fot. autor tekstu

Co się dzieje w miasteczku?

Jak wygląda życie kulturalne maleńkiego miasta? Czym żyją jego mieszkańcy? Czy mogą mieć dostęp do wydarzeń z najwyższej półki? Co się tam dzieje przez okrągły rok? Tym razem nie będzie to opowieść o wielkopolskim Jutrosinie, Pogorzeli, Żerkowie, czy Obrzycku. Opowiem o San Quirico d’Orcia w Toskanii, we Włoszech.

Jak wygląda życie kulturalne maleńkiego miasta? Czym żyją jego mieszkańcy? Czy mogą mieć dostęp do wydarzeń z najwyższej półki? Co się tam dzieje przez okrągły rok? Tym razem nie będzie to opowieść o wielkopolskim Jutrosinie, Pogorzeli, Żerkowie, czy Obrzycku. Opowiem o San Quirico d`Orcia w Toskanii, we Włoszech.

Mimo dumnej, wieloczłonowej nazwy San Quirico d`Orcia to jedna z najmniejszych pod względem ludności gmin we Włoszech. Na 42 kilometrach kwadratowych mieszka raptem jakieś 2,5 tysiąca osób, z czego ponad 2200 w samym miasteczku. Jest najstarsze w całej okolicy, w dolinie rzeki Orcia. Jego historia sięga czasów Etrusków, jeszcze długo przed starożytnym Rzymem. Jest tu po prostu od zawsze.

Żyje się tu spokojnie i prosto, w niezmiennym od lat rytmie. Nikt tu do niczego nie pędzi, nie spieszy się, bo i nie ma po co. Wszędzie jest blisko. Główna ulica wije się łagodnie odsłaniając coraz to nowe widoki. Raptem 113 numerów, 660 kroków wzdłuż, a w poprzek, do bocznej bramy jest kroków 230. Ot i wszystko. Choć dookoła jest oczywiście nowa zabudowa, pochowana w zieleni.  

Od ponad tysiąca lat zatrzymują się tu pielgrzymi na Jakubowym szlaku. Pukają z pytaniem o nocleg do starych drzwi romańskiego hospicjum, przyklejonego z tyłu do kolegiaty z kremowego kamienia. Nie jest ich wielu, podobnie jak turystów. Ci ostatni, to nie szalone chińskie i ruskie wycieczki, tylko skromnie ubrani, wytrawni podróżni z wytartymi plecakami i grubymi przewodnikami w rękach. Przystają w miasteczku na chwilę, jedną z wielu, w swoim długim Grand Tour po cywilizacji europejskiej. I zaznaczają sobie to miejsce, gdzieś między Sieną, a Orvieto, zmierzając ku Rzymowi.

Z miasteczka widać jak na dłoni, na sąsiednich wzgórzach, zalane tłumami wycieczek Montepulciano, Montalcino i największą turystyczną celebrytkę w okolicy – Pienzę. A w San Quirico cisza. Nie przeszkadzają jej skośnoocy fotografowie w dziwacznych przebraniach, obładowani statywami i wyposażeni w półmetrowe teleobiektywy. Biegają oni w amoku po okolicznych polach, wydeptując zboże w tych samych miejscach, szukając tych samych ujęć co w kupionym właśnie kalendarzu. Wiadomo z internetu, że jest tu najpiękniejszy krajobraz na świecie.

„Tu jest oryginał” głosi dumne hasło reklamowe miasteczka. I można oczywiście kupić podkolorowane na zabój w fotoshopie obrazki z cyprysami na pagórku i stosowne zachody słońca. Nie jest przypadkiem, że osiadły tu, światowej sławy fotograf robi tylko zdjęcia czarno-białe. Dla odreagowania tego zalewu obrazkowego kiczu.

Mieszkańcy San Quirico d`Orcia zdają sobie sprawę, że ten ikoniczny toskański krajobraz wyróżnia ich z tysięcy podobnych miasteczek w zachodnim świecie. Nie przypadkiem wpisano go na listę światowego dziedzictwa Unesco. I nieśmiało tylko zwracają uwagę, że owe bukoliczne widoki, to nie cud. To odbicie specjalnego związku ludzi z naturą i sztuką. Odbicie ich umiłowania piękna, smaku, miłości do historii, do muzyki i uczuć. I zwykłej codzienności, kontynuowania małych i wielkich tradycji. I prostej radości życia, jaką trudno spotkać gdzie indziej.

Nigdy nie ma tu za wiele spotkań, wydarzeń i wspólnych inicjatyw. Poczynając od codziennego biesiadowania w kilkunastu barach, restauracjach i kawiarniach. Obojętnie, czy będzie to przelotne, poranne espresso, w kafejce wielkości zwykłego pokoju, z jednym stołem, czy nocny koncert rockowej kapeli w Barze Centrale, przy głównym placu miasta. Zawsze jest to okazja do spotkania znajomych i wymiany zdań. O każdej porze. W sjestę w ciszy i spokoju, a wieczorem głośno i wesoło. Zwłaszcza ta ostatnia pora kipi życiem w miasteczku. Spotkasz wtedy stulatka z wielką laską i kilkuletnie szkraby goniące za piłką w ciemnej nocy. Nim kościelne dzwony wybiją jedne po drugich północ, miasteczko zasypia. Posprząta się rano. Zostawia się na dworze stalowe beczułki z piwem, całe wyposażenie barowe bez kłódek, łańcuchów i krat. Bo nikt nie ukradnie.

