fot. Maria Krześlak-Kandziora, na zdj. żaba zielona

Traszki, żaby, ambystomy – wędrówka ku miłości

Człowiek odizolował się od reszty świata, jest „samotnym gatunkiem”. Ratowanie ambystom, tak innych od nas i skazanych na śmierć przez nieuważność ludzi, pozwala nawiązać więź, utraconą relację. I – choćby symbolicznie – odkupić choć na chwilę winę: grzech braku szacunku dla przyrody, grzech zniszczeń, jakie w niej czynimy.

Północna część stanu Nowy Jork, wiosna

„Pierwszy ciepły wiosenny deszcz wsiąkający w ziemię, kiedy towarzyszy mu temperatura powyżej pięciu stopni Celsjusza, sprawia, że poszycie lasu ożywa i zaczyna szeleścić. Ambystomy masowo wychodzą ze swych kryjówek, mrugają oczami i ruszają w drogę. Ta masa zwierząt jest prawie niewidoczna, chyba że zdarzy się człowiekowi trafić na mokradła w deszczową wiosenną noc. Płazy wędrują, gdy ciemność chroni je przed drapieżnikami, a deszcz utrzymuje wilgoć w skórze. Przemieszczają się tysiącami, jak stado niemrawych bizonów. I tak jak w przypadku bizonów, ich liczba maleje z każdym rokiem”.

 

Robin Wall Kimmerer, biolożka i autorka książki „Pieśń Ziemi” (tłum. Monika Bukowska, wyd. Znak Literanova), spędza noc, patrolując szosę, która przecina trasę migracji ambystom – płazów ogoniastych, na pierwszy rzut oka przypominających do złudzenia jaszczurki, może salamandry.

Jaskier wodny, fot. Maria Krześlak-Kandziora

Jaskier wodny, fot. Maria Krześlak-Kandziora

 

Tymczasem ambystomy to płazy, wędrujące do stawów, w których się rozmnożą, po czym wrócą do lasu. Uda im się, jeśli samochody nie zgładzą ich miękkich ciał.

To dlatego Kimmerer moknąc, przepatruje szosę, przenosi kolejne płazy bezpiecznie na drugą stronę.

Migrują nie tylko ambystomy. Kimmerer wyławia światłem latarki następne gatunki przekraczające pod osłoną deszczu i ciemności szosę – żaby: leśne, ryczące, zielone, lamparcie, oraz traszki, ropuchy, rzekotki krzyżowe. Ilu z nich uda się uniknąć gwałtownej śmierci pod kołami?

 

Czerwonak, narożnik ulic Okrężnej i Dojazd, początek maja

Między stawami człapie bóbr, z drogi unosi się pył, który wzbił przejeżdżający samochód. Na drodze leży rozjechana żaba – jedna, a kiedyś bywało ich nawet kilkaset. Tak jak w 2018 roku, kiedy mieszkanka Czerwonaka zaalarmowała Grzegorza Gołębniaka – zadzwoniła i opowiedziała o zabitych płazach, przerażona skalą masakry. Z Grzegorzem ruszamy zwiedzać konstrukcję ratunkową.

Tropem traszek, Czerwonak, fot. Maria Krześlak-Kandziora

Tropem traszek, Czerwonak, fot. Maria Krześlak-Kandziora

 

Żaby migrują z jednego stawu do drugiego, akweny rozdzielone są ulicą, która stała się masowym grobem zwierząt.

Ale od kilku lat na trasie wędrówki płazy spotykają płotek – barierę z pułapkami łownymi. Zbudowana jest z wbitych w ziemię kijków i rozciągniętego na nich materiału, po którym płazy się zsuwają. Szukając dziury w całym, wpadają w końcu do wkopanych w ziemię wiaderek. Kontrolują je regularnie przyrodnicy i wolontariusze, którzy przenoszą płazy w kierunku ich migracji. Z wiaderek wystają patyczki-drabinki dla przypadkowych gości – myszy czy rzęsorków.

A ty? Kiedy ostatnio uratowałeś, uratowałaś płaza?

Z Grzegorzem spotykam się po pierwsze dlatego, że fascynuje mnie ktoś, kto swój czas poświęca tropieniu płazów i miejsc ich życia. Po drugie, zaskakuje mnie zainteresowanie akcją postronnych ludzi – na kontrole „płotków” zabiera się z nim zawsze komplet osób.

Przyrodnik ogłasza w sieci kolejne wycieczki, podczas których opowiada o sekretnym życiu płazów. Zaprasza na spacery niewielu z wszystkich chętnych, bo w tej pracy trzeba patrzeć pod nogi, zachować ostrożność, zbyt dużo osób mogłoby niechcący narobić szkód. Płazy są kruche, ich środowisko życia również.

 

Znak, fot. Maria Krześlak-Kandziora

Znak, fot. Maria Krześlak-Kandziora

Grzegorz i pozostali wolontariusze przenoszą żaby, ale też je mierzą, sprawdzają ich płeć, oznaczają gatunki. Gromadzone przez przyrodników dane są opracowywane, korzystają z nich naukowcy, a także miejscy urzędnicy czy Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Dzięki przedstawieniu wyników liczenia wójtowi od dwóch lat gmina patrzy życzliwie na działania żabich ratowników. Finansuje materiały do konstrukcji płotków, obiecała w remontowanej właśnie drodze zbudować dla żab przepusty.

