fot. Maciej Fiszer

Fiszer uczłowiecza świnki

Ze zdjęć patrzą na nas świnie: smucą się, cieszą, bawią, nudzą, mrugają okiem. „Zanim sfotografuję moment znudzenia u świnki, jeden z najtrudniejszych, parę godzin muszę w chlewiku przesiedzieć” – mówi fotograf Maciej Fiszer. Swoim świnkom puszcza Brahmsa, Chopina, bo to je uspokaja. Przez 13 lat zrobił im tysiące zdjęć, teraz przygotowuje książkę.

Książka będzie się rozgrywać na małej scenie teatralnej – w chlewiku. Nie będzie drogi do rzeźni, golonek na talerzu... Chcę pokazać ludzkie zachowania i emocje, które można zaobserwować u świnek, a których zwykły człowiek nigdy nie zobaczy – mówi Maciej Fiszer. Pokaz zdjęć, prezentowany ewentualnym sponsorom, zaczyna się czarną planszą i ciszą, z której wyłania się cytat z Alberta Schweitzera: „Któż może wiedzieć, jakie znaczenie ma istota żyjąca sama w sobie i we wszechświecie”.

Maciej Fiszer, poznański fotograf, znany z niezwykłej urody albumów „Requiem”, czy „Metamorphosis”, powinien był urodzić się 200 lat temu w Japonii. Estetyka jego zdjęć, samurajska samodyscyplina i wrażliwość na wewnętrzny ład, w którym otwiera się przestrzeń na nowe, są rodem z tamtej epoki i miejsca.

Jego rodzice pracowali przez całe życie na Akademii Rolniczej (obecnie Uniwersytet Przyrodniczy). - I stąd się w ogóle wzięły świnki – zaczyna swoją opowieść. - W 2001 r. marszałek Stefan Mikołajczak i mój ojciec Włodzimierz wymyślili wspólnie konkurs „Wielkopolski Rolnik Roku”. Jeździłem fotografować rolników, którzy byli nominowani. To był inny świat! Robiłem portrety gospodarzy, zdjęcia w chlewniach. Świnki mnie szczególnie zainteresowały z powodu swoich reakcji – opowiada.



Świniom od wieków przypisywano nieczystość, żarłoczność, zachłanność, pożądliwość. Stały się symbolem zła i niemoralnych zachowań. Kiedy chce się kogoś obrazić, mówi się „ty świnio!”, o człowieku, który postąpił nieetycznie – „ześwinił się”.

„Postanowiłem podejść do świnek przekornie, z czułością, miłością. Chciałem pokazać, że czują, są wrażliwe. W wielu zachowaniach podobne do nas, zwłaszcza w tych społecznych” – tłumaczy Fiszer.

A co z obrazami okrucieństwa wobec świnek? „Odwiedzałem setki gospodarstw, nie tylko konkursowych, widziałem różne rzeczy. Ale drastyczne obrazy znieczulają na brutalność, okrucieństwo, zabijają wrażliwość. Pokazując świnię, która jest bita, pokazujemy jedynie naskórek czegoś. To dość prymitywny środek wyrazu. Możemy dotrzeć głębiej, rejestrując rzeczy codzienne, dobre uczucia pomiędzy zwierzętami, zabawę, czułość matki do małych. Ale nie chcę też pokazać sielskości, bo życie świnek nie jest sielskie”.

Zdjęcie z albumu „900 000 000” Macieja Fiszera, wydawca: Maciej Fiszer / Związek Polskich Artystów Fotografików Okręg Wielkopolski / książka powstała w ramach serii wydawniczej PIX.HOUSE w 2016 r.

Kiedy robi zdjęcia puszcza świnkom muzykę Brahmsa, Chopina, Brucha, Preisnera, która je uspokaja. „U jednego z gospodarzy, którego kiedyś fotografowałem, odbywało się wesele. Leciało disco-polo, agresywna muzyka. Świnie były potwornie zaniepokojone, biegały nerwowo w kółko. Pomyślałem „co by było, gdybym puścił im coś spokojniejszego?”. One też mają uszy, mózg i membranę w uchu, może nawet czulszą niż my... Muzyka mistrzów to jest moja droga do asymilowania się. Wtopić się jest bardzo ciężko, mimo chodzenia na czworaka, babrania się w gnoju – pozostaję dla świnek czymś obcym. Zanim sfotografuję moment znudzenia u świnki, jeden z najtrudniejszych, parę godzin muszę w chlewiku przesiedzieć...” – opowiada.

