fot. Materiały prasowe

Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #49

„Muzyka bezcenna w Wielkopolsce” to rekomendacje albumów z naszego regionu, których autorzy umożliwiają ich bezpłatne pobranie. W tym odcinku Final Six, Hoszpital i Kaj Naczyński.

FINAL SIX
Postapocalyptic Troops
wydanie własne, 2017

Wstrętni tak, że aż można się wzdrygnąć. Ale taki już ich urok, i to w sumie dobrze się składa, że horda z poznańskiego Final Six nigdy nie siliła się na muzyczne savoir-vivre.

 

W końcu w Polsce naprawdę dobrych kapel (i kapel w ogóle) grających grind’n’rolla można zliczyć na palcach jednej ręki. W wykonaniu akurat tych szarpidrutów cuchnie szlamem i chemią ciężkiego kalibru.

Jest trochę jak z apokaliptycznej kreskówki w klimacie gore, a trochę jak z filmu klasy B, o kleryku żądnym krwi zakonnic z pobliskiego klasztoru lub czymś podobnie groteskowym, a czego nie powstydziłby się sam Ed Wood (warto sprawdzić tę postać!).

Trzymając się skojarzeń filmowych, „Postapocalyptic Troops” to rasowy, ordynarny slasher, dla fanów choćby „Piekielnej nocy” DeSimone’a, „Uśpionego obozu” Hiltzika czy „Domu tysiąca trupów” Zombiego, choć tematycznie załoga Final Six sięga w złowrogą przyszłość, snując jej ponure wizje wykrzykiwane jadowitym, wręcz wrednym growlem Jarka (byłego członka swego czasu znanych w podziemiu zespołów Ectopia i Theriotes).

Przypomina on w nim Jeffreya Walkera, wokalistę legendarnego zespołu Carcass, którego w kontekście „Postapocalyptic Troops” również warto przywołać, mając na uwadze, że to podobnie bezpardonowa, grindcore’owa jazda. I niby można utyskiwać na to dziwnie sztuczne brzmienie bębnów, jednak jest ono całkiem usprawiedliwione, tak jak stosunkowo niski stosunek melodii do liczby zawartych na płycie numerów.

Fani największych grindcore’owych mocarzy w stylu Blood Duster, Avulsed i Haemorrhage – łączcie się i sprawdzajcie ten krążek. Żyletka!

 

HOSZPITAL
Szmutno
wydanie własne, 2014

To jedna z tych wielkopolskich kapel, za którymi można szczerze tęsknić. Jak słusznie zauważano w latach jej działalności (2014-2016), choćby dlatego, że obecnie prawie już nikt tak nie śpiewa i nie gra. O miłości, samotności, bólu istnienia, o niby do cna oklepanych tematach, a jednak w sposób świeży i bezpretensjonalny.

 

I te charakterystyczne, rozmarzone, senne gitary w połączeniu z ciepłym, kojącym głosem wokalisty i gitarzysty Michała Bielawskiego, który krótko po premierze ostatniej płyty „Horor” zrobił specjalizację z psychiatrii i realizuje się w zupełnie inny sposób.

Jednak wspomnienia pozostały – choćby te z pierwszego materiału grupy, tworzonej również przez Adriana Boruckiego (perkusja) i Mateusza Majczaka (bas):

 

„Radośnie powiesimy się wspólnie na sośnie / Radośnie zobaczysz, jakie to proste / (…) Radośnie uwiesisz mi się na szyi / Będziemy tak, jakbyśmy nigdy nie byli” – śpiewa Bielawski w „Sośnie”, a my, jakby odruchowo, popadamy w zamyślenie, melancholijny marazm czy nawet stupor, z którego nie wyprowadzi nas żadna z pięciu piosenek, jakie kryje ta wciąż mocno broniąca się EP-ka.

 

Zresztą, ta zauważalna groteskowość w tekstach przy jednoczesnej kontrastowości brzmień (niby smutnych – zwłaszcza jak na omawianym „Szmutno”, niby wesołych – zwłaszcza jak na wydanym rok później pierwszym, pełnoprawnym albumie „Weszoło”), to zawsze była wielka siła niedziałającego już Hoszpitala, który teraz, w tak sprzyjających czasach dla uprawianej wtedy przez niego muzyki, mógłby cieszyć się statusem polskiej gwiazdy alternatywnego, nieco poetyckiego rocka.

Kurczę, szkoda.

 

KAJ NACZYŃSKI
Monoekstrawertyk
Hell Under Control, 2020

Kaj Naczyński powraca na łamy „Muzyki bezcennej”. I to na pewno nie bez powodu. Dokładnie rok temu, w 35. odcinku cyklu, przybliżaliśmy wam jego wydany pod koniec 2019 roku album „Dysfunction Of Running Out”, pisząc o tym, że ten dziś (dopiero!) osiemnastoletni chłopak:

 

„albo ma wyjątkowo starą duszę, albo wyjątkowo dużo mu w niej gra”, zaś „jego łatwość w operowaniu zupełnie niełatwymi strukturami trudno określić inaczej niż jako dar”.

 

Dar, który metodycznie rozwija i pięknie pielęgnuje, choć – nawiązując do słynnej książki Umberto Eco – specjalizując się raczej w „pięknie brzydoty” aniżeli pięknie powszechnie pojmowanym. Na swojej ubiegłorocznej płycie, podobnie jak na innych krążkach – „Debiut” (2019), „Poruszenie Live” (2019) i „Demure” (2020), odrzuca piękno jako takie, a więc ograniczone konkretnym kanonem, dalej idąc ku niekształtnościach, nieforemnościach i niezgrabnościach, jakie można znaleźć na styku eksperymentalnej muzyki elektronicznej i też takiego jazzu.

 

Ich przejmującą hybrydą Kaj chce wprowadzić nas w trans. A może w obłęd?

Ma ku temu środki, bo słuchając choćby takich kompozycji jak „Jestem uwięziony”, „Roztopione” z gościnnym udziałem Mateusza Szajerki czy „Erl” z Joanną Gonschorek, wiemy, że jesteśmy gdzieś pomiędzy ścieżkami dźwiękowymi do najmocniejszych filmów Wojciecha Smarzowskiego a improwizacyjnymi dekonstrukcjami Johna Zorna i – dla analogowo-cyfrowej równowagi – Fennesza czy Pan Sonic. „Monoekstrawertyk” to człowiek „szumny” – generujący wszelkiej maści hałasy, z których jednak wyłania się coś więcej, aniżeli tylko wstęgi surowych przesterów.

O taki noise niczego nie robiliśmy!

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
1
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0