fot. Materiały prasowe

Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #26

„Muzyka bezcenna w Wielkopolsce” to rekomendacje albumów z naszego regionu, których autorzy umożliwiają ich bezpłatne pobranie. W tym odcinku: Bhoidh, Incognitron 3000 i Syndrom Paryski.

BHOIDH
Misguided By Existence
wydanie własne, 2020

Wrzesińskie biesy straszą aż miło posłuchać! Po ponad dwóch latach działalności Łukasz, Jakub i Jack postanowili przedstawić nam swoją własną, dość radykalną, bo typowo death metalową wizję współczesnego świata, w którym – jak można się domyślić – króluje trwoga i pożoga. Co możemy dla siebie zrobić, by w nim nie zwariować?

 

Przekaz Bhoidh jest prosty – idź własną drogą, nie oglądaj się na ewentualne konsekwencje, żyj w sposób świadomy, bądź sceptyczny i czujny, a przede wszystkim zawsze dawaj upust złym emocjom, jakie w tobie tkwią.

Słuchając siarczystego jak policzek albumu „Misguided By Existence”, nie mamy żadnych wątpliwości, że cała trójka musiała mieć ich dość sporo. Nas, egoistycznych słuchaczy, może to tylko cieszyć, mając na uwadze fakt, że bez odpowiedniego ładunku dźwiękowej przemocy death metal nigdy nie wypala. Czy ktokolwiek chciałby usłyszeć balladę od Morbid Angel, Carcass czy – na czorta! – Deicide? Chyba jedynie z perwersyjnej ciekawości… Tym samym, również panowie z Bhoidh nie biorą jeńców.

 

„Owce, które podążają ślepo… Liderzy, którzy kierują naszymi wyborami… / Osłabienie naszych myśli i uczuć jest ich ostatecznym celem! (…) / Stajemy się wilkami, których dziki blask ginie, poddajemy się panowaniu głupców… / Powinniśmy bronić wolności wszystkich ludzi, jesteśmy używani przez korporacje i rządy!” – grzmi i syczy wokalista Bhoidh w utworze tytułowym.

 

I choć słowa o fałszywych prorokach robiących nam pranie mózgu to temat już dość wyświechtany (zwłaszcza w death metalu), to tylko podkręca rebeliancki charakter jadowitych riffów, jakimi naszpikowany jest ten pełnokrwisty i bezkompromisowy materiał.

 

INCOGNITRON 3000
The Late Arrival
wydanie własne, 2020

Że niby w Turku niewiele muzycznego się dzieje?! Może jedna jaskółka jeszcze wiosny nie czyni, jednak Incognitron 3000 takim opiniom zadaje kłam. Ba, dotąd na palcach jednej ręki można było policzyć wielkopolskich artystów, którzy zamiast grać kolejne konwencjonalne techno czy house, poszliby w stronę jednego z najciekawszych, współczesnych stylów w tanecznej elektronice, w największym stopniu odwołującego się do magicznych lat osiemdziesiątych. „The Late Arrival” to neon pełną gębą – retrowave, synthwave i outrun, po którym aż mamy ochotę wsiąść w nocy do fury i poczuć się jak Ryan Gosling w „Drive” albo Ryan O’Neal w „Kierowcy”.

 

„To opowieść o kosmicznej wyprawie, która wymyka się spod kontroli. Inspirowały mnie motywy podróży w czasie, słuchowiska radiowe i sobotnie, poranne kreskówki. Wszystko pokryte grubą warstwą sosu syntezatorowych lat osiemdziesiątych. Miłej przejażdżki!” – tak opowiada o swojej jeszcze gorącej płycie sam zainteresowany, jednak warto dodać, że oprócz sugestywnego klimatu zawiera ona również kapitalne melodie „w temacie” i doskonale, bo „wiernie” brzmi.

 

Poza tym, wydaje się być naprawdę przemyślaną historią, przez co płyta przypomina futurystycznego audiobooka bez lektora. Wielkopolscy fani choćby takich kluczowych dla synthwave’u projektów jak Mitch Murder, Perturbator, Power Glove, Timecop1983 czy The Midnight z pewnością poczują się jak w domu, choć warto podkreślić, że „The Late Arrival” to muzyka również dla tych, którzy mają słabość do twórczości takich legend jak Jean Michel Jarre, Tangerine Dream czy Vangelis. Jeśli chodzi o nasze podziemie, to zdecydowanie jedna z najciekawszych płyt tego roku.

 

SYNDROM PARYSKI
Karczewko Sessions
wydanie własne, 2020

Syndrom paryski inspirował już wielu artystów. Trudno się dziwić – w końcu nie dość, że jest jedną z najbardziej tajemniczych „chorób” natury psychicznej, to dodatkowo bezpośrednio wiąże się z miastem, które dla wielu wciąż jest artystyczną stolicą świata.

 

Ów syndrom zwykle dotyka tych, którzy wybierając się w podróż do Paryża idealizowali go w głowie na tyle, by zwyczajnie nie móc znieść już nie tak słodkiej, zastanej w nim rzeczywistości. Pod wieżą Eiffla już niejednego idealistę ogarnęła nie ekscytacja czy wzruszenie, ale wielki niepokój, urojenia, halucynacje i manie prześladowcze.

Czy Syndrom Paryski to problem pierwszego świata? Być może, jednak również całkiem interesujący zespół, którego członkami jest pięciu młodych poznaniaków: Wojtek Filipowicz, Sebastian Polus, Wojtek Pawlak, Bastian Najdek i Dawid Graczyk. Wzorem nazwy kapeli, Syndrom Paryski na chwilę temu wydanej płycie „Karczewko Sessions” brzmi nader emocjonalnie – na tyle, by krążek chłopaków położyć na półce z emo rockiem. Zanim jednak to zrobimy, na pewno warto go posłuchać, bo w końcu oprócz łzawych riffów mamy tu atmosferę math rocka i indie, które pięknie współgrają z czysto akustycznym, sielsko-nostalgicznym brzmieniem tej krótkiej, acz bardzo satysfakcjonującej płyty.

 

„Letnie noce nigdy nie były tak zimne, nigdy nie były tak inne, nigdy nie były tak dziwne…”

 

Syndrom Paryski to muzyka środka lata od niepoprawnych romantyków, w sam raz na epidemiczne wakacje. Zresztą, wystarczy spojrzeć na okładkę…

 

Na koniec prośba do chłopaków: jeżeli to czytacie – nie zmieniajcie się!