fot. Materiały prasowe, "Westworld"

Kultura w czasach zarazy

Z powodu koronawirusa często pracujemy z domu, w zmniejszonym wymiarze godzin, nie wychodzimy z mieszkań, nie spotykamy się. Co zrobić z tą nagłą nadwyżką wolnego czasu? Warto ją spożytkować na kulturę.

Mimo że pandemia zamknęła kina, teatry, galerie, muzea i sale koncertowe, nie ograniczyła nam dostępu do internetu. Oto, co warto obejrzeć i czego posłuchać, bez wychodzenia z domu.

Futurystyczne nowości

Zacznijmy od seriali. HBO GO proponuje nam dwa, tak misternie skonstruowane, że po emisji odcinków poczujesz się, jak po praniu mózgu. To dobrze! Dzięki długiej analizie odwrócimy uwagę od spraw, nomen omen, ostatecznych.

 

Pierwszy tytuł to trzeci sezon bardzo popularnego „Westworld”, czyli mrocznej odysei o narodzinach sztucznej świadomości w doborowej obsadzie (m.in. Evan Rachel Wood, Tessa Thompson, Ed Harris czy Thandie Newton).

Akcja poprzednich sezonów w dużej mierze została osadzona na Dzikim Zachodzie, który był tak naprawdę parkiem rozrywki z androidami. Ultrabogaci goście parku mogli z nimi robić, co im się żywnie podoba.

 

„Westworld” to w pewien sposób klasyczna historia o walce człowieka z maszyną, pod płaszczykiem której kryje się opowieść o zmianach społeczno-ekonomicznych, nierównościach klasowych i idącej za nimi (posiadanej bądź nie) wolności.

Jest to też świetny przykład szkatułkowej konstrukcji serialu, w której każdy z elementów może mieć znaczenie, a bohaterowie rzadko są tymi, którymi wydają się na pierwszy rzut oka. Co prawda dwie pierwsze części tonęły w morzu patosu – to może sugerować, że z trzecią nie będzie inaczej – jednak przeniesienie do miasta przyszłości i jednocześnie wyjście z parku rozrywki, zapowiada ciekawą odskocznię od westernowego klimatu poprzednich sezonów. Tym bardziej że do obsady dołączyli wspaniali aktorzy i wspaniałe aktorki, m.in. Aaron Paul (z fantastycznego „Breaking bad”), Vincent Cassel czy Lena Waithe.

"Devs", fot. Materiały prasowe

"Devs", fot. Materiały prasowe

 

Drugi serial to „Devs”, którego twórcą jest Alex Garland („Ex Machina”, „Annihilation”). Jak to w przypadku tego reżysera, akcja została osadzona w (lekko) futurystycznym świecie. Podobnie jak w swoich poprzednich produkcjach, zadaje on pytania o to, czy w dobie rozwoju zaawansowanej technologii możemy mówić o czymś takim, jak wolna wola.

Opowiada też o tym, jak – w pogoni za technologicznym rozwojem – stajemy się mniej ludzcy. To drugie dno tego miniserialu. Pierwsze to opowieść o programistce, która usiłuje odkryć prawdę o tajemniczej śmierci swojego chłopaka i o tym, czy technologiczny gigant z Doliny Krzemowej (nazywany Amaya) może być za to odpowiedzialny. „Devs” to przede wszystkim inteligentna, klimatyczna rozrywka, ze świetną muzyką i w doborowej obsadzie (m.in. Sonoya Mizuno, Alison Pill i znany z rewelacyjnego „Parks & Recreation” Nick Offerman w roli „creeperskiego” Foresta, założyciela firmy Amaya).

Nadrabianie zaległości

Wykorzystajmy ten czas na nadrobienie zaległości w filmach, które mieliśmy obejrzeć, ale w kinie zawsze były głośniejsze (przynajmniej w Polsce) premiery. Na Netflixie (ale nie tylko na tym streamingu), możemy złowić absolutne perełki.

