fot. Piotr Wojtasiak

Stawiamy wielki krok w kierunku przyszłości

Myślę, że już niedługo czekają nas trasy koncertowe i festiwale cyfrowych tworów, doświadczane z wygodnej pozycji domowego fotela – podkreśla poznański muzyk i kompozytor Wojtek Grabek, który 24 kwietnia wydaje swój nowy album „imagine landscapes”.

Sebastian Gabryel: Lubisz siedzieć w domu? (śmiech)

 

Wojtek Grabek: Uwielbiam!

 

SG: A jaki masz stosunek do akcji w stylu „Zostań w domu” jako artysta?

 

WG: Świetna inicjatywa, sam zresztą chcę zrobić cykl krótkich występów na żywo z mojego domowego studia. W tak ekstremalnej sytuacji, w jakiej właśnie się znaleźliśmy, świadomość, że nadal możemy obcować ze sztuką, jest bardzo ważna.

 

SG: Pytam o to, ponieważ decyzja rządu o tymczasowym odwołaniu imprez kulturalnych w Polsce jest w pełni zrozumiała, jednak blady strach, jaki w związku z tym padł na artystów czy organizatorów, również. W twojej ocenie środki mające przeciwdziałać szerzeniu się koronawirusa mogą pogrążyć polską kulturę?

 

WG: Nie sądzę. Polskiej kultury nie pogrążyły rozbiory, nie pogrążyły wojny, komunizm ani odpowiedzialny za nią minister, więc bądźmy dobrej myśli. Wydaje mi się, że to, co w tym momencie się dzieje, po prostu zdecydowanie przyspiesza nieunikniony proces całkowitej cyfryzacji kultury – również w tych sferach, których na razie zupełnie nie wyobrażamy sobie w tej „wersji”. Moim zdaniem robimy teraz gigantyczny krok w kierunku przyszłości.

 

 

SG: Ostatnio gdzieś przeczytałem, że całkiem pożytecznym trendem mogłyby być płatne koncerty i festiwale, które będą odbywać się bez udziału publiczności, biorącej w nich udział online. Co o tym myślisz?

 

WG: To jest właśnie ta całkiem nieodległa przyszłość, o której przed chwilą delikatnie wspomniałem. Stawiam mało odkrywczą hipotezę, że w niedługim czasie większość życia przeniesie się do świata AR i VR [rzeczywistość rozszerzona i wirtualna – przyp. red.], w którym królować będzie CGI [najnowsza technika grafiki 3D – przyp. red.]. To zresztą już się dzieje. Czytałeś o stworzonej komputerowo użytkowniczce serwisu Instagram, która ma dwa miliony obserwujących, a która niedawno rzuciła swojego… realnego – tak, z krwi i kości – chłopaka?! Teraz wydaje się to komiczne, ale dam sobie głowę uciąć, że za parę lat takie wirtualne związki, wirtualne życie, będą standardem.

Wojtek Grabek, fot. Justyna Stachowska

 

Jeśli mowa o kulturze, a ściślej o najbliższej mi muzyce, to myślę, że już niedługo czekają nas trasy koncertowe i festiwale cyfrowych tworów, doświadczane – specjalnie nie mówię „oglądane”, bo myślę tutaj o wirtualnym totalnym doświadczaniu – z wygodnej pozycji domowego fotela.

SG: Już niebawem ukaże się twój czwarty album. Jak sam to określasz, jego zawartość to „skromna próba znalezienia przez artystę wytchnienia w naszym destrukcyjnym uzależnieniu od pędu życia”. Może teraz, w obliczu pandemii, nieco przyhamujemy?

 

WG: Obecna sytuacja to na pewno doświadczenie tymczasowo redefiniujące podejście do życia i otaczającego nas świata. Mam jednak wątpliwości, czy na dłuższą metę będzie miało na nas większy wpływ.

 

SG: Czym dla ciebie są „imagine landscapes”? Pytam nie tylko o muzykę zawartą na płycie, ale również o jej dość zastanawiający tytuł.

