fot. Mariusz Forecki

Broń w pełni naładowana

Po wielu latach przerwy Kaliber 44 znów nagrywa i koncertuje. Podczas koncertu w Suchym Lesie raperzy wykonali aż dwadzieścia piosenek. Na pierwszy ogień poszły singlowe „(Why is it) fresh” i „Rok podniesionych w górę rąk” z najnowszej płyty, z której zaprezentowali aż dziewięć utworów. Ich występ spotkał się z żywiołową reakcją publiczności – starszej i co ciekawe – bardzo młodej.

Zapewne większości z nas nazwa „Kaliber 44” choć raz obiła się o uszy. Ci, którzy na co dzień nie słuchają muzyki hip hopowej, mogliby pomyśleć, że twórcy tej kultowej w rapowych kręgach katowickiej grupy przepadli bez wieści. To nie do końca prawda. Rzeczywiście, po przejściu Magika, zmarłego samobójczą śmiercią, charyzmatycznego autora klasycznego już „Plus i minus” – do Paktofoniki, w wyniku nieporozumień na tle artystycznym, zawrotna kariera raperów nagle zaczęła przypominać równię pochyłą.

W 1996 roku, po wydaniu debiutanckiego albumu „Księga tajemnicza. Prolog”, sprzedanego w ponad stutysięcznym nakładzie, nie mieli sobie równych. Dwa lata później, ciesząc się złotą płytą i nominacją do nagrody Fryderyka za „W 63 minuty dookoła świata”, również. Jednak już na początku nowego wieku, trzeci krążek Kaliber 44 pt. „3:44”, mimo – a może właśnie z powodu – odejścia zespołu od hardcore’owego psycho rapu na rzecz bardziej imprezowych i lżejszych tematów, szybko wypadł z komercyjnego obiegu.

Niedługo po tym fiasku, Michał „Joka” Marten wyemigrował do Stanów Zjednoczonych spełniać swój amerykański sen. Pytanie: „Gdzie jest Joka?”, jak w tej piosence „Masz albo myślisz o nich aż…”, nagle nabrało większego znaczenia. Przez pięć lat raper pracował w USA jako monter, ogrodnik, kierowca ciężarówki. Po powrocie do rodzinnych Katowic, przez kolejnych pięć lat, jeździł taksówką, mikrofon zawiesił na stojaku. W przeciwieństwie do niego Marcin „Abradab” Marten przez cały czas wydawał solowe płyty, spośród których warto wyróżnić choćby debiutancki „Czerwony album”, promowany pamiętnym przebojem „Rapowe ziarno”.

Kaliber 44 wznowił działalność dopiero w 2013 roku. Wcześniej bracia nie wierzyli w możliwość nagrania nowej płyty, przestali rozumieć się muzycznie. Jednak grając długo wyczekiwany koncert w ramach gdyńskiego festiwalu Open`er, chyba utwierdzili się w przekonaniu, że pora wracać nie tylko na scenę, ale również do studia. Trzy lata później na sklepowych półkach pojawił się „Ułamek tarcia” – ich czwarty album o bardzo znaczącym tytule. Nawiązując nim do nazwy, którą posługiwali się na samym początku lat 90., wymownie podkreślili, że reaktywują się, sięgając do swoich korzeni.

Podczas koncertu w CKiBP Gminy Suchy Las raperzy wykonali aż dwadzieścia piosenek. Na pierwszy ogień poszły singlowe „(Why is it) fresh” i „Rok podniesionych w górę rąk” z najnowszej płyty, z której łącznie zaprezentowali aż dziewięć utworów. Momentalnie rozgrzali nimi publikę, a w uszach zadźwięczał jeden z wersów: „Jeśli to old school, to czemu świeży jest?”. No właśnie, nagrywając „Ułamek tarcia”, Dab i Joka opanowali trudną sztukę łączenia klasycznego brzmienia z lat 90. oraz surowych, choć wypełnionych nieoczywistymi skojarzeniami tekstów, z nowoczesnym graniem. Po nowojorsku, i z niemałą dawką elektroniki. Dowodziły tego również inne przedstawione kawałki: „Nieodwracalne zmiany” à la ostatnie dokonania weteranów z Cypress Hill, „Kung-fu” z oryginalnym bragga i tak naturalnym dla K44 psychodelicznym klimatem, chyba najbardziej piosenkowy w zestawie „Razowy” czy „Bogusław Linda” – rodzaj artystycznego creda na ciężkim, mrocznym beacie, zupełnie jak ze starych czasów.

Ważnym testem dla „zmartwychwstałego” Joki były kawałki z okresu największej popularności zespołu. Zagrane kolejno po sobie: „Usłysz mój głos”, „Nasze mózgi wypełnione są Marią” i „Psychoza” z „Księgi tajemniczej. Prolog”, wywołały wśród publiczności największe poruszenie. Nie tylko dlatego, że to właśnie one przetarły szlak polskiej muzyce hip hopowej, ale i za sprawą ich wykonania. Ekspresyjnego, chaotycznego, pozbawionego już niepokojących lamentów, a mimo to oddziałującego na odbiorcę z wielką siłą.

Podczas koncertu w Suchym Lesie, to właśnie Joka miał w tym największą zasługę. Bo kiedy Abradab, z wrodzonym luzem, „płynął” po kolejnych szesnastkach, to jego starszy brat wręcz „kipiał” w nich pozytywną agresją. Oczywiście, za wyjątkiem co bardziej humorystycznych momentów: niezapomnianego monologu z „Międzymiastowej”, o zamierzchłych czasach, kiedy nad telefonicznym kontaktem ze światem pieczę sprawowała nieuprzejma sekretarka w centralce albo w rozbrajającym utworze „Masz albo myślisz o nich aż…”, o telewizorze „robiącym ci z głowy jajo”.

Koncert w CKiBP Gminy Suchy Las pokazał nowy stary Kaliber 44, któremu jedyne czego brakowało to żywego zespołu. Wielka szkoda, że tym razem artyści nie zdecydowali się wystąpić w towarzystwie instrumentalistów. Bez względu na to, choć frekwencja nie była najlepsza, niemal wszystkie zaprezentowane kawałki spotkały się z bardzo żywiołową reakcją publiki. Co warto podkreślić – składającej się zarówno z młodych ludzi, którzy złote czasy zespołu nie mają prawa pamiętać, jak i tych, którzy mogliby być ich rodzicami. W czasach hip hopu skrojonego pod gimnazjalistów – zblazowanego „trapu” i innych zjawisk z kręgu new schoolu – był to dość niecodzienny widok. Dowiódł, że jakaś część starej rapowej gwardii jeszcze nie ma powodu do obaw. Wspierana przez fanów, nie musi odcinać kuponów od dawnej sławy.

Koncert zespołu Kaliber 44 odbył się w środę 14 kwietnia o godz. 19 w Centrum Kultury i Biblioteka Publiczna Gminy Suchy Las (ul. Szkolna 16).

Podziel się kulturą!