fot. Maciej Kijko

Wszyscy jesteśmy mieszańcami

Niedawno bez echa minęły kolejne rocznice urodzin i śmierci jednego z najwybitniejszych pisarzy polskich, Teodora Parnickiego. Zbliża się następna rocznica urodzin i zapewne znowu nie będzie miała znaczącego rezonansu.

Nie jest o nim głośno, wznowienia jego utworów można policzyć na palcach. Zapomnienie dzisiejsze po dużym uznaniu w czasach poprzedniego jeszcze systemu na pierwszy tylko rzut oka może się wydać zrozumiałe – ot, czas zweryfikował niegdysiejsze laury. To jednak nie odpowiada rzeczywistej wartości pisarstwa Parnickiego i jego znaczeniu dzisiaj dla zrozumienia tego, co stanowi najbardziej bieżące doświadczenie współczesnych społeczeństw.

Żyjemy w świcie przemieszczających się grup ludzkich i jednostek. Kultury stykają się ze sobą i przenikają. Granice nie stanowią problemu, choć ich przekraczanie problemy rodzi. W swoim pisarstwie historycznym Teodor Parnicki zainteresowany był takimi właśnie momentami w dziejach i takimi procesami. Stąd może warto go przeczytać raz jeszcze, na nowo.

Teodor Parnicki

Sama biografia pisarza mogłaby stanowić materiał dla pasjonującej biografii literackiej – i dziwne, że jeszcze nikt się tym nie zainteresował.

Rodzina Parnickich pochodziła z Gorzowa Wielkopolskiego, zniemczyła się (jego dziad pisał się Parnitzki), przeprowadziła do Rosji, a Teodor urodził się w Berlinie. Wkrótce zresztą rodzice wraz z nim już wrócili do Rosji, do Moskwy, a po wybuchu I wojny światowej, jako poddani wrogiego mocarstwa, musieli przenieść się do Ufy. Po śmierci matki Teodora ojciec ożenił się powtórnie, a on sam opuścił dom i wstąpił do Korpusu Kadetów w Omsku. Wkrótce uciekł stamtąd, przemierzył kawał Rosji i ostatecznie schronienie znalazł w Mandżurii, w Charbinie, gdzie było sporo Polaków zesłanych tam przez władze carskie. Spróbujmy sobie wyobrazić podróż dziesięcioletniego chłopca przez ogarniętą zawieruchą wojenną rewolucyjną Rosję.

 

Teodor Parnicki, fot. Wikipedia. Wolna encyklopedia

Teodor Parnicki, fot. Wikipedia. Wolna encyklopedia

Jak wspomina, w Charbinie zdecydował, że zostanie Polakiem, co więcej – polskim pisarzem historycznym.

To znaczące – zdecydował o czymś, co zdaje się pozostawać poza obszarem decyzji. W istocie przecież miał obywatelstwo niemieckie, mógł był zostać Rosjaninem, a w momencie podjęcia decyzji jeszcze nie mówił po polsku, zaczął dopiero się go uczyć. Na wiele sposobów można interpretować taki autobiograficzny opis swojej sytuacji. Bez wątpienia zaświadcza on jedno – szczególną sytuację młodego człowieka, który stara się odnaleźć (stworzyć) swoją tożsamość.

 

Wszyscy główni bohaterowie jego powieści dziedziczą tę cechę swojego autora – są mieszańcami kulturowymi.

W Charbinie zdaje maturę i w 1928 roku przybywa do Polski, gdzie we Lwowie zapisuje się na polonistykę, później jeszcze na anglistykę i orientalistykę na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza. Żadnych studiów nie kończy. Zajmuje go praca literacka.

Za swoją powieść historyczną „Aecjusz, ostatni Rzymianin” otrzymuje stypendium, dzięki któremu może odbyć podróż do Bułgarii, Grecji, Konstantynopola i Włoch. Po wybuchu II wojny światowej, aresztowany we Lwowie, ponownie znajduje się w ZSRR, skąd wychodzi wraz z armią Andersa.

