fot. Wydawnictwo Poznańskie, okładka, materiały promocyjne

Siedem kobiet i śmierć

Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich Wydawnictwa Poznańskiego wzbogaciła się dzisiaj o kolejny tytuł. Powieść pt. „Oneiron. Fantazja o kilku sekundach po śmierci” Laury Linstedt, w 2015 roku otrzymała najważniejszą fińską nagrodę literacką Finlandia, a polskie jej tłumaczenie jest bodaj dwunastym.

Już w podtytule dostajemy informację o materii, z której utkana jest książka Lindstedt. Śmierć jest tematem z tych najsilniej przyciągających twórców. Magnetyzm śmierci i umierania bierze się z graniczności tego doświadczenia.

 

Każdy prędzej, czy później sam stanie wobec tej tajemnicy i będzie się z nią zmagał na miarę swoich sił.

Uczestniczymy w momencie zasadniczo i nieodwracalnie zmieniającym świat. Dostrzegamy koniec, widzimy początek, a nie wiemy i nie będziemy wiedzieli, co jest po nim. W minimalnym wymiarze śmierć czyni wyrwę w świecie, którą trzeba na wszelkie sposoby znieść, zasypać, choć strata jest nie do powetowania w jakikolwiek sposób. Chcemy zrozumieć coś z tego, co się wydarza i zrozumienie stale nam się wymyka. Tak zapewne będzie dopóki będziemy istnieli jako istoty myślące.

Śmierć w literaturze

W literaturze odbija się wielość społecznych sposobów funkcjonowania śmierci. Bo jej fenomen nie wyczerpuje się w tym, że ustanawia definitywny koniec jednostki. Jest skrótem i metaforą życia w jego blasku i nędzy. Odbija się w niej egzystencja jednostek i zbiorowości, jest polem gry o władzę, prestiż, pamięć.

 

Chociaż śmierć, jak w średniowiecznych przedstawieniach danse macabre, zaprasza do tańca wszystkich bez wyjątku, wciąga w korowód bez względu na majątek, pozycję czy status: władcę, duchownego, rycerza, kupca, chłopa, czy żebraka, to przecież jednak te śmierci się różnią.

Nadanym im znaczeniem – „niepowetowana strata”, bądź „zasłużona śmierć”; oprawą pochówku – liczny orszak żałobny, lamentacje i okazały nagrobek, albo dół będący zbiorowym grobem biedaków, po których nikt nie uroni łzy; miejscem w pamięci – liczne pomniki i wspomnienia lub niepamięć, czy nawet wymazanie.

Mówić o niej można solennie, odpowiednio do majestatu wydarzenia. Detalicznie obnażając jej biologiczną powtarzalność. Wydobywając na wierzch paradoksy istnienia. Sięgając metafizycznych wyżyn, czyniących ją właściwym początkiem życia. W groteskowym zniekształceniu ukazując jej bezsens.

 

Dla każdego z powyższych zdań można znaleźć wiele przykładów.

Literacko z różnych też stron można śmierć obserwować. Z własnej perspektywy bezpośredniego świadka czyjegoś odchodzenia. Dotkniętego majestatem śmieci, jednak niezaangażowanego osobiście, albo żałobnika owładniętego poczuciem straty. Osoby odczuwającej bliskość śmierci i pogodzonej z nią, albo kurczowo trzymającej się resztek tlącego się życia. Bądź nagłym i nieoczekiwanym końcem zaskoczonej.

Śmierć w "Oneironie"

Laura Lindstedt w swoim „Oneironie” stara się odnaleźć swoją drogę mówienia o śmierci. Doświadczają jej kobiety. Siedem kobiet jest postawionych w obliczu zagadki i wyzwania. Wyobraźnia autorki umieszcza je w przestrzeni pośredniej – wywiedzionej z pism szwedzkiego mistyka i filozofa Emanuela Swedenborga (który literacko swego czasu oddziaływał bardzo silnie) – jeszcze-nie-do-końca-śmierci.

 

Oneiron, Laura Linstedt, fot. Wydawnictwo Poznańskie, okładka, materiały promocyjne

Oneiron, Laura Linstedt, fot. Wydawnictwo Poznańskie, okładka, materiały promocyjne

Pochodzą z różnych krajów, mówią innymi językami, są w różnym wieku, mają odmienne doświadczanie życiowe i pozycję. Różni je wszystko, a jednocześnie spotykają się w jednej przestrzeni. Nie wiedzą po co, z jakiego powodu.

Autorka konfrontuje swoje bohaterki z serią zagadek, z których pierwsza to ich własny status – kim są w tym momencie, czym jest miejsce, w którym się znalazły. Choć pamiętają swoje życie, to ich ostatnie chwile są przed nimi zakryte. Sposób dochodzenia to tego, czym jest owo dziwne „pomiędzy”, kiedy mają ciała, a jednocześnie przestają je czuć jest frapującą opowieścią o doświadczeniu ciała. Jak bardzo utrata możliwości zmysłowego odczuwania świata zmienia pojmowanie samego życia.

Snują przypuszczenia co je sprowadziło w jedno miejsce, jak umarły (kiedy są już przekonane, że tak się właśnie stało) i najważniejsze może – co dalej? Zbierają odpryski pamięci starając się ułożyć z nich spójny obraz, urządzają się w otaczającej je pustce tworząc namiastkę domu oswajając ją tym samym. Opowiadają opowieści o sobie. Realizują zwyczajne strategie radzenia sobie z nieznanym.


