fot. Materiały prasowe

Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #25

„Muzyka bezcenna w Wielkopolsce” to rekomendacje albumów z naszego regionu, których autorzy umożliwiają ich bezpłatne pobranie. W tym odcinku: ?, Savior i Willa Kosmos.

?
Hope Springs Eternal
wydanie własne, 2020

 

„Czy lubisz ananasy?” – z bliżej niewiadomych przyczyn pyta twórca płyty „Hope Springs Eternal”, a my pytamy, kim tak naprawdę jest ten poznański artysta, który każdy swój materiał podpisuje znaczącym „?”. Dlaczego zdecydował się na tak osobliwą nazwę swojego projektu? I czy naprawdę nie ma dla niego znaczenia, że przez nią wyszukanie jego twórczości w Google jest praktycznie niemożliwe?

 

OK, żarty na bok, zwłaszcza, że zawartość „Hope Springs Eternal” z pewnością do nich nie zachęca…

Gdyby chcieć zawęzić opis tego pochłaniającego niczym czarna dziura krążka do dwóch słów, to (nie)radosną twórczość człowieka-zagadki określilibyśmy jako „nawiedzony noise”. To jednak nieco krzywdzące, zwłaszcza mając na uwadze, że ? umie nie tylko w typowe cyfrowe hałasy godne japońskiego Merzbow, ale również w dark ambient przypominający wyczyny satanisty Lustmorda czy plądrofonię Daniela Lopatina z Oneohtrix Point Never.

Przy otwierającym „And he didn’t go out of the window” jeszcze może nam się wydawać, że patent ? na „straszną muzykę” to losowy szum + przypadkowe plamy dźwiękowe + jeszcze bardziej przypadkowe sample wokali, jednak takie „Stranger” – zdecydowanie najmocniejsza pozycja na krążku – zdradza również dark/noir/noise-jazzowe fascynacje tego producenta.

Co więcej, po nawiązaniach do Bohren & der Club of Gore, Dale Cooper Quartet & The Dictaphones i Heroin and Your Veins przychodzi czas nawet na… witch house, bo w końcu finalne „Still dreaming” to wykapane Salem na „King Knight”. Kiedy już nacieszymy się piwniczną magią bijącą od „Hope Springs Eternal”, warto sięgnąć również po starsze krążki ? – choćby „Miasto bez ludzi” czy „Lone Boy Laptop Music”. To ten sam rodzaj soniczych podróży, w których cyfrowe błędy to żaden defekt, ale największa wartość.

 

SAVIOR
Panów Pan EP
wydanie własne, 2017

 

 

„Wielbiciele LED-owych dewocjonaliów z Gniezna w pogoni za własnym, rozpoznawalnym głosem w muzyce” – tak opisują się łobuziaki z zespołu Savior.

 

Jednak niech nie zwiedzie was ich hipsterki ton, bo to adepci starej, thrash metalowej szkoły z krwi i kości. Jeśli pierwsze krążki takich wyjadaczy jak Metallica, Exodus, Overkill, Anthrax czy Testament jeszcze nie wyleciały wam z głowy, to możecie być pewni, że przy „Panów Pan” będziecie bawić się świetnie. To niby tylko cztery, proste jak wbijanie gwoździa młotkiem numery, w których gnieźnianie sięgają po powoli zapominaną konwencję szeroko pojętej sceny Bay Area z lat osiemdziesiątych, jednak każdy z nich – mięsistym riffem, klasycznym brzmieniem, surowym klimatem – przywołuje tak miłe skojarzenia, że nawet na niezbyt przekonujący angielski wokalisty jesteśmy skłonni machnąć ręką.

 

A skoro już przy machaniu jesteśmy, to już przy otwierającym „ATR” mamy ochotę stanąć na środku pokoju i odstawić taki handbanging, że niejeden zadzwoniłby po egzorcystę.

Jednak „Panów Pan” – podobnie jak wydany w ubiegłym roku „Podział” – to nie tylko „thrash”, ale również „death”, „groove” czy „progressive”, które okazjonalnie przemykają w tym czy tamtym takcie. To oczywiste, że kawałki Savior nawet nie stoją obok takich petard jak kultowe „Piranha”, „Rotten To The Core” czy „Caught In A Mosh”, ale warto odnotować, z jaką gracją panowie przekuwają swoją pasję do old schoolu w coś, co naprawdę działa – zwłaszcza przy dobrze podkręconych głośnikach. Thrash metal will never die, choćby wszystkie wielkie wytwórnie miały go gdzieś. Tak było w latach dziewięćdziesiątych, tak jest i dziś.

 

WILLA KOSMOS
Wszystko będzie dobrze
Koty Records, 2020

 

Witajcie w Wilii Kosmos! Warto do niej zawitać, żyjąc w świecie, w którym wszystko – kamienice, bloki, hotele, motele – jest na wynajem. To miejsce jest dostępne dla wszystkich, bez zbędnych umów, zobowiązań, ograniczeń.

 

To „pierwsze schronienie po wyprowadzce z rodzinnego miasta i chwilowy azyl, zarówno dla poszukujących, jak i poszukiwanych” – zapewniają gospodarze: Jasny Gwint, Smutny Tuńczyk oraz Nikt Gwiezdny, zachęcający do korzystania z wciąż dostępnych pokojów, w których i zapalicie, i wypijecie, i pokrzyczycie…

 

Jednak nie tylko dlatego warto w nich pomieszkać, bo „Wszystko będzie dobrze” to chyba najkaloryczniejszy modern punk rock, jaki wypłynął w tym roku nie tylko w naszym regionie, ale w całej Polsce. Najnowszy, wydany zaledwie przed miesiącem materiał, nagrany w rezydencji w Łazach i piwnicy na Śródce pod koniec ubiegłego roku, autentycznie rozbraja – nie tylko od strony emocjonalnej, która w Wilii Kosmos odgrywa kluczowe rolę, ale również kompozycyjnej.

 

Punk to ekspresja i żywioł, ale w wykonaniu tych trzech zadziwia też trudnym do wytłumaczenia ładem – w niemal paranormalny sposób ścierają się tu rozmaite, niefrasobliwe hałasy – nie tylko „punk rock 2.0”, ale i post-punk, hardcore czy shoegaze.

Jak opowiadają członkowie grupy, Willa Kosmos zaczęła się od niekończących się improwizacji, z których na początku wynikało „nic”, a koniec końców powstało „coś” – uporządkowany chaos, pierwotna ekspresja zapakowana w czysto piosenkowe formy, bunt w tekstach wypluty w sposób tak nonszalancki, że po każdym wersie cmokamy jak krytyk w Luwrze. Fani zespołów w stylu Idles, A Place To Bury Strangers, CKOD czy Nirvana – wiedzcie, że będziecie zachwyceni!