Pierwszy aparat, którym fotografował, całkowicie zniszczyły opary amoniaku. Kiedy przesłał kolejny do serwisu, otrzymał natychmiast wiadomość z pytaniem, co z tym aparatem robił, bo cały śmierdzi gnojem. Uważa, że technologię cyfrową stworzono właśnie do chlewika, bo znakomicie się tam sprawdza. Pomimo kilkunastu lat fotografowania świnek nadal odrzuca go smród. I zwykle jeździ fotografować na czczo.



Z tysięcy zdjęć, które zrobił, chce wybrać ok. 50-60. Opowiedzieć historię o zwierzętach, których całe życie toczy się w czterech ścianach chlewika. Które się bawią, cieszą, nudzą, rodzą, karmią...

Album (podobnie jak poprzednie) powstanie we współpracy z Martą Stawską-Puchalską, autorką tekstów. Ma go wydać Wielkopolska Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji w Poznaniu, na razie trwa poszukiwanie sponsorów.

Zdjęcie z albumu „900 000 000” Macieja Fiszera.

Swój pierwszy aparat fotograficzny Maciej Fiszer dostał od rodziców, kiedy miał 18 lat – do dokumentowania modeli samolotów, którymi pasjonował się od dzieciństwa. Fotografia wciągnęła go bardziej, niż modelarstwo. Zaczął wyprzedawać modele i kompletować sprzęt.

„Fascynację naturą, przyrodą zawdzięczam mojej nieżyjącej, o 13 lat starszej siostrze Małgorzacie. Była fanatycznie zainteresowana roślinami, tematami przyrodniczymi i w dzieciństwie wprowadzała mnie w ten magiczny świat” – opowiada.

Studiował politologię, w tym czasie sporo fotografował razem z Łukaszem Cynalewskim (obecnie fotoreporterem w „Gazecie Wyborczej”), wzajemnie się inspirowali. Po studiach pracował przez osiem miesięcy w urzędzie.

„W klaustrofobicznym pomieszczeniu, jesienią, 12 jarzeniówek brzęczących na suficie... Powiedziałem sobie, że postawię wszystko na fotografię. To była najważniejsza decyzja mojego życia. Żona Karolina, jest rehabilitantką i psychologiem. Znakomicie rozumie moją pasję i mnie wspiera. Uczciwie powiedziałem na początku związku, że mam dwie miłości. – Ciebie i fotografię – opowiada. Mają trójkę dzieci.

Zdjęcie z albumu „Terra” Macieja Fiszera.

Pierwszy album Fiszera „Od świtu do zmierzchu” (2003) był zbiorem fotografii z pierwszych fascynacji, kolejny „Warta” (2006) - pierwszym monotematycznym projektem, konsekwentnie realizowanym przez trzy lata. Potem powstały „Metamorphosis” o Puszczy Noteckiej (2009), „Requiem” (2013) o dębach rogalińskich i „Terra” (2014). Wszystkie na diapozytywach, bez wtórnego kadrowania i jakiegokolwiek ingerowania w już powstały obraz.

„Po pół roku pracy nad albumem o Puszczy Noteckiej miałem kryzys. Wydawało mi się, że wspomnienia z dzieciństwa, obraz, który mnie skłonił do pracy nad tym albumem, mają się nijak do tego, co w tej chwili widzę” – wspomina. „Był chyba listopad lub grudzień, siedziałem w puszczy już któryś dzień, plucha, zero stopni, nic nie czuję, nic nie widzę. Nie było światła - las sosnowy jest ciemny, w głowie myśli o niepopłaconych rachunkach, telefony z domu, żeby wracać. Było coraz gorzej... W końcu rozebrałem się na golasa i zacząłem biegać, robić kręgi, coraz większe. Czułem jak ze mnie wychodzi frustracja, powrzeszczałem sobie trochę, w lesie nie polecam nikomu, ale wtedy musiałem... Od tego momentu było już lepiej. Zacząłem chodzić, pomalutku odnajdywać moją puszczę, ukrytą w puszczy, to, o co mi chodziło. Subtelnie, pomału i ruszyło. Kryzysy się często pojawiają, to dość ważny element pracy. Ale wtedy zmieniłem do nich nastawienie”.

