fot. Katarzyna Wąsowska, Miejska akcja aktywistyczna. Postacie z poznańskich pomników przykryte zostały folią NRC w geście protestu wobec braku możliwości udzielenia pomocy humanitarnej osobom uwięzionym w strefie stanu wyjątkowego na granicy polsko-białoruskiej

Folia NRC i gesty oporu

W środku nocy aktywistki i aktywiści okryli kocami ratunkowymi kilkadziesiąt postaci z poznańskich pomników. Miejska akcja niosła ze sobą jeden postulat: „Domagamy się pomocy humanitarnej na granicy polsko-białoruskiej”.

W pierwszą grudniową noc tłum Nierozpoznanych na Cytadeli zmienił się w grupę postaci błąkających się pośrodku trawiastej polany, na granicy wyczerpania, odczłowieczonych, zagubionych.

 

Prosty, partyzancki gest wykonany za pomocą kilkunastu folii NRC i taśmy klejącej sprawił, że metafora Abakanowicz straciła swoją dwuznaczność – jej rzeźby nagle znalazły się pośrodku rzeczywistości polsko-białoruskiej granicy.

I przypomniały: nie odegnaliśmy koszmarów, które towarzyszyły powojennym doświadczeniom Abakanowicz – nie udało się znaleźć sposobu, by skutecznie sprzeciwić się obojętności, przemocy i bezprawiu, nie udało się sprawić, żebyśmy drugiemu człowiekowi zaoferowali pomoc, gdy jest mu niezbędna, nie udało się zagwarantować godności ludziom, którzy znaleźli się na naszej łasce.

Miejska akcja aktywistyczna. Postacie z poznańskich pomników przykryte zostały folią NRC w geście protestu wobec braku możliwości udzielenia pomocy humanitarnej osobom uwięzionym w strefie stanu wyjątkowego na granicy polsko-białoruskiej, fot. Katarzyna Wąsowska

Współautorka nocnej akcji owinięcia pomników mówiła:

 

To, co widzę na granicy polsko-białoruskiej, to przekroczenie wszelkich granic przyzwoitości, granic człowieczeństwa. Doświadczenia, jakie stamtąd przywożę, to cały czas potwierdzają. Sytuacje, w których staję naprzeciwko drugiego człowieka, takiego samego jak ty – można by z nim pójść na piwo albo porozmawiać przy kawie. Ale on stoi przede mną głodny, zmęczony, ma strasznie brudne ręce po miesiącu w lesie bez środków higienicznych, jest na skraju wyczerpania, na granicy życia i śmierci.

 

Nigdy nie chciałbyś nikogo oglądać w tak okropnym stanie.

Brałam udział w kilku interwencjach, kilka razy miałam okazję obserwować je z poziomu koordynacyjnego. Była tam dwulatka, która przez miesiąc nie miała zmienianej pieluszki. Byli mężczyźni na skraju wyczerpania, czuli się, jakby przechodzili zawał. Na oczach Straży Granicznej inna kobieta zaczęła się dusić, była ciężko chora.

folia NRC i gest oporu, fot. Michal Sita

 

Jedną z motywacji, jakie stoją za akcjami takimi jak ta z folią NRC, jest niedowierzanie – jak w ogóle możemy do czegoś takiego dopuszczać?

Spotykanie ludzi w tym stanie sprawia, że nie boję się wspinać po pomnikach, nie boję się Straży Granicznej, bo siedzi we mnie głębokie przekonanie, że to, co dzieje się na granicy polsko-białoruskiej, to złamanie wszelkich zasad moralnych.

 

Aktywistyczne działanie sprawiło, że pomniki definiujące na co dzień przestrzeń Poznania diametralnie zmieniły swój sens. Cała plejada historycznych bohaterów odzyskała nagle swój ludzki wymiar i przemówiła jednym głosem: domagamy się minimum empatii w stosunku do ludzi takich, jak my. Domagamy się pomocy humanitarnej na granicy polsko-białoruskiej.

folia NRC i gest oporu, fot. Michal Sita

Inna z aktywistek komentowała:

 

Pytasz, jaki to ma sens? Może, jeśli podejmujemy taką nocną akcję, faktycznie stoi za tym jakaś ważna potrzeba?

 

Może ktoś zada sobie takie właśnie pytanie – dlaczego?

W dyskusji o sytuacji na granicy, jaką można śledzić w mediach podporządkowanych politycznemu przekazowi, po prostu brakuje humanitarnego wymiaru. Dlatego akcja foliowania pomników jest ważna. Właśnie z tym humanitarnym przekazem wychodzimy do ludzi. Nawet, jeśli niekoniecznie chcieliby go słuchać.