W 1944 roku w Jerozolimie kończy kolejną powieść, tym razem z historii Polski, „Srebrne orły”. Jako przedstawiciel rządu emigracyjnego zostaje wysłany do Meksyku, gdzie spędza ostatnie dwa lata wojny i osiada po jej zakończeniu. W izolacji od polskiego życia kulturalnego (to przecież nie czasy internetu) pisze kolejne powieści, wydawane wpierw w Paryżu, a po 1956 roku systematycznie także w Polsce.

 

W latach sześćdziesiątych kilkakrotnie odwiedza kraj, a w 1967 roku wraca na stałe i osiada w Warszawie. Umiera w 1988 roku podczas pracy nad kolejną powieścią.

To szczególne doświadczenie biograficzne, będące udziałem wielu ludzi w niespokojnych czasach także dzisiaj, nie stanowi oczywiście o wartości jego twórczości. Jest jej swego rodzaju uzupełnieniem i – bez popadania w naiwny biografizm – prefiguracją.

Bohaterki i bohaterowie bowiem powieści Parnickiego to, jak już wspomniałem, osoby o szczególnym statusie, bękarty, mieszańce, przybysze. Wszędzie nie swoi, wszędzie obcy. Z tego też powodu narażeni na odrzucenie. Tu widać już, w czym może być ta twórczość aktualna. Coraz większa ruchliwość społeczna na obszarze świata powołuje do istnienia osoby o złożonej tożsamości – w naszych warunkach identyfikujące się jako Polki czy Polacy, a ciemnoskóre, mające niepolsko brzmiące nazwiska. Takich przypadków nie ma tak mało.

Bohaterowie Parnickiego

Aecjusz, tytułowy bohater pierwszej uznanej powieści Parnickiego, rzymski wódz, który pokonał na Polach Katalaunijskich armię Attyli i uchronił tym samym Rzym przed Hunami, to mieszaniec – z matki Rzymianki i scytyjskiego ojca. Aron, główny bohater najbardziej chyba popularnej powieści Parnickiego, wspomnianych już piastowskich „Srebrnych orłów”, to mnich, przybysz z Irlandii. Bohaterka pierwszego tomu „Twarzy księżyca”, powieści z III–IV wieku, Mitroania, zostaje scharakteryzowana następująco:

 

„Kuszanka z nazwy urzędowej; Jonka czy Jowanka – więc Greczynka, jak by powiedzieli Rzymianie – z krwi po odległych przodkach; Chorezmijka – z przywiązania do Wazamara; imieniem własnym Baktryjka; pojęciami chyba Swatyjka czy Gandarenka”.

 

Zwróćmy uwagę: w większości nazwy te nic dzisiaj nie mówią. Stefan Polak, bohater z kolei jedynej zekranizowanej powieści pisarza „Tylko Beatrycze”, to bękarcie dziecko. Każda z tych postaci, uczestnicząc w wydarzeniach, jednocześnie reflektuje nad swoim dwuznacznym statusem. Wprowadzając na pierwszy plan taki typ bohatera, Parnicki prekursorsko niemalże wydobywał na wierzch tak istotny dziś problem.

 

Za konstrukcją bohaterów idzie rzecz ważniejsza jeszcze – rozumienie historii, momentu, w którym uczestniczą.

Jeśli bohater-mieszaniec jest jednym powodem do zainteresowania twórczością Parnickiego, to istotniejszym chyba powodem jest jego widzenie historii. Nader odmienne od potocznego, podręcznikowego czy będącego przedmiotem polityki historycznej.

Historia

Pisarz odkrywa wymiary historii niespodziewane, burzące powszechne wyobrażenia i mniemania na temat przebiegu procesów historycznych. Próbuje w kontrze do klasycznych narracji rozdzielających historie osobnych państw czy narodów, separujących epoki pokazać dzieje jako wielostronne relacje i wymiany.

I oto w powieści będącej nawiązaniem do sienkiewiczowskiej Trylogii poprzez głównego bohatera – Onufrego Zagłobę, „I u możnych dziwny”, jej bohater dociekający zagadki swego pochodzenia (kolejny taki) i czytelnik towarzyszący mu w tych poszukiwaniach muszą skonfrontować się z tropami, które wiodą w stronę Włoch, Anglii, ale i Japonii i Meksyku. Mozolne układanie mozaiki rodowodu i tożsamości nie ogranicza się tylko do Rzeczypospolitej. Ona sama nie jest izolowaną wyspą.

