fot. Paweł Kosicki

Po pandemii poznamy się na nowo

Zobaczymy, z czym przyjdzie nam się zmierzyć. Cokolwiek to będzie, jestem pewna, że spotkamy się w gmachu pod Pegazem jeszcze niejeden raz, by cieszyć się sztuką operową i baletową najwyższej jakości – mówi Renata Borowska-Juszczyńska, dyrektorka Teatru Wielkiego w Poznaniu.

Sebastian Gabryel: Teatr zamknięty to teatr…?

 

Renata Borowska-Juszczyńska: To brak teatru. Teatr powstaje na styku twórców, wykonawców i publiczności. Zawsze i bezwarunkowo jest wynikiem spotkania. Szukamy jego substytutów, przenosimy część działań do internetu, uczymy się, jak wykorzystywać narzędzia i technologie, by zapewnić naszym widzom i naszym artystom namiastkę teatru. Ale to nigdy nie będzie to samo. I ci, którzy rozsmakowali się w teatrze, na pewno odczuwają już głód, głód spotkań i głód tworzenia.

 

S.G.: Jak zapamiętała pani ten dzień, w którym było już w stu procentach pewne, że Teatr Wielki będzie musiał zostać zamknięty, i to do odwołania? Co pani wtedy pomyślała, poczuła?

 

R.B-J.: Nie pamiętam tego jako jednego dnia czy jednej chwili. To był ciąg wydarzeń i ciąg decyzji, które do nas spływały, i które trzeba było podejmować.

 

Musieliśmy się przeorganizować, zadbać o bezpieczeństwo pracowników, a później spojrzeć na świat wokół nas i pomyśleć, co możemy zrobić – jak taka instytucja jak Teatr Wielki może działać, co możemy dać od siebie?

Wbrew pozorom, to intensywny czas, a każdy dzień przynosi nowe wyzwania. Staramy się im sprostać…

Renata Borowska-Juszczyńska, dyrektor Teatru Wielkiego w Poznaniu, fot. Paweł Kosicki

 

S.G.: Dyrektorką Teatru Wielkiego w Poznaniu jest pani już od niemal ośmiu lat. Czy kierowanie tą instytucją w sytuacji całkowitego paraliżu to największe wyzwanie, z jakim przyszło się pani mierzyć w swoim życiu zawodowym? Teatr Wielki to przecież zbiór wielu połączonych ze sobą naczyń.

 

R.B-J.: Myślę, że z perspektywy czasu może okazać się największym wyzwaniem. Jeszcze teraz tak tego nie odczuwam, ale zdaję sobie sprawę, że im dłużej teatr będzie wyłączony, tym będzie nam trudniej. Myślę o zespołach artystycznych, które w tej chwili nie mogą spotykać się na próbach. I o publiczności, która nawet po otwarciu teatrów i względnym powrocie do normalności może mieć obawy przed gromadzeniem się w zamkniętych salach. Wszyscy będziemy oswajać się z nową rzeczywistością.

 

Myślę także o koniecznej modernizacji teatru, o potwierdzonym przez Samorząd Województwa Wielkopolskiego oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego finansowaniu tej inwestycji, o trwającym teraz przetargu, który – mam nadzieję – pozwoli nam wyłonić wykonawcę.

Cały ten świat realnych zadań i obaw jest otoczony i naznaczony przez SARS-CoV-2, który nakazuje nam zostać w domu i załamuje poczucie czasu. Wiele w tym wszystkim sprzeczności, ale przed myśleniem katastroficznym bronią obowiązki, książki i konieczność zadbania o innych. Poza tym, jestem pewna, że Teatr Wielki w Poznaniu ma świetny zespół, więc poradzimy sobie z tą sytuacją.

 

S.G.: Wiosna w Teatrze Wielkim miała upłynąć na wielkich premierach. Jednak z tego co wiem, to wasz zespół wcale nie próżnuje…

 

R.B-J.: Robimy tyle, ile możemy. Teatr włączył się w akcję szycia maseczek dla medyków, bo po prostu czuliśmy taką potrzebę, a dzięki zaangażowanym pracownikom mogliśmy to zrobić. To był zwyczajny, prosty ludzki gest. Zawsze powtarzam, że żadna instytucja kultury nie działa w pustce. Możemy trwać tak długo, dopóki działamy ze świadomością potrzeb społeczności wokół nas. Na całe szczęście jedną z tych potrzeb nadal jest też obcowanie ze sztuką.

