fot. Adam Nurkiewicz, Willem Alexander i Maxima w Muzeum Narodowym w Poznaniu

Holenderskie ślady w Wielkopolsce

Holendrzy pojawili się w Wielkopolsce nie tylko za sprawą tulipanów i towarzyszącej im „gorączki”, która trawiła Europę w latach 30. XVII wieku, fascynacji malarstwem niderlandzkim, czy wreszcie zachwytu dla tradycji kulinarnych tego kraju.

Odwiedzali nasz region również osobiście, wybierając go na miejsce swego życia i pracy. Ich losy oraz historia tego osadnictwa, są w gruncie rzeczy mało nieznane.

Holendry

Świadectwem jego są różnego rodzaju „Holendry” pojawiające się w nazwach miejscowości, które stopniowo przestają już oznaczać li tylko miejscowości zamieszkiwane przez tę grupę narodową, ale raczej stają się określeniem do pewnego stopnia prawnym, związanym ze specyfiką funkcjonowania takiej społeczności.

 

Sporo kolonii holenderskich powstało w dobrach koźmińskich należących do Sapiehów.

W skali całego kraju odnaleźć natomiast możemy wiele śladów holenderskich. Najznamienitszym jest rzecz jasna położony na Śląsku pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim. Nikt chyba jednak nie zdaje sobie sprawy, że ojciec niesfornej królewny, Wilhelm I, miał swoje posiadłości w Wielkopolsce i odwiedzał je nawet po swojej abdykacji.

Zakupy Wilhelma

30 października 1798 roku Antoni Barnaba Jabłonowski sprzedał swoje dobra, w skład których wchodził Racot, Stęszew, Czeszewo, Mikuszewo, Chlebowo, Szczodrzejewo, Orzechowo i szereg innych miejscowości. Nabywcą został książę Wilhelm Fryderyk van Oranjen-Nassau.

 

Antoni Barnaba Jabłonowski, fot. domena publiczna

Antoni Barnaba Jabłonowski, fot. domena publiczna

Jabłonowski zmuszony był spieniężyć dobra, wobec konieczności pokrycia wydatków związanych m.in. z budową pałacu w Warszawie.

Dla księcia orańskiego dobra usytuowane w pruskiej prowincji okazały się korzystną lokatą. Spora majętność weszła w zarząd Generalnej Administracji Księcia Orańsko-Nassau-Fuldańskiego, a od 1815 Generalnej Administracji Króla Niderlandzkiego z siedzibą w Widzimiu. Podlegała bezpośrednio pełnomocnikowi królewskiemu w Hadze.

W 1791 roku Wilhelm poślubił księżniczkę pruską Fryderykę Wilhelminę Luizę, która zakupiła zlikwidowane dobra cysterskie w Henrykowie i wspomniany już Kamieniec. W ten sposób wielkopolskie i śląskie majętności stały się częścią pokaźnych rozmiarów fortuny dynastii orańskiej.

Między 1793 a 1795 rokiem Wilhelm walczył z Francją. Niepowodzenia bitewne zmusiły jego i jego ojca do emigracji do Anglii. Nie mogąc liczyć na polityczne wsparcie Anglii i Rosji, Willem kupił w 1803 roku zsekularyzowane dobra biskupów Fuldy.

 

Jako rodzaj rekompensaty za utracone posiadłości, Napoleon podarował księciu opactwa Corvey i Weingarten oraz miasto Dortmund, które to ziemie stały się trzonem księstwa Nassau-Oranje-Fulda.

W 1806 roku zawiązano Konfederację Reńską, w następstwie czego część ziem dynastii orańskiej znalazła się pod obcym panowaniem. Wilhelm wybrał stronnictwo przeciwko Napoleonowi. Koalicja nie zdołała pokonać Francuzów, książę utracił swe posiadłości (dostał za nie rekompensatę w formie renty) i do końca 1813 roku mieszkał w Berlinie.

Schyłek epoki napoleońskiej zaowocował w 1813 roku ogłoszeniem Wilhelma suwerennym monarchą. W 1815 roku na Kongresie Wiedeńskim młody władca otrzymał dodatkowo tytuł wielkiego księcia Luksemburga. Tego samego roku, 16 marca, został ogłoszony królem Niderlandów. Okres jego panowania pokrywał się z czasem zintensyfikowanej polityki pruskiej, mającej ułatwić Niemcom zakup ziemi w zaborze pruskim.

 

Wilhelm I van Oranje-Nassau, fot. domena publiczna

Wilhelm I van Oranje-Nassau, fot. domena publiczna

Korzystając ze wsparcia państwa (m.in. dzięki koligacjom z Hohenzollernami za sprawą małżeństwa), jak również umiejętnie negocjując z niebotycznie zadłużonym księciem Jabłonowskim, król Holandii nabył klucz racocki oraz Stęszew.

Dawny kościół pełniący funkcję kaplicy pałacowej, przekształcił na świątynię ewangelicką. Sprowadził również do wielkopolskich majątków osadników holenderskich. Zostali oni osadzeni m.in. w Nowym Luboszu koło Kościana, gdzie również powstał cmentarz, współcześnie funkcjonujący jako nekropolia gminna.

