fot. Tomasz Koryl

Mundur i dekalog

Nagrodę Marszałka Województwa Wielkopolskiego w konkursie PTPN na najlepszą publikację o Wielkopolsce za rok 2019 w kategorii literatury popularnonaukowej i beletrystyki otrzymała monografia „Granatowy porządek. Policja Państwowa w powiecie szamotulskim 1919–1939”. O publikacji mówi jej współautorka Monika Romanowska-Pietrzak.

 

Barbara Kowalewska: Książka ma trzech autorów. Oprócz pani mamy dwóch szamotulskich policjantów Wojciecha Musiała i Mariusza Sołtysiaka. Co was zainspirowało do napisania tej pozycji?

Monika Romanowska-Pietrzak: Było kilka powodów. Zajmuję się w Muzeum Górków historią regionu i w 2016 roku wydaliśmy album z dawnymi pocztówkami, który zyskał ogromną popularność wśród mieszkańców Szamotuł. Drugim impulsem było zbliżające się 100-lecie policji szamotulskiej i Mariusz Sołtysiak poprosił mnie o pomoc w przygotowaniu publikacji na ten temat. On też  rozpoczął poszukiwania potomków funkcjonariuszy, którzy służyli w szamotulskiej policji. Działał w ten sposób, że wyszukiwał na cmentarzach nagrobki byłych policjantów i wkładał tam karteczki z informacją, że prosi rodziny o kontakt.

 

M. Romanowska-Pietrzak, fot. Tomasz Koryl

Zgłosiło się bardzo dużo osób, które udostępniały swoje prywatne zbiory zdjęć i dokumentów i dzieliły się informacjami o przodkach. Poszukiwania były prowadzone także na portalach społecznościowych. Udało się m.in. dotrzeć do potomków komendanta Skąpskiego, szanowanego patrioty i działacza społecznego. 

Razem z nami pracował Wojtek Musiał, emerytowany policjant, który pasjonuje się historią i on również zaangażował się w przeglądanie archiwaliów. Z kolei szatę graficzną nadał książce Jarosław Kałużyński, a tytuł wymyślił dyrektor muzeum. Była to więc prawdziwa praca zespołowa. Nieocenioną pomocą służył nam Jacek Walaszczyk z Komendy Głównej Policji, który wyszukał materiały w Archiwum Akt Nowych w Warszawie. Rodziny, z którymi się  kontaktowaliśmy, były szczęśliwe, że mogą wreszcie mówić swobodnie o tym, o czym milczano w PRL-u.

 

BK: Co sprawiło, że musieli milczeć?

MRP: Byli policjanci sanacyjni przedstawiani byli po roku ’45 w najgorszych barwach. Uważano ich za „element”, który w powojennej Polsce trzeba zlikwidować, byli przesłuchiwani i torturowani przez  Urząd Bezpieczeństwa, jak komisarz Stanisław Skąpski czy komendant Józef Holzhausen. Poddawano ich ścisłej inwigilacji. Przy Prezydium Rady Ministrów powołano Komisję Rehabilitacyjno-Kwalifikacyjną dla byłych funkcjonariuszy Policji Państwowej. Odbierano im emerytury, wielu z nich po wojnie nie mogło dostać pracy albo wykonywało proste zawody, np. jeden z nich musiał się utrzymywać jako szewc. A to byli przecież ludzie wykształceni, wielu z nich ukończyło szkoły w zaborze pruskim, mieli doświadczenie wyniesione z armii i w powstaniu wielkopolskim, umieli czytać, pisać, działali społecznie.

 

BK: Za co doceniła waszą publikację komisja konkursowa PTPN-u?

W. Musiał, M. Romanowska-Pietrzak, M. Sołtysiak, "Granatowy porządek. Policja Państwowa w powiecie szamotulskim 1919-1939",

MRP: Kapituła konkursu podkreśliła zachowanie wysokich standardów warsztatowo-źródłowych i staranność edytorską. Zauważono kompleksowe podejście do opisu historycznego – nie tylko w zakresie funkcjonowania poszczególnych jednostek, ich struktury, zasad organizacji, wydawanych rozkazów, ale też przez pryzmat poszczególnych osób tam zatrudnionych. W pracy znalazło się więc wiele biogramów, w których rekonstrukcji pomogli potomkowie międzywojennych policjantów i które są świadectwem ich tragicznych losów wojennych i powojennych.