 

S.G.: Wiele osób z różnych kulturalnych środowisk w Polsce wieszczy, że epidemia całkowicie pogrąży i tak już wcześniej dogorywającą kulturę. To zwykłe czarnowidztwo czy może rzeczywiście jest coś na rzeczy?

 

R.B-J.: Epidemia wymusi na nas wszystkich przeorganizowanie się i niejednokrotnie zmianę myślenia, sposobu działania. Ale wszędzie tam, gdzie jest człowiek, jest też kultura. Sztuka jest odpowiedzią na pragnienia zakorzenione bardzo głęboko w nas. Będzie nadal potrzebna. Zakładam jednak, że będzie to sztuka inna niż przed epidemią. Te czarne prognozy dotyczą pewnie finansowania.

 

Renata Borowska-Juszczyńska, dyrektor Teatru Wielkiego w Poznaniu, fot. Paweł Kosicki

Renata Borowska-Juszczyńska, dyrektor Teatru Wielkiego w Poznaniu, fot. Paweł Kosicki

Pandemia generuje nieprzewidziane wcześniej w budżetach koszty, po nich przyjdą kolejne wynikające z sytuacji gospodarczej. Rozumiem to wszystko, ale zamiast pesymistką wolę w tym przypadku być realistką i trzymać się faktów. Zobaczymy, z czym przyjdzie nam się zmierzyć.

Cokolwiek to będzie, jestem pewna, że spotkamy się w gmachu pod Pegazem jeszcze niejeden raz, by cieszyć się sztuką operową i baletową najwyższej jakości.

 

S.G.: Teatr to kontakt z publicznością. Na ile alternatywą są tu kameralne występy na żywo, organizowane w wersji online i odbywające się bez jej fizycznego udziału?

 

R.B-J.: W teatrze operowym jest to podwójnie trudne, bo nawet nasze kameralne spektakle mają spore składy w porównaniu z kameralnymi spektaklami teatrów dramatycznych. Poza tym, mamy też świadomość tego, że nie do całej naszej publiczności możemy dotrzeć za pośrednictwem internetu. Dzielimy się spektaklami online, ponieważ – znów – z naszej strony jest taka potrzeba, a ze strony widzów oczekiwanie, na które chcemy jak najlepiej odpowiedzieć.

 

Chcemy się spotykać z publicznością dzięki wszystkim dostępnym środkom i w każdej możliwej formie. Ale na dłuższą metę nie jest to alternatywa. Tęsknimy za kontaktem na żywo, twarzą w twarz, bez pośrednictwa ekranu.

S.G.: Czy w całej tej sytuacji można szukać jakichś pozytywów? Dla natury epidemia wydaje się być wytchnieniem. Dla ludzi, dotąd gnających na złamanie karku, również?

 

R.B-J.: Tak. Miejmy nadzieję, że ten szczególny rodzaj wrażliwości i czułości zostanie z nami również później.

 

S.G.: Jak widzi pani swój teatr i operę, kiedy to wszystko co złe, a co nadeszło tak nieoczekiwanie, już się skończy?

 

R.B-J.: Jak tylko będziemy mogli, to… zaczynamy remont, czyli wskakujemy z jednego wyzwania w drugie. Ale dzięki temu, jako teatr bez sceny, teatr podróżujący, mamy szansę być bliżej odbiorcy, bliżej naszego widza. Myślę, że to będzie doskonałe remedium na szok wywołany pandemią. Po prostu poznamy się na nowo.

 

 

Renata Borowska-Juszczyńska – od 2012 roku dyrektorka Teatru Wielkiego im. St. Moniuszki w Poznaniu, a poprzednio zastępca dyrektora ds. artystycznych tej instytucji. Od 2016 roku członek zarządu Stowarzyszenia Opera Europa, zrzeszającego ponad 180 teatrów operowych w Europie. Jako aktywny członek stowarzyszenia doprowadziła m.in. do udziału poznańskiej opery w projekcie Opera Vision i współpracy z najważniejszymi instytucjami w Europie, m.in. La Monnaie, Welsh National Opera czy Operą Narodową w Warszawie. Od 2017 roku jest tutorem w trakcie odbywających się corocznie prestiżowych kursów: Opera Management Course. Założyciel i wieloletni prezes zarządu Fundacji Nuova, która zajmowała się organizacją wydarzeń artystycznych, m.in. Festiwal Wiosny i Poznań Live. W latach 1997–2003 związana z Towarzystwem Muzycznym im. H. Wieniawskiego w Poznaniu.