym sensie wrzucane w worek o nazwie „literatura dziecięca”…

JŻ: Myślę, że to dobrze demaskuje stereotypowe wyobrażenia o tym, czym jest literatura dla dzieci. To nie jest monolit. Tak jak dziecięca publiczność czytelnicza nie jest monolitem, tak samo nie jest nim literatura do nich kierowana. Podobnie jest przecież z literaturą, której nie opatrujemy dodatkowym przymiotnikiem (w domyśle: ta dla dorosłych) – jest w niej miejsce i dla prozy, i dla książek non-fiction, i dla poezji…

Dlaczego inaczej miałoby być z publikacjami dla dzieci?

Podziel się kulturą!