Koloniści

Cechą charakterystyczną kolonistów holenderskich była ich umiejętność radzenia sobie z pracą na terenach zalewowych i nizinnych. Większość osadników miała wolność osobistą i zwolnionych było z kontraktów dzierżawnych.

 

I chociaż wsie holenderskiej nie w pełni korzystały z przywilejów autonomii wsi na prawie niemieckim, to jednak w przeciwieństwie do wsi całkowicie polskich, miały nieco większą swobodę.

W regionie Kościana, gdzie rozlewiska Obry były poważnym problemem, obecność skutecznych w walce z wylewami Holendrów, wydawała się nie tylko pożądana, ile wręcz zbawienna. Podjęte działania melioracyjne kanałów – inspirowane przez rząd pruski, a później przez samych wielkopolan – chyba ostatecznie osadników holenderskich nie uwzględniły.

 

Z czasem zniknęli oni z Ziemi Kościańskiej.

Tymczasem prosperita Króla Wilhelma słabła, a w międzyczasie usamodzielniona Belgia przyczyniła się do dalszego osłabienia jego pozycji. Po śmierci żony chciał ponownie zawrzeć związek małżeński, tym razem z katoliczką, co stało się powodem jego abdykacji w 1840 roku. Rok później doszło do ich ślubu.

Eks-król zamieszkał w Berlinie, skąd przyjeżdżał do swoich wielkopolskich posiadłości, utrzymując bardzo poprawne kontakty z okoliczną szlachtą i ziemiaństwem.

Prezent ślubny

Jego następcą został syn noszący to samo imię – Wilhelm II. Początkowo mieszkał w Anglii, tam też studiował w Oksfordzie. Zdobył również doświadczenie militarne. W 1816 roku poślubił Annę Pawłowną Romanow. 7 października 1840 roku wstąpił na tron.

Nowy król był miłośnikiem neogotyku oraz zagorzałym myśliwym. Z małżeństwa z Anną miał pięcioro dzieci. Najmłodsza z nich, córka Wilhelmina Maria Zofia, w 1842 roku poślubiła wielkiego księcia saksońsko-weimarskiego Karola Aleksandra.

 

Jako prezent ślubny otrzymała od ojca klucz racocki, Stęszew, Czeszew i wiele mniejszych miejscowości.

W ten sposób wielkopolskie posiadłości holenderskiej rodziny królewskiej znalazły się w posiadaniu trzeciej generacji oraz ich następców, którzy władali nimi do 1919 roku, kiedy to zostały znacjonalizowane i przejęte przez odrodzone państwo polskie.

Wielką namiętnością niemal całej dynastii van Oranje-Nassau była i jest zieleń. Po nabyciu wielkopolskich dóbr, założeń rezydencjonalnych z istniejącymi w tym miejscu ogrodami francuskimi, nowi właściciele przystąpili do ich przekształceń w duchu popularnego wówczas wzorca angielskiego parku krajobrazowego.

 

Oczywiście obycie z wyspiarską tradycją ogrodniczą było podstawowym źródłem inspiracji dla planistów, którym powierzono nową aranżację założeń parkowych i ogrodowych.

Co ciekawe orańczycy respektowali w Wielkopolsce miejscową tradycję z dominującym dziedzińcem honorowym. Przekształcenia objęły części na tyłach pałaców.

Braki w archiwach

W polskich archiwach nie odnajdujemy w zasadzie większych śladów dotyczących obecności w naszym regionie Holendrów, zwłaszcza rodziny królewskiej.

Natomiast w Hadze, w archiwum królewskim znajdują się dokumenty związane z tzw. „Thesaurie”, odpowiednikiem ministerstwa skarbu/finansów, w którego zbiorach znajdują się dokumenty związane również z polskimi posiadłościami rodziny. Póki co nie były one badane i nie wiemy, co może się w nich znajdować. A powinny chociażby rachunki związane z utrzymaniem, remontami, zakupami dla tychże posiadłości.

 

Co ciekawe trudno obecnie odnaleźć również ślady m.in. holendersko brzmiących nazwisk, które jednak występowały w regionie.

Cmentarze ewangelickie, na których osadnicy holenderscy byli chowani, w większości zostały zniszczone. Księgi metrykalne gmin protestanckich nadal czekają na zebranie i opracowanie. Wraz z nimi historia wielkopolsko-holenderskich kontaktów.

W czerwcu 2014 roku przyleciał do Poznania król Niderlandów Willem Alexander z żoną Maximą. Odwiedzili m.in. Muzeum Narodowe i terminal kolejowy w Swarzędzu. Wizyta o charakterze biznesowym i gospodarczym zapewne nie uwzględniła komponentu historycznej ciekawostki, w myśl której oto, gdyby nie historyczne zawirowania, para królewska mogłaby się zatrzymać w Racocie, który nadal byłby monarszą rezydencją w sercu Wielkopolski.

Może niebawem ich Królewskie Mości o tym się dowiedzą!

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
3
Świetne
Świetne
4
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0