fot. Mateusz Kiszka

Z książką do człowieka

„Jeśli pojawia się identyfikacja z bohaterem w procesie czytania, poprzez jego historię możemy przeżyć swoją własną” – o wartości biblioterapii opowiada Anna Sabiłło z Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu.

Barbara Kowalewska: Co wpłynęło na to, że książka jest tak bardzo obecna w pani życiu?

Anna Sabiłło: Moja mama jest bibliotekarką, pracowała w filii dziecięcej. W PRL-u nie było animacji w takim znaczeniu jak dzisiaj.  Mama robiła to po omacku, intuicyjnie. W czwartki wychodziła z dziećmi do parku z kapeluszem pełnym kwiatów i koszem książek i tam im czytała. Na początku babcie zabierały dzieci, bo uważały, że to dziwne zachowanie. Ale jak zobaczyły, że to niczym nie grozi, pozwalały wnuczkom uczestniczyć w tych zajęciach. Biblioteka znajdowała się w biedniejszej dzielnicy miasta, była miejscem, gdzie dzieci chętnie przychodziły. Mama uruchamiała im projekcje „Reksia”, „Bolka i Lolka” i innych bajek z tamtego okresu. Zapraszała też ludzi różnych profesji na spotkania: szewca, strażaka, przychodziły na nie grupy ze szkoły i przedszkola. Pozwalała też dzieciom przynosić do biblioteki zwierzęta: chomiki, myszki, psy, a to nie było zgodne z ówczesnym prawem.

 

BK: No proszę, to teraz rozumiem, dlaczego po francusku „mól książkowy” to „szczur biblioteczny”. A skoro o tym mowa, jak się dzisiaj zmienił wizerunek i rola bibliotekarza?

Anna Sabiłło, fot. Mateusz Kiszka

Anna Sabiłło, fot. Mateusz Kiszka

AS: W Niemczech, w jednej z bibliotek zastosowano nowe rozwiązania architektoniczne i wyposażenie wnętrza, i żeby zmotywować bibliotekarzy do częstszego kontaktu z klientem, bo zauważono, że są raczej introwertyczni, przeszkolono ich w komunikacji interpersonalnej. Przedtem bibliotekarz, bibliotekarka siedzieli za biurkiem, teraz zastąpiono biurko wysokim stolikiem i stołkiem barowym, postawionymi w takim miejscu, żeby pracownik  mógł obserwować i reagować, gdyby użytkownicy potrzebowali pomocy. Nie chcę powiedzieć, że tak musi być, ale zmieniło się podejście do tego zawodu i stereotypu z nim związanego.

 

BK: Czym się różni biblioterapia od „zwykłego spotkania” z książką?

AS: Doradzenie, jaką książkę przeczytać, by sobie pomóc w jakiejś sytuacji, to dopiero pierwszy krok. Zacznijmy od tego, że mamy dwa typy biblioterapii: kliniczną, stosowaną w ośrodkach dla osób z różnymi dysfunkcjami, to kompetencja psychoterapeutów, lekarzy, psychologów, i ogólnorozwojową, zwaną też humanistyczną, która stanowi szeroko pojętą profilaktykę, tu biblioterapeutami są bibliotekarze, nauczyciele, przedszkolanki.

 

W Polsce biblioterapia nie została uznana za osobną profesję. Dlaczego? Łączy kilka dyscyplin naukowych: bibliotekoznawstwo, pedagogikę specjalną, medycynę. Warto wspomnieć, że w różnych krajach w bibliotekach różnie prowadzi się biblioterapię. W Polsce są to specjalnie przygotowane programy składające się z kilku, kilkunastu zajęć z konkretnymi celami, adekwatnymi dla grupy potrzebującej wsparcia.

Odpowiednio dobrane teksty, materiały czytelnicze i techniki z dziedzin pokrewnych, jak pedagogika zabawy, arteterapia, zabawy twórcze tworzą całość. Prowadzący skupia się na kondycji grupy, działania jego dążą do rozmowy o problemie bohatera, bohaterów czytanych w czasie zajęć tekstów i przepracowania tego problemu. Jest to proces zmiany, dlatego nie jest to pojedyncze spotkanie, a cykl spotkań.

 

Zajęcia biblioterapii, fot. J. Kordus

Zajęcia biblioterapii, fot. J. Kordus

BK: Jak się ma do tych działań dawne pojęcie „katharsis”?

AS: Tak nazywa się jedna z faz zmiany postawy, myślenia o sobie, prowadząca do „zrozumienia” i „zdrowienia”. Bardzo upraszczam teraz. Sądzę, że za chwilę do tego dojdziemy.

 

BK: Jakie cele stawia sobie biblioterapeuta? Jakie znaczenie ma tu książka?

