fot. Sonia Igiel, na zdjęciu OSTY

Bez kultury nie da się żyć

„To, że chcemy niepokoić słuchacza, oczywiście nie jest żadnym teoretycznym założeniem, którego w każdym utworze chcemy się kurczowo trzymać. To efekt wewnętrznej potrzeby, owoc naszej wyobraźni i nieco niepokornej natury” – mówi Jacek Skowroński, poznański multiinstrumentalista, założyciel projektu OSTY i jeden ze stypendystów Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury.

Sebastian Gabryel: Jak zareagowałeś na wieść o otrzymaniu stypendium Marszałka Województwa Wielkopolskiego?

Jacek Skowroński*: To było wiele emocji – radość, poczucie satysfakcji i pewność, że warto iść tą drogą dalej. To miłe, mobilizujące, ale i bardzo poważne zobowiązanie.

 

SG: Swoje stypendium przeznaczysz na nagranie kompozycji w ramach projektu OSTY, w którym towarzyszą ci Joanna Skowrońska i Rafał Igiel. To już się dzieje czy realizacja dopiero przed wami?

JS: To dzieje się od dwóch lat. Rafała spotkałem w marcu 2020 roku. Niby znaliśmy się już wcześniej, ale tak naprawdę wpadliśmy na siebie dopiero teraz – w jakimś zaułku na Łazarzu, mieszkamy 300 metrów od siebie… I zaczęliśmy rozmawiać – o swoich muzycznych preferencjach, rodzaju pracy w zespole, jakiego szukamy, o życiu w ogóle… Zaprzyjaźniliśmy się i zaplanowaliśmy zespół.

 

OSTY, fot. materiały prasowe

Brakowało nam w nim wokalistki. Jednak trzy miesiące później wpadłem i na nią, tym razem… w sąsiednim pokoju, bo została nią moja żona.

Zaczęliśmy nagrywać pierwsze muzyczne szkice muzyczne i czuliśmy, że coś „zażarło”. Dodatkowo każde z nas miało bardzo świeże doświadczenia rozstania z zespołami, w których dotąd graliśmy. Jak wiadomo, taka chwilowa pustka domaga się wypełnienia. Ale ten proces budowania zespołu trwa cały czas. Jak dotąd opublikowaliśmy na YouTube sześć utworów, i właśnie to stypendium sprawi, że do końca roku będzie ich czternaście.

SG: Co jest istotą twórczości waszego tria? Pytam, bo jak sami przyznajecie, wasze OSTY kłują, pobudzają, drażnią.

JS: To, że chcemy „niepokoić” słuchacza, oczywiście nie jest żadnym teoretycznym założeniem, którego w każdym utworze chcemy się kurczowo trzymać. To efekt wewnętrznej potrzeby, owoc naszej wyobraźni i nieco niepokornej natury. Ja – jako pianista i aranżer od lat osadzony w konkretnych gatunkach muzycznych, których należy się trzymać, bo takie są zasady komercyjnych zamówień – potrzebowałem wreszcie czegoś, w czym bez ograniczeń uwolnię swoją wyobraźnię.

 

OSTY, fot. materiały prasowe

Pomogło zamiłowanie do elektroniki, pomogła też chemia, która się między nami wytworzyła.

Naszą muzyką chcemy ze słuchaczami rozmawiać, chcemy przez nią pokazać siebie takich, jakimi jesteśmy, jak widzimy i odczuwamy ludzi i świat. I w ten sposób chcemy odbyć dialog z tymi, którzy odczuwają podobnie jak my. To dialog tym bardziej wyrazisty, że podkreślony ostrymi konturami, nieoczywistymi rozwiązaniami czy nawet kłującym jak oset brzmieniem.

SG: To pytanie wydaje się również o tyle zasadne, że wasza muzyka to żadna sztampa, ale – w mojej ocenie – dość odważny i co najważniejsze udany eksperyment. W waszym przypadku oznacza łączenie muzyki elektronicznej i popowej z polskimi pieśniami ludowymi. Co na pewno warto powiedzieć o projekcie OSTY i nadchodzącej płycie pod tym samym tytułem?