 

folia NRC i gesty oporu fot. Michal Sita

Próbujemy sprawić, żebyśmy zastanowili się, co możemy zrobić z sytuacją na granicy. Żebyśmy zobaczyli w uchodźcach ludzi.

Żebyśmy pomyśleli o ich sytuacji choćby w kontekście zbliżających się świąt, w czasie których postawimy na stołach puste talerze i będziemy śpiewać: „płacze z zimna, nie dała mu matula sukienki”. Żebyśmy rozmawiali ze sobą na ten temat. Bo sam fakt, że ktoś z kimś porozmawia, zaczerpnie wiedzy ze źródła, które jest niezależne od oficjalnego przekazu – może coś dać. Kropla drąży skałę.

 

Tylko wtedy nacisk obywateli na instytucje i polityków może być większy i uda się wreszcie doprowadzić do sytuacji, w której osoby na granicy będą miały możliwość złożenia wniosków o azyl. Trafią do ośrodków.

Uda się sprawić, żeby nie marzły w lesie i żeby tam nie umierały. Uda się zabrać ich z tej granicy w jakieś bezpieczne miejsce.

 

folia NRC i gesty oporu, fot. Michal Sita

O akcji owinięcia pomników folią, o prawnym i moralnym obowiązku udzielania pomocy humanitarnej, o znaczeniu gestów solidarności i strategiach oporu, rozmawiam z prof. UAM doktorą hab. Natalią Bloch i prof. UAM doktorą hab. Izabellą Main, współtworzącymi Centrum Badań Migracyjnych przy Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

 

Michał Sita: Umożliwienie niesienia pomocy humanitarnej osobom, które znalazły się w polskiej strefie przygranicznej – to jedyny postulat towarzyszący akcji owinięcia poznańskich pomników folią ratunkową. Powinniśmy, mamy obowiązek takiej pomocy udzielić?

Izabella Main: Pomoc humanitarna to działanie odzwierciedlające nasze człowieczeństwo.

 

Gdy ktoś cierpi, głoduje, jest ofiarą – ja jako człowiek czuję wewnętrzny imperatyw, by pomóc.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie każda osoba myśli i czuje podobnie. Chciałabym wierzyć, że większość z nas – niezależnie od poglądów, wyznawanej lub nie religii, płci, wieku – pomoże osobie w potrzebie. Drugim argumentem jest dla mnie fakt, że zobowiązują nas do tego dokumenty prawne. Ludzie na granicy – przekraczający ją w celu uzyskania ochrony międzynarodowej – mają prawo do złożenia wniosku o status uchodźcy i do oczekiwania w bezpiecznym środowisku na jego rozpatrzenie. Konwencja genewska, protokoły nowojorskie, Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej,  Karta praw podstawowych Unii Europejskiej to dokumenty gwarantujące prawo do rozpatrzenia wniosku.

 

folia NRC i gesty oporu, fot. Katarzyna Wąsowska

Michał Sita: Czy to, co dzieje się na polskiej granicy – praktyka siłowego przepychania ludzi, nieudzielanie im pomocy humanitarnej, przemoc – to zjawiska charakterystyczne dla współczesnych szlaków migracyjnych i normalna praktyka państw, przez które takie szlaki biegną?

Natalia Bloch: Niestety podczas pierwszego kryzysu przyjmowania uchodźców w Europie w latach 2015–2016 mogliśmy obserwować wzmocnienie reżimu granicznego: militaryzację granic, rosnące nakłady na budżet Frontexu, stosowanie przemocy przez strażników granicznych i policji wobec osób poszukujących ochrony międzynarodowej, w tym siłowe odpychanie ich od granic Unii Europejskiej.

 

Nigdzie jednak praktyka ta nie została oficjalnie zalegalizowana, jak stało się to w Polsce, gdzie przyjęto prawo, które stoi w jawnej sprzeczności z konwencją genewską.

Odesłanie – w cywilizowanych warunkach, a nie wywożenie do lasu czy na bagna – jest możliwe tylko wtedy, gdy wniosek o status uchodźcy złożony przez daną osobę został rozpatrzony negatywnie. Miesiąc temu Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał wyrok, w którym uznał władze Chorwacji winnymi śmierci sześcioletniej afgańskiej dziewczynki, która zginęła wskutek nielegalnej praktyki wypchnięcia do Serbii. Rząd polski musi się liczyć z tym, że takie sprawy zostaną wniesione również przeciwko niemu.

