fot. Wojciech Hildebrandt

Ratusz bez orła

Choć każdy go zna i spogląda nań codziennie, przemierzając Stare Miasto, to nie znajdzie go na liście ikon Poznania. A przecież orzeł na wierzchołku ratuszowej wieży to ważny symbol tego miasta. Panuje ponad nim, ulokowany wysoko, w samym jego sercu. Pamięta dawną Rzeczpospolitą i trwa na dowód, że tu Polska właśnie. Nie zawsze było to takie oczywiste.

Czasy mamy takie, że słowo patriotyzm odmienia się przez wszystkie przypadki. Ciągle powiewają biało czerwone flagi, można w tych barwach kupić nawet majtki, a narodowe symbole zdobią już ubranka dla psów. W takich to czasach ojczyźnianego pobudzenia, jakoś nikt nie zwraca uwagi na ratuszowego „orzełka”. Ba, lekceważy się go i pomija. Na wesołym plakacie reklamującym letnie imprezy pod hasłem „Kulturalny Stary Rynek”, orła zastąpiono chorągiewką. Na wielu materiałach reklamowych wydawnictwa miejskiego Posnania wieża ratusza pozbawiona jest orła. 

Strasznie nowoczesna firma Love Poland Design oferuje plakaty z wizerunkiem ratusza poznańskiego z obciętym orłem. Można go pominąć, bo jak piszą wydawcy ciekawsze są na fasadzie „kobiece alegornie”. I „to właśnie z ratuszowego zegara, wyskakują słynne koziołki”. Szkoda, że takie traktowanie ważnego symbolu miasta nikomu nie przeszkadza. Nie ma to jak chwalić się przed światem pyrami, rogalami i koziołkami.

Po pierwsze wcale nie jest to mały „orzełek”. Waży jakieś dwieście kilo i ma dwa metry rozpiętości skrzydeł oraz metr osiemdziesiąt wysokości. Tylko na wysokości ponad siedemdziesięciu metrów wydaje się być niewielki. Pokażcie równie wielkiego orła w Polsce i to takiego, co przetrwał na swoim miejscu ponad stuletni okres zaborów. Po drugie, dodawał wtedy otuchy poznaniakom i nie tylko, pokazując wszem i wobec, że to nie żaden pruski Posen, tylko polskie, Stołeczne Miasto Poznań. A po trzecie, jest materialnym znakiem ciągłości naszej pańswowości, łączy dzień dzisiejszy ze wspaniałą historią naszej ojczyzny. Zdaje się, że zawsze był, jest i będzie. Pamiętajmy o nim i nie lekceważmy go.

Po raz pierwszy pojawił się ten królewski ptak na ratuszowej wieży w 1690 roku. Było to najwyższe zwieńczenie w kilkuwiekowej historii budynku magistratu. Wieża, ta w barokowej formie, miała ponad 90 metrów, 20 metrów więcej niż dzisiaj. Miała dorównać pobliskiej wieży dawnej kolegiaty farnej. Nie na długo, bo już w 1725 roku huragan zwalił wszystkie poznańskie dominanty. I trzeba było aż trzech wieków, by budynek Akademii Ekonomicznej przewyższył te barokowe drapacze chmur.

Znane nam dzisiaj zakończenie wieży ratusza powstało dzięki działaniom Komisji Dobrego Porządku, w latach 1782-84. Orła wykonał kotlarz Konrad Markus za 100 złotych polskich. Zbił go z dwóch arkuszy wytłaczanej, miedzianej blachy, ukrywając w środku mocny, żelazny stelaż. Malarz, Franz Scheina pomalował go na biało i dodał na piersiach godło Rzeczpospolitej i Ciołka – herb Stanisława Augusta Poniatowskiego, za 24 złote, a ślusarz, Józef Hess zmontowal go za 36 złotych. Koronę, dziób i szpony pozłocono za 54 złote. Dodano jeszcze oczy z kryształu górskiego. 