Akcja innej powieści, „Koniec »Zgody narodów«”, ulokowana jest w Baktrii, jednym z państw hellenistycznych powstałych po śmierci Aleksandra Macedońskiego (tereny dzisiejszego północnego Afganistanu i Pakistanu!) i pokazuje tworzenie się hellenistycznej kultury z różnych pierwiastków – greckiego, lokalnego, indyjskiego, chińskiego.

 

fot. Maciej Kijko

fot. Maciej Kijko

Wzajemne wpływy się przenikają, a tożsamości mieszają.

W tym zresztą przypadku (i kilku innych powieści) Parnicki pokazuje epokę hellenistyczną na przekór rozpowszechnionych ówcześnie opiniom o schyłkowym jej charakterze i znikomej wartości wytworów tej kultury, jako żywiołowe, twórcze wymiany kulturowe, ożywczy ferment.

Wspomniana już wyżej powieść, „Srebrne orły”, dziejąca się podczas panowania Bolesława Chrobrego, także pokazuje państwo piastowskie jako, już u swego zarania, zaangażowane w rozległe europejskie relacje i interesy. Zabiegi dyplomatyczne o uzyskanie korony przez Bolesława Chrobrego nie sprowadzają się do jednostkowych ambicji władcy nowo powstałego państwa, są elementem rozgrywki pomiędzy Cesarstwem Rzymskim Narodu Niemieckiego a papiestwem.

 

Co należy podkreślić, wszelkie te niespodziewane spotkania różnych kultur nie są wymysłem autorskiej fantazji. W wykładach na temat rzemiosła pisarskiego i swojej wizji powieści historycznej w zdecydowany sposób określa, że powieść historyczna nie może wykraczać poza fakty – one stanowią granicę.

Inwencja pisarza znajduje swoje miejsce tam, gdzie fakty pozostawiają pustą przestrzeń – z braku źródeł. Stąd, co może się wydać dziwne, odmawia miana powieści historycznej „Quo vadis” Sienkiewicza. Byłaby to powieść wykorzystująca kostium historyczny w tworzeniu fikcji literackiej, nie jednak powieść historyczna.

Późny Parnicki

W swojej późnej twórczości coraz bardziej odchodzi Parnicki od klasycznej powieści historycznej – nadal wychodząc od przeszłych zdarzeń, snuje przypuszczenia wychodzące daleko poza to, co się zdarzyło, w stronę tego, co mogło było by się stać – jak w „Muzie dalekich podróży”, gdzie posługując się zabiegiem powieści-w-powieści, zarysowuje alternatywną wersję historii Polski po zwycięskim powstaniu listopadowym.

 

Coraz silniej też obecne są wątki autobiograficzne i autotematyczne – postaci powieściowe zastanawiają się nad swoim statusem jako kreacji autora, różne modele powieści spierają się ze sobą na tematy teoretycznoliterackie.

Czyni to tę późną twórczość pisarza trudniejszą w odbiorze, z drugiej jednak strony otwiera też odmienne perspektywy poznawcze i odsłania intrygujące problemy tworzenia fikcji literackiej.

W całej zasadniczo swojej twórczości powieściopisarskiej Parnicki stosuje formę swoistego kryminału. Jego powieści to dociekania zagadki w postaci przesłuchań, protokołów, dyskusji, wymiany listów, procesów. Z dzisiejszego punktu widzenia, w obliczu rozkwitu twórczości kryminalnej, to może stanowić o atrakcyjności książek Parnickiego.

Choć, trzeba powtórzyć, to kryminały swoiście pojęte – z intensywnym poszukiwaniem odpowiedzi, ale bez wyraźnej akcji. Nie musi to powodować rozczarowania, jest raczej konsekwentnym potwierdzeniem zagadkowości losu. Zachęca, poza tym, do snucia własnych przypuszczeń, przemierzania powieściowego świata w poszukiwaniu znaków, drogowskazów – podjęcia gry z autorem.

