fot. Wydawnictwo WBPiCAK

Poezja debiutancka, czyli jaka?

Autorom pierwszych w karierze poetyckich książek udziela się krytycznego kredytu zaufania. Debiuty to miejsca rozpoznań: pola walki, gdzie sprawdza się triki, ćwiczy metafory, wybiera tematy. „Milion depesz stąd” Krzysztofa Schodowskiego aż zawstydza precyzyjną wizją i stylistycznym rygorem.

Książki pierwsze, czyli jakie?

Debiutanckie tomy poetyckie funkcjonują na nieco odmiennych prawach niż książki autorów już znanych. Pierwsze publikacje nie zawsze są spójne, a nawet: w przeważającej części spójne nie są. Wbrew pozorom taka niekoherencja jest całkiem pożądana. Debiutant czy debiutantka mają przywilej sprawdzania granic poetyckiego języka, poruszania dużej liczby problemów czy rozgrywania wielu motywów. Z czasem poetyckie idiomy się zawężają, specjalizują, moszczą w określonych tematach. Styl, z książki na książkę, nabiera wyrazu, wprawa autora nadaje całości coraz szlachetniejszych szlifów. To oczywiście scenariusz optymistyczny i bardzo uproszczony: z wieloma rozdrożami, skrzyżowaniami i rondami pośrodku tej drogi.

 

Niemniej jednak pierwszej książce w dorobku twórcy przysługuje taryfa ulgowa. Poetyckie języki wymagają czasu i wielu rozmów, z redaktorami i czytelnikami, żeby mogły rozwinąć swój potencjał. Tym bardziej dziwi więc, że „Milion depesz stąd” Krzysztofa Schodowskiego to projekt tak precyzyjnie obliczony i wycyzelowany. Poeta pozostaje aż nadto wierny gęstej, nieprzejrzystej frazie, zmuszając czytelnika do wytężonej pracy z kunsztowną metaforą.

Krzysztof Schodkowski, fot. z archiwum autora

Krzysztof Schodowski, fot. A. Dygas

Debiutancka książka swoją spójność i kształt zawdzięcza bez wątpienia odrobionej lekcji poetyckiej historii literatury. Schodowski, mimo debiutu, jest silnie zakorzeniony w tradycji, do której bardzo zręcznie się odnosi. Na patrona tekstu autor wybiera nie kogo innego, jak Tymoteusza Karpowicza, a niepozorne fragmenty wierszy Schodowskiego zaznaczone kursywą są cytatami z innych dzieł. Poeta, zamykając tom, zostawia nam podpowiedź do samodzielnego dopasowania: listę nazwisk tych pisarzy i pisarek, u których się zapożyczył. Sam dobór matron i patronów jest już interesujący: obok takich tytanów jak Paul Celan czy T.S. Eliot pojawiają się też twórcy i twórczynie najmłodszej generacji, wskazując tu choćby Justynę Kulikowską czy Patrycję Sikorę.

 

W książce znalazły się – wyróżnione kursywą – cytaty z wierszy Oliwii

Betcher, Paula Celana, Marii Cyranowicz, Tytusa Czyżewskiego, Thomasa

Stearnsa Eliota, Allena Ginsberga, Konrada Góry, Romana Honeta, Juliana

Kornhausera, Justyny Kulikowskiej, Małgorzaty Lebdy, Joanny Mueller,

Juliana Przybosia, Piotra Przybyły, Patrycji Sikory, Wisławy Szymborskiej

i Rafała Wojaczka.

(Krzysztof Schodowski, „Milion depesz stąd”, WBPiCAK 2020)

 

Pisanie brawurowe, czyli jakie?

Fraza Krzysztofa Schodowskiego jest rozszalała, rozbuchana, nieprzejrzysta i niebywale gęsta. Przymiotniki można mnożyć, żaden nie odda jednak zaskakującego charakteru tego debiutu. W tak zawiły i skomplikowany sposób dzisiaj po prostu pisać się nie da. Każda próba jest niemal machinalnie skazana na porażkę: manieryczność i barokowość są we współczesnej poezji nie do wytrzymania, a tym bardziej: nie do zrozumienia.

 

Krzysztof Schodowski "Milion depesz stąd", Wydawnictwo WBPiCAK

Krzysztof Schodowski "Milion depesz stąd", Wydawnictwo WBPiCAK

Metafora goni tu metaforę, jeden obraz przepędza kolejny, dalekie skojarzenia nadbudowują jeszcze bardziej odległe asocjacje. O dziwo, Schodowski stara się trzymać cugle. Obrany przez poetę styl jest jego świadomym wyborem, a nie popuszczeniem wodzów fantazji i płynięciem z prądem językowego tworzywa i literackich tradycji. I chociaż na pierwszy rzut oka debiutancki tom wydaje się konglomeratem nieprzystających do siebie tematów i inspiracji, w tym eklektycznym szaleństwie jest jednak spójna metoda.

