fot. Zachar Szerstobitow

Zielona Instytucja Kultury

Pracują w Centrum Kultury ZAMEK w Poznaniu. Dominika Karalus na co dzień współprowadzi Galerię Fotografii pf. Joanna Przygońska kieruje programem literackim Zamku. Obie działają również w Zespole Zamek dla Klimatu. Rozmawiamy o wyzwaniach, jakie stoją przed współczesnymi instytucjami kultury, jeśli chcą one aktywnie reagować na potrzeby swoich odbiorców, a także ekosystemów, w jakich funkcjonują.

Maria Krześlak-Kandziora: Zielona instytucja kultury, czyli taka, która wdraża zasady zrównoważonego funkcjonowania, to nie tylko budynek, lecz także program. Dlatego chciałabym zapytać: jak pracujecie z samym budynkiem? Czy w ogóle da się prowadzić działania proekologiczne w obiekcie zabytkowym, objętym opieką konserwatorską? Jak wygląda „zieloność” takiej instytucji?

Joanna Przygońska: Kiedy zaczynałyśmy pracę w naszym zespole, podzieliłyśmy sobie obszary działań. Jednym z najważniejszych jest oczywiście gmach – jego utrzymanie, energia, jaką zużywa, ilość wytwarzanych odpadów.

 

To wszystko funkcjonuje jak w zwykłym domu, tylko w o wiele większej skali. Fakt, że nasza siedziba jest wpisana do rejestru zabytków, nakłada liczne ograniczenia, ale rozmowy z zespołami z innych, nowo powstałych budynków przeznaczonych na działalność kulturalną pokazały nam, że problemy są podobne.

 

Zamek, projektowany ponad sto lat temu, nie powstawał oczywiście z myślą o współczesnych wyzwaniach klimatycznych, ale z drugiej strony nowoczesne, przeszklone obiekty również są często budowane bez świadomości ich wpływu na środowisko: pochłaniają mnóstwo energii – zimą trzeba je ogrzewać, latem chłodzić, a bez klimatyzacji, która znów – pożera energię – zamieniają się w ogromne szklarnie.

Dominika Karalus: A warto dodać, że przez lata projektanci nowych budynków wcale nie brali pod uwagę aspektów ekologicznych. Nie chodzi tylko o zużycie energii, ale np. uwzględnienie przebiegu tras migracyjnych ptaków.

Takie całkowicie przeszklone budynki, których ściany są dla ptaków transparentne albo w których odbija się niebo czy drzewa, są dla ptaków śmiertelnym zagrożeniem. Teraz trzeba rozwiązywać problem, który został stworzony na etapie projektowania.

 

MKK: Bo ptaki rozbijają się o szklane budynki lub są dezorientowane przez emitowane przez nie światło. Ale najbardziej chodzi o te „szklane pułapki”. W Polsce działa fundacja o takiej właśnie nazwie, która zabezpiecza przezroczyste powierzchnie tak, by uchronić latających tubylców i migrantów przed śmiercią.

JP: W naszym przypadku, pewnie podobnie jak w zespołach działających w innych instytucjach, kluczowa jest ścisła współpraca z działem administracji. Zespół Zamku dla Klimatu może diagnozować problemy, proponować rozwiązania, ale ich wdrażanie czy szukanie rozwiązań jest w gestii administracji.

 

fot. Zachar Szerstobitow

fot. Zachar Szerstobitow

To jest dział, który ma kompetencje, wiedzę i decyzyjność, łączące się przecież również z poniesieniem przez instytucję kosztów. To obszar konkretnych inwestycji: wymiany okien, monitoringu strat ciepła, kontroli przepływów energii. Bez działu administracyjnego wiele działań byłoby niewykonalnych.

Zaczynamy też starania o instalację fotowoltaiki – choć jako zabytek mamy ograniczenia, rozwój technologii daje już rozwiązania akceptowalne konserwatorsko.

DK: Tak, możliwości jest coraz więcej, ale wszystkie wiążą się z kosztami – przy skali Zamku każda zmiana, które w perspektywie przyniesie oszczędności, to konieczność wydania bardzo dużych kwot.