Zdjęcie z albumu „Reqiuem” Macieja Fiszera.

„Do pracy długo się przygotowuję. W przypadku „Metamorphosis” chodziłem po lesie i szukałem miejsc do fotografowania, plenerów. Rejestrowałem je kompaktową cyfrą, która była dla mnie jak ołówek i notatnik zarazem. Z małych odbitek powstała pramakieta całego projektu, realizowanego oczywiście na diapozytywach. Widziałem z tych odbitek, w które miejsca wracać. Zacząłem planowanie – to miejsce, i to... I tak zaczęła się rodzić książka. Praca wstępna, przygotowanie samego siebie, wstępny szkic historii, którą, chcę opowiedzieć, chwile refleksji – w moim przypadku sprawdzają się znakomicie. Dźwięki puszczy nagrał do albumu Tomasz Ogrodowczyk, wybitny dźwiękowiec i świetny fotograf a wysmakowane, poetyckie teksty napisała Marta Stawska-Puchalska”.

Po „Metamorphosis” Fiszer zajął się dębami rogalińskimi. Ale trudno o dębach powiedzieć coś nowego. „Jestem bardzo wpływowym facetem, sporo obrazów, które gdzieś widziałem, tkwi w mojej głowie. Dlatego mało siedzę na internecie, sprawdzam jedynie pogodę i czasem pocztę” – opowiada. „Cudze obrazy w głowie przeszkadzają mi w odszukaniu własnego. Tak było z dębami – widziałem tysiące zdjęć moich kolegów, szkice Wyczółkowskiego, które mnie zawsze fascynowały, widziałem obrazy malarzy... Ale nie widziałem dębów po swojemu”.



Skupił się na dębach, które znajdują się wokół wsi Rogalin i Krajkowo, rosnących na łęgach i śródpolnych, pominął parkowe. Zaliczył falstart, ale z czasem doszedł do tego, czego chciał.

Zdjęcie z albumu „Reqiuem” Macieja Fiszera.

„Chciałem dęby sportretować, zarejestrować, co one mają pod skórą, ich charakter. Chciałem to wydobyć, bo dęby rogalińskie są fenomenalnym nagromadzeniem niezwykłych dendrologicznych indywiduów, każdy z nich ma inną ekspresję, inną wymowę... Pomógł mi ołówek i szkicownik – w miejsce wcześniej używanej kompaktowej cyfrówki. Poświęcił drzewom trzy lata pracy. W 2010 r. powódź zrobiła ogromne spustoszenie wśród rogalińskich dębów. Album okazał się requiem – mistrzowskim”.

Obecnie pracuje nad książką o łące. Kiedy wysyłałam mu tekst do autoryzacji odpisał: „Jutro znów jadę na Łąkę. Teraz zmienia się w nieprawdopodobnym tempie. Jest jak jazz, improwizowany na żywo... Brzmi to jak banał, ale ważne, by pozostać wiernym swoim ideałom. Mnie to trzyma przy życiu. Trochę w tym schizofrenii, bo fotografia jest jak równoległe życie. Świat, bez którego nie mogę funkcjonować – kończy swoją opowieść”.

Poniżej zdjęcia z albumu „900 000 000” Macieja Fiszera, wydawca: Maciej Fiszer / Związek Polskich Artystów Fotografików Okręg Wielkopolski / książka powstała w ramach serii wydawniczej PIX.HOUSE w 2016 r.

Poniżej galeria zdjęć pokazująca Maciej Fiszera dokumentującego życie świń w Wielkopolsce. Na zdjęciach chlewnia w Skórzewie koło Poznania.

Poniżej zdjęcia z albumu „Terra” i „Reqiuem” Macieja Fiszera.

 

CZYTAJ TAKŻE: Władysław Nielipiński: Fotografia powinna nas łączyć

CZYTAJ TAKŻE: Wielkopolska/Teraz – jak połączyć stare z nowym?

CZYTAJ TAKŻE: Poligon dla młodych artystów – Scena Debiutów w Teatrze Nowym