fot. Emilian Prałat, śródpolny zbiornik wodny

Mała retencja szansą dla Wielkopolski

Susza i Wielkopolska – to od dłuższego czasu dwa idące w parze elementy.

Stepowienie regionu zachodzi od dziesięcioleci. Jednak obecnie – w zastraszająco szybkim tempie – obserwujemy coraz częstsze okresowe susze hydrologiczne, a więc będące następstwem suszy atmosferycznej stany, w których dochodzi do spadku przepływu wody poniżej wieloletnich wartości średnich oraz zmniejszenia zasobów wód powierzchniowych i podziemnych.

 

Najwyraźniejszym efektem dwóch ostatnich zjawisk jest drastyczne wysychanie zbiorników wodnych, chociażby jezior i opadanie poziomu wód podziemnych, to zaś stanowi zagrożenie dla dostaw wody pitnej.

Konieczność retencji wody jest koniecznością. W ramach tego tekstu chciałbym odnieść się do dwóch rozwiązań, obu mających długą tradycję, lecz zaniedbywanych.

Śródpolne i śródleśne oczka wodne

Śródpolne i śródleśne oczka wodne to najczęściej zbiorniki o powierzchni nie większej niż jeden hektar i głębokości od jednego do trzech metrów. Powstają na dnie bezodpływowych i okresowo lub stale zalewanych obszarów. Wraz z roślinnością brzegową i otaczającymi je ekosystemami (leśnymi lub polnymi – mono i polikulturowymi) przyczyniają się do wzmocnienia potencjału ekologicznego, poprzez zwiększenie ilości zatrzymywanej wody, bycie siedliskami dla wielu gatunków roślin i zwierząt  -zwłaszcza dla płazów, gadów i ptaków.

 

Śródleśne oczko wodne niemal cakowicie porośnięte trzcinami w związku z brakiem prac melioracyjnych - przykład sukcesji wtórnej, fot. Emilian Prałat

Śródleśne oczko wodne niemal całkowicie porośnięte trzcinami w związku z brakiem prac melioracyjnych – przykład sukcesji wtórnej, fot. Emilian Prałat

Nie bez znaczenia jest ich funkcja estetyczna – urozmaicają krajobraz i odpowiadają za jego różnorodność biologiczną.

Poza naturalnymi tego rodzaju zbiornikami, zwłaszcza w Wielkopolsce, spotkać można również sztuczne. Wiele z nich to również efekt pionierskiej działalności Dezyderego Chłapowskiego, który wespół z pasami zadrzewień śródpolnych i śródleśnych, nakazywał kopanie również małych oczek, dbał o utrzymanie już istniejących i kategorycznie zabraniał ich zasypywania. Odgrywały one również rolę zbiorników pożarowych, więc korzyści były wielorakie.

 

Dzisiaj wiele z tych, które sztucznie wykonano przed prawie dwoma stuleciami, jest stabilnymi ekosystemami, malowniczo wpisującymi się w wielkopolski krajobraz.

Zagrożeniem dla nich jest nadmierna ilość fosforanów stosowana w rolnictwie, która wraz z wodami opadowymi często dostaje się do oczek. Dla roślinności oznacza to przyśpieszony wzrost, jednak ostatecznie nadmierny rozrost biomasy powoduje zarastanie oczka, jego eutrofizację a ostatecznie zabagnienie i częste wysychanie.

Intensyfikacja rolnictwa wiąże się często z celowym zasypywaniem małych zbiorników, zwłaszcza znajdujących się w środku pół. Doraźna korzyść w postaci kilkudziesięciu czy kilkuset metrów dodatkowej powierzchni, w konsekwencji jest wyrządzeniem krzywdy przyrodzie i sobie samemu.

Z niewielkim odzewem spotykają się również idee tworzenia nowych oczek – w gruncie rzeczy jest on zerowy. Zasadnym i celowym jest stworzenie programów dofinansowywania tworzenia śródpolnych oczek wodnych, zwłaszcza na gruntach najsłabszych.

Nie jestem zwolennikiem przymusu w jakiejkolwiek dziedzinie, niemniej myślę, że nie byłoby złym rozwiązanie, gdyby w przypadku rolników pracujących na gruntach o określonej powierzchni, powiedzmy 30 hektarów, pojawił się obowiązek posiadania chociażby jednego śródpolnego oczka o określonych parametrach powierzchniowych. Takie zobligowanie wraz z bonifikatą lub zachętą finansową, mogłoby sprzyjać zwiększeniu ilości tego rodzaju zbiorników.

 

O wiele łatwiejszym natomiast byłoby wyegzekwowanie ochrony i tworzenia nowych oczek na terenach leśnych.

Tam problem jest dodatkowo istotny ze względu na zagrożenia pożarowe. Wielokrotnie w wielkopolskich lasach obserwowałem niewielkie oczka, które zasilane były kiedyś przez rowy biegnące przez lasy. Intensywna gospodarka leśna w ostatnich czasach skutkuje zasypywaniem tychże rowów i kanałów, które – jak pokazują chociażby zamieszczone tutaj ilustracje – były ważnym elementem odprowadzania wody i to w dużych ilościach, o czym świadczy ich głębokość.

