fot. Tomasz Pienicki, na zdjęciu Daga Gregorowicz

Twarzą w twarz, przy jednym stole

To ciekawe, że na ulicy tłoczymy się w dwóch przeciwnych grupach, na niej ze sobą walczymy, wykrzykujemy różne niepochlebne hasła… Tymczasem, gdyby następnego dnia losowo wybrać pojedyncze osoby z obu stron barykady i posadzić przy jednym, suto zastawionym stole, to najpewniej okazałoby się, że jednak potrafimy się ze sobą porozumieć – mówi Daga Gregorowicz, współzałożycielka zespołu Dagadana i jedna z tegorocznych stypendystek Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury.

Sebastian Gabryel: Jak zareagowałaś na wieść, że otrzymałaś stypendium Marszałka?

Daga Gregorowicz: W czasach ucisku, jakim niewątpliwie jest pandemia, kiedy już od ponad roku jako artyści nie możemy wykonywać swojej pracy, jakiekolwiek nasze dalsze działania na poziomie są bez takiego rodzaju wsparcia zwyczajnie niemożliwe. Dlatego wiadomość o stypendium dała mi wielką radość. Dzięki niemu możemy zrealizować klip do jednego z utworów z naszej nowej, piątej płyty [„Tobie” – przyp. red.]. Po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że to, co robimy z Dagadaną, ma dla ludzi jakąś większą wartość.

 

SG: Jak sami podkreślacie, wasz nowy album powstał „z potrzeby przebudzenia życzliwości i dzielenia się dobrem ze wszystkimi, ponad wszelkimi podziałami, nie tylko od święta”. Polacy wciąż są z tym na bakier?

DG: Polacy nie mają problemu z życzliwością i dzieleniem się z tymi, którzy podzielają ich przekonania i światopogląd. Jeśli ktoś z zagranicy przyjeżdża do nas w odwiedziny, to przynajmniej z reguły…

SG: Gość w dom, Bóg w dom.

DAGADANA fot. Tomasz Pienicki

DG: A nie ciasto do kredensu. Jednak sytuacja geopolityczna – nie tylko w Polsce – powoduje coraz większe napięcia i polaryzację. Myślę, że sprawa mogłaby wyglądać zupełnie inaczej, gdybyśmy spojrzeli na samych siebie i polubili się.

 

Bo kiedy polubimy siebie, uwolnimy od kompleksów i frustracji, to i na innych zaczniemy patrzeć lepiej.

Wydawałoby się, że w kraju miłości, co chrześcijaństwem stoi, przekazanie miłości powinno być sprawą, z którą nie powinno być żadnego problemu. Tymczasem, jak dobrze wiemy, jest zupełnie odwrotnie. To przykre, że w tak wielu domach wciąż nie potrafimy usiąść przy stole i normalnie porozmawiać – bez polityki w tle, ale wzajemnie się w siebie wsłuchując. Co możemy z tym zrobić jako artyści? My jako Dagadana mikrofon mamy ustawiony przede wszystkim na mądrość naszych przodków, a dokładnie, w przypadku nowej płyty, pieśni życzeniowych.

 

SG: No właśnie, kiedy po raz pierwszy posłuchałem waszej nowej płyty, pomyślałem sobie, że „Tobie” to album wprost skrojony na obecne, pandemiczne czasy. Potrzebujemy prawdziwie pozytywnej, międzyludzkiej energii. Niegdyś na polskim pograniczu wschodnim ludzie dawali ją sobie choćby w formie „szczodrówek”. Czym są i jaka jest ich historia?

DG: To ciekawa sprawa – niegdyś podczas ich śpiewania chodziło się od domu do domu, by rozmawiać, śpiewać i składać dobre życzenia ich mieszkańcom, wspólnie się bawić, jeść i pić. W ten sposób poznawało się swoich sąsiadów, utrzymywało z nimi kontakt, bez względu na to, czy któregoś gospodarza się lubiło, czy nie. W każdym razie źle nie życzono nikomu. To wielka, pouczająca wartość „szczodrówek” lub – inaczej mówiąc – „kolęd życzących”.

 

Tymczasem mam wrażenie, że dziś, a już szczególnie w czasach pandemii – kiedy z maseczkami na ustach chowamy również wzrok – przestajemy siebie nawet dostrzegać.

