fot. Andrzej Hajdasz

Balet to codzienna walka z samym sobą

W Złotowie, Pile i Zakrzewie kochamy taniec i inspirujemy siebie nawzajem. Moi najmłodsi uczniowie mają 3 lata, a najstarsi 86. To niesamowita przygoda, wymagająca kreatywności, wyobraźni i elastyczności – mówi tancerka baletowa Agnieszka Fertała, tegoroczna stypendystka Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury.

Sebastian Gabryel: Duński mistrz baletu August Bournonville lubił mawiać, że „taniec to nie układ figur i żeby się go nauczyć, trzeba go pokochać”. Z tego co wiem, to swoją miłość do tańca odkryłaś bardzo wcześnie.

Agnieszka Fertała*: Tak, to prawda, zakochałam się w tańcu, mając 6 lat. Pochodzę z Wrocławia i tam rodzice zapisali mnie do studia baletowego przy Operze Wrocławskiej. Tam po raz pierwszy miałam okazję wystąpić na scenie w balecie „Królewna Śnieżka”.

 

Na każdym spektaklu oglądaliśmy pracę zawodowych tancerzy z ogromnym podziwem i myślę, że właśnie tam, na deskach Wrocławskiej Opery, zakochałam się w balecie. Kilka lat później zdałam egzaminy do Szkoły Baletowej w Poznaniu.

W tamtych czasach szkoła baletowa dzieliła budynek z Polskim Teatrem Tańca. Podglądając próby tego teatru, zakochałam się w tańcu współczesnym. Moim największym marzeniem było zdać audycję do tego teatru i marzenie się spełniło.  

 

SG: Szkołę baletową ukończyłaś jako najlepszy absolwent w swoim roczniku. Czy to był ten pierwszy raz, kiedy zyskałaś pewność, że wszystkie dotychczasowe trudy – jak podejrzewam, pot i łzy – opłacają się w stu procentach?

AF: Zarówno otrzymanie dyplomu, jak i angaż w wymarzonym teatrze były tym momentem. Gdy byłam w ostatniej klasie szkoły baletowej, w Polskim Teatrze Tańca miał premierę spektakl „Tango Lady M.” w choreografii Ewy Wycichowskiej, która była jednocześnie dyrektorem tego teatru. Zachwyciło mnie to przedstawienie i pamiętam, jak pomyślałam, że moim marzeniem jest zatańczyć kiedyś w tym spektaklu. Myślę, że spełnienie tego marzenia było momentem, kiedy poczułam, że ciężka praca daje swoje owoce, które smakują wspaniale.

 

Agnieszka Fertała fot. Andrzej Hajdasz

SG: Nie jest tajemnicą, że balet oznacza wyrzeczenia. Które z nich były – a może wciąż są – dla ciebie najtrudniejsze do przeskoczenia?

AF: Myślę, że to nie kwestia wyrzeczeń jest dla mnie najtrudniejsza, a codzienna walka z samym sobą. Codzienna mobilizacja, by ćwiczyć, by przekraczać swoje granice – zarówno te fizyczne, jak i psychiczne. Z perspektywy czasu mogę jednak powiedzieć, że w każdym wieku te zmagania są inne, tak jak inne są nasze priorytety i cele. 

 

SG: Przez piętnaście lat tańczyłaś jako solistka w Polskim Teatrze Tańca. Jak wspominasz tamte czasy?

AF: Był to niesamowity i intensywny czas pełen wyzwań, nauki, podróży, pracy z ciekawymi choreografami i tancerzami, od których wiele się uczyłam. Niemniej najbardziej satysfakcjonujące było to, że mogłam być na scenie, tańczyć i wyrażać swoje emocje.  

 

SG: Jedną z twoich obecnych aktywności jest współpraca z Zakrzewską Grupą Spektaklową. Z jakich waszych projektów jesteś szczególnie dumna?

AF: Z Zakrzewską Grupą Spektaklową miałam okazję współpracować jako tancerka przy dwóch spektaklach na zaproszenie choreografa Mikołaja Mikołajczyka. Zakrzewo to wyjątkowe miejsce, które kocha sztukę, kulturę oraz tradycje.

 

Myślę że to zasługa dyrektor Domu Polskiego-Centrum Idei Rodła, pani Barbary Matysek-Szopińskiej oraz seniorów i tancerzy z Zakrzewa, którzy biorą udział w tym projekcie.

To oni wraz z choreografem i zaproszonymi artystami sprawiają, że każdy spektakl jest wyjątkowy i niezmiernie ciekawy. Jestem bardzo wdzięczna za to, że mogę tańczyć na jednej scenie z seniorami, od których wiele się uczę i podziwiam ich za radość, którą wnoszą w każdy spektakl.    

 

SG: Jesteś nie tylko tancerką, ale również pedagogiem i choreografem – od tej strony realizujesz się w Zespole Pieśni i Tańca „Rodlanie” działającym przy Domu Polskim-Centrum Idei Rodła. Kiedy poczułaś, że chcesz nie tylko tańczyć, ale też tego tańca uczyć i go „projektować”? W jaki sposób chcesz pokazywać innym taniec?

AF: Ja to nazywam „zarażaniem miłością do tańca” (śmiech). W życiu każdego tancerza przychodzi taki moment, kiedy kończy się kariera zawodowa. Wtedy rodzi się pytanie: co dalej? Ja wybrałam ścieżkę nauczyciela tańca. Jeszcze będąc w teatrze, ukończyłam studia Pedagogiki Baletu na Uniwersytecie Muzycznym w Warszawie oraz Akademię Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Bycie pedagogiem tańca i choreografem to ogromne wyzwanie, ale też bardzo satysfakcjonująca praca.