A kiedy poznają sposób zakończenia procesu umierania, razem, wspierając się w tym uczestniczą.

Ten bolesny moment zyskania przez bohaterki wiedzy o swojej śmierci – skonfrontowany z wcześniejszymi niejasnymi przeczuciami – stanowi szczególny moment narracji. Cierpienie staje się nieznośne i ból nie do wytrzymania. Trzeba jednak z nieuchronnym się pogodzić, a wsparcie towarzyszek w tym pomaga.

Śmierć w życiu

Przenosząc wyobrażone na rzeczywiste, można chyba powiedzieć, że to powieść uzmysławiająca niezwykły brak, ogromną lukę kulturową. Śmierci się boimy, czynimy wszystko by ją oddalić. Odsunąć nawet od siebie świadomość jej nieuchronności. Znaki, że coraz jest bliżej.

 

Śmierć stała się fenomenem medycznym, czymś na kształt choroby.

Stała się odległa, niezrozumiała, usuwana z pola widzenia i pozostawia to umierających samymi, zdanych na siebie. Nikt im nie pomaga, nie przeprowadza na drugą stronę, nie ułatwia niczego trzymając za rękę. To doświadczenie wielu w minionym, naznaczonym pandemią roku. A może śmierć byłaby łatwiejsza, łagodniejsza gdyby umierający mogli zyskać wsparcie w chwili odejścia.

To czyni z „Oneironu” powieść uniwersalną. Nigdy nie będziemy wiedzieli nic o swojej śmierci, a jednocześnie musimy sobie na nią pozwolić. To jednak nie wszystko. Laura Lindstedt nie napisała powieści o siedmiu kobietach, by pokazać tylko to, co dotyka wszystkich. Każe też spojrzeć na odmienność śmierci kobiecej (i kobiecego życia).

Śmierć i kobieta 


Centralną postacią powieści jest Shlomith, nowojorska Żydówka i anorektyczka, performerka czyniąca ze swej przedmiot doświadczeń i poszukiwań artystycznych. Jej najbardziej detalicznie przedstawiona historia, oświetla i pozwala głębiej spojrzeć na losy pozostałej szóstki kobiet.

 

Shlomith w ostatnim performansie dotyka kulturowego obrazu kobiet: ich ciała, fizjologii, roli im przeznaczonej i to właśnie stanowi klucz do wszystkich śmierci.

Z racji swoich predyspozycji najbardziej wnikliwie bada siebie, jako kobietę, w przestrzeni religii, społeczeństwa.

Bez ostentacji, między wierszami sugeruje autorka związek życia i śmierci swoich bohaterek z formami kultur i społeczeństw, które były ich właściwymi przestrzeniami doświadczenia. Samo w sobie takie twierdzenie może trącić banałem. Idzie jednak o to, co doprowadza te kobiety do śmierci i w jaki sposób umierają. To męska władza w różny sposób się manifestująca odgrywa główną rolę.

Lindstedt tworzy świat „Oneironu” sugestywnie. Stroniąc do spektakularnych efektów dramatycznych, za to stale dając znaki ironicznego dystansu. W niczym nie narusza to wagi i powagi podejmowanych spraw.

 

Raczej odciąża od niepotrzebnego patosu – śmierć, mimo wszystko jest najzwyklejsza na świecie.

Nie kreśli też oskarżycielskiej wizji świata z pozycji ofiar. Jej bohaterki są silne, zdecydowane walczyć o siebie i swoje cele. Nie żałując niczego.

Śmierć w Katowicach


Tropów interpretacyjnych podsuwa Lindstedt wiele więcej, można w różne strony podążać za bohaterkami jej powieści. Skądinąd ciekawa jest zbieżność (zapewne przypadkowa) tytułu utworu Lindstedt z nazwą funkcjonującej od drugiej połowy lat sześćdziesiątych do końcówki lat siedemdziesiątych ubiegłego już wieku w Katowicach nieformalnej awangardowej grupy artystycznej.

Ów katowicki Oneiron intensywnie zaangażowany był w poszukiwania na pograniczu ezoteryki i mistyki, podejmował więc wątki obecne też w powieści. Ta przypadkowa koincydencja, możność połączenia poszukiwań artystycznych i literackiej wyobraźni stanowić może też okazję dla poszerzenia jeszcze odczytań powieściowego „Oneironu” – dalekich nawet od zamierzeń autorki.

 

Ale to już nieunikniony skutek funkcjonowania tekstu literackiego (i nie tylko jego zresztą) – opublikowany, odłączony od twórczyni, staje się własnością wspólną i przedmiotem najróżniejszych zabiegów interpretacyjnych.

Każdy filtrować go może poprzez własną wrażliwość, wiedzę, perspektywę oglądu świata. Stąd zapewne dzieła pełne, wieloznaczne, będą wciąż na nowo czytane i odczytywane, a żadna z interpretacji nie będzie mogła sobie rościć pretensji do ostateczności.

„Oneiron” Laury Lindstedt otrzymujemy w niecały miesiąc po „Dziewczynie, kobiecie, innej” Bernardine Evaristo. W niedługim czasie dwie znakomite, a jednak niezwykle różne powieści o kobietach napisane przez kobiety.