JP: Z drugiej strony duża skala oznacza też duże potencjalne oszczędności. Na przykład ograniczenie oświetlenia to nie wyłączenie jednej żarówki, tylko setek punktów światła.

 

Mówiąc o zabytkowym charakterze Zamku, warto też pamiętać o sposobie, w jaki opowiadamy jego historię: podczas oprowadzań mówimy o architekturze, ale wprowadzamy również perspektywę materii: drewna, kamienia, jesionu, brzozy – materiałów, z których budynek powstał i których nazwy pojawiają się w nazwach pomieszczeń: Pokój Jesionowy, Brzozowy, Korytarz Amonitowy.

Pokazujemy, że architektura jest zależna od skończonych, naturalnych zasobów. Mówimy o klimacie nie wprost, lecz poprzez uświadamianie zależności między budynkiem a środowiskiem. Pokazujemy, że bez tych wyczerpywalnych, skończonych źródeł materii, które mamy na naszej planecie, nie powstałby taki obiekt jak Zamek.

DK: Budynek to także jego otoczenie. Spektakularnym przykładem jest zmiana dziedzińca znajdującego się przed Zamkiem – z parkingu w plac dostępny dla wszystkich, gdzie teraz można usiąść na ławce, odetchnąć od upału czy hałasu miasta: rosną tu drzewa, a po elewacjach coraz gęściej pnie się bluszcz.

Proces trwał długo; od „to niemożliwe” do „musimy to zrobić, nie ma innego wyjścia”. Po drodze zmieniało się miasto, świadomość mieszkańców, priorytety. To wszystko musiało dojrzeć, ale to ogromna, symboliczna zmiana, wpływająca także na funkcjonowanie wewnątrz naszej instytucji.

JP: Pamiętam pierwsze badania sprzed kilkunastu lat – opinie na temat parkingu były podzielone po równo.

 

Połowa uważała jego istnienie za skandal, dla drugiej połowy skandalem była jego likwidacja. Aby taka zmiana była możliwa, musiała się zmienić nasza zbiorowa wyobraźnia. Wielka w tym zasługa wszystkich działań czy akcji (np. parking day), dyskusji. 

 

Z likwidacją parkingu wiązała się kwestia stworzenia bardziej przyjaznej i dostępnej przestrzeni miejskiej: ograniczenia efektu „wyspy ciepła”, otwarcia placu dla pieszych i rowerzystów, których w centrum jest wielu.

DK: Naszym ogromnym atutem jest to, że jesteśmy w centrum miasta i możemy rekomendować alternatywne rozwiązania dotarcia do Zamku – można tu dojechać komunikacją miejską, rowerem, dotrzeć na własnych nogach, taksówką. To nie musi być samochód, który parkujemy przed wejściem do budynku.

JP: W ramach zmian na dziedzińcu wyznaczono miejsca dla osób, które mają kłopoty z poruszaniem się i muszą podjechać pod Zamek, żeby się do niego dostać. Pracownicy dostali tak zwany „zielony dodatek” – dopłatę do karty miejskiej, którą opłaca się przejazdy komunikacją zbiorową.

Powstała zadaszona i zamykana rowerownia, a jeżeli ktoś z pracowników mieszka poza Poznaniem i w związku z pracą do późnych godzin nocnych i braku innych opcji powrotu do domu musi przyjechać samochodem, to może wyjątkowo zaparkować na jednym z naszych dziedzińców. Więc to jest dla nas też opowieść o tym, jak należy wprowadzać taką zmianę, z troską i myślą o osobach, które to dotknie.

 

MKK: Jeszcze dziesięć lat temu nikt z nas nie stosował pojęcia „wyspa ciepła”, którego użyłaś przed chwilą. I to pokazuje, że jesteśmy w trochę innym momencie niż wtedy, kiedy powstawał parking. Nikt się nie przejmował specjalnie tym, jak bardzo będzie się nagrzewał.

JP: Wydaje mi się, że najważniejsze było wtedy myślenie o przepustowości. A teraz przy okazji remontu parkingu powstał też wypłaszczony podjazd wkomponowany w schody, który umożliwił osobom, które mają jakiekolwiek problemy z poruszaniem się, a także np. rodzicom z wózkiem dziecięcym, łatwiejszy dostęp do Zamku.

