fot. materiały prasowe

Życie w celi śmierci

Linda Polman, holenderska dziennikarka i autorka reportaży, w „Laleczkach skazańców” jak w soczewce przygląda się amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości, pokazując problemy, dziury. Skupia się przy tym na karze śmierci – na czymś, co dla Europejczyków jest oznaką braku humanitaryzmu, a dla Amerykanów chlebem powszednim.

Autorka śledzi całą machinę – od postawienia przed sądem do wykonania wyroku. Nie zapomina o człowieku, bo to on jest najważniejszy w procesie skazywania na śmierć. To wszystko dostaniemy w książce „Laleczki skazańców”, która niedawno ukazała się na polskim rynku.

FETYSZYZUJĄCA ROZRYWKA

Tytuł książki oddaje motyw przewodni reportażu. Polman rozmawia i opisuje relacje Europejek, które świadomie postanowiły związać się z mężczyznami czekającymi w więzieniach na własną śmierć. Bohaterki wiodą swoje – jedne mniej, inne bardziej – udane życia, jednak w pewnym momencie postanawiają emocjonalnie zaangażować się w związek z kryminalistą. Czasami zdarza się, że porzucają poprzednie życie, jak Hester, która zanim poznała Forresta, tkwiła w nudnym angielskim małżeństwie – z domem na przedmieściach Londynu. Gdy poznała (listownie) więźnia z Teksasu, wystąpiła o rozwód i wyjechała do USA. Weszła w związek małżeński z Forrestem. Pisze Polman: „Ślub z partnerem, który nie może być obecny na uroczystości, na przykład dlatego, że pełni służbę wojskową w innym kraju lub siedzi w celi śmierci, odbywa się «z rękawiczką», per procura. Dawniej panna młoda rzeczywiście kładła na ołtarzu rękawiczkę jako symbol zgody nieobecnego partnera, dzisiaj zabiera ze sobą pełnomocnika”.

 

Linda Polman, „Laleczki skazańców. Życie z karą śmierci”, Wydawnictwo Czarne, 2018

Bo w Ameryce – w tych stanach, w których kara śmierci wciąż jest dozwolona – publiczne stracenia są niczym reality show.

Po uroczystości Hester wyszła wprost na zakorkowaną ulicę. W więzieniu Walls Unit tego dnia odbywała się egzekucja dwukrotnej morderczyni. Bo w Ameryce – w tych stanach, w których kara śmierci wciąż jest dozwolona – publiczne stracenia są niczym reality show. Jak w miasteczku Huntsville, gdzie znajduje się wyżej wymienione więzienie, tam śmierć może konkurować jedynie z otwarciem nowej filii supermarketu. W Teksasie egzekucje i sama kara śmierci funkcjonują na zasadzie fetyszystycznej rozrywki, gdzie mieszają się ze sobą przywiązanie do Biblii i Kościoła z nieustępliwością w stosunku do posiadania broni i możliwością jej użycia.

NA ŻYCIE I ŚMIERĆ

Autorka reportażu zastanawia się, co pcha niektóre kobiety do zaangażowania się w związek ze skazanym na śmierć. Często winni są dotychczasowi partnerzy, bo nie dbają, biją, nie zauważają zmian. Kiedyś z prośbą o adres więźnia należało zgłosić się do Amnesty International, dziś istnieją strony, które tylko delikatnie różnią się od portali randkowych, tylko że na profilu można "klikać w raporty z procesu sądowego, zdjęcia z miejsca przestępstwa, zdjęcia z kartoteki policyjnej i rekonstrukcji przestępstw, które popełnili skazańcy".

Nie wszystkie kobiety piszące do skazańców radykalnie zmieniają swoje życie. Na przykład Holenderkę Guikje aktywnie wspierał w tym jej mąż Willem – zauważył, że jego żona odżyła, przestała być sfrustrowana. Przez 15 lat, aż do śmierci Hanka, bo tak miał na imię skazany, Guikje napisała do niego półtora tysiąca listów.

 

(...) kobiety podnieca bliskość niebezpieczeństwa, które prawdopodobnie nie sprawi im bólu, ale do końca nie wiadomo

Związek ze skazanym na śmierć to nie tylko wymiana listów. Wszystkie tytułowe "laleczki" kilka razy do roku spotykają się we wspominanym Huntsville, aby móc zobaczyć skazańców. Polman szczegółowo opisuje przygotowania do odwiedzin w więzieniu. Z tego względu, że kobiety są widoczne tylko od pasa w górę, najwięcej uwagi przeznacza się na fryzurę, dobór kolczyków, szminki… Czytamy: „Jedni eksperci uważają, że kobiety realizują w ten sposób swoje fantazje ocalenia człowieka. Wierzą, że są w stanie zmienić kogoś tak okrutnego i chorego jak seryjny morderca. Inni mówią, że to syndrom matkowania […] Nie, to syndrom Pięknej i Bestii, analizuje następna grupa: kobiety podnieca bliskość niebezpieczeństwa, które prawdopodobnie nie sprawi im bólu, ale do końca nie wiadomo […]”, takich opinii jest dużo więcej. Linda Polman nie ocenia, tylko portretuje, tym samym pokazując, jak bardzo więźniowie są uprzedmiotowieni przez amerykański system penitencjarny.

ZAKWALIFIKOWANI DO EGZEKUCJI

„Laleczki skazańców” nie koncentrują się wyłącznie na kontrowersyjnym temacie żon zbrodniarzy, tylko są pretekstem do swoistej wielowymiarowej krucjaty przeciwko karze śmierci

Oczywiście są wśród nich seryjni mordercy, psychopaci i gwałciciele – mężczyzna, który porąbał siekierą własną matkę czy mający na sumieniu tortury i morderstwo jedenastu osób. Ale są też osoby niewinne albo ich kara jest niewspółmierna do wykroczenia, tylko że nie było ich stać na obrońcę z prawdziwego zdarzenia. Polman pisze: „Specjaliści przypuszczają, że sto procent mieszkańców cel śmierci w USA było prześladowanych lub wykorzystywanych seksualnie w dzieciństwie i młodości, a przynajmniej dwadzieścia procent cierpi na schizofrenię, ma psychozy lub inne poważne zaburzenia umysłowe […] [Jednak] Zaburzenia psychiczne są czymś innym niż niedorozwój umysłowy. Pacjenci psychiatryczni mogą być (bardzo) inteligentni i tym samym kwalifikować się do egzekucji”.

Bo „Laleczki skazańców” nie koncentrują się wyłącznie na kontrowersyjnym temacie żon zbrodniarzy, tylko są pretekstem do swoistej wielowymiarowej krucjaty przeciwko karze śmierci. W książce dostajemy opowieści rodzin, zajrzymy w kartoteki, poznamy kucharza, który przygotowuje ostatnie posiłki, historie o obrońcach-niedojdach i tych, którym jest wszystko jedno, poznamy prokuratorów marzących jedynie o posyłaniu ludzi na śmierć. Co więcej, Polman przedstawia – zresztą niezwykle interesująco – pomyłki i błędy popełniane na sali sądowej, jak i w momencie wstrzykiwania śmiercionośnej substancji. Całość składa się na sugestywny obraz amerykańskiego systemu – czy na pewno? – sprawiedliwości.