 

WG: „imagine landscapes” to zachęta dla słuchaczy, aby zamknęli oczy i – słuchając mojej muzyki – puścili wodze fantazji, dosłownie żeby „wyobrazili sobie krajobrazy”. Chcę ich tym samym wciągnąć w mój twórczy świat. Pochodzę z rodziny muzyczno-aktorskiej, od dzieciaka pasjonuję się sztuką wizualną i tworząc muzykę, zawsze, ale to zawsze, mam przed oczami obrazy. Nie za bardzo wiem, jak to wytłumaczyć, więc zamiast pleść głupoty nagrałem płytę, dzięki której możecie poczuć to samo, co ja (śmiech).

 

SG: Napisałeś też, że twoja nowa płyta „koncentruje się na tematach wrażliwości emocjonalnej i mocy wyobraźni”. Czy jest jakaś jedna, główna refleksja, która jej towarzyszy?

 

WG: Tak. Zaślubiny Nieba i Piekła. Resztę zostawiam wam…

 

 

SG: Warto odnotować, że „imagine landscapes” ukaże się nakładem nowego labelu {int}erpret null, założonego przez Marka McGlincheya i Mirzę Ramica, znanego z kultowego dla wielu miłośników ambientu czy trip hopu projektu Arms And Sleepers. Jak do tego doszło?

 

WG: Wszystko zaczęło się jakieś dziesięć lat temu. Jeszcze przed wydaniem mojej debiutanckiej płyty „8” ukazała się moja EP-ka „mono3some”. Po niespodziewanie dla mnie dobrym przyjęciu tego krótkiego materiału, pojechałem w trasę. Zagrałem wtedy trzydzieści koncertów, w tym 6 maja 2010 roku koncert w warszawskiej Cafe Kulturalna jako support zespołu… Arms and Sleepers. Po koncercie podszedł do mnie Mirza i powiedział, że jest pod ogromnym wrażeniem tego, co robię. Zaproponował, żebyśmy pozostali „w kontakcie, bo trzeba coś wspólnie pograć”.

 

Nasze muzyczne drogi nigdy się nie zeszły, choć spotkaliśmy się ponownie na wspólnej scenie poznańskiej Meskaliny. Aż tu nagle w zeszłym roku dostaję od Mirzy wiadomość, że zakładają z Markiem nowy label – właśnie {int}erpret null, będący sublabelem Future Archive Recordings – i chcieliby wydać moją nową płytę, i czy wchodzę w to. No i wszedłem (śmiech).

SG: Eksperymentalna postklasyka – a tak opisałbym twoją twórczość – wydaje się bardzo wdzięcznym tematem do filmów czy seriali. Nie myślałeś o dalszym poprowadzeniu swojej kariery trochę w stylu Daniela Spaleniaka?

 

WG: Sebastian, ja o tym myślę od dziesięciu lat! Natomiast wejście na rynek muzyki filmowej jest bardzo trudne, co nie znaczy, że awykonalne. W końcu są muzycy, którym to się udało, prawda? Pracuję nad tym od dekady i cały czas jak mantrę powtarzam sobie, że po prostu jeszcze nie nadszedł dla mnie „ten” moment. Natomiast nie stoję w miejscu – tworzę, rozwijam się, niedawno podpisałem umowę z Uszy.te Muzyka Szyta Na Miarę, która zajmuje się managementem kompozytorów muzyki filmowej. Działam i mam nadzieję, że niebawem będą efekty. A w międzyczasie zapraszam was do posłuchania „imagine landscapes” – dwa single już są, trzeci niebawem, a cała płyta już 24 kwietnia!

 

Wojtek Grabek – poznański kompozytor, twórca solowego projektu Grabek. Od czasu debiutanckiego albumu „8” (2011), nominowanego do nagrody Fryderyk 2012 w kategorii „Album roku – muzyka elektroniczna”, przykuwa uwagę zarówno branży muzycznej, jak i publiczności. Tworzy świadomie na pograniczu stylów. Rozmywa i nakłada dźwięki syntezatorów i fortepianu, zestawiając je z naturalnością swojego głównego instrumentu – skrzypiec. Na swoim koncie ma także inne, równie ciepło przyjęte płyty: „duality” (2012) i „Day One” (2018). 24 kwietnia 2020 roku ukaże się czwarty album Grabka zatytułowany „imagine landscapes”.