 

Michał Sita: Jak mogłaby wyglądać reakcja na aktualną sytuację na polsko-białoruskiej granicy, jeśli polskie władze działałyby z poszanowaniem praw człowieka? Czy taka reakcja była i nadal jest możliwa?

folia NRC i gesty oporu, fot. Katarzyna Wąsowska

Natalia Bloch: Taka reakcja była i jest jak najbardziej możliwa i sposoby działania są proste, gdyż są określone procedury, a w sytuacji gdy tych osób jest wiele, Straż Graniczna mogłaby działać we współpracy z przedstawicielami organizacji pozarządowych doświadczonymi w pracy z uchodźcami. Zgodnie z prawem, gdy cudzoziemiec deklaruje zamiar złożenia wniosku o status uchodźcy, Straż Graniczna powinna go wypełnić, a następnie skierować te osoby do bezpiecznych przestrzeni w ośrodkach dla cudzoziemców oczekujących na rozpatrzenie wniosku. W obecnej sytuacji można na granicy zorganizować tymczasowe noclegi: w kontenerach, namiotach, salach gimnastycznych, na parafiach, można zorganizować pomoc medyczną, dostarczyć ciepłe jedzenie i ubrania, zabezpieczyć toalety i prysznice. Straż Graniczna i wojsko obecne w strefie stanu wyjątkowego mogły to zorganizować bardzo szybko i łatwo, a fundusze przeznaczone na obronę granicy i budowę zasieków można było przeznaczyć na zorganizowanie pomocy humanitarnej.

 

Michał Sita: Ciepłe ubrania, posiłek, pomoc medyczna – czyli to, co pozwoli przeżyć – to nie wszystko. Czego dziś realnie potrzeba, oprócz tych najbardziej podstawowych, ludzkich gestów? Co faktycznie powinno się wydarzyć?

Izabella Main: Powinny się odbyć konsultacje administracji rządowej na różnych poziomach ze środowiskami badaczy migracji oraz organizacji pozarządowych, które zresztą od lat współpracują, by wypracować rozwiązania organizacyjne, aby instytucje rozpatrujące wnioski o azyl mogły się zmieścić w ustawowych terminach. Przewlekłość procedur, wieloletnie zawieszenie osób starających się o ochronę w stanie liminalnym, pomiędzy, w sytuacji limbo to jeden z problemów do rozwiązania.

 

Drugie działanie to rzetelne informowanie o sytuacji osób na granicy, prawach uchodźców, obowiązkach i prawach państwa polskiego.

Informowanie o tym, kim są ludzie na granicy, dlaczego Afgańczycy, Irakijczycy, Syryjczycy szukają ochrony międzynarodowej. Podstawą jest tu dopuszczenie dziennikarzy i dziennikarek do tego terenu. Po trzecie edukacja: sytuacja, w której studenci i studentki nie wiedzą o konwencji genewskiej, nie znają definicji uchodźcy oznacza, że na wcześniejszych etapach edukacji temat ten nie był – wystarczająco lub w ogóle – omawiany. Łączy się to zresztą z brakiem wiedzy na temat praw człowieka.

 

folia NRC i gesty oporu, fot. Katarzyna Wąsowska

Michał Sita: Miejska partyzantka owijająca pomniki folią NRC zwraca uwagę na ludzi, którzy z powodu praktyk polskich władz i służb mundurowych ocierają się o śmierć z zimna i wyczerpania. Co sprawiło, że takie gesty protestu i próby uwrażliwiania są potrzebne? Jak to się stało, że przemoc wobec migrantów stała się dla wielu z nas akceptowalna?

Natalia Bloch: Normalizacja przemocy odbywa się poprzez jej praktykowanie przez władze państwowe i jednoczesną dehumanizację lub demonizację tych, których dotyka. Rząd polski próbuje nam wmówić, że ofiary – czyli osoby uciekające przed przemocą ze strony swoich państw i biedą wywołaną sytuacją polityczną – są agresorami zagrażającymi naszemu państwu, przed którymi rząd nas obroni.

 

Dlatego tak ważne jest, aby cały czas pamiętać, że tam, w tych lasach, są ludzie tacy sami jak my; że to moglibyśmy być my, gdybyśmy przyszli na świat w syryjskim Aleppo, a nie w Poznaniu.

Wiele osób w Polsce nie zgadza się na tę normalizację, bo ona czyni nas współwinnymi. Stąd liczne akty solidarności, działania pomocowe, głosy sprzeciwu. Pokazują one, że nie musimy na to pozwalać, że każdy i każda z nas może coś zrobić, choćby symbolicznie – fotografując się z pomnikiem owiniętym w „folię życia” czy wystawiając zielone światło w oknie swojego domu 10 grudnia i umieszczając takie zdjęcia na swoich profilach w mediach społecznościowych. W ten sposób możemy powiedzieć „nie w moim imieniu” dla działań państwa polskiego na granicy.

