fot. Mariusz Forecki

Wspólnie wypracowywać rozwiązania

"Apel spotkał się z bardzo pozytywnymi reakcjami. To bardzo ważne, że nikt nie odebrał go w kategoriach roszczeniowej postawy artystów w czasie pandemii." - mówi Ewa Kaczmarek, jedna z sygnatariuszek Apelu Wielkopolskich Artystek i Artystów do lokalnych władz miejskich i wojewódzkich oraz do instytucji kultury.

Departament Kultury: Jesteście Państwo autorkami/autorami apelu, który podpisało wielu wielkopolskich artystów. Jakie były jego najważniejsze postulaty?

Ewa Kaczmarek: Postulatów było kilka. Każdy z nich skupiał uwagę na sytuacji twórczyń/twórców niezależnych, nieetatowych, których pandemia całkowicie pozbawiła środków do życia.

 

Odwołane projekty, wydarzenia, wstrzymane produkcje, brak zaplecza socjalnego, w tym często ubezpieczenia zdrowotnego, czynił ich sytuację niezwykle dramatyczną.

Stąd pomysł, by szukać dla nich wsparcia finansowego, ale też systemowego. Postulowaliśmy, by jak najszybciej zmienić formułę stypendiów na bardziej otwartą, pozbawioną kryteriów wiekowych, rekomendacji, umożliwiającą nie tylko realizację konkretnego projektu, ale też rozwój. Zwracaliśmy uwagę, że przy wypracowywaniu rozwiązań kryzysowych konieczna jest szeroka reprezentacja środowisk twórczych, uwzględniająca również głos freelancerów. Poza tym apelowaliśmy o solidarność na poziomie lokalnym i współpracę samorządową na poziomie miasta, sejmiku, województwa, a także o to, by nie szukać na czas kryzysu oszczędności w kulturze.

Ula Kijak: Chodziło nam o to, aby na obecny kryzys, który uwypuklił wiele problemów systemowych, spojrzeć z wielu różnych perspektyw oraz żeby zjednoczyć siły i uruchomić solidarność lokalną, wspólnotową.

 

Tak jak Ewa powiedziała – pewne rozwiązania pomocowe zostały przez nas zaproponowane, ale zależało nam też, żeby wspólnie z samorządem, urzędami, instytucjami i organizacjami pozarządowymi poszukać narzędzi do radzenia sobie z kryzysem.

Ważne również było zwrócenie uwagi na to, że dla nas ten kryzys będzie trwał bardzo długo i w tym kontekście trzeba o problemach i potrzebach ludzkich rozmawiać co najmniej w perspektywie półtorarocznej. Pojawiło się również wezwanie skierowane do administracji publicznej o pomoc w kontaktach pomiędzy instytucjami a indywidualnymi, nieetatowymi pracownicami i pracownikami kultury, a także o wsparcie, propagowanie lub nawet jakąś formę finansowego premiowania zatrudniania osób z Wielkopolski.

 

Departament Kultury: Czy sygnatariuszki / sygnatariusze apelu reprezentowali całą Wielkopolskę, czy głównie Poznań?

Przemek Prasnowski: Od początku zależało nam, żeby nie tylko osoby związane z Poznaniem podpisywały się pod naszym apelem.

 

Nazwa, pod którą działamy, czyli Wielkopolskie Forum Kultury, jest już sama w sobie otwarciem na osoby z regionu.

Myślimy o tym tak: żeby w tym trudnym czasie pandemii przede wszystkim wspierać tych, którzy działają w granicach Wielkopolski. Jest to też szansa przyjrzenia się temu, co się dzieje w mniejszych ośrodkach i nawiązania kontaktów, które być może zaowocują wartościowymi pomysłami. Dlatego tak dużą wagę przykładamy do sieciowania i wypracowania platformy informacyjnej, która będzie ułatwiała nawiązywanie współpracy. Ta baza danych powinna obejmować osoby z całej Wielkopolski.

Ula Kijak: Jednym z naszych postulatów było też właśnie zmapowanie osób tworzących kulturę i sztukę w Wielkopolsce. Ciężko nam ocenić, ile osób podpisujących apel zamieszkuje w Poznaniu, a ile poza nim, bo wielu sygnatariuszek/sygnatariuszy nie znamy. Mamy nadzieję, że takie inicjatywy jak program „Kultura w drodze” wspomogą nawiązywanie kontaktów i sieciowanie.