„Milion depesz stąd” to książka skomplikowana i wymagająca od odbiorcy skupienia dużych pokładów uważności. Długą frazę rwie przerzutnia, tworząc twisty i cliffhangery na styku końca jednego wersu i początku następnego. Mimo że koherencji poecie odmówić nie można, wielu tekstom przydać mogłoby się wpuszczenie powietrza; rozrzedzenie metafor, przyszykowanie miejsca dla czytelnika, w którym ten mógłby wziąć oddech, aby znów zanurzyć się w tej gęstej poezji. Zwłaszcza że rozpiętość tematów jest tutaj rzeczywiście spora: od tekstów dotyczących Zagłady, przez krytykę stosunków społecznych, po teksty tematyzujące doświadczenia homoseksualne. Na razie percepcja odbiorcza pracować musi na najwyższych obrotach, aby dekodować wypiętrzające się obrazy.

 

 

ciężki nienazwany

odurzające są noce w twoich ustach i godziny zasznurowane

palcami obłoki wchodzą przez okna ścielą się gęsto samotnie

odwiedziłem matkę i odszedłem w sen w dawnym pokoju budziłem się

kilka razy bo znowu przychodziłeś i niosłeś w darze popiół i wilgoć

aż ze ścian zaczęła odpadać farba wielkie białe płaty rwały się

 

jak skóra lśniły w świetle latarni na oślep wyciągałem ramiona

lecz chwytałem wyłącznie powietrze i zaczął wrastać we mnie

obraz rozpięte płótno pnie się pod rękami ten portret

w milczeniu zrodzony dla ciebie od tamtej chwili

pielęgnuję w sobie pokarm ciężki nienazwany

 

 

milion depesz stąd

Andrzejowi

nocą przeobrażam się w twierdzę i żaden zgiełk

nie przejdzie w palcach po mglistych

wzgórzach pleców

 

palą w nas szczątki pierwszych osadników

gorzkie jak języki są kamienne mury

*

kiedy nie przychodził wykopywał zdjęcia

chłopców i mówił popatrz jak wyrasta krew

 

choć składaliśmy się tylko ze spłoszonych

głosek mokrych ciał w tłoczniach

 

zerwanych nagle ze smyczy

*

odzyskać niepewność skroni

ruch gdy najpłochliwsze zwierzę

przynosi te najcichsze

 

 

Poezja Krzysztofa Schodowskiego to przede wszystkim pisanie bardzo somatyczne. Punktem stałym, który organizuje wyobraźnię twórcy jest właśnie ciało i cielesność. To dzięki dotarciu do nagiej fizyczności dociera się do istoty spraw. Relacje, zwłaszcza te rodzinne, są więc nadbudowane nad fizycznymi obrazami i opisem doświadczania. „Milion depesz stąd” to w końcu książka daleko egzystencjalna: na części pierwsze, aż do mięśni i tkanek, rozkłada się tu więzi, związki i zależności międzyludzkie.

 

Zaangażowane, czyli jakie?

Teksty Krzysztofa Schodowskiego są wierne założonej i rygorystycznie przestrzeganej koncepcji nie tylko w warstwie stylistycznej. Poeta daje równie stanowczy wyraz politycznemu zaangażowaniu. Co ważne, postulatywność Schodowskiego nie traci z oczu wartości literackiej wiersza.

 

Krzysztof Schodowski "Milion depesz stąd", Wydawnictwo WBPiCAK

Krzysztof Schodowski "Milion depesz stąd", Wydawnictwo WBPiCAK

Debiutant piętnuje patriarchalne stosunki strukturyzujące naszą codzienność na szereg sposobów: dzięki opisywaniu doświadczenia kobiety po kilku porodach, której fizyczności brzydzi się już jej partner, obrazowaniu groźnej i toksycznej męskości, która niejednokrotnie ucieleśnia się w figurze ojca, jak również w wierszach najbardziej aktualnych i dosadnych, nawiązujących do ważnych społecznie wydarzeń, znanych z nagłówków gazet i portali informacyjnych: czarnego protestu czy prawicowych „stref wolnych od LGBT”.