OSTY, fot. materiały prasowe

JS: Projekt OSTY z pewnością wyrasta z naszych wcześniejszych, indywidualnych doświadczeń. Każde z nas ma za sobą szereg udanych prób łączenia słowiańskiej, na ogół polskiej muzyki ludowej z różnymi gatunkami muzycznymi. Tak, jak powiedziałeś, OSTY to sięganie do muzyki źródeł, głównie tej z Wielkopolski, ale naszym celem nie jest stworzenie projektu folkowego, gdzie wokalistka śpiewa na ogół białym głosem, a w składzie, oprócz gitar, klawiszy i perkusji, występują instrumenty etniczne. To, co produkujemy, to raczej alternatywny electropop. Użycie przez nas elektroniki nie ogranicza się do syntezatorów.

 

Przetwarzamy również brzmienie wokalu, fletów prostych i perkusji.

W tym miejscu chcę koniecznie wspomnieć o realizatorze, który zajmuje się miksami i masteringiem naszych utworów. Jest nim Łukasz Olejarczyk, który natychmiast wyczuł konwencję, w jakiej się poruszamy, a jego miksy są tak kreatywne, że przenoszą nasze kompozycje w jeszcze inny wymiar. Co do warstwy tekstowej, to wybieramy pieśni, które w niebanalny sposób opisują jakąś konkretną historię i – proszę mi wierzyć – to często są opisy tak poetyckie, że trudno nie ulec ich urokowi (np. piosenka „Mój Jasiniecku”). Z kolei do utworu „Ptak” (oryg. „Żeby tak tobi”) tekst – inspirowany łemkowskim oryginałem – napisała Malina Prześluga. Liczymy na to, że zgodzi się napisać dla nas coś jeszcze.

SG: Jako OSTY żonglujecie gatunkami i konwencjami. Zaryzykuję stwierdzeniem, że pokazujecie sobie wzajemnie muzykę z nieznanych stron, inspirujecie się… Kim dla siebie jesteście?

OSTY, fot. materiały prasowe

JS: Faktycznie, dużo rozmawiamy o naszych muzycznych inspiracjach. Słuchamy razem muzyki, podrzucamy sobie różne utwory. Trudno znaleźć gatunek muzyczny, którego byśmy się jak osty nie uczepili, ze szczególnym uwzględnieniem alternatywnej muzyki pop – polskiej  i zagranicznej. Cała ta muzyka ma wspólny mianownik: jest świetna i jest doskonale wyprodukowana. Rozmawiamy też o literaturze, filmach i niekiedy pod wpływem jednego filmowego kadru rodzi się muzyczny pomysł. Nasze pomysły często wykluwają się w biegu, pomiędzy banalnymi czynnościami. Wyrastają z naszej codzienności. A kim dla siebie jesteśmy? Przyjaciółmi, ludźmi, którzy lubią ze sobą być i lubią razem tworzyć. Ciągle się nakręcamy, inspirujemy i dzieje się to spontanicznie. Właściwie OSTY są już taką częścią naszego życia, że trudno to czasem oddzielić od całej reszty, szczególnie w mojej relacji z Aśką.

SG: Pandemia w Polsce powoli dobiega końca. Był to czas, który o ile wiem, sprawił, że wasze muzyczne drogi połączyły się w jedną. Myśląc szerzej – czy dostrzegacie jakieś plusy dla polskiej kultury wynikające z konieczności mierzenia się z obostrzeniami? Wiesz, o co mi chodzi: na zasadzie „szczęścia w nieszczęściu”.