Uroczystość zawieszenia orła, przymocowanego do żelaznego masztu, uświetniły armatnie wystrzały i dźwięki kapeli. Dokonał tej karkołomnej operacji Szwajcar, podmistrz Jakób Brang. Nie wolno mu było dotknąć orła gołymi rękami więc uzywał rękawic i specjalnej chusty. Nałożył ptakowi okolicznościowy wieniec i wsadził mu w dziób cytrynę. Na koniec wygłosił specjalnie napisany na tę okazję poemat i wzniósł na rusztowaniu 12 toastów, rzucając opróżnioną po każdym z nich szklanicę. Trzy z nich, spadając z tej wysokości nie stłukły się. Zła wróżba tyczyć miała kupiectwa, magistratu i Rzeczypospolitej.

Forma samego orła jest w typie jego przedstawień z czasów stanisławowskich, choć nie odpowiada wizerunkowi ówczesnego godła Polski. Królewski ptak z Poznania ma gruby tułów i rachityczne skrzydła, bardziej przypomina oskubanego kurczaka, niż władcę podniebnych przestworzy. Paradoksalnie mimo takich proporcji, na wierzchołku ratusza prezentuje się zgrabnie.

Wypinał swoją dumną pierś przez cały XIX wiek, tylko stracił farbę i pokrył się zieloną, szlachetną patyną. Dawał Polakom nadzieję. We wszystkich zaborach śpiewano „Jeszcze Polska nie zginęła i zginąć nie myśli, bo w Poznaniu, na ratuszu polski orzeł wisi”. Tylko na niemieckich pocztówkach i grafikach, pamiątkach z Posen, orzeł niby przypadkiem nie mieścił się w kadrze. Jak na współczesnych plakatach.

Zdjęto go dopiero podczas generalnego remontu budynku, w roku 1911. Wystawiony jako eksponat na otwartej właśnie Wschodnioniemieckiej Wystawie Przemysłowo-Handlowej, wzbudził sensację wśród zwiedzających. I niewiele brakowało, a wylądowałby w muzeum. Ostatecznie, po odnowieniu, orzeł wrócił na wieżę, uzupełniony pruska koroną, zamontowaną na trzymającej go iglicy. Pruski dodatek usunięto już po siedmiu latach, w 1919 roku, wkrótce po odzyskaniu niepodległości. 

W 1939 roku, po zajęciu Poznania przez hitlerowców orła usunięto z wieży i schowano w magazynach miejskiego muzeum. Przenoszony z miejsca na miejsce, prawie bez szkody przetrwał wojnę. Paradoksalnie to Niemcy uratowali polskiego orła przed zniszczeniem. Gdyby pozostawili go na ratuszu, to roztrzaskałby się wraz z walącą się wieżą, w lutym 1945 roku.

Królewski ptak wrócił na swoje miejsce 27 grudnia 1947 roku. Miało to wymiar symboliczny dla całej odbudowy zniszczonego miasta. Budynek ratusza był wciąż jeszcze w ruinie, wieża cała opleciona rusztowaniami. Jej zwieńczenie było tylko ażurową, stalową konstrukcją, nagim szkieletem. W świetle reflektorów, przy zapadających ciemnościach. orzeł powrócił. Zawisł nad zrujnowanym jeszcze Starym Miastem, jako symbol zmartwychwstania ojczyzny. Trzeba było jeszcze siedmiu lat, by zakończyć odbudowę ratusza. Wrócił nawet na elewację poczet polskich królów, przykryty wcześniej czarną, pruską farbą. Był tak dobrze zachowany, że propozycja namalowania w jego miejscu pochodu pierwszomajowego nie przeszła. 

A orzeł króluje nad miastem jak dwa wieki temu. Ostatnio zdjęto go w celu konserwacji w 1977 roku. Były obawy, że komunistyczne władze odpiłują mu koronę. Nie odpiłowały. Wciąż obraca się na wietrze i spogląda na nas z góry. Pamiętajmy o nim, to ważna część naszej historii i naszego dziedzictwa.  

 

Tekst opracowany na podstawie artykułu Renaty Linette „Orzeł z wieży ratuszowej”, Kronika Miasta Poznania, 2/2004