 

Dodatkowym atutem książki wydaje mi się umieszczenie na końcu tzw. „kryminałków”, chociaż przez chwilę wahaliśmy się, czy je dodać. Okazało się to bardzo trafione posunięcie, uatrakcyjniające publikację.

Są to wypisy z archiwalnej prasy lokalnej, czasami o charakterze anegdotycznym, relacjonujące wykroczenia, przestępstwa i pracę policji w regionie, ale przede wszystkim przedstawiające szeroki kontekst, w jakim przyszło żyć i pracować funkcjonariuszom policji w tamtych czasach. Wartością książki jest bogaty materiał ilustracyjny – zdjęcia nie były wcześniej nigdzie publikowane. Pochodzą one z zasobów rodzinnych, muzealnych i archiwalnych. Nie wszystkie były opisane, co dodatkowo utrudniało sprawę.

 

BK: Jakie były początki policji po I wojnie światowej w wyzwolonej Polsce?

MRP:  Pod koniec 1918 roku powstawały  rady żołnierskie i robotnicze, pełniące funkcję organów porządkowych, potem uformowano Straż Ludową, którą w końcu przekształcono w Żandarmerię Krajową. Policja Państwowa powstała  na podstawie przepisów z lipca  1919 roku, a w Wielkopolsce te przepisy zaczęły obowiązywać nieco później, w lipcu 1920 roku. Powołano Komendy Powiatowe obejmujące po kilkanaście posterunków. Przy  ustalaniu ich obsady napotkaliśmy problemy, co wynikało z braku kompletnych źródeł. Ponadto zarówno policjanci, jak i komendanci często się zmieniali, bo byli przerzucani do innych placówek w obrębie powiatu czy województwa, a i do innych części Polski w zależności od potrzeb. Ta rotacja miała  na celu podnoszenie kwalifikacji i zdobywanie nowych doświadczeń, ale też unikanie sytuacji, które mogły prowadzić do nadużyć.

 

BK: Jak wyglądała przestępczość w okresie międzywojnia?

M. Sołtysiak, fot. Tomasz Koryl

MRP: To był trudny czas, państwowość polska dopiero się tworzyła. Panowała bieda, duża niepewność, bezrobocie, problemy lokalowe. Najczęstsze były drobne wykroczenia i przestępstwa wynikające z niedostatku: kradzież żywności ze sklepów, kurników, chlewów czy z pól. Czasami ginęło nawet wywieszone pranie, prasa donosiła o kradzieżach nagminnie i zauważała, że „nie ukradną tylko rozpalonego żelaza”.

 

Były też włamania do dworów ziemiańskich (np. do pałacu w Rozbitku, Gałowie czy w Oporowie). Pojawiały się wówczas pierwsze samochody, dochodziło do wypadków, hałas silników często płoszył konie. Prawo nie zakazywało wtedy jazdy po alkoholu, ale wyciągano konsekwencje z tego powodu, gdy doszło do wypadku.

Oprócz tego dokonywano poważnych przestępstw, tj. podpalenia, pobicia, gwałty, napady z bronią, strzelaniny, znajdowano ciała zamordowanych. Jeden z policjantów, posterunkowy Michalak, w 1933 roku podejmując próbę zatrzymania grupy Cyganów, został przez nich zaatakowany i zmuszony do użycia broni. Postrzelił młodego 18-letniego Cygana Bolesława Dolińskiego, który zmarł . Spoczywa na szamotulskim cmentarzu.

 

BK: Zwykli obywatele mogli posiadać broń? Czy była wówczas w tym zakresie jakaś regulacja prawna?

MRP: Aby posiadać broń wymagane było wtedy (podobnie jak dziś) pozwolenie. Proszę pamiętać, że po zakończeniu I wojny i powstania wielkopolskiego mimo wezwań ze strony władz nie wszyscy broń zdali. I zdarzało się, że ci, którzy nielegalnie ją posiadali, wykorzystywali ją, popełniając przestępstwa.

 

BK: Czym się różniły działania tamtejszej policji od dzisiejszej i w jakich warunkach pracowali funkcjonariusze?

