fot. Library of Congress, Washington, D.C.; neg. no. LC USZ 62 55125, na zdj. Helena Modrzejewska Chłapowska

Helena Modrzejewska w Wielkopolsce

Była jedną z najsłynniejszych Polek przełomu XIX i XX wieku – celebrytką swoich dni. Zrealizowała „American Dream”, ale co najważniejsze – nie przestała być sobą.

Powszechnie znana pod pseudonimem Modrzejewska, Jadwiga Helena Misel za sprawą ślubu z Karolem Bodzętą Chłapowskim (1841-1914) przyjęła nazwisko, a wraz z nim swoisty wzór osobowy, który cechował wszystkie przedstawicielki rodu, co zauważono już w jej czasach:

 

(…) Chciałbym wiedzieć, która Radziwiłłówna etc.… ma to, co Helena Modrzejewska, której Salon przyjmuje u siebie królewską angielską arystokracyę w Londynie? której… cóż ich życie przy jej życiu! – a to jest tylko cnotliwa i genialna osoba, i tylko hrabina Chłapowska (…).

 

Helena była nieślubnym dzieckiem Józefy Bendy. Wzorem przyrodnich braci Józefa i Feliksa za swoją życiową drogę obrała teatr. Celowała w rolach szekspirowskich i dramatycznych. Przełomem w jej karierze był rok 1865 kiedy to podpisała czteroletni kontrakt z teatrem krakowskim, na którego deskach stopniowo zyskała status gwiazdy. Aurę tę utrwaliły występy na deskach scen Warszawy.

Portret Heleny Modrzejewskiej pędzla Tadeusza Ajdukiewicza z 1880 r., fot. Muzeum Narodowe w Warszawie

Portret Heleny Modrzejewskiej pędzla Tadeusza Ajdukiewicza z 1880 r., fot. Muzeum Narodowe w Warszawie

 

W 1876 Modrzejewska (taki pseudonim przyjęła na początku kariery) wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych.

Z czasem, w 1883 roku otrzymała obywatelstwo amerykańskie, kontynuując usłaną sukcesami karierę. Ze swym przyszłym mężem – Karolem – poznała się w Poznaniu 26.06.1866 roku na przedstawieniu Pana Jowialskiego. Stosunkowo długie i niewolne od plotek narzeczeństwo uwieńczone zostało 12.09.1868 roku ślubem w krakowskim kościele Świętej Anny.

Z wizytami u rodziny męża

Modrzejewska podczas wizyt składanych u rodziny męża – w Żegocinie, Turwi, Kopaszewie, a w późniejszym czasie także w Czerwonej Wsi, które z niebywałym pietyzmem opisała w zachowanej korespondencji, zabiegała o uznanie i akceptację – wszak nie należała do stanu szlacheckiego i wykonywała zawód, który podówczas nie cieszył się estymą, którą posiada współcześnie – przede wszystkim ze strony babki Karola:

 

„Najpierw złożyliśmy wizytę siostrze mojego męża, która wyszła za swego kuzyna Kazimierza Chłapowskiego. Oboje z mężem wyjechali nam naprzeciw do Wrocławia, skąd razem pojechaliśmy do ich majątku, do Kopaszewa, gdzie stał wielki dwór z pięknym parkiem, wspaniałą aleją, mnóstwem klombów kwietnych i krzaków róż. Przyjęto nas serdecznie, przebywaliśmy kilka dni w atmosferze życzliwości, spokoju i nieczęsto spotykanej kultury (…). Do Kopaszewa przyjeżdżaliśmy jeszcze wiele razy, prawie każdego lata, a przyjemność przebywania tam, przejażdżek, wspólnych spacerów po parku, gawędzenia, czytania na głos, itd. – była zawsze ta sama (…). Odwiedziliśmy także babkę męża, prawie dziewięćdziesięcioletnią panią Morawską. W jej powitaniu było tyle ciepła, że kiedy ucałowałam jej rękę a ona objęła mnie, nie potrafiłam powstrzymać łez. Była ona jedną z najbardziej wykształconych kobiet swego czasu, pisarką, oraz mądrą, rozsądną doradczynią młodszej generacji.”

Pałac w Żegocinie przed 1939 r., fot. Rodzina Chłapowskich

Pałac w Żegocinie przed 1939 r., fot. Rodzina Chłapowskich

 

Szczególnie szanowaną przez Modrzejewską postacią, był Generał Dezydery ucieleśniający surowe, lecz piękne cnoty, autentyczną duchowość i tytaniczną pracę, która i jej nie była obca. O uznaniu dla jego osoby świadczą słowa skierowane przez Modrzejewską do Ludwiki Chłapowskiej, które dobitnie świadczą o zainteresowaniu życiem Generała:

 

„Proszę Cię, droga Luniu, podziękuj bardzo a bardzo Tatce i Mamci za przesłanie moim dzieciom pamiętników Jenerała (…)”.

