fot. Kamil Figas

Wsiedliśmy na armatnią kulę

Kto nie kojarzy takich riffów jak te ze „Smoke on the Water” Deep Purple czy „Highway to Hell” AC/DC? Tam jest zawarta energia, która przemawia do kolejnych pokoleń. Jestem przekonany, że znane dziś gwiazdy popu, a szczególnie ich piosenki, znikną szybciej niż lodowce Arktyki – mówi Paweł Malinowski, basista wielkopolskiego zespołu rockowego Cannonball.

Sebastian Gabryel: Choć wszyscy jesteście z Wielkopolski, to swoją wspólną muzyczną podróż zaczęliście w Bieszczadach. Gminna wieść niesie, że Cannonball powstał w wyniku wielkiego wybuchu i spotkania starca z krasnalem... (śmiech)

Paweł Malinowski: (śmiech) Nie możemy o wszystkim mówić oficjalnie, bo ocieramy się tu o zjawiska metafizyczne, ale jedno jest pewne – została nam zlecona wyjątkowa misja krzewienia wiedzy, świadomości i dobrych wibracji, a do realizacji tego otrzymaliśmy odpowiednie instrumenty…

 

SG: Zrobiliście z nimi całkiem dobry użytek. W ubiegłym roku, na zakończenie wakacji, wypuściliście debiutancką EP-kę „Friends With Benefits”. Korzystacie z Tindera? (śmiech)

PM: Chyba nie ma takiej potrzeby (śmiech). Popularne na portalach randkowych zjawisko o nazwie „friends with benefits”, to całkiem ciekawa i szczera opcja budowania relacji ludzkich, które – naszym zdaniem – w dzisiejszych czasach zabrnęły w kozi róg. Nie namawiamy do rozwiązłości, ale zwracamy uwagę na to, że nie ma nic złego w otwartym mówieniu o swoich potrzebach. Nie trzeba kupować całego browaru, jeżeli chcesz napić się piwa, ale ten temat chętnie rozwiniemy w serii oddzielnych felietonów na waszych łamach (śmiech). Jeżeli zaś chodzi o genezę wyrażenia „friends with benefits” w historii zespołu, to nasza kapela powstała na osiedlu Przyjaźni w Poznaniu, więc całkiem naturalne było nazwanie naszej miejscówki „friendzone” (strefa przyjaźni). Nazwa ta przerodziła się w określenie „friendzone with benefits”, i tak właśnie przez dłuższy czas nazywał się nasz zespół. Ale ostatecznie – dla większego rozpędu – wsiedliśmy na armatnią kulę, no i mamy Cannonball!

 

SG: Mówiąc już całkiem poważnie – po przesłuchaniu waszego materiału pomyślałem, że odnajdą się w nim zarówno starzy wyjadacze klasycznego rocka, jak i słuchacze nowocześniejszych, acz wciąż gitarowych brzmień. Skąd w was tak wyraźna potrzeba łączenia starej szkoły z nową alternatywą?

Cannonball, fot. Kamil Figas

Cannonball, fot. Kamil Figas

PM: Pomyśl o ponadczasowych numerach, które przetrwały dziesiątki lat i wciąż są słuchane przez kolejne pokolenia. Kto nie kojarzy takich riffów jak te ze „Smoke on the Water” Deep Purple czy „Highway to Hell” AC/DC, czy choćby z utworów naszego rodzimego Perfectu? Tam jest zawarta energia, która przemawia do kolejnych pokoleń. Jestem przekonany, że znane dziś gwiazdy popu, a szczególnie ich piosenki, znikną szybciej niż lodowce Arktyki. Należy szukać w szlachetnej odmianie muzyki, w której stylistyce zarazem dobrze się czujemy. Z drugiej strony, słuchamy naprawdę ogromnej ilości świeżej muzyki, wzajemnie się inspirujemy, podsuwamy sobie nowe kapele, jeździmy na koncerty. Stąd właśnie nasza próba łączenia starych, a raczej klasycznych brzmień, z nowym podejściem.

 

SG: Teksty waszych najnowszych, jeszcze niewydanych kawałków powstały w języku polskim. Skąd decyzja o zmianie języka z koniunkturalnego angielskiego na ojczysty?

PM: Nie rezygnujemy z języka angielskiego, ten język nadal postrzegamy jako najbardziej dźwięczny w rock’n’rollu. Jest jednak coś wyjątkowego w polskich tekstach, które z pewnością lepiej trafiają do słuchaczy na naszym rynku. A że chcemy zdobywać nowych słuchaczy… Już wkrótce wydamy EP-kę z polskimi numerami i myślę, że narobimy nią trochę zamieszania.

 

SG: No właśnie, na razie nowych piosenek możemy posłuchać na koncertach. Kiedy dokładnie zdecydujecie się je wydać?

PM: Do studia wchodzimy w marcu. Mamy nadzieję, że EP-ka pojawi się na rynku na przełomie lipca i sierpnia.

Cannonball, fot. Kamil Figas

Cannonball, fot. Kamil Figas

 

SG: Jako swoje fascynacje wymieniacie takich gigantów rocka jak Queen, Led Zeppelin, Deep Purple czy najmłodszych w tym zestawie Queens of the Stone Age. Jednak wasza muzyka zawiera też pewien pierwiastek popowy. Skąd się wziął?

