fot. Arkadiusz Szwed

Zwróćmy honor porcelanie

„Konsumpcjonizm nie umrze jednego dnia. Dlatego proponujemy alternatywę – odświeżoną wersję porcelany odrzuconej w fabryce, produkt z przesłaniem” – opowiadają osoby tworzące kolektyw GLITCH LAB.

 

Jakub Wojtaszczyk: Kiedy narodził się pomysł na GLITCH LAB?

Arkadiusz Szwed, Marta Łempicka i Joanna Rymaszewska: Od dawna wisiał w powietrzu pomysł na uskutecznienie działania związanego z materią ceramiczną, bo mamy na pokładzie duży potencjał w postaci Arkadiusza, który od lat zajmuje się projektowaniem oraz produkcją porcelany i edukuje w tym zakresie.

 

Arkadiusz Szwed, fot. Damian Christidis

Jest kierownikiem pracowni ceramicznej Domestic Design w School of Form Uniwersytetu SWPS, gdzie pracowała również Marta, a studiowała Asia.

Wszyscy spotkaliśmy się właśnie tam, jeszcze w Poznaniu, i poczuliśmy, że jest między nami synergia (mimo że każdy z nas totalnie się od siebie różni!). Jednak myśl o założeniu działalności pojawiła się dopiero po przeprowadzce do Warszawy, w najgorszym czasie, czyli u szczytu pandemii COVID-19.

 

JW: Kto wyszedł z inicjatywą?

ASz, MŁ, JR: Najmłodsza członkini zespołu, czyli Asia, twierdząc, że to jest ten moment. Pomyśleliśmy: „Rzeczywiście, jak nie teraz, to kiedy?”. Wiedzieliśmy, że będziemy działać w ceramice, ale przy tym nie chcieliśmy być kolejną małą pracownią, która oferuje istniejący już na rynku produkt. Po wielu godzinach rozmów stwierdziliśmy, że chcemy skupić się na eksponowaniu błędów systemu, absurdów świata, w które wszyscy chcąc nie chcąc brniemy. Kierowani doświadczeniem Arkadiusza, który współpracował z fabrykami porcelany w Polsce, uznaliśmy, że naszym pierwszym projektem będzie przywrócenie do życia odrzutu.

 

Dokładnie mówiąc, III gatunku porcelany, czyli produktu w pełni użytkowego, a jednak z powodu kilku, niewidocznych dla nieświadomej osoby wad – wykluczonego.

Marta Łempicka, fot. Damian Christidis

Tak narodził się pomysł na nazwę „Glitch”, a wraz z nim projekt „Fuck the Porcelain”. Wtedy pojawiło się kolejne pytanie: „Jak zaprezentować taki produkt?”. No i boom! Poddamy go interwencji artystycznej, zrobimy mu upgrade, wylejemy na niego trochę naszych frustracji, podejmiemy próbę opowiedzenia jego historii.

 

JW: Glitch z angielskiego to błąd systemu. Kojarzy się też z buntem, przeciwstawieniem się systemowi. Skąd ten punkrockowy pazur?

ASz, MŁ, JR: Gdy zrobiliśmy research, okazało się, że słowo glitch kojarzy się głównie z błędem w grze komputerowej czy aplikacji. Nam glitch objawiał się w kilku aspektach. Po pierwsze, w pandemii COVID-19, podczas której założyliśmy działalność.

 

Firmy raczej się wtedy zamykały, a nie otwierały. My poszliśmy pod prąd.

Po drugie, ujawniał się w temacie naszych działań, czyli próbie obnażenia absurdów – w przypadku pierwszego projektu było to wskrzeszanie materiału, według fabryki, wadliwego. Chcieliśmy przywracać takie przedmioty do sprzedaży. Wreszcie glitch objawiał się w zlepku naszych osobowości i doświadczeń, które z pozoru się wykluczały. Wszystko to złożyło się na jeden wielki GLITCH, który pozornie nie miał sensu, a jednak miał.