 

Równie wymowny, a zarazem niezwykle plastyczny i ponownie kierujący ku sacrum, w tym wypadku spowijającego postać dostojnego nestora rodu, jest fragment opisu pozostawiony przez Modrzejewską w autobiografii. Jest on zapisem obserwacji z loggi znajdującej się w kaplicy przypałacowej w Turwi (która połączona jest krytym gankiem z budynkiem pałacu):

 

Nigdy nie zapomnę mego pierwszego wrażenia z wizyty w jego domu. Przyjechaliśmy około godziny dziewiątej wieczorem i przyjął nas syn generała – Tadeusz Chłapowski, ten sam, którego spotkałam przed dwoma laty w Poznaniu i który przedstawił mi mego późniejszego męża. Było już po kolacji, i jak nam powiedziano – generał razem ze swym szwagrem hrabią Gutakowskim znajdują się w kaplicy, gdzie cała rodzina gromadziła się codziennie na wieczorną modlitwę. Wprowadzono nas na chór, żeby uniknąć poruszenia i przerwania modlitewnego nastroju naszym wejściem do kaplicy. Skoro uklękliśmy obok organów, oczom moim przedstawił się widok, który aż dotąd zachowałam żywo w pamięci. Na stopniach ołtarza klęczało dwóch starców powyżej osiemdziesiątki – generał Chłapowski i jego szwagier, obaj głęboko pogrążeni w modlitwie. (…) Gdy spoglądałam tak z góry na tych starych ludzi klęczących przed ołtarzem, inny obraz stanął mi przed oczyma. Zobaczyłam pole bitwy, zalane krwią naszej młodzieży, płomienie, dym, szubienice i wszystkie okropności ostatniego powstania, okrucieństwa kozaków, wiarołomne postępowanie Prus – wszystkie krzywdy wyrządzone od wieku z górą narodowi, który wysoko nad głową nosił sztandar chrześcijaństwa, walcząc za wiarę i cywilizację (…).

 

Pobyt w gnieździe rodzinnym rodu trwał trzy dni, w trakcie których Helena doznała wielu oznak życzliwości, zwłaszcza ze strony sędziwego i – co by tu dużo mówić – konserwatywnego Dezyderego.

Kobieta sukcesu

Modrzejewska wchodząc do rodziny, wykazała się ogromnym wyczuciem emocji w niej panujących. Słowa wcześniej cytowane bynajmniej nie były „formułą chłapowszczyzny”, lecz – co pokazała aktorka w ciągu całego swego życia – swoistym programem życiowym, który niewątpliwie przyczynił się do osiągnięcia przez nią scenicznego sukcesu.

 

Helena Modrzejewska, fotografował Melecjusz Dutkiewicz ok. 1879, fot. Biblioteka Narodowa w Warszawie

Helena Modrzejewska, fotografował Melecjusz Dutkiewicz ok. 1879, fot. Biblioteka Narodowa w Warszawie

Jednocześnie młoda, energiczna, niepozbawiona uroku osobistego Helena ożywiła nieco skostniałą rodzinę, dodając do grona nielicznych w jej obrębie profesji związanych przede wszystkim z wojną i polityką, powiew świeżości.

Modrzejewska stała się wkrótce bożyszczem tłumów, symbolizowała sukces kobiet, stopniowo coraz większe ich znaczenie w dziejach narodu. „Czas” w grudniu 1868 pisał o niej:

 

„Młoda artystka, pełna zamiłowania sztuki i szlachetnej ambicji za każdem oddaniem sobie zaszczytnej słuszności, rosła w potęgę, przewyższała się, dzisiejszy występ lepszy był od wczorajszego, wczorajsze usterki w grze znikały dzisiaj wobec coraz głębszych z każdym dniem studiów, w których mistrzynią była artystce po największej części natura i nieporównany instynkt artystyczny.”

 

Kunszt sceniczny, a przy tym aura niezwykle statecznej, oddanej rodzinie i idei narodowej matrony, uczyniły z Modrzejewskiej na długie lata jeden z niedoścignionych wzorców kobiety sukcesu. Determinacja w walce o uzyskanie określonej pozycji wraz z ogromną pracą i wysiłkiem były natomiast cechami, które w oczach Chłapowskich znalazły największe uznanie.

Zmarła w Bay Island w East Newport w Kalifornii 8 kwietnia 1909 roku. Jej szczątki sprowadzono do Krakowa, gdzie spoczęły na cmentarzu Rakowickim.

Obrazek pośmiertny Heleny Modrzejewskiej, fot. Rodzina Chłapowskich

Obrazek pośmiertny Heleny Modrzejewskiej, fot. Rodzina Chłapowskich

W pamięci

Pamięć o Modrzejewskiej jest w Wielkopolsce żywa. Najbardziej w Żegocinie, gdzie mieszkał brat Karola Chłapowskiego – Józef. To właśnie tam małżonkowie przebywali najczęściej odwiedzając Wielkopolskę.

 

Do legendy przeszły próby Heleny, jakie odbywała w niewielkiej szklarni na tyłach pałacu, z której rozchodził się donośny dźwięk szekspirowskich ról.

Dla ozdoby obrazu z miejscowego kościoła, zarazem jednego z najstarszych sanktuariów maryjnych w regionie, przekazała sznur pereł. Poza nim, materialnym świadectwem pobożności, w miejscowym domu kultury powstał salonik jej imienia, w którym kultywuje się pamięć o wybitnej Polce, a za sprawą jej związków z naszym regionem – możemy chyba powiedzieć, że i wybitnej Wielkopolance – jeżeli nie z urodzenia, to z pracowitości!