fot. Materiały prasowe

Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #44

„Muzyka bezcenna w Wielkopolsce” to rekomendacje albumów z naszego regionu, których autorzy umożliwiają ich bezpłatne pobranie. W tym odcinku Józef, Zofia, Patryk Grymuza i Tarpan.

JÓZEF, ZOFIA
V
2021, Ciche Nagrania

 

 

„Mam sen / odwilż / burza / ulatujące słowa / uważaj na przemęczenie / jak się miewasz? / ja bardzo chętnie / do zobaczenia” – tymi słowami witają się z nami Józef i Zofia, uroczy duet z Poznania, który po kilku latach (nie tylko) muzycznej współpracy wyrasta na jeden z ciekawszych projektów na polskiej scenie muzyki spod znaku soundscape.

 

Choć „V” wydaje się być naturalną kontynuacją ich dawno obranej, czysto ambientowej drogi, to tym razem duet skombinował coś więcej aniżeli tylko nienachalnie przepływający, pasażowy, senny alt-rock. Nie oznacza to, że poprzednimi krążkami Józefa i Zofii nie warto się zainteresować – w końcu już choćby wydany trzy lata temu album „Otulenie” (zawierający zaledwie jeden, choć ponad-półgodzinny utwór, a fizycznie sprzedawany w pudełkach zapałek!) był awangardowym novum, wytrawnie scalającym dziesiątki field-recordingowych cząstek.

 

Trzeba jednak oddać artystom, że od tamtego czasu poczynili progres – szczególnie jeśli chodzi o moc, z jaką ich twórczość może oddziaływać na słuchaczy, zwłaszcza tych wrażliwych na niuanse i nielinearny sposób prowadzenia kompozycji.

Choć te z pozoru wydawałyby się najlepszym OST-em do domowej medytacji, przypominając w tym dzieła Williama Basinskiego, to jednak – również jego wzorem – takie utwory, jak pełny narastających sprzężeń „10.1 William” czy otwierający, niemal shoegaze’owy „Lipiec”, pokazują, że duet ma ochotę na nieco więcej aniżeli tylko ciąg syntetycznych padów.

I tylko czekać, aż w katalogu Cichych Nagrań – labelu, którego logo sygnuje „V”, a którego od początku właścicielem jest właśnie Józef – zaczną pojawiać się płyty innych twórców. Jeśli będą selekcjonowani z taką troską, jak Józef, Zofia nagrywają swoją muzykę, to może się okazać, że nieodżałowane Few Quiet People w końcu znajdzie godnego następcę.

 

PATRYK GRYMUZA
Pomiędzy
2019, wydanie własne

 

 

Z uwagi na wielość niezależnych perełek muzycznych, jakie wciąż pojawiają się w naszym regionie, powtórne pojawienie się tego samego artysty na łamach tego cyklu należy do rzadkości. Jednak podobnie jak w przypadku płyty z 2018 roku, tak również jednego z ostatnich albumów Patryka Grymuzy nie sposób pominąć.

 

„»Nord« sprawi wiele przyjemności, o ile tylko pójdziemy za radą Grymuzy i posłuchamy płyty w zamkniętych szczelnych słuchawkach, dzięki którym żadne dźwięki otoczenia nie będą nas rozpraszać” – pisał przed czterema laty autor niniejszego cyklu.

 

Nie inaczej jest w przypadku materiału zawartego na „Pomiędzy”. Bo choć „linearnie rozwijane linie melodyczne” i „plamy dźwiękowe” w dużym stopniu zastąpione zostały bardziej konkretnymi kolażami, bazującymi na technice niemal hip-hopowego samplingu, to jednak wciąż mamy do czynienia z materią kruchą i efemeryczną.

Eksperymentalna elektronika poznańskiego producenta – z czułością konstruowana choćby z fragmentów dokumentu „Spotkania na krańcach świata” Herzoga, piosenki „Landmines Mindlines” macierzystej kapeli autora, czyli Solitude State, czy nagrań cerkiewnych chórów – zgodnie z wyobrażeniem autora przypomina spacer po wyludnionym mieście.

 

„To krajobrazy za szybą pędzącego autobusu zlewające się z twarzami osób, o których myślimy, za którymi tęsknimy, które kochamy” – podkreśla artysta.

 

Płycie towarzyszy też prosty, choć piękny przekaz – że zwłaszcza w czasach pełnych natłoku informacji, w świecie krzyczącym „chcę wszystko, natychmiast, ja, ja, ja!”, warto na chwilę zwolnić. Choćby po to, by nie zwariować. Chcesz się zatrzymać? Wejdź „Pomiędzy”.

 

TARPAN
Legend EP
2014, wydanie własne

 

 

Dziś poznański Tarpan jest już zespołem na tyle rozpoznawalnym, że względną popularnością cieszy się w całej Polsce. Ba, mając na koncie takie petardy jak płyta „Ruins” z 2016 roku, stał się jedną z najważniejszych kapel na polskiej scenie sludge metalu. Brud we krwi mieli od początku i ten fakt wydaje się dobrym pretekstem, by zamiast skupiać się na ich ostatnich dokonaniach, przewrotnie sięgnąć po debiutancki mini-album i sprawdzić, jak trzyma się po ośmiu latach od swojej premiery.

Kamień niewiele skruszał – dwuczęściowy „Legend” wciąż ma w sobie moc, co naturalne, najbardziej pierwotną w całej dotychczasowej dyskografii załogi Olasa i Jacola.

 

„Tarpan it is not even easy music – this is fucking barbaric” – określają swą (nie)radosną twórczość panowie.

 

I trudno się z tym nie zgodzić, mając na uwadze, że właśnie takie numery, jak tytułowy „Legend” i „Lost paradise”, brzmią jak polska odpowiedź na stare krążki – nomen omen – legendarnych, sludge’owych grup w stylu Crowbar czy Kylesa. Jednak trzeba dodać, że w przypadku Tarpana brzmienie zawsze okraszone jest solidną porcją neo-thrashu, przydającego całości większej kaloryczności.

 

Oczywiście fundamenty stylu poznańskiego kwintetu, zwłaszcza jeśli chodzi o surowość i zachowanie balansu między wolnymi a średnimi tempami, wynikają ze wcześniejszych doświadczeń tworzących go muzyków – nabranych w Faust Again i Blues Beatdown.

Warto podkreślić, że w muzyce Tarpana istnieje jeszcze jeden ważny wyróżnik – riffy, które o tyle błyszczą na obecnej scenie sludge w Polsce, że w niczym nie przypominają „mozołów” Kirka Windsteina, a raczej typowo „szwedzkie” melodie, jakie tka wiosłem rzesza tamtejszych death i doom metalowców, choćby z October Tide.

Miodzio! No, może raczej taki słodki dziegieć…

 

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
1
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0