 

JW: Na klasycznej porcelanowej ceramice z Ćmielowa pojawia się graffiti, m.in. „Royal Shit” czy „Fuck the Porcelain”. Porcelana dla mas?

Asia Rymaszewska, fot. Miłosz Lachowicz

ASz, MŁ, JR: Wyobraź sobie fabrykę, w której 380 osób pracuje z bardzo drogim, szlachetnym materiałem. Co prawda manufaktura kojarzy się z masowością, ale wszyscy są najwyższej klasy specjalistami, pracują własnymi rękoma, starają się dopieścić każdy szczegół na poszczególnych etapach produkcji.

 

W ciągu miesiąca z pieca wychodzi 200 ton porcelany, z czego aż 20 ton to III gatunek (fabryczna selekcja wyszczególnia jeszcze I i II gatunek oraz złom), który nie jest dopuszczony do sprzedaży!

Skala marnotrawstwa jest tutaj ogromna, zwłaszcza że III gatunek to nic innego niż produkt posiadający cztery wady w zasadzie niezauważalne przez zwykłego użytkownika. Od ideału dzielą go np. maleńkie czarne kropki (osad z pieca) lub nierówności na szkliwie. Poza tym jest to w pełni użytkowy obiekt, który w związku ze standardami fabrycznymi jest wykluczony ze sprzedaży i piętrzy się w magazynie. To absurd! Porównajmy to teraz do małego studia projektowego, którym zajmują się zwykle pasjonaci ceramiki, ucząc się na swoich błędach. Każdy egzemplarz, bez względu na wadę, jest potencjalnym zarobkiem. Fabryczna jakość kontra produkt, który często jest trzecim, a nawet niższym gatunkiem, ale z powodzeniem się sprzedaje.

 

Uważamy, że konsument powinien znać alternatywę, szczególnie w obecnej sytuacji gospodarczej i klimatycznej.

Stąd właśnie nasz manifest i wspomniane przez ciebie hasła. Krzyczą one z porcelany, prowokują do poznania historii, a ich zadanie to skłonić do zastanowienia. Liczymy, że osoba, która decyduje się na kupno glitcha, zechce dowiedzieć się o nim więcej. Tak przynajmniej było w czasie wystawy „Fuck the Porcelain” podczas Targów Rzeczy Ładnych. Ludzie skrupulatnie czytali opisy, zadawali nam mnóstwo pytań o produkcję porcelany, wykazywali żywe zainteresowanie, chcieli wiedzieć.

 

retro, fot. Arkadiusz Szwed

JW: Na wspomnianej wystawie mówiliście o tym, że w dobie kryzysu klimatycznego powinniśmy na nowo zdefiniować hasła takie jak: wartość, piękno i zasób. Porcelana nowym/starym „art workiem?

ASz, MŁ, JR: Warto zacząć od tego, że ceramika nie podlega recyklingowi. Z przygotowanego przez kuratorkę „Fuck the Porcelain” Dorotę Stępniak tekstu do wystawy, bazującego na światowych raportach dotyczących rynku ceramicznego, wynika, że ilość zużytej zastawy stołowej wyrzucanej tylko w Japonii w ciągu jednego roku to ponad 100 000 ton. Jeśli do tej liczby dodamy odpady przemysłowe, czyli wypalone produkty odrzucone z produkcji ze względu na swoje wady, ich łączna liczba to 140 000 ton. Warto o tym mówić, bo jest to duży problem wpływający na postęp kryzysu klimatycznego, tak samo jak spaliny samochodowe.

 

Wiedząc, że konsumpcjonizm nie skończy się jednego dnia, zaproponowaliśmy alternatywę – odświeżoną wersję odrzuconej w fabryce porcelany, produkt z przesłaniem, któremu zwracamy wszelkie honory.

Uświadamiamy też innych. To jest nasz sposób na zdefiniowanie na nowo haseł: wartość, piękno i zasób.