PM: Jesteśmy fanami dobrej melodii i rytmu. W tym kontekście nie robimy rozróżnień na pop, rock czy metal. Muzyka musi mieć wyjątkowy puls i wyróżniające się melodie, w przeciwnym wypadku nie zadziała. Jeżeli posłuchasz tych wszystkich wykonawców, których wymieniłeś, w ich muzyce znajdziesz właśnie to, o czym mówimy. Król popu Michael Jackson uważał, że piosenka powstaje na bazie dobrego rytmu, pulsu. Zdecydowanie się z nim zgadzamy i kierujemy podobnymi przesłankami, komponując numery. Każdy nasz kawałek musi najpierw dobrze zabrzmieć akustycznie, jako wyjątkowe połączenie melodii i podkładu. Później budujemy wokół tego riffy i aranżacje.

 

SG: Skoro już o gigantach mowa – rozmawiamy w momencie, kiedy Ozzy Osbourne wreszcie wydaje nową płytę, a jednocześnie wciąż pojawiają się nowe informacje o jego pogarszającym się stanie zdrowia. Jak duży wpływ miała jego muzyka na waszą muzyczną tożsamość?

PM: Oczywiście uwielbiamy go i szanujemy. Ozzy to kawał historii muzycznej, jego wkład jest niesamowity. To również człowiek, który nie tylko gra rock’n’rolla – on jest rock’n’rollem, podobnie jak Lemmy Kilmister z Motörhead, Jim Morrison i wielu innych. Słuchacz rocka jest bardzo wytrawnym odbiorcą, świadomym – nie kupi kogoś, kto udaje, nie jest autentyczny. Ozzy ma też jeszcze jedną zaletę – zawsze otaczał się najlepszymi gitarzystami, takimi jak Zakk Wylde czy nieodżałowany Randy Rhoads.

 

Cannonball, fot. Kamil Figas

Cannonball, fot. Kamil Figas

SG: Muszę przyznać, że lista wykonawców, z którymi dotychczas współpracowaliście zapiera dech w piersiach. Nie dość, że widnieje na niej choćby „oscarowy” Jan A.P. Kaczmarek i Grzegorz Kupczyk z kultowego Turbo, to jeszcze Megadeth, będący przecież jednym z filarów całego thrash metalu! Jak do tego doszło?

PM: Nie mamy już piętnastu lat, przynajmniej fizycznie (śmiech). Fakt, na przestrzeni wielu lat udało nam się współpracować z ogromną ilością znanych muzyków, a zespół Cannonball jest też naszą opowieścią nawiązującą do tych doświadczeń. Chcemy w końcu opowiedzieć, co nam leży w serduchach i innych częściach ciała. I mamy cichą nadzieję, że energia, jaką wytwarzamy będzie natchnieniem dla kolejnych muzyków.

 

SG: Jesteście krótko po występie na żywo w Antyradiu. Jak będziecie wspominać ten koncert? I jak poradził sobie wasz „garowy” z obiecaną solówką? (śmiech)

PM: Należy zadać pytanie, jak świat poradził sobie z solówką naszego Szpalika [Piotra Szpalika – przyp. red.] (śmiech). Perkusista, który gra solo na dwóch instrumentach i do tego jeszcze śpiewa? Myślę, że czegoś takiego jeszcze nie było w historii Antyradia, a może i historii naszej planety. Zdecydowanie warto obejrzeć to nagranie. To było świetne spotkanie, nie tylko muzyczne. Cieszymy się, że Makak, będący niejako twarzą Antyradia, sam poprosił nas o zagranie na żywo. To jest coś nobilitującego, nie ukrywamy, że jesteśmy dumni.

 

SG: Gdzie będzie można posłuchać was w najbliższej przyszłości? O ile dobrze wiem, to w połowie marca zawitacie do Klubu u Bazyla.

PM: W niedzielę 23 lutego gramy w klubie Pod Minogą jako support polskiego bandu Bodzis, a 15 marca po raz kolejny wystąpimy w Klubie u Bazyla, tym razem z House of Death, nowym zespołem Titusa z Acid Drinkers. Cieszymy się, że zespoły z taką renomą zauważają nas i zapraszają do wspólnego grania. Oczywiście pojawiają się już kolejne terminy, festiwale, przeglądy. Z pewnością zjawimy się w tym roku jeszcze w kilku miejscach w Polsce!

 

 

Cannonball – wielkopolski zespół rockowy tworzony przez Zbyszka Tuchołkę (wokal), Piotra Skraburskiego (organy Hammonda), Michała Bobrowskiego (gitara), Pawła Malinowskiego (bas) i Piotra Szpalika (perkusja). Jak podkreślają muzycy, ich Cannonball jest jak kula armatnia, „zapakowana w nowoczesne brzmienie energia i ciężar tego, co najpiękniejsze w muzyce rockowej”. Kapela rozpoczęła działalność w 2018 roku, tworząc koncertowy repertuar, z którego cztery utwory zostały później zarejestrowane na ubiegłorocznej EP-ce „Friends with Benefits”. Teraz zespół przygotowuje debiutancki album. Poszczególni członkowie Cannonball mają na koncie współpracę z takimi wykonawcami i zespołami jak Megadeth, Jan A.P. Kaczmarek, Grzegorz Kupczyk, Grzegorz Hyży, Dawid Kwiatkowski, Erijef Massiv, Rust, Like The Stones, Dr Blues & Soul ReVision, Disquiet, The Moodswinger, Dziwy, Maja Koman czy Sabo.