 

folia NRC i gesty oporu, fot. Katarzyna Wąsowska

Michał Sita: Czy oddolne działania okazywały się skuteczne w innych, analogicznych sytuacjach? Co możemy zrobić, jeśli chcielibyśmy pomóc?

Natalia Bloch: Odpowiedzią na wzmocnienie reżimu uchodźczego w czasie pierwszego kryzysu przyjmowania uchodźców było rosnące zaangażowanie społeczne. Pojawiło się mnóstwo oddolnych inicjatyw, za pomocą których zwykli obywatele pokazywali swoim władzom, że są w stanie szybko, sprawnie i skutecznie zorganizować pomoc dla osób poszukujących ochrony międzynarodowej – często dużo sprawniej niż robiły to duże, skostniałe organizacje humanitarne. Te lokalne i ponadnarodowe inicjatywy działały w obozach dla uchodźców, wzdłuż korytarza bałkańskiego i w krajach docelowych.

 

To samo dzieje się obecnie w Polsce – Grupa Granica skupia 14 organizacji pozarządowych, przy czym żadna z nich nie zajmowała się wcześniej stricte pomocą humanitarną, a obecnie realnie ratują ludzkie życia.

Z inicjatywy lekarzy powstała inicjatywa Medycy na Granicy, którą to rolę przejęło obecnie Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej. Rodziny na Granicy zajmują się m.in. zapewnianiem pożywnych posiłków dla wygłodniałych i wychłodzonych ludzi w lasach. Każdy z nas może włączyć się w te działania, i to z domu. Można wspierać finansowo tych, którzy pomagają na granicy, zrzucając się na działania Grupy Granica, Fundacji Ocalenie czy lekarzy. Można uczestniczyć w zbiórkach – wiele organizacji publikuje listy potrzebnych im do pomagania rzeczy. Obecnie w Instytucie Antropologii i Etnologii UAM na Morasku trwa zbiórka materiałów higienicznych dla Białowieskiej Akcji Humanitarnej – inicjatywy pomocowej mieszkańców i mieszkanek regionu przygranicznego, zbieramy też telefony komórkowe, bo są one kluczowe przy wzywaniu pomocy przez osoby zabłąkane w lasach, a mamy coraz więcej doniesień o ich niszczeniu przez wojsko i straż. Można uczestniczyć w protestach i akcjach solidarnościowych. Można w swoich mediach społecznościowych udostępniać relacje pomagających na granicy. Można wreszcie rozmawiać o tym, co się dzieje i konieczności przeciwstawienia się nieludzkiemu traktowaniu – z rodziną, przyjaciółmi, znajomymi. Czas spotkań świątecznych jest po temu doskonałą okazją – w końcu ten, którego narodziny są obchodzone w tym czasie, urodził się w rodzinie uchodźczej.

 

prof. UAM dra hab. Natalia Bloch – antropolożka społeczna w Instytucie Antropologii i Etnologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, badaczka Centrum Badań Migracyjnych UAM. Specjalizuje się w antropologii mobilności, w tym uchodźstwa, migracji i turystyki, zwłaszcza w kontekście postkolonialnym. Prowadziła badania w obozach uchodźców tybetańskich oraz wśród mobilnych pracowników w nieformalnym sektorze turystycznym w Indiach, jest też zaangażowana w projekty migracyjne w Polsce, tak badawcze, jak i interwencyjne (w tym „Wszyscy jesteśmy migrantami. (Od)zyskiwanie pamięci migracyjnej”). Laureatka Pióra Nadziei – Dziennikarskiej Nagrody Amnesty International za reportaż „Nie jesteśmy Buddami” o uchodźcach tybetańskich. Prowadzi zajęcia m.in. z antropologii migracji.

prof. UAM dra hab. Izabella Main – antropolożka społeczna w Instytucie Antropologii i Etnologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, dyrektorka Centrum Badań Migracyjnych przy UAM w Poznaniu. Jej naukowe zainteresowania oscylują wokół antropologii migracji, antropologii medycznej oraz studiów nad pamięcią. Realizowała badania etnograficzne dotyczące cudzoziemców w Poznaniu, dostępu do opieki medycznej i doświadczeń związanych z leczeniem polskich migrantek w Londynie, Barcelonie i Berlinie, a także migracji pielęgniarek. Obecnie realizuje grant badawczy dotyczący norm i wartości w europejskim kryzysie migracyjnym [fragment notki biograficznej za: Institute for the Study of International Migration].

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
3
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
1
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0