 

JW: Powszechnie porcelana kojarzy nam się z pamiątką po babci, hipsterskim bibelotem z targu staroci. Jak sprawić, by wasze projekty stały się „must have” świadomych osób konsumenckich?

promo, fot. Arkadiusz Szwed

ASz, MŁ, JR: Kupując naszą porcelanę, otrzymujesz obiekt artystyczny, który niesie za sobą przesłanie. Nie chodzi nam do końca o to, żeby być „must have”, ale właśnie żeby dotrzeć z pewną ideą do jak największej liczby osób i przyczynić się do zmian w zakresie wyborów konsumenckich, czy po prostu uświadomić, że istnieje taki problem. Co inni mogą zrobić z tą wiedzą? Być może zanim zdecydują o kupnie kolejnego kubka, zastanowią się, czy ma to sens. Zdajemy sobie sprawę z tego, że zmiana myślenia nie jest prosta, ale na pewno możliwa.

 

JW: Jak wasze różnorodne doświadczenia zawodowe wpisują się w GLITCH LAB? Jak się uzupełniacie?

ASz, MŁ, JR: To prawda, że każdy i każda z nas ma zupełnie inny background – Arek jest ceramikiem, Marta pracowała w marketingu i eventach, Asia studiowała projektowanie, ale jeszcze jako studentka angażowała się w działania szkolne i pozaszkolne. Dzielił nas wiek, doświadczenie zawodowe i podejście do pracy, ale mimo tych różnic łączyło nas wspólne pole – design, który stał się podstawą do współpracy. Na początku obawialiśmy się, że nie ulepimy niczego z tak różnych materiałów, jednak finalnie okazało się to naszą supermocą. Prowadząc Glitch, każdy stał się odpowiedzialny za inny aspekt jego rozwoju. Pomimo że wszyscy uczymy się na swoich błędach, to nie wchodzimy sobie w drogę, nie inicjujemy konfliktów, a rozmawiamy i dzielimy się pracą. Dzięki temu wszystko posuwa się do przodu.

 

Arkadiusz Szwed – designer, reprezentant pokolenia ceramików, którzy uważają, że projektant świadomie zaburza proces technologiczny w ceramice w celu uzyskania formy pokazującej relację między procesem a dziełem. Zajmuje się designem użytkowym, twórczością konceptualną i edukacją z dziedziny wzornictwa przemysłowego oraz pracą kuratorską. Jego twórczość to kolaż wiedzy technicznej, wrażliwości i kreatywności.

Marta Łempicka – artystka. Jako manager budynku Bałtyk w Poznaniu zajmowała się organizacją oraz produkcją wydarzeń artystycznych i kulturalnych na terenie Przystani Sztuki. Doświadczenie zdobywała m.in. w Modus Design Marka Cecuły, co zaowocowało później założeniem kolektywu projektowego WATERLOVE, w składzie z Isią Czartoryską oraz Arkadiuszem Szwedem; w dziale marketingu School of Form Uniwersytetu SWPS współpracowała zarówno z projektantami, jak i studentami, koordynując eventy na terenie uczelni oraz wystawy na targach i festiwalach w Polsce. 

Joanna Rymaszewska – absolwentka Domestic Design w School of Form Uniwersytetu SWPS w Warszawie. Współautorka ekspozycji w ramach wystawy JAJO organizowanej przez School of Form pod kuratelą Arkadiusza Szweda; współautorka dwóch projektów: od/rzeczy (Łódź Design Festival) oraz Pokrzywa (Malta Festival Poznań). Autorka tłumaczeń na język angielski opracowania kuratorskiego oraz opisów ekspozycji w ramach wystawy „Dobra Śmierć” (kuratorzy: Arkadiusz Szwed, Marta Łempicka, Katarzyna Andrzejczyk-Briks).

IG: gltch_lab

Podziel się kulturą!
What’s your Reaction?
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
3
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0