U młyna
Opublikowano:
28 lipca 2026
Od:
Do:
Początek:
Koniec:
Lipiec w pełni, ale lipy dawno już przekwitły, a wraz z ich kwitnieniem odeszło lato. W każdym razie, ostatnio często słyszę narzekania na piękną jesień w tegorocznym sezonie wakacyjnym.
Wiadomo: był rekordowy upał – było źle. Bywają stosunkowo chłodne dni – jest źle. Pada – niedobrze. Nie pada – jeszcze gorzej. I choć miałem okazję wypoczywać w zmiennej i niegorącej pogodzie, wbrew wszystkiemu i wszystkim – nie będę narzekał. Nie mam powodów.
A kiedy wróciłem z wyjazdu, przyszedł czas na wyprawę po nowy artykuł. Tym razem wybrałem się na północ od Poznania. Nad Wełnę. Dokąd? – wiadomo, zdradza to tytuł. Nie mogę więc budować napięcia, zresztą, pisarskie triki są mi raczej obce. Zwyczajnie, opisuję tylko, co mnie spotkało i jak to odczułem. Do dzieła!
W pociągu i w przyrodzie
To ciekawostka. Niby wsiadłem do dobrego pociągu – przecież sprawdziłem peron. Zresztą, innego odjeżdżającego o tej godzinie składu nie było. Ale zrobiło mi się gorąco, kiedy uświadomiłem sobie, że pociąg, którym jadę, zmierza do Krzyża. To przecież nie mój kierunek! Szybki rzut oka za okno: faktycznie, przed chwilą jechaliśmy po torach na Szamotuły, a tędy nijak do Parkowa nie dojadę. Na szczęście, przypomniałem sobie, że jeszcze na tym fragmencie trasa jest wspólna dla obu kierunków, rozdziela się dopiero później. – Ufff! – odetchnąłem, glęboko niczym parowóz – gdy maszynista wybrał tę właściwą trasę: na Piłę.
Chwilę później pani konduktor Kolei Wielkopolskich weszła w miły dyskurs z pasażerami: tak, ludzie się mylą, bo to nowe połączenie. Do Krzyża Wielkopolskiego – przez Piłę. Wszystko jasne, wsiadłem dobrze, jadę więc, gdzie należy.
Gdy dojechałem do Parkowa, mogłem stwierdzić, że remont peronów powoli dobiega końca. Jednak zabytkowy budynek dworca popada w ruinę. Nie wiem, czy uda się go jeszcze uratować…
Do Jaracza ruszyłem wariantem przez Parkowo. Niebawem znalazłem się w lesie, ale nim doń wszedłem, powitała mnie miejscowa dzierzba gąsiorek. Wyjąłem lornetkę z futerału, by przyjrzeć się jej (dzierzbie) z bliska, ale ptak, nie czekając, przefrunął dalej.
Znów nie ten kierunek
Jako że niedawno padało, mogłem pobawić się „w Indian”: jedna osoba szła tędy przede mną. I tak aż do trasy „11”. Idąc przy jezdni, pomyliłem kierunki. No cóż, w tym miejscu należy spojrzeć prawdzie w oczy: wszystko przez to, że odpaliłem aplikację mapy w telefonie. A ta – lubi czasem namieszać w kierunkach. Nim się zorientowałem, przeszedłem już kilka kroków. Ale nie ma tego złego… – wykonałem obejście i hop-siup: leśną drogą – skrót.
Nową drogą szybko dostałem się w pobliże rzeki. Nagle usłyszałem klangor. Ale jakiś dziwny. Za chwilę powtórzył się – bliżej i to pozwoliło mi stwierdzić, że nie był to żuraw, ale… niewieści głos. W istocie, po chwili zza zakrętu wypłynęły kajaki.
Na jednym z nich: właścicielka mocnego wokalu. Była pogrążona w emocjonalnej dyskusji, przerywanej śmiechem. Miło było usłyszeć radosne głosy, pozbawione marazmu i nienarzekające. A że słońce wychodziło zza chmur coraz częściej, to i humory dopisywały.