 

Czuję się niesamowicie, gdy choreografia, którą ćwiczymy kilka miesięcy, jest tańczona na scenie i staje się sztuką. Teraz, niestety, zarówno praca tancerza, jak i choreografa jest bardzo utrudniona przez COVID-19.

Kolejne próby, a co za tym idzie występy, są odwoływane, ciężko jest utrzymać formę i nauczać choreografii, ponieważ bez systematyczności nie ma efektów.

 

SG: W Złotowie i Pile prowadzisz swoje studio tańca i baletu FerDance. Za co najbardziej kochasz te miejsca?

AF: Kocham tę pracę przede wszystkim za różnorodność. Moi najmłodsi uczniowie mają 3 lata, a najstarsi 86. Jest to niesamowita przygoda, wymagająca kreatywności, wyobraźni, elastyczności i ogromnej wiedzy, która ciągle musi być pogłębiana.

 

Każda grupa jest inna i ma inne potrzeby. Dzieci są niesamowite, kochają balet i chłoną go całym sobą – od ubioru przez odwagę i spontaniczność w tańcu po pełne zaangażowanie.

Młodzież lubi wyzwania, trudne choreografie i – co bardzo mnie zaskoczyło – improwizacje. Jest bardzo kreatywna i ambitna. Dorośli lubią konkretną prace i precyzję. Ta grupa wiekowa wie, czego chce i wszystkie zajęcia są na zasadzie partnerstwa. Seniorzy tańczą dla własnej przyjemności i satysfakcji. Są bardzo wdzięczni za każdą aktywność ruchową, jednocześnie uczą mnie wrażliwości i radości z tańca. W Złotowie, Pile i Zakrzewie kochamy taniec i inspirujemy siebie nawzajem.

 

SG: W ramach tegorocznego Stypendium Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury realizujesz bardzo oryginalny projekt, w którym taniec łączy się z fotografią. Podobno całość będzie opowiadać o ludzkich emocjach, jednak nie wiem niczego więcej…

AF: Tytuł spektaklu to „Muzeum Emocji”, który w pewnym sensie jest wernisażem tanecznym. Łączy ze sobą taniec, fotografię i muzykę. Prace nad spektaklem rozpoczęły się w 2019 roku. Na kolejnych sesjach zdjęciowych, których autorem jest Andrzej Hajdasz, powstawały układy choreograficzne zamknięte w kadrach. Potem w postprodukcji krystalizowały się scenografie, a w nich rodziły się inscenizowane obrazy pełne emocji i znaczeń. W trakcie spektaklu podróżujemy wraz z tancerką, odkrywając kolejne obrazy, które ożywają, stając się na powrót ruchem, z którego powstały.

 

W mojej choreografii i wykonaniu fotokompozycje Andrzeja Hajdasza w oprawie muzycznej Jacka Grzesiaka zapraszają do magicznego świata żywych obrazów, w których królują uczucia – i te odnoszące się do codzienności, i te mówiące o tradycji i pamięci tego, co lokalne i tego, co ogólnoludzkie, czerpiąc z dziedzictwa kutrowego miejsc bliskich i dalekich.

Planowana była premiera na niedzielę 11 października 2020 roku, jeszcze w czwartek wierzyliśmy, że odbędzie się w rygorze sanitarnym, ale jednak z publicznością. W piątek dowiedzieliśmy się, że nie będzie to możliwe. Byliśmy jednak zdeterminowani, wszystko było gotowe, więc szybko zdecydowaliśmy, że się nie poddamy i w sobotę w wielkiej sali Domu Polskiego nasza trójka współtwórców – ja z kostiumami, Andrzej Hajdasz z czternastoma wielkimi obrazami i Jacek Grzesiak z całym arsenałem instrumentów muzycznych – zrealizowaliśmy projekt w obecności dwóch niezłomnych zamaskowanych widzów. Wszystko odbyło się scena po scenie według scenariusza. Brak było tylko szerszej publiczności, którą zapraszamy na premierę – tak szybko, jak to tylko będzie możliwe. Widzowie są bowiem w zamyśle częścią przedstawienia. Ich obecność i reakcje współtworzą wydarzenie, w trakcie którego obrazy ożywają i stają się na powrót ruchem, z którego powstały. Mam nadzieję, że widz podczas spektaklu będzie odkrywać wraz z twórcami kolejne emocje, zarówno na fotokompozycjach, jak i w sobie.

 

*Agnieszka Fertała – absolwentka Szkoły Baletowej w Poznaniu, pedagogiki baletu na Akademii Muzycznej w Warszawie, a także studiów podyplomowych w zakresie form gimnastyczno-tanecznych i fitnessu na Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. W latach 2001–2016 tańczyła jako solistka w Polskim Teatrze Tańca. Aktualnie współpracuje jako tancerka z Zakrzewską Grupą Spektaklową. W Domu Polskim-Centrum Idei Rodła pracuje jako pedagog i choreograf w Zespole Pieśni i Tańca „Rodlanie”. Jednocześnie prowadzi studio tańca i baletu FerDance w Złotowie i Pile. W ramach programu stypendialnego realizuje projekt we współpracy z fotografem Andrzejem Hajdaszem. Polega on na przygotowaniu układu choreograficznego, któremu towarzyszą wielkoformatowe zdjęcia. Całość opowiada o ludzkich emocjach. Ważne miejsce w spektaklu zajmują Prawdy Polaków spod Znaku Rodła.