AS: Głównym narzędziem jest słowo. Obcowanie z tekstem literackim wiąże się z przyjemnością. Warto uświadomić sobie, dlaczego ludzie czytają. Dla różnych emocji. Pracujemy w grupie lub z jedną osobą. Spotkania dają możliwość samopoznania: wyartykułowania problemu, zrozumienia własnych i cudzych działań, zinterpretowania zachowań. Książka nie jest dla nas tylko rozrywką, ale także źródłem refleksji. Jeśli pojawia się identyfikacja z bohaterem w procesie czytania, poprzez jego historię możemy przeżyć swoją własną. Uczestnik zajęć, wspierany przez biblioterapeutę, może poczuć się podobnie, wyzwoli potrzebę zmiany zaburzonych zachowań, odczuje ulgę, nastąpi moment zdrowienia. To schemat, który nie musi wcale się w pełni zrealizować.

 

Biblioterapia to nie tabletka na ból głowy.

 

BK: Jakie książki nadają się do tego, a jakie nie?

AS: Na pewno nie sięgnęłabym po kryminał czy horror, ani książki, w których afirmuje się przemoc. Dla dzieci bardzo pomocne są opowieści obrazowe, na przykład z cyklu „Zielony i nikt” Małgorzaty Strzałkowskiej. Książka uruchamia myślenie metaforyczne i może stanowić wyjście do dyskusji. O nietolerancji, akceptacji inności i przyjaźni – „Mój przyjaciel Szymon” Kitty Crowther, o uczuciach, do których mamy prawo – „Kiedy nadchodzi smutek” Evy Eland.

W pracy z młodzieżą ważne są cele profilaktyczne. Czytanie i rozmawianie o bohaterach, którzy wpadli w uzależnienie lub znaleźli się w innych sytuacjach problematycznych, pomaga zapobiegać takim sytuacjom w realnym życiu nastolatka albo pomaga zrozumieć własne emocje w okresie dojrzewania.  W „Kasieńce” Sarah Crossan poruszone są takie problemy jak: wykluczenie z grona rówieśników, niska samoocena, osamotnienie po rozstaniu rodziców.

Anna Sabiłło, fot. Mateusz Kiszka

Anna Sabiłło, fot. Mateusz Kiszka

 

Postępowanie bohatera opowieści może wzbudzać niezgodę młodego człowieka, wyzwalać ukryte dotąd emocje. Ważne, że coś się w nim poruszyło i wyartykułował to. Na kolejnym etapie następuje identyfikacja z bohaterem, co pozwala na rodzaj przeżycia, w efekcie pomaga zrozumieć siebie i uczy nowych umiejętności, by łatwiej w życiu dokonać osobistych wyborów, pomóc rówieśnikom w trudnych sytuacjach.

Tu na myśl przychodzą mi książki „Lars jest LOL” Ibena Akerlie i „Pasztety do boju!” Clementine Beauvais.

 

Z dorosłymi często sprawdzają się biografie, jak „Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak” Anny Kamińskiej, która jest dobrym pretekstem do rozmowy o życiowych i zawodowych pasjach i o radości tworzenia. W pracy z seniorami mówimy o „biblioterapii reminiscencyjnej, czyli wspomnieniowej i tu przydatne stają się „Guguły” Wioletty Grzegorzewskiej, w których bohaterka wspomina lata 80. ubiegłego wieku. Czasami używam też poezji albo książek podróżniczych. To ciekawe, że sprawdzają się w pracy z osobami z niepełnosprawnością ruchową. Można by pomyśleć, że to ryzyko, ale jeśli dobrze pozna się kondycję psychiczną osoby, z którą biblioterapeuta pracuje, to może się okazać, że taka książka podróżnicza spełni funkcję kompensacyjną.

 

BK: W biblioterapii wykorzystuje się zatem również książki literackie, ale są też tak zwane „opowieści” albo „bajki terapeutyczne”?

AS: Jak wspomniałam przed chwilą, stosujemy różne gatunki: literaturę piękną, poezję, nawet reportaże. Tak zwane „bajki terapeutyczne” to tylko jedno z narzędzi. Maria Molicka napisała kilka książek na ten temat, m.in. „Biblioterapia i bajkoterapia”, w której tłumaczy bardzo dokładnie proces wpływu literatury na rozwój i przemianę człowieka, popiera to autorskimi badaniami.

 

Bajki terapeutyczne nie mają nic wspólnego z bajkami jako popularnym gatunkiem literackim, są skonstruowane pod kątem celów, które  terapeuta chce zrealizować, w czym chce pomóc, adresatami są dzieci do 10 roku życia. Istnieją pewne zasady, według których powinny być napisane.

Nie wystarczy jednorazowe przeczytanie dziecku, potrzebna jest rozmowa, żeby uruchomić proces zmiany, oswajanie lęków i wprowadzanie nowych zachowań. Bajki mogą czytać dzieciom rodzice, a także wychowawcy w przedszkolu i w szkole. Duże zbiory posiada poznańska biblioteka pedagogiczna. Na rynku księgarskim ukazują się publikacje pod tytułem „bajki terapeutyczne”, czasem są to jednak opowiadania edukacyjne.