Od tego momentu coraz to nowi kajakarze mijali mnie w drodze do młyna. A czasem to ja mijałem ich – nasze tempo było w gruncie rzeczy podobne, głównie przez meandrujące zakola rzeki, które musieli pokonywać. Wreszcie, moim oczom ukazał się znak młyna na drzewie (właściwie – to znak dla kajakarzy), a chwilę później – już całkiem niedaleko – zamajaczyły pierwsze zabudowania.
Muzeum w Jaraczu
Muzeum Młynarstwa i Wodnych Urządzeń Przemysłu Wiejskiego odwiedziłem pierwszy raz. Bywałem w okolicy, ale gdy raz zaszedłem tu lata temu – placówka była akurat zamknięta.
Obejrzenie ekspozycji uruchomiło moją wyobraźnię. Oto zwykły zjadacz chleba zaczyna zgłębiać ciekawą historię budowy urządzeń, które służą do wyrobu mąki. Począwszy od ich najprymitywniejszych wersji, również obecnych na wystawie.
I choć przeciętny człowiek z niejednego młyna mąkę je, to zwykle niewiele wie o tym, jak ona powstaje, a co dopiero o tym, jak powstawała onegdaj. Sam fakt ewolucji napędu urządzeń jest tu interesujący. Począwszy od siły mięśni człowieka (ręce, nogi), zwierząt, wiatru, wody, wreszcie powstanie maszyny parowej, silnika spalinowego i elektrycznego.
Ewolucja myśli ludzkiej, możliwa również dzięki procesowi mielenia mąki, a właściwie dzięki powstającym z niej wypiekom. I choć pszenica ma obecnie złą prasę, to jednak jej wpływ na dzieje ludzkości jest nie do przecenienia. Zresztą, nie jest to przecież jedyne zboże, jakie znamy i spożywamy.
Budynek młyna był pierwszym, do którego wszedłem. Miałem nosa. Nie zwabił mnie tu co prawda zapach chleba, ale i tak trafiłem na pierwsze piętro. Tam zlokalizowana jest czasowa wystawa „Od ziarenka do bochenka”. Pouczająca. A urządzenia w młynie? – budzą respekt, a nawet podziw. Kiedyś tak konstruowano rzeczy, by służyły jak najdłużej. Przeciwnie do tego, co dzieje się dziś…
Z kolei budynek naprzeciwko – skromniejszych rozmiarów – też kryje interesujące przedmioty. Dość wspomnieć, że znajduje się tam kilka młynków. Brzmi zwyczajnie, ale nie dajmy się zwieść – niektóre były wyższe ode mnie! Potężne, drewniane konstrukcje.
À propos drewnianych konstrukcji – w siedzibie Muzeum stoją makiety licznych wiatraków – i tych zwykłych, koźlaków, i holenderskich. To imponująca kolekcja modeli młynów wykonanych niezwykle precyzyjnie przez wybitnego polskiego molinologa, Feliksa Klaczyńskiego.
Na zewnątrz natomiast, swoje łopaty rozkłada w zapraszającym geście prawdziwy wiatrak, jakich kiedyś stało u nas wiele: można go zwiedzać, zajrzeć do środka. Trzon jego konstrukcji pokazał mi, jak ogromne kiedyś rosły drzewa: tylko z nich można było pozyskać tak wspaniały materiał budulcowy.
I tak, nie wiadomo kiedy, wybiła szesnasta, a ja musiałem jeszcze – z przyjemnością, tym razem przez Wełnę – wrócić na stację kolejową do Parkowa. Tam, czekając na pociąg, usłyszałem żegnające mnie wieczornym śpiewem trznadle i „skrzypiącego” godowo grzywacza. Całość melodyjnie zwieńczył swym trelem kos. Reasumując, moja dzisiejsza wyprawa do młyna zakończyła się, jak przystało na udaną ekspedycję: śpiewająco!