Brak podjazdu był problemem wynikającym z historyczności obiektu – kiedyś nienaruszalnej. Ważniejsze jest jednak teraz współczesne myślenie o dostępności obiektu, który z zasady jest przecież dla wszystkich. Dużo się zmieniło.

 

MKK: Powstanie Zespołu Zamek dla Klimatu też wydaje się elementem procesu, zmian? Kiedy rozpoczęłyście pracę?

JP: Zespół powstał w 2019 roku, tuż przed pandemią. To była z jednej strony oddolna potrzeba pracowników, dla których tematy ekologiczne były ważne, ale też decyzja dyrekcji, która chciała, by powstała grupa monitorująca te kwestie.

DK: Zaczęliśmy od audytu codziennych praktyk – śmieci, woda, energia, zakupy – i z tego wynikła potrzeba powołania stałego zespołu. W tej chwili zespół składa się z pięciu osób z różnych działów. To obok nas: Maria Fenrych z Działu Projektów Interdyscyplinarnych, Marta Maciejewska z Działu Promocji i Adrianna Sołtysiak z Działu Programów Społecznych.

JP: Cenne jest też to, że w zespole są osoby programujące wydarzenia. Dzięki temu „zielone myślenie” naturalnie przenika do programu – nie zawsze wprost, często poprzez tematykę literatury, sztuk wizualnych czy przez szeroko rozumianą refleksję humanistyczną.

 

MKK: Jesteście interdyscyplinarne.

JP: To wielka wartość naszej instytucji! Przykłady to np. wspólne działania z festiwalem muzyki świata Ethno Port Poznań. W ramach EPP zaprojektowałyśmy m.in. spotkanie „Zmiana klimatu a prawa człowieka” z ówczesnym Rzecznikiem Praw Obywatelskich Adamem Bodnarem.

Ale było też „Dzikie miasto”, czyli cykl spotkań z autorami i autorkami literatury dotyczącej zielonych polityk miejskich i funkcjonowania nas, mieszkańców w codzienności miejskiej tak, by korzystać maksymalnie z dobrodziejstwa obecnej w miastach przyrody.

 

fot. Zachar Szerstobitow

fot. Zachar Szerstobitow

To były również spacery w poszukiwaniu dzikich miejsc w mieście i poświęcone namysłowi, skąd się biorą takie obszary i jak miasto je traktuje. Ale i poszukiwanie języka do opowiadania o międzygatunkowych relacjach – rozmawialiśmy z Urszulą Zajączkowską, Julią Fiedorczuk czy Tomaszem Samojlikiem.

Podczas cyklu spotkań „Aleja Praw Kobiet”, zainicjowanego w 2022 roku z okazji otwarcia w Poznaniu ulicy o takiej nazwie, zaprosiliśmy publiczność na spotkania na przykład z architektkami i urbanistkami, by zapytać, dla kogo jest miasto, w bardzo różnych aspektach. Jak sprawić, żeby miasto było przestrzenią i odporną na zmianę klimatu, i bardzo wrażliwą na potrzeby osób, które są słabsze, mniej sprawne. Żeby nie było tylko dla tych, którzy są, mówiąc w uproszczeniu: głośni i zdrowi.

Będziemy kontynuować ten temat w styczniu podczas spotkania „Prawo do ciszy”, które dla mnie jest bardzo ważne. Czy mamy w mieście prawo do ciszy i jakim prawem ta cisza jest nam odbierana? Spotkanie towarzyszy premierze nowego numeru „Czasu Kultury” zatytułowanego „Ciszej!”.

DK: Opowiadamy o rzeczywistości, która nas otacza. W Galerii Fotografii pf zrealizowaliśmy wiele projektów, które bardziej czy mniej bezpośrednio dotyczą tych tematów, m.in. wystawę Diany Lelonek „Endling” o refleksji naukowej i humanistycznej nad ginącymi gatunkami, czy Anny Kędziory „Plantae Malum”, odnoszącą się do dzielenia przez człowieka roślin na „dobre” i „złe” – przydatne i niechciane (chwasty) i stanowiącą próbę przywrócenia im właściwego statusu.