"Granatowy porządek. Policja Państwowa w powiecie szamotulskim 1919-1939", fot. Tomasz Koryl

MRP: Przede wszystkim była to dopiero tworząca się formacja,  w której konieczne były szkolenia, wprowadzanie procedur. Borykano się z  problemami lokalowymi, policjanci poruszali się głównie pieszo, konno (w pierwszym okresie) i na rowerach, później od 1929 roku był jeden służbowy samochód  komendanta, niekiedy wykorzystywany do pościgów czy realizowania zadań w odległych miejscach. Uposażenie policjantów nie było wysokie. Żądano od nich wykazania się wysokim morale, co wielokrotnie było podnoszone w pisemnych rozkazach, podlegali też rozmaitym ograniczeniom, np. musieli mieć zgodę przełożonych na zawarcie małżeństwa, a ich przyszłe partnerki były sprawdzane, czy nadają się na żony policjantów. Były braki kadrowe, przeciążenie obowiązkami.

 

Ciekawostką jest, że funkcjonariuszom przyznawano tzw. „strawne” – niewielki dodatek finansowy, aby policjant w okresie zimowym mógł zakupić posiłek i nie korzystać z darmowego poczęstunku. W ten sposób zapobiegano sytuacjom, w których policjant mógłby popaść w jakąkolwiek zależność.

BK: Przywołujecie państwo dwa ważne źródła, będące dowodem na dbałość dowództwa o etykę osobistą i zawodową policjantów.

W. Musiał, fot. Tomasz Koryl

MRP: Tak, jednym z nich jest artykuł „Uwagi o wychowaniu policjanta” z „Przeglądu Policyjnego” z 1938 roku, gdzie pisze się, że powinien on charakteryzować się „kulturą wewnętrzną, przyrodzoną, właściwą lepszej części społeczeństwa”. Drugie źródło stanowią „Przykazania Policji”, 14 zasad sformułowanych przez jednego z komendantów, Kordiana Zamorskiego, który twierdził, że o sukcesie służb decyduje to, jacy ludzie wchodzą w ich szeregi. Wśród przykazań mamy zalecenia: „żyj skromnie, żebyś był niezależny”, „bądź sprawiedliwy”, „dobry żołnierz gardzi okrucieństwem”, „zachowaj umiar w mowie”. Zwracano uwagę na to, by nie kalać munduru, również dosłownie, dbać o swoją sprawność, nie ulegać nałogom, wciąż się uczyć. Chodziło o to, by funkcjonariusze zyskali szacunek i zaufanie obywateli. Wymagano od nich wiele, ale z drugiej strony podkreślano prestiż tej pracy. Nie było wówczas łatwo mieć stałe zatrudnienie i pensję, więc był to na pewno przywilej. Córka posterunkowego Konwińskiego, wspominając przedwojenne czasy, opowiadała, że jej ojciec podkreślał, żeby uczyły się jak najlepiej, bo „od dzieci policjanta wymaga się więcej”.

 

BK: Opublikowaliście w książce archiwalne dokumenty z rozkazami, które wiele mówią o realiach tamtych czasów i o charakterze działań policyjnych. Co zawierają te rozkazy?

MRP: Dowiadujemy się z nich o problemach interpersonalnych między policjantami i o używaniu alkoholu, co było piętnowane przez dowództwo. Mamy nakazy dbania o broń i posiadania jej przy sobie oraz trzymania amunicji pod zamknięciem, zalecenia noszenia ze sobą kajdanek, dbania o mundur i zachowanie na co dzień. Wiemy, za jakie osiągnięcia przyznawano nagrody i o karach za brak dyscypliny. Są rozkazy współpracy z cywilnymi władzami lokalnymi i konieczność informowania ich, np. o złym stanie dróg.

 

Pojawiają się ciekawe wytyczne co do konstrukcji dossier przestępcy. Oprócz podstawowych danych osobowych znajdowały się tu informacje o rodzinie, kontaktach, stosunkach miłosnych oraz opis sposobu, w jaki podejrzany dokonuje przestępstw.

Dowiadujemy się też z tych rozkazów, że policjanci byli zobowiązani  sprawdzać księgi hotelowe. Kresy Zachodnie były bardzo niebezpieczne w latach 30. Niemcy próbowali przenikać na te tereny i sytuacja stawała się napięta. Policja współpracowała z wywiadem polskim, zwalczając dywersję i szpiegostwo niemieckie.