Dlatego ta tradycja śpiewania najstarszych pieśni życzeniowych, jakie zachowały się na terenie Polski i Ukrainy, a pochodzących jeszcze z czasów przedchrześcijańskich, tak bardzo nas zainspirowała, że poczuliśmy potrzebę nagrania całej związanej z nimi płyty.

 

SG: Podejrzewam, że każda „szczodrówka” to osobna historia. Która szczególnie zapadła ci w pamięć?

DAGADANA (Dana Vynnytska), fot. Tomasz Pienicki

DG: Wszystko zaczęło się od jednej pieśni – „Szczedryj Weczir”, którą Dana [Vynnytska – przyp. red.] przyniosła na próbę, a która na Ukrainie do dziś jest bardzo popularna. Na naszych koncertach – nie tylko w Polsce – zrobiła prawdziwą furorę, dlatego postanowiliśmy pójść za ciosem. Wtedy rozpoczął się żmudny, choć i bardzo fascynujący proces poszukiwań innych tego rodzaju pieśni.

 

W tym miejscu warto powiedzieć o naszym utworze „Hola hola”, bezpośrednio inspirowanym pewną pieśnią z Wielkopolski, a dokładnie z Biskupizny.

Nauczyła mnie jej moja mistrzyni – Anna Chuda [jedna z najbardziej rozpoznawalnych aktywnych artystek ludowych mikroregionu Biskupizny – przyp. red.]. To swego rodzaju rozmowa między matką a córką – córka pragnie wyjść za mąż, a mama przestrzega ją, że mąż będzie ją bił i nie będzie szanować. Młodzieńcza naiwność kontra życiowa mądrość wynikająca z doświadczenia. To taka pieśń, że aż wyrywa serce. Z początku sądziłam, że wcale nie jest „szczodrówką”. Jednak podczas pracy nad książeczką dołączoną do naszej płyty natrafiłam na Bartosza Gałązkę, etnografa z drugiego końca Polski, który pomógł nam zdobyć nowe informacje na temat pieśni, które chcieliśmy zawrzeć na albumie.

 

Pewnego dnia powiedziałam mu, że będzie na nim pewne odstępstwo – że jedna z piosenek nie jest „szczodrówką”, ale tak mnie urzekła, że nie wyobrażam sobie, by mogło zabraknąć jej na tej płycie. Jakież było moje zdziwienie, kiedy powiedział mi, że to również jest pieśń życzeniowa!

Od razu powiedziałam o tym pani Ani, która zaczęła sobie przypominać, że i na naszej wielkopolskiej Biskupiźnie było coś takiego jak „szczodre gody” – „szczodry wieczór”, kiedy też chodziło się od domu do domu z dobrymi życzeniami dla mieszkańców. To wspomnienie udało jej się przywołać ze swych dziecięcych lat. Dlatego choć do każdej z pieśni, jakie znalazły się na „Tobie”, mam ogromny sentyment, to właśnie do „Hola hola” mam największy. Okazało się, że pieśni życzeniowe były domeną nie tylko Wschodu, ale były znane też w Wielkopolsce. A klip do utworu już powstaje…

 

DAGADANA (Bartosz Mikołaj Nazaruk) fot. Tomasz Pienicki

SG: Co będzie można na nim zobaczyć?

DG: Dyskusje o tym, jak ma wyglądać, wciąż trwają. Nie mogę jeszcze wszystkiego zdradzić, jednak wiele wskazuje na to, że uda nam się zrealizować go z dużym rozmachem i – rzecz jasna – na terenie Biskupizny. Zresztą to nie ma być tylko teledysk, ale cała kampania społeczna. Na tę chwilę mogę powiedzieć tylko tyle… (śmiech). Myślę, że premiera tego projektu odbędzie się niedługo po wakacjach.

SG: Wracając do „szczodrówek” i tematu życzliwości – Dagadana to projekt muzyczny na styku dwóch kultur, tj. polskiej i ukraińskiej. Zastanawiam się, czy potrafimy być dla siebie tak życzliwi, jak nasi wschodni sąsiedzi. Czasem odnoszę wrażenie, że w przeciwieństwie do nich, by być dla siebie dobrzy, zawsze potrzebujemy jakiejś „specjalnej okazji”. Tymczasem na co dzień…

DG: To jest w ogóle ciekawe, że na ulicy tłoczymy się w dwóch przeciwnych grupach, na niej ze sobą walczymy, wykrzykujemy różne niepochlebne hasła… Tymczasem, gdyby następnego dnia losowo wybrać pojedyncze osoby z obu stron barykady i posadzić przy jednym, suto zastawionym stole, to najpewniej okazałoby się, że jednak potrafimy się ze sobą porozumieć. Kiedyś dobrze pokazała to jedna z kampanii społecznych w Poznaniu, na potrzeby której przy jednym stole zasiedli starsi, młodsi, ludzie o różnych orientacjach, wyznaniach, poglądach.