Ale refleksja ekologiczna obejmuje również to, jak projektujemy wystawy, z jakich materiałów i zasobów korzystamy i z czego rezygnujemy. Zastanawiamy się, w jaki sposób ograniczać nadprodukcję materiałów jednorazowych, które często po wystawach trafiają do śmieci; staramy się wybierać takie rozwiązania, które pozwolą na ponowne użycie materiałów.

 

MKK: Pamiętam też cykl wystaw w Galerii pf łączących sztuki wizualne i naukę. Prace odnosiły się często do ciał, nie tylko ludzkich, ale i zwierzęcych. Myślę, że to w niebezpośredni sposób uczy nas nowego spojrzenia i na ludzkie ciało, i na ciało zwierzęce, które do złudzenia przypomina ludzkie.

DK: Tak, taki był nasz cel, żeby właśnie nie wprost, ale za pomocą języka sztuki, języka artystycznego poruszać tematy graniczne. To nie jest łatwe. W literaturze i sztuce szukamy języka, żeby nauczyć się, w jaki sposób mówić o relacjach człowieka z przyrodą, ale i o katastrofie klimatycznej. Żeby przekonywać, uświadamiać, zwracać uwagę, ale nie straszyć. Strach zniechęca do działania.

 

MKK: Jeśli już mówimy o działaniu, to opowiedzcie o ekomagazynku.

JP: Zrobiliśmy prostą rzecz: sprawdziliśmy, co już mamy, co pozostało w naszych szufladach po różnorodnych działaniach i co możemy ponownie puścić w obieg. Każdy dział zamawiał materiały na potrzeby warsztatów na własną rękę, a po zrealizowanych projektach zostawały zapasy – często bezużyteczne dla danego zespołu, ale idealne dla innego.

 

fot. Zachar Szerstobitow

fot. Zachar Szerstobitow

Zebraliśmy wszystko w jednym miejscu: kredki, segregatory, papier, wieszaki, kartony, ołówki itd. Najtrudniejsze było znalezienie przestrzeni. Dziś ekomagazynek działa świetnie – dziesiątki wydarzeń przygotowujemy wyłącznie z materiałów, które już mamy. To ogromne oszczędności i ograniczenie odpadów.

DK: Przy okazji zobaczyliśmy skalę – jak wiele materiałów instytucja gromadzi, organizując tak wiele różnorodnych wydarzeń. Warto tutaj wspomnieć, że Dział Edukacji stworzył też nową pracownię, zapraszającą do kreatywnego wykorzystywania materiałów recyklingowanych, które czekają na drugie życie w ekomagazynku.

JP: W innych miastach instytucje tworzą większe sieci wymiany, u nas działa to na mniejszą skalę – ale skutecznie.

 

MKK: To nie tylko opowieść o rzeczach, ale też o relacjach.

JP: Tak. Potrzeba zaufania, współpracy, wspólnej odpowiedzialności za instytucję i jej budżet. Podobnie działają nasze wewnętrzne, pracownicze wymiany ubrań, wspólne zamówienia od lokalnych rolników, kiermasze charytatywne. To buduje społeczność i uczy innego myślenia o zasobach, jedzeniu, nadprodukcji.

 

MKK: Jeździcie na spotkania, konferencje. Jak wygląda wymiana doświadczeń?

DK: W listopadzie 2025 roku byłyśmy na konferencji Zielonych Instytucji Kultury w Gdańsku, organizowanej przez Europejskie Centrum Solidarności. W Trójmieście działa prężna sieć – kilkadziesiąt instytucji, które wspólnie wdrażają rozwiązania, wymieniają się doświadczeniami, wspierają się.

JP: Pojechałyśmy tam m.in. po to, by zobaczyć, czy idziemy w dobrą stronę – i wróciłyśmy z poczuciem, że tak. Kolejnym krokiem jest sieciowanie się w Poznaniu – współpraca z innymi instytucjami, budowanie wspólnego głosu i wspólnych działań. Na konferencji padło piękne zdanie: „instytucje kultury są ostatnimi ośrodkami rebelii” – miejscami, gdzie można testować odważne rozwiązania.

Podziel się kulturą!
What’s your Reaction?
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
7
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0