 

BK: Aż w 1939 roku wielkopolscy policjanci dostają rozkaz ewakuacji jak najdalej na Wschód.

M. Romanowska-Pietrzak, fot. Tomasz Koryl

MRP:  Część z nich, która została, trafiła do Generalnej Guberni, zmuszana była do podpisywana folkslisty, siłą wcielana do  Granatowej Policji  Generalnej Guberni (policjanci pod groźbą kary zmuszeni byli się stawić na podstawie odezwy władz GG) lub wysyłana do obozów koncentracyjnych. Po 17 września 1939 roku wielu szamotulskich policjantów trafiło na Kresy i stamtąd zostali wywiezieni do niewoli sowieckiej, m.in. do obozów w Ostaszkowie (np. posterunkowy Jan Adamski, Piotr Baszko czy Piotr Wojciechowski), gdzie spotyka ich ten sam los, co oficerów w Katyniu. Rosjanie uznali, że każdy policjant wstąpił do tej formacji dobrowolnie, a skoro tak, to bez względu na stopień zasługuje na śmierć (w przeciwieństwie do wojskowych – rozstrzelano oficerów, szeregowców zaś zwolniono). Sześć tysięcy policjantów, którzy służyli w przedwojennej polskiej policji zostało wymordowanych przez Rosjan.

 

BK: Jakie były reakcje na waszą publikację?

MRP: Spotkały nas niemal same pozytywne reakcje. Była jedna osoba, która zarzucała nam, że w naszej książce opisaliśmy tylko okres międzywojenny, ale to był zamysł celowy, bo historię powojenną policji opisano już na wiele sposobów.

 

Poza tym okres sprzed wojny był trudny do opracowania ze względu na ograniczony dostęp do archiwalnych źródeł. Nam się udało zebrać sporo dokumentów dzięki rodzinom byłych policjantów. Zresztą to właśnie komisja PTPN-u uznała za atut publikacji.

W. Musiał, M. Romanowska-Pietrzak, M. Sołtysiak, fot. Tomasz Koryl

Książka sprzedała się błyskawicznie i po otrzymaniu nagrody, gdy pojawiło się dodatkowe zainteresowanie, nakład był już wyczerpany. Był spory oddźwięk poza powiatem szamotulskim. Książkę rekomendowali m.in. policjantka z Warszawy, prowadząca profil „z pamiętnika policjantki” oraz czasopismo poświęcone policji państwowej,  „Policja 997”, którego redaktorzy przyjechali z Warszawy, aby zrobić z nami wywiad. Nasza książka pokazuje tamtych mundurowych w innym świetle niż na przykład Jan Grabowski w swojej pracy „Na posterunku”, który wielu policjantów okresu wojny ukazuje jako kolaborantów z Niemcami. W oparciu o publikację Grabowskiego jeden z mieszkańców Szamotuł piszący do lokalnej gazety przedstawił postać komendanta Holzhausena jako współpracownika Niemców, nie popierając jednak tej tezy konkretnymi dokumentami. Na podstawie źródeł, które prześledziliśmy, z całą pewnością możemy stwierdzić, że nie ma dokumentów potwierdzających współpracę Holzhausena z okupantem.  Poza tym historia nigdy nie jest jednoznaczna. Trzeba pamiętać, że za źródłami i świadectwami są żywi ludzie i z pamięcią trzeba się obchodzić ostrożnie, żeby nikogo nie skrzywdzić.

 

Monika Romanowska-Pietrzak – kustosz Muzeum Zamek Górków w Szamotułach, absolwentka historii UAM i Akademii Dziedzictwa w Krakowie, autorka licznych wystaw, w tym nagrodzonej Grand Prix Izabella 2007 „Magiczny świat kawy”, publikacji, m.in. „Szamotuły na dawnej pocztówce”, „Widoki powiatu szamotulskiego na starych pocztówkach”, artykułów publikowanych na portalu kulturaupodstaw.pl, edukatorka muzealna i miłośniczka lokalnej historii.

Mariusz Sołtysiak  – policjant w szamotulskiej Komendzie Policji, interesuje się historią i regionem, inicjator działań upamiętniających przedwojennych policjantów i powstańców wielkopolskich.

Wojciech Musiał – policjant w stanie spoczynku, obecnie pracownik samorządowy, jego pasją jest historia Polski oraz Szamotuł.