 

list od matki (1)

po pierwszym dziecku wchodził we mnie

jakby rozkopywał polanę na której zapragnął

 

powstać po drugim poszedł w świat i przepadł

na dwie dekady trzeciego nie będzie mam psy

 

daję się im wylizać

 

 

strefy wolne

kiedyś zalepiano plastrem infekcję niech się goi w swoim rytmie

ten kraj i kilka innych obwarzanków posypanych solą

 

dziś konserwy sprzed lat zaczynają śmierdzieć łuskać bomby

w strach ładowanie broni od dawna nie było tak śliskie

 

 

 

patriarchat podmiejski

czy odczuć kogoś to tak jakby się go oduczyć w zaległej nocy

w opustoszałym przedziale czasowym mięsko jeszcze się tli

 

do granic sznurowano ciała kobiet mimo alertu czarny

 

piątek w ich łona przeniosą się żniwa niecierpliwe kutasy

ugniatają podbrzusza jak poduszki przed snem

 

Najbardziej udany wiersz z tych komentujących polską codzienność to jednak uderzająca i poruszająca „Mitologia posiadania synów”.

 

Rysunek Krzysztofa Schodowskiego wykorzystany na okładce debiutanckiego tomu

Rysunek Krzysztofa Schodowskiego wykorzystany na okładce debiutanckiego tomu

Tekst ten jest nie tylko zręcznym rozebraniem mitów leżących u podstaw przeświadczeń o „normalnej rodzinie”, kształcie wspólnoty i chrześcijańskich wartościach, które okazują się wydmuszką, ale to również gorzki zapis doświadczenia homoseksualnego, tak rzadko (za rzadko) reprezentowanego w literaturze.

Równie ważnym wierszem w tym kontekście jest zamykająca tom apostrofa do Polski, „przenarodowej masy perłowej” (część wiersza „szwargot”), w której tym zjadliwiej i przynajmniej równie poruszająco Schodowski zrywa maski obłudy oraz piętnuje systemowe nadużycia.

 

mitologia posiadania synów

nie chciałem by nas oglądano zabarwiłem węglem ściany

zasłoniłem okna i przyjmowałem ojców obcych kolegów

 

przychodzili w ciszy w progu zostawiali buty marynarki

sztruksowe spodnie na wersalce pustoszały jak żony

 

teraz patrzy na mnie tata olka ten najbardziej wytrwały

w ćwiczeniach wchodzi coraz głębiej myślę że jest uparty

czasem przynosi ciuchy po starszym chłopcu

 

(najbardziej lubię koszulę w stalowe prążki

jego więdnące dłonie w obłędzie)

 

mitologia posiadania synów nie przestroi

zrywów natury mówi szczytując we mnie

 

nie wiedziałem że skrzypi klamka dopóki nie zamknął

za sobą drzwi i ten dźwięk był większy niż czas o wiele

 

większy niż czas

 

*

przenarodowa maso perłowa która pracujesz na pierwotnych

instynktach żyzna ziemio w swojej nieważkości zacznij oddychać

 

przenarodowa maso perłowa ustrojona w kije bejsbolowe i t-shirty

z napisem orgia hetero za pincet podaruj w wątpia mały kryształek

gnozy niech rozświetli zagmatwany wyłom

 

przenarodowa maso perłowa gasząca pięściami żony matki i córki

w imię prawdziwego rozlewu wartości po ciałach stałych przestań

boksować bo inaczej prześlepi cię murek

 

przenarodowa maso perłowa parkująca grzechy w nawach głównych

w ministrantach oraz w przyszłych beatyfikowanych śledziach

odstaw na chwilę trud i trzeźwiej w chuj

 

przenarodowa maso perłowa błagająca o pojary pod szkolnymi murami

goniąca zuchwale krople absolutu po rozgrzanych ściankach dziewic

które nie wiedzą czym jest groove z powyłamywanymi origami

dojrzewaj do innej prędkości

 

przenarodowa maso perłowa wydzierająca z nieobecnych matek

wytłuszczony landscape o imieniu dziedzictwo wylogowana tuż po nocy

poślubnej w postromantyczny blok karate nie odzieraj nas już ze złudzeń

 

jesteśmy na to za mali za chutliwi

za dwoma brzegami kurew

skąd wszędzie daleko

(część wiersza „szwargot”)

 

Zastrzec na koniec należałoby, że wszystkie obecne tu próby krytycznego wydzielania tematów z debiutu Schodowskiego to tylko wierzchołek góry lodowej.

Gry w nawiązania intertekstualne, śledzenie zapożyczeń i wpływów obcych poetyk to intelektualne wyzwanie, które rzuca czytelnikowi poeta. Podobnie rzecz się ma z wachlarzem poruszanych przez autora „Miliona depesz stąd” problemów. To, jaką dominantę wybierzemy – nieważne, czy będzie wiązała się ze stylem, przedstawieniem Zagłady, ciała, związków czy społeczeństwa – skutkować będzie odkryciem innej warstwy tej wielopoziomowej książki. A to już osiągnięcie wyrastające daleko poza ramy debiutu.