 

Ten projekt pokazał, że porozumienie ponad podziałami naprawdę jest możliwe, lecz musimy usiąść ze sobą blisko, twarzą w twarz.

DAGADANA fot. Tomasz Pienicki

Na Ukrainie istnieje taki miły zwyczaj, że jak wychodzi się ze spotkania, to nie mówi się „do widzenia”, ale „dobrego dnia”. Postanowiłam go przejąć i już nie zliczę, ile razy te dwa proste wypowiedziane przeze mnie słowa zwróciły mi się z nawiązką – zwłaszcza w postaci uśmiechu, którego przecież dziś tak potrzebujemy. To niby banał, a jak wiele może nam dać… Może ktoś powie, że bujam w obłokach, że jestem niepoprawną idealistką, ale naprawdę wierzę, że taki „efekt motyla” może zdziałać prawdziwe cuda.

 

SG: Nie dotarłem do tegorocznych raportów, ale już w 2019 roku w Polsce żyło ponad milion dwieście tysięcy Ukrainek i Ukraińców, a w samej aglomeracji poznańskiej około stu tysięcy. Wtedy statystyki przygotowane przez polski Związek Ukraińców mówiły jasno – aż 41% wypowiedzi w polskim internecie dotyczących Ukraińców miało wydźwięk negatywny. Co może być tego powodem?

DG: Właśnie to, o czym rozmawialiśmy wcześniej – brak dialogu. I to dosłownie. Dlatego każdemu Ukraińcowi, który przyjeżdża na dłużej do naszego kraju mówię, by uczył się języka polskiego i znalazł sobie znajomych z Polski. Bez tego droga do „a oni to…, a oni tamto…” jest bardzo krótka. Najchętniej krytykujemy tych, których nie zdążyliśmy – lub nie chcieliśmy – poznać. Uważam, że każdy człowiek, który wyjeżdża ze swojego kraju, by szukać szczęścia w innym, powinien zdać „egzamin językowy”. To powinien być warunek możliwości utrzymania dłuższego pobytu. Z drugiej strony, myślę, że każdy miejscowy zawsze powinien pamiętać, że Polska od wieków była krajem wielokulturowym. Powinniśmy to doceniać i o to dbać.

 

SG: Czy można powiedzieć, że w tym kontekście Dagadana to zespół z misją?

DG: Jak najbardziej.

 

SG: Każde przesłanie zawsze największym echem niesie się „na żywo”, a wszystko wskazuje na to, że już niedługo sytuacja z koncertami w Polsce zacznie wracać do normy. Gdzie i kiedy będzie można was usłyszeć?

DG: Jeśli chodzi o Wielkopolskę, to na pewno zagramy w Poznaniu i jego okolicach. Konkretnych dat jeszcze nie podam, ale obiecuję, że będziemy krążyć! Cieszę się też, że pojedziemy na Ukrainę. Oczywiście tęsknimy też za dalszymi podróżami, do których zdążyliśmy się przyzwyczaić. Przed pandemią mieliśmy plan na trasę po Kanadzie, koncerty w Argentynie, RPA… Co z tego wyniknie, okaże się w najbliższym czasie. Jako chrześcijanka zawsze powtarzam sobie „bądź wola Twoja”. Siebie, swoje działania, oddaję Panu Bogu. I jestem strasznie ciekawa, jaki ma dla nas plan na najbliższy czas…

 

Dagadana – zespół łączący elementy polskiej i ukraińskiej kultury, od lat przyczyniający się do zacierania granic i budowaniu mostów w obu tych narodach. „Tobie” to piąty studyjny album zespołu, na którym słychać wielkie bogactwo stylistyczne, wynikające z wędrówek po różnych krajach oraz otwartości na łączenie muzycznych światów z szacunkiem dla swoich korzeni. Ludowe melodie, transowość i wielogłos korespondują z jazzowym groove’em, improwizacjami i taneczną elektroniką.