Wody w parkach i ogrodach

Woda w założeniach sztucznych, jakimi były i są parki oraz ogrody, odgrywała kilka istotnych ról. Była ważnym elementem funkcjonowania tych miejsc, gdyż umożliwiała wegetację oraz była zalecanym akcentem kompozycyjnym i estetycznym. Warto przypomnieć, że większość parków i ogrodów zakładano w oparciu o istniejące naturalne drzewostany. Wiele z nich również miało cieki wodne.

 

Trzcinowisko będące największym zagrożeniem dla śródpolnego oczka wodnego. Przyczynia się do jego zarastania, spłycania i zamulania, a w konsekwencji może doprowadzić do zaniku, fot. Emilian Prałat

Trzcinowisko będące największym zagrożeniem dla śródpolnego oczka wodnego. Przyczynia się do jego zarastania, spłycania i zamulania, a w konsekwencji może doprowadzić do zaniku, fot. Emilian Prałat

W okresie reorganizacji ogrodów francuskich i ich przekształcania na krajobrazowe, angielskie, regulowano również cieki wodne – stawy, kanały i oczka wodne. Z czasem zyskiwały one naturalną równowagę.

Współcześnie – zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, zwłaszcza tych, w których znajdują się obiekty podworskie bez zarządzających nimi instytucji kultury – dostrzec można szereg problemów odnoszących się do systemów wodnych. Najpoważniejszym problemem są trwające nierzadko kilka dziesięcioleci zaniedbania w zakresie ich melioracji.

Doskonałym przykładem jest park podworski w Turwi. W jego obrębie znajdują się trzy stawy połączone kanałem, który łączy się ze stawem w środku wsi. Zbiorniki i ciek wewnątrzparkowe nie były meliorowane od co najmniej okresu powojennego (a być może ostatni raz przed 1939 rokiem). Nie pielęgnuje się również ich brzegów, w związku z czym stawy uległy zamuleniu, są pozarastane, a lustro wody w okresach wysokich temperatur, mocno spada. Jeden ze stawów okresowo wysycha. To zaś odsłania jego dno, od którego do krawędzi jest raptem niespełna 150 cm!

Ogromne ilości opadających liści i gnijącej biomasy, przyśpieszyły degradację zbiorników. Pozostawione w stawach i kanale przewrócone drzewa, gałęzie ten stan pogłębiają. Innym ważnym – a w kontekście Wielkopolski coraz poważniejszym problemem – są bobry, które niszczą parki podworskie. Obecne są również w Turwi.

 

Mimo możliwości ich odłowienia i przewiezienia w inne miejsce, nie podejmuje się żadnych działań, które uratowałyby park.

Owszem wiadomo, iż bobry mogą przyczynić się do spiętrzania wody i jej retencji, jednak w historycznych – wpisanych do rejestru zabytków! – parkach są szkodnikami. Tak też jest w Turwi. Nie ulega natomiast wątpliwości, że parkowe, ogrodowe zbiorniki wodne są ważnym ogniwem małej retencji wody. Dlatego też należy dołożyć wszelkich starań by tego typu obiekty były należycie utrzymane, stawy i kanały pogłębianie, regularnie koszone i kontrolowane w sposób, który zapewniłby zarówno istnienie zrównoważonego ekosystemu, a zarazem wydajnego systemu retencyjnego.

Dobrym tego przykładem są pogłębione i utrzymane stawy w nieodległym od Turwi parku w Racocie. Dwa stosunkowo duże zbiorniki – mimo większej ekspozycji na światło – gromadzą wodę i pozytywnie wpływają na wilgotność całego parku. Pozytywnymi przykładami utrzymania cieków wodnych, są stawy i kanały w parkach w Jankowicach, Plewiskach, Golinie czy Gołuchowie.

Kanały i rowy

Inną, lecz powiązaną z problemem retencji wody kwestią, jest fatalny stan kanałów melioracyjnych i rowów. Po centralizacji zarządzania wodami, zaobserwować można znaczne pogorszenie się standardu wspomnianych wyżej cieków.

 

Nasadzenia robiniowe oraz spontanicznie pojawiające się zarośla na brzegu śródpolnego oczka wodnego, fot. Emilian Prałat

Nasadzenia robiniowe oraz spontanicznie pojawiające się zarośla na brzegu śródpolnego oczka wodnego, fot. Emilian Prałat

Kanały nie są wykaszane, przez co stają się niedrożne, rowy nie są pogłębiane, w wielu przypadkach wręcz się je zasypuje.

Coraz gwałtowniejsze zmiany atmosferyczne, długie okresy suszy i gwałtowne opady, jak pokazuje codzienność, nie prowadzą do kompleksowych działań, które mogłyby zniwelować oba z wymienionych negatywnych czynników. A rozwiązania nie są wbrew pozorom najkosztowniejsze, ani nie wymagają odkrycia, co mam nadzieję pokazały przywołane wyżej przykłady i to, że sprawdzają się od prawie dwóch stuleci.

Podziel się kulturą!