Co ciekawe dwie powieści poświęcone tematyce piastowskiej wydał w Wydawnictwie Poznańskim. To „Dary z Kordoby” z 1981 roku i „Kordoba z darów”, ostatnia rzecz wydana za życia pisarza, w 1987 roku.

 

Można je nazwać gnieźnieńsko-poznańskimi. Bowiem chociaż, jak to u Parnickiego, akcja rozpięta jest pomiędzy Hiszpanią pod władzą kalifatu bagdadzkiego a Rusią i Cesarstwem Niemieckim – na ogromnym obszarze geograficzno-kulturowym – to centrum stanowi niewielki teren centrum ówczesnego państwa Bolesława Chrobrego.

Zamysł pisarski to wejrzenie w czas tego władztwa, o którym nie mamy prawie żadnych informacji. Pomiędzy rokiem 1018, kiedy umiera Thietmar, kronikarz, dzięki któremu jesteśmy w stanie odtworzyć historię pierwszych lat państwa Piastów, a 1025, rokiem koronacji Bolesława na króla, jest luka niedająca się wypełnić.

Pozostawia pole dla wyobraźni autora o ambicji dotarcia do okoliczności składających się na realizację zamysłu o koronie dla władcy. Ten proces w pewnej mierze jest już przedmiotem zainteresowania Parnickiego we wspomnianych wcześniej „Srebrnych orłach” z początku jego drogi pisarskiej, a teraz, u jej końca, znajduje swoje nowe ujęcie.

 

fot. Maciej Kijko

fot. Maciej Kijko

Znowu jednak centrum piastowskiego państwa ukazane jest jako obszar zetknięcia się wielu kultur, wielu wpływów, przestrzeń wymiany. Co przecież odpowiada najzupełniej dzisiejszym ambicjom Poznania, by jawić się jako miejsce wielokulturowego spotkania.

Z tego względu interesujące byłoby skonfrontowanie przypuszczenia, hipotez, interpretacji i dopowiedzeń Teodora Parnickiego z najnowszym stanem wiedzy, wynikającym choćby ze stale prowadzonych prac archeologicznych. Ukazałoby to owe ambicje nie jako tylko projekt stworzony w umyśle tego czy innego urzędnika, być może ideologiczny w czyichś oczach, a mający swoje rzeczywiste umocowanie w długiej historii miasta i regionu. Ale to już inna historia…

Związki z Wielkopolską

Związki z Wielkopolską pisarza są zresztą silniejsze i bardziej bezpośrednie niż tylko jej obecność w geografii powieściowej. W wywiadzie udzielonym poznańskiemu miesięcznikowi „Nurt” na początku lat 70. wprost stwierdza, że nie są to też tylko relacje biograficzne po linii męskiej, ale obejmują także przedwojenną jeszcze współpracę z tygodnikiem „Kultura”, a również kontakty zacieśnione po powrocie w 1967 roku do Polski.

 

Nawiązał wówczas znajomości w środowisku literackim Poznania, czego skutkiem było między innymi wydanie w 1976 roku powieści „Hrabia Julian i król Roderyk”.

Powieść ta, powstała w 1934 roku i zgłoszona przez pisarza na konkurs literacki, nie została jednak doceniona. Odnaleziono jej tekst po latach i została wydana staraniem Wydawnictwa Poznańskiego. Odnowione kontakty z Wielkopolską zaowocowały też pogłębionym zainteresowaniem genealogią własnej rodziny i w efekcie uwypukleniem wątków dociekań rodzinnej biografii oraz autobiograficznych w powieściach „Tożsamość” i „Przeobrażenie”, należących do eksperymentalnych bardziej utworów Parnickiego. Środowisko „Nurtu” zaś w czasie ukazywania się miesięcznika, do połowy lat 80., wytrwale popularyzowało twórczość pisarza.