Na ulicy stoi już trójkątny znak informujący kierowców o obecności zwierząt na drodze – przedstawiona graficznie żaba na żółtym tle z czerwoną obwódką. Mało kto na niego reaguje, ale jest pierwszym sygnałem, że coś w myśleniu o delikatnych współuczestnikach ruchu na drodze się zmienia.

Żaby – barometry wilgotności

Żaby aktywizują się w pierwsze ciepłe i wilgotne wiosenne dni. W 2021 roku w Czerwonaku ruszyły w podróż między stawami już w marcu. Apogeum przypadło na 17 dzień miesiąca. W roku bieżącym marzec był suchy, płazy czekały do początku kwietnia. Z mniejszym natężeniem wędrują w poszukiwaniu pokarmu przez całą wiosnę, lato, aż do połowy lub końca listopada. Oprócz braku wilgoci nie sprzyja im zbytnie uporządkowanie miejskich wodnych enklaw.

Traszki, rzekotki, ambystomy, fot. Maria Krześlak-Kandziora

Traszki, rzekotki, ambystomy, fot. Maria Krześlak-Kandziora

 

Podskórnie czuje się, że opowieść o losach żab jest w oczywisty sposób opowieścią o suszy, wysychaniu jezior, oczek i stawów.

Czyli czymś, co nas bezpośrednio dotyczy, czymś, co łączy los płazów z naszym losem. Drugie, nie mniej ważne pytanie, to to, dla kogo budujemy miasta, infrastrukturę i czy znajdzie się w naszym sposobie jej konstruowania i dostosowywania do zmian miejsce dla nie-ludzkich mieszkańców?

Jak opisać ciało traszki?

Świecimy im w pyski czołówkami, liczymy je, zanim postanowią schować się w kępach roślin, w bezpiecznej ciemności. Wyglądają jak małe smoki, ich ciała pokryte są plamkami, dzięki którym maskują się doskonale wśród wodnych roślin. Niektóre ze stworów mają na grzbietach grzebienie. Samcom służą do przywabiania samic, ale też do zwiększenia powierzchni skóry, przez którą oddychają.

 

Nad stawami, liczenie traszek, fot. Maria Krześlak-Kandziora

Nad stawami, liczenie traszek, fot. Maria Krześlak-Kandziora

Szliśmy do traszek, bo o nich mowa, wzdłuż cieku wodnego, w kaloszach niemal zbędnych, bo strumień był płytki, a teren wokół niego dość suchy.

Staw, do którego dotarliśmy, nie jest już używany do hodowli ryb, zarósł, a dziurawy pomost prowadzi nas w paszczę nocy. Obok głównego akwenu jest kilka prostokątnych mniejszych zbiorników. Mają wybetonowany brzeg, ale w środku toczy się intensywne życie. W wodzie przemykają, zawisają w bezruchu, kochają się traszki grzebieniaste i zwyczajne.

Tak jak ambystomy, traszki przychodzą na świat w wodzie, by po kilku, kilkunastu tygodniach wyjść z niej i zamieszkać na dnie lasu.

„Samotny gatunek”

Robin Wall Kimmerer, wędrując w nocy wzdłuż szosy przekraczanej przez ambystomy, napotyka studentów herpetologii. Liczą płazy – zarówno te rozjechane na miazgę, jak i te żywe. By to zrobić, stawiają znane nam już płotki i łapią zwierzęta w wiaderka-pułapki. Liczą, mierzą i wypuszczają na wolność. Pod kierownictwem Jamesa Gibbsa, specjalizującego się w biologii konserwatorskiej, chcą zebrać dane dotyczące śmiertelności płazów na tej konkretnej drodze i doprowadzić do wydania decyzji o budowie przepustów.

Traszka, fot. Maria Krześlak-Kandziora

Traszka, fot. Maria Krześlak-Kandziora

 

Kimmerer, przenosząc ambystomy, zaburzyła nieco statystyki. Gibbs ją pociesza i mówi, że robi to samo, kiedy wiosną zaczyna padać, temperatura rośnie, a on nie może spać. Wie, że płazy ruszają, zaczyna się wędrówka, zaczyna się festiwal masowej śmierci na drogach.

„Przyrodnicy żyją w świecie cierpienia, które tylko oni potrafią dostrzec” – pisze Kimmerer, cytując Aldo Leopolda, leśnika i człowieka, który uważał, że przyroda nie służy zaspokajaniu potrzeb ludzkości, a jest wartością sama w sobie.

 

Kimmerer idzie w swoich rozważaniach jeszcze dalej. Człowiek odizolował się od reszty świata, jest „samotnym gatunkiem”. Ratowanie ambystom, tak innych od nas i skazanych na śmierć przez nieuważność ludzi, pozwala nawiązać jej więź, utraconą relację. I – choćby symbolicznie – odkupić choć na chwilę winę – grzech braku szacunku dla przyrody, grzech zniszczeń, jakie w niej czynimy.

 

Ważne!

Jeśli chcesz pomóc płazom, przenoś je przez drogi, ale przede wszystkim masowe wędrówki zamelduj organizacjom, które mogą wdrożyć długofalowy monitoring. Zgłoś się do Grupy Traszka lub Klubu Przyrodników Koła Poznańskiego. To oni prowadzą coroczną Akcję Płotek – akcję budowy w wyznaczonych miejscach barier z punktami łownymi. Mają do tego nie tylko kompetencje, ale i konieczne zgody – tę dotyczącą przetrzymywania i przenoszenia płazów wydaje RDOŚ. Dzięki wspólnej pracy ochroniarskiej można działać skutecznie, dostarczać naukowcom niezbędnych danych do dalszych działań.

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
1
Świetne
Świetne
4
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0