Inne teksty bywają użyteczne w pracy z osobami z różnymi dysfunkcjami w szkołach integracyjnych. Tu stosujemy teksty łatwe w czytaniu, dostosowane do możliwości percepcyjnych odbiorców. Na przykład niektóre dzieci ze spektrum autyzmu opacznie rozumieją metafory, potrzebują tekstów pozbawionych przenośni, krótkich. W przypadku osób z obniżoną funkcją intelektualną biblioterapeuta wykorzysta materiały czytelnicze takie jak karty dialogowe, wyrazowe, bity inteligencji, ale także dziecięce książki obrazkowe. Na kursach biblioterapii można nauczyć się, jak dobierać narzędzia do pracy z określonymi odbiorcami.

 

BK: Co jeszcze jest ważne w prowadzeniu takich zajęć? Pytam o kodeks etyczny i przygotowanie biblioterapeuty.

Zajęcia biblioterapii, fot. J. Kordus

Zajęcia biblioterapii, fot. J. Kordus

AS: Po pierwsze biblioterapeuta musi najpierw sam przeczytać proponowaną literaturę i przemyśleć, jak chce na jej podstawie pracować. Powinien znać charakter grupy, np. jakie problemy dotyczą młodzieży w okresie dojrzewania, dzieci w okresie przedszkolnym, wczesnoszkolnym, osób po stracie, dzieci w rodzinach po rozwodzie. To są przykłady.

Koleżanka pracuje w szpitalnej bibliotece. W szpitalu jest duża rotacja pacjentów, ktoś przechodzi jakąś operację i po 2–3 tygodniach wraca do domu. Nie ma mowy, aby tu pracować w długim procesie, po rozmowie z lekarzem i za zgodą pacjenta biblioterapeuta proponuje książki lub fragmenty, które mogą być pomocne w życiu osoby z doświadczeniem choroby, potem rozmawia.

 

Na zajęciach zbiorowych ważne jest wprowadzenie zasad, dających uczestnikom poczucie bezpieczeństwa, takich jak prawo do swobodnej wypowiedzi, ale też do milczenia, dyskrecja, obowiązująca zarówno prowadzącego, jak i odbiorców, dostosowanie tempa pracy do rodzaju grupy i gotowości poszczególnych osób.

Prowadzący powinien też sprawdzić, czy to, jak pracuje i co proponuje, odnosi zamierzony skutek, trzeba więc zebrać od słuchaczy anonimowe informacje zwrotne.

 

BK: Jak może się kształcić ktoś, kto chce zajmować sie profesjonalnie biblioterapią?

AS: Jeśli chodzi o przygotowanie, potrzebne są szkolenia. Od 2001 roku kursy w Poznaniu prowadzi Ewelina Surniak, ja dołączyłam kilka lat później. Organizowane są dla bibliotekarzy z wielkopolskich bibliotek przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu we współpracy z Polskim Towarzystwem Biblioterapii, w którego zarządzie zasiada właśnie moja mentorka Ewelina.  Grupy uruchamiamy w zależności od liczby zainteresowanych. Wiem, że pojawiają się też kursy w poznańskim ODN, skierowane do nauczycieli. Na Uniwersytecie Wrocławskim z kolei wznawiana jest co jakiś czas oferta studiów podyplomowych z zakresu biblioterapii. Na studiach pedagogicznych i psychologii, biblioterapia jest specjalizacją.

Polskie Towarzystwo Biblioterapeutyczne z Wrocławia weszło we współpracę z periodykami „Biblioteka w Szkole” i „Biblioteka Publiczna” (dodatek „Biblioterapia”), gdzie umieszczane są przykładowe scenariusze zajęć z elementami biblioterapii do wykorzystania w pracy bibliotekarzy i pedagogów. Towarzystwo wydaje swój Biuletyn.

 

BK: Książka nie służy więc pani wyłącznie do czytania w samotności, ale jest ważnym medium w kontakcie z innymi.

AS: Rozmawianie o książkach sprawia mi przyjemność, zachwycają mnie efekty pracy pisarzy i ilustratorów tworzących dla dzieci. Cieszę, się, że coraz więcej jest w Polsce książek dla młodzieży z mocnymi akcentami dotyczącymi prawdziwych problemów współczesnych nastolatków. Lubię podrzucać książki mojemu synowi, a potem z nim o tym gadać. 

 

Anna Sabiłło – bibliotekarka z Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, działa w Polskim Towarzystwie Biblioterapeutycznym, o książkach rozmawia w projektach Dyskusyjnych Klubów Książki, w ramach cyklu spotkań Otwarte Księgarnie, podczas Festiwalu Podróżniczego „Na Szage” oraz w zaprzyjaźnionej księgarni Skład Kulturalny. Lubi wędrowanie i jazdę rowerem.