Zapomnienie

Zastanawiając się nad powodami swego rodzaju zapomnienia o Parnickim – względnego zresztą, bo badacze cały czas są zainteresowani jego twórczością, ale nie o taką, akademicką, obecność i pamięć mi chodzi – poza związanymi ze złożonością perspektyw i coraz wyraźniej uwidaczniającą się autotematycznością, można wskazać kilka okoliczności składających się na dzisiejszą sytuację tej twórczości.

Jeszcze przed rokiem 1989, wydawany głównie przez Instytut Wydawniczy PAX, Teodor Parnicki należał w dość powszechnej opinii krytyków do czołówki powieściopisarzy polskich.

 

W miarę pojawiania się w jego twórczości wątków autotematycznych, fantastycznych, rósł dystans i zaznaczano rosnącą jej hermetyczność.

W czasach największego uznania podkreślano odnowienie powieści historycznej, uwolnienie jej od modelu sienkiewiczowskiego, pogłębienie rysu psychologicznego postaci i zniuansowanie wizji historii. Podjęcie przez IW PAX inicjatywy wydawania w Polsce powieści Parnickiego związane było z jego przedwojenną jeszcze publicystyką, w której identyfikował się z programem humanizmu katolickiego. Przypomniano tę jego aktywność pisarską w „Szkicach literackich”.

 

Cezura 1989 roku zmieniła zasadniczo sytuację polskiej kultury.

Mecenat państwa, wpływający na pojawianie się serwilistycznych postaw z jednej strony, z drugiej umożliwiający aktywność twórczą o ryzykownej wartości rynkowej, znikł. Otwarcie na świat wprowadziło Polskę w obieg światowej kultury popularnej. Konieczność sprostania wymogom rynku zmieniła politykę wydawniczą.

Światowe już zmiany kulturowe dodatkowo odcisnęły swój ślad na recepcji dzieł kultury. Twórczość Parnickiego, mająca opinię hermetycznej i dodatkowo historycznej, w niewielkim stopniu wpisywała się w potrzeby (te czytelnicze przecież zmniejszające się z roku na rok) społeczeństwa poszukującego swej drogi w nowej rzeczywistości.

Nie umniejszając w niczym diagnozy o wysokich wymaganiach, jakie stawia przed czytelnikiem proza Parnickiego, klucz powieści historycznej zdecydowanie jest zbyt ograniczający dla tej twórczości.

 

Tablica pamiątkowa na domu przy ul. Szymona Zimorowicza 2 w Warszawie, fot. Wikipedia. Wolna encyklopedia

Tablica pamiątkowa na domu przy ul. Szymona Zimorowicza 2 w Warszawie, fot. Wikipedia. Wolna encyklopedia

Sposobem interpretacji otwierającym ją na współczesność i aktualizującym ją jest wskazanie na wielokulturowość historycznych światów udostępnianych przez pisarza.

Obserwuje on je w momentach szczególnie intensywnych zmian, wzburzeń i przechodzenia od jednej formy do innej. Takie wrzenie świata obserwujemy i dzisiaj. Parnicki może oswoić tę sytuację. Pokazać, że zmiana, ruch, nie jest czymś niezwykłym, zdarzającym się niekiedy i znamionującym koniec świata – raczej stałym elementem życia, dziejącym się nawet, gdy nie jest dostrzegany.

 

A co może ważniejsze – że wszyscy jesteśmy mieszańcami kulturowymi i będąc u siebie, jesteśmy jednocześnie obcy.

Ta perspektywa – że znowu powtórzę: oparta na wiedzy historycznej, niebędąca owocem fantazji – może stanowić odpowiedź na ksenofobiczne, ksobne, wykluczające sposoby interpretowania przeszłości i teraźniejszości.

Skądinąd ciekawe jest, że sam Parnicki wyraził przypuszczenie, że jego perspektywa będzie jasna i oczywista dla przyszłego czytelnika. Takiego być może, który nie uczestniczy już w świecie homogenicznych wspólnot, a styka się z różnorodnością przenikających się grup. Może to dla nas dopiero ta twórczość jest skierowana? Warto ją na nowo odkryć, bo jak mało która pozwala szerzej spojrzeć na dzień dzisiejszy i jego problemy.