OSTY, fot. materiały prasowe

JS: Pandemia – szczególnie okresy tych najostrzejszych lock downów – była dla środowiska muzycznego naprawdę trudna. Zostaliśmy odcięci od części naszej artystycznej tożsamości – od możliwości grania koncertów. Muzycy to wrażliwi ludzie, więc każdy z nas na scenie – i tylko tam – czuje jedyny w swoim rodzaju przekaz energii. Tego nie da się opisać. Jednocześnie każda sytuacja, zwłaszcza trudna, ma w sobie wielki potencjał. To dzięki pandemii wielu z nas stworzyło nowe, ciekawe projekty. Mieliśmy na to czas i dla wielu z nas była to twórcza forma ucieczki przed pandemiczną rzeczywistością. Wielu zaprezentowało też swoje koncerty w formule online. I choć jest to surogat, stał się on jednak jakąś możliwością wykonywania tych koncertów. Wielu muzyków zajęło się pracą twórczą, jak komponowanie i aranżowanie. Przeżyliśmy to wszystko i daliśmy radę… 

 

Po raz kolejny sprawdziło się stwierdzenie, że „co nas nie zabije, to nas wzmocni”.

Ale istotne jest też to, co usłyszałem od publiczności na paru koncertach w zeszłym roku. Były to pierwsze występy po długiej przerwie, gdy w danym ośrodku kultury nie odbywało się praktycznie nic. Ludzie byli tak spragnieni żywego kontaktu z artystami, że „nosili ich na rękach”. Chłonęli wszystko. Działa to więc, jak widać, w obie strony. Bez kultury nie da się żyć.

 

SG: Jak możemy przeczytać w zapowiedzi waszego projektu, „osty spotkasz wszędzie: od torfowisk, poprzez ruczaje, aż po skalne półki”. A gdzie was będzie można zobaczyć i posłuchać w najbliższym czasie?

OSTY, fot. materiały prasowe

JS: Pod koniec czerwca mamy grać w Ośrodku Kultury w Czerwonaku. Mamy otwarte zaproszenie od mojego kolegi, znakomitego kompozytora Jarka Kordaczuka do Olsztyna. Z kolei jesienią i zimą odbędziemy cykl koncertów w ramach „Wielkopolskiej Trasy Koncertowej” związanej z otwartym konkursem ofert Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego, na którą to trasę jako OSTY otrzymaliśmy dofinansowanie. Większość koncertów, o których mówię, nie ma jeszcze ustalonych dat, ale będziemy o nich informować z wyprzedzeniem na naszym profilu na Facebooku.

*Jacek Skowroński – poznański muzyk i multiinstrumentalista. Urodził się w Kostrzynie Wielkopolskim, w którym to pierwszych lekcji gry na pianinie udzielał mu ojciec, organista parafialny. Następnie przeszedł kolejne stopnie edukacji muzycznej: uczył się w liceum muzycznym w klasie fortepianu, by następnie podjąć studia w klasie kompozycji w poznańskiej Akademii Muzycznej. Jacek Skowroński to pianista i aranżer z Poznania, który może poszczycić się wielką wyobraźnią i słuchem absolutnym, co nie było bez znaczenia w przecieraniu nowych szlaków kariery estradowej. Już w czasie studiów zagrał wiele zagranicznych koncertów z muzykującą rodziną Steczkowskich. W tym samym czasie zaproponowano mu stanowisko korepetytora muzycznego w poznańskim Teatrze Nowym. Tak rozpoczęła się trwająca do dziś przygoda z teatrem. Z korepetytora wkrótce awansował na kierownika muzycznego, czuwającego nad stroną artystyczną przedstawień oraz uczestniczącego w ich przygotowaniu. Uczenie aktorów piosenek oraz konsultacje z reżyserami i kompozytorami (szczególnie częstym gościem w tym teatrze był Jerzy Satanowski) stało się nie tylko źródłem satysfakcji zawodowej, ale i okazją do spotkań ze świetnymi i wymagającymi profesjonalistami. W tym czasie nawiązał również współpracę z Adamem Opatowiczem (reżyserem, aktorem, kompozytorem i wieloletnim dyrektorem Teatru Polskiego w Szczecinie) oraz z krakowskim reżyserem Pawłem Szumcem. Obecnie współtworzy projekt muzyczny OSTY.

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
2
Świetne
Świetne
2
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0