"Nieoszlifowane diamenty", fot. Materiał prasowe

"Nieoszlifowane diamenty", fot. Materiały prasowe

 

Zacznijcie od „Uncut Gems” mojego ulubionego duetu reżyserskiego – braci Safdie, czyli Johna i Benny’ego. To opowieść o Howardzie, żydowskim jubilerze z Nowego Jorku. Przez swoje finansowe przekręty i uzależnienie od hazardu - a raczej od emocji z nim związanych - wkurza on nie tych ludzi, których powinien.

Specyficzny styl reżyserów może nie każdemu przypaść do gustu, ale mimo to warto „Nieoszlifowane diamenty” zobaczyć. Choćby dla grającego główną rolę Adama Sandlera. To zdecydowanie najlepszy występ w jego długiej aktorskiej karierze. Z kolei akcja jest tak prowadzona, że z każdą minutą zsuwamy się na skraj kanapy. Poza tym film wypełniony jest wyśmienitymi zdjęciami Nowego Jorku, których próżno szukać w innych produkcjach oraz pulsującą, wręcz hipnotyzującą muzyką.

Dalej - Marc Maron, który mówi o sobie, że jest celebrytą średniego szczebla i choć jego fanami są Leonardo DiCaprio i Brad Pitt, to nie zdziwię się, jeżeli o nim nie słyszeliście. Maron jest aktorem, komikiem i prowadzi swój podcast, gdzie przeprowadza rozmowy z innymi osobami z hollywoodzkiej (ale nie tylko) branży. Możecie kojarzyć go z netfliksowskiego serialu „Glow”, a ostatnio z sensacyjnego filmiku „Spenser Confidential”. Na wspomnianym streamingu właśnie wylądował jego stand-up o złowieszczym tytule „End Times Fun”, który stanowi najlepszą odtrutkę na dzisiejsze czasy.

Marc Maron, fot. Materiały prasowe

Marc Maron, fot. Materiały prasowe

 

Komik trafił idealnie w koronawirusową sytuację, nawet jeśli zrobił to nieświadomie. To bardzo zabawne i niezwykle inteligentne podejście do apokalipsy, do poczucia schyłku i końca obecnego porządku.

Wśród głównych bohaterów jego stand-upowej eskapady dominuje Chrystus, Mike Pence i… superbohaterowie od Marvela, którzy spotykają się podczas końca świata. Jednak to, co do niego prowadzi, jest bardzo przyziemne – od jogi, przez zakupy ze swoimi torbami, po żarty z własnej matki. To również opowieść faceta dobijającego do sześćdziesiątki, któremu – przez wychowanie i niegdysiejsze społeczne przyzwolenie – życie w erze „Me Too” dostarcza ciekawych (i bardzo, bardzo zabawnych) obserwacji. Dlatego zdecydowanie warto nadrobić zaległości w znajomości z Markiem, tym bardziej że na Netflixie czeka drugi, trochę starszy stand-up z jego udziałem.

Do ucha

Jeśli szukasz trochę queerowej wrażliwości, warto włączyć zupełną nowość, czyli podcast: „Twoja Stara nadaje”.

Na razie dostępne są dwa odcinki (zerowy i pierwszy) autorskiego programu Piotra Buśki, drag-performera i aktywisty (który pojawił się już na łamach Kultury u podstaw).

 

Obiecuje on cotygodniowe spotkania, wywiady i… nadawanie „o dragu, o queerze, o człowieczym losie”.

Rozprawia o odwadze, która wiązała się z drogą, jaką przeszedł od bycia pracownikiem korporacji po dzisiejszą obecność na dragowej scenie. Jednak odwaga w rozumieniu Twojej Starej to też działanie przeciw oczekiwaniom innych, niewpisywanie się w sztywne ramy. Buśko wyjaśnia również, czym jest drag. Warto nadrobić wiedzę, przecież mamy teraz trochę więcej czasu.