A codzienność urozmaicają festyny i święta. Są oczywiście co dwie niedziele targi, gdy sto straganów rozkłada się na głównym placu i za bramą, wzdłuż miejskich murów. Są festyny wiosenne, letnie, jesienne. Jest festyn na święto niepodległości. Swój czas mają też targi książek. Są też dni bajek, organizowane w pałacu dla najmłodszych, z filmami, animacjami i grami tematycznymi w wielu miejscach. Osobno organizuje się nocne zwiedzanie pałacu Chigi, z atrakcjami dla najmłodszych.

Odbywają się tez konferencje naukowe, takie jak ta o dobrych i złych rządach, jak na fresku Lorenzettiego z ratusza w pobliskiej Sienie. Planowana jest konferencja połączona z wystawą o sztuce intarsji, której świetne przykłady znaleźć można w miejscowej kolegiacie. Będą wykłady o toskańskiej ceramice, o historii najznamienitszego miejscowego rodu Chigi i o antycznych dębach w miejskim, renesansowym parku.

Są jarmarki lokalnych produktów, festiwal świetnego miejscowego wina w kwietniu i piwa w lipcu, a w grudniu święto świeżej oliwy Ekstravergine, jesienią zaś jest dzień pieczonych, jadalnych kasztanów. Każda z czterech dzielnic organizuje swoje własne prezentacje frykasów lokalnej kuchni. Są odpusty parafialne, a kościołów jest w mieście też cztery, to i tyle jest okazji do świętowania, z najważniejszym świętem Madonny z Vitalety. Osobno miasteczko obchodzi w październiku święto różańca. Nie zapomina się też o festynie wielkanocnym i bożonarodzeniowym, i na Wszystkich Świętych tudzież.

Głównym centrum kultury jest Pałac Chigi, siedziba pani syndyk, miejskich urzędów i lokalnego muzeum. Niedawno pieczołowicie odrestaurowana z kompletnej ruiny. Tu co miesiąc odbywają się spektakle teatralne dla dorosłych, ale też i dla dzieci. Tu też odbywa się międzynarodowy festiwal muzyki klasycznej. Z 14 koncertami filharmonicznymi w kościołach, na miejskich placach i w pałacowych salach. Z udziałem muzyków z całego świata, również z Polski i młodych instrumentalistów z miejscowej szkoły. W nawiązaniu do trzystu lat tradycji tutejszej orkiestry filharmonicznej. Prowadzone są w miasteczku kursy gry na instrumentach i działa szkoła tańca. W historycznych komnatach pałacu odbywają się wystawy sztuk pięknych. Dopiero co zakończył się pokaz arcydzieł malarstwa szkoły sieneńskiej, a trwa właśnie wystawa fotografii.

W renesansowym ogrodzie Horti Leonini, już od 1971 roku odbywają się prezentacje sztuki nowoczesnej. Impreza pod nazwą Formy w Zieleni organizowana jest we współpracy z Akademiami Sztuk Pięknych we Florencji i Carrarze. Niech więc nie zwiodą cię gościu kupy plastykowych śmieci na parkowych rabatach. To dzieła sztuki.

Działy się niegdyś w miasteczku wielkie wydarzenia sportowe. W tym roku nie przejedzie tędy słynny kolarski wyścig Giro d”Italia, ale szykują się mistrzostwa Włoch w kolarstwie przełajowym. A właśnie przetoczyło się przez San Quirico pół tysiąca najpiękniejszych samochodów. Tędy przebiega trasa najważniejszego na świecie rajdu zabytkowych automobili 1000 Miglia. Wskrzeszonego na pamiątkę przedwojennych wyścigów, które wiodły przez środek miasteczka od 1927 do 1957 roku. Był to przed zawodami Formuły 1 najsłynniejszy włoski wyścig. A historyczne bolidy z tamtych czasów co roku wracają na główną ulicę San Quirico d`Orcia. Tylko tego dnia, w średniowiecznych murach tak cudownie śmierdzą samochodowe spaliny i ryczą stare silniki automobili. O przeraźliwie wyjących klaksonach nie wspominając.

Są też w miasteczku pokazy sportów u nas nieznanych, jak trwający ponad godzinę, zespołowy pokaz rzucania flag. Jest on rozpisany na ponad stu uczestników w historycznych strojach, od przedszkolaków po seniorów. Wyrafinowana, stara sztuka toskańska, piękna i wymagająca długich lat żmudnych treningów. No i wspomnieć jeszcze należy o organizowanym tu w październiku dwudniowym ultramaratonie.

Najważniejszym wydarzeniem w życiu San Quirico jest festyn historyczny odtwarzający najważniejsze wydarzenie z dziejów miasta. Tu bowiem w 1155 roku spotkał się Fryderyk I zwany Barbarossa, król Niemiec i przyszły cesarz rzymski, z wysłannikami papieża. Tu emisariusze Adriana IV mieli mu wręczyć cesarską koronę. Od 13 do 17 czerwca, a więc prawie przez tydzień, wszyscy mieszkańcy, w historycznych, średniowiecznych strojach odgrywają te wydarzenia. Są zawody łucznicze, w rzucaniu flagami i miotaniu pocisków, przemarsze, turniej rycerski i dziejący się w całym miasteczku spektakl teatralny. Średniowieczne msze z rana i okazałe uczty w wieczora. Całość poprzedzona całorocznymi przygotowaniami i wielogodzinnymi próbami.

To wielkie, miejskie święto nie jest przygotowywane dla turystów, zresztą odbywa się przed sezonem turystycznym. Tak mieszkańcy maleńkiego San Quirico d`Orcia lubią po prostu spędzać swój wolny czas. Robią to sami, na miarę swoich skromnych możliwości, bo dysponują niewielkimi środkami finansowymi, bez wielkich mecenasów i ogromnych dotacji państwa. Tyle dzieje się w ośrodku liczącym sobie ledwie 2500 mieszkańców. Można? Można. Tak powstaje prawdziwa kultura u podstaw. Nic tylko brać przykład.