Ewa Kaczmarek: Naszym celem jest integracja twórców w regionie, wielokrotnie to podkreślaliśmy. Po sformułowaniu apelu rozsyłaliśmy go do znajomych artystów, edukatorów, ludzi zajmujących się kulturą. Oni podawali to dalej.

 

Wyszliśmy z Poznania, ale apel zataczał coraz szersze kręgi.

Kilka dni po opublikowaniu apelu zgłosiła się do nas grupa z Bydgoszczy, która też mobilizowała swój region i chciała porównać doświadczenia. Wkrótce zrozumieliśmy, że takich oddolnych ruchów w Polsce jest więcej. Każdy z nich bazuje na potencjale wspólnoty lokalnych artystów.

 

Departament Kultury: W jaki sposób administracja publiczna zareagowała na apel?

Ewa Kaczmarek: Apel spotkał się z bardzo pozytywnymi reakcjami. To bardzo ważne, że nikt nie odebrał go w kategoriach roszczeniowej postawy artystów w czasie pandemii. Sytuacja, która dotknęła kulturę była krytyczna. Jako pierwsza zamrożona, odmrożona jako ostatnia i to w bardzo surowym reżimie sanitarnym.

 

Władze samorządowe każdego szczebla deklarowały chęć pomocy i dialogu, nie bagatelizowały naszych postulatów. W odpowiedzi na apel pojawiły się konkursy skierowane do twórców niezależnych.

Siedliśmy do wspólnych rozmów z urzędnikami, dyrektorkami i dyrektorami miejskich instytucji, przedstawicielami organizacji pozarządowych, radnymi.

Ula Kijak: Reakcja nastąpiła dosyć szybko. Część z naszych postulatów już w pewnym sensie udało się zrealizować, bo pierwszym z nich było wezwanie do nawiązania rozmów pomiędzy Wydziałem Kultury Urzędu Miasta Poznania i Komisją Kultury Rady Miasta, Departamentem Kultury Urzędu Marszałkowskiego i Komisją Kultury Sejmiku Województwa Wielkopolskiego a indywidualnymi osobami tworzącymi kulturę i sztukę w naszym regionie, ale też w powiązaniu z instytucjami i organizacjami pozarządowymi.

 

I to się faktycznie udało. Widać było spore otwarcie na rozmowy i duże zrozumienie.

Zobaczymy, co będzie dalej, bo (jak mówiłam na początku) ten kryzys będzie trwał długo. Dążymy więc do myślenia w długiej perspektywie.

Przemek Prasnowski: Rzeczywiście, jesteśmy mile zaskoczeni reakcją administracji publicznej. To bardzo ważne,szczególnie dla tych ludzi kultury, którzy nie mają stałych etatów, że mogą liczyć na wsparcie instytucji. Myślę, że to może przyczynić się do zbudowania bardziej wspólnotowych relacji na tej linii.

 

Departament Kultury: Kto Państwa zdaniem powinien uzyskać w pierwszej kolejności pomoc w ramach programów przygotowanych przez urzędy?

Ula Kijak: Znajdujemy się w sytuacji, w której zgodnie z prawem na poziomie lokalnym właściwie niemożliwe jest wypłacanie jakiegokolwiek socjalnego wsparcia osobom zajmującym się kulturą i sztuką. Wszelkiego rodzaju zapomogi leżą wyłącznie w gestii władzy centralnej, a ona tego narzędzia w tej chwili nie uruchamia na skalę, która umożliwiłaby przetrwanie ogromnej liczby pracownic i pracowników kultury. Jednak nawet jeśli odgórnie to kryterium nie funkcjonuje, my możemy solidarnie pamiętać o tym, że jeżeli mamy w miarę stabilną sytuację finansową, to być może warto zrobić miejsce tym, którzy są pozbawieni środków do życia.

Ewa Kaczmarek: Jeśli mowa o „Kulturze w drodze”, to w najbliższym czasie czeka nas wszystkich krok w stronę mobilności.

 

Musimy wyjść w poszukiwaniu partnerów i odbiorców poza strefę komfortu, jaką dawało nasze miejsce zamieszkania, ale nie na drugi koniec świata. Odświeżyć myślenie. Wyzyskać potencjał relacji, które są w sąsiedztwie i które właśnie z racji bliskości i dostępności można rozwijać przy stosunkowo niewielkim nakładzie środków.

Zachęcałabym, by w ramach tego programu myśleć kolektywnie. Jednoczyć siły. To też rodzaj środowiskowej solidarności, gdy pisze się projekt dla grupy, a nie solowy.

Przemek Prasnowski: Musimy zmienić myślenie! W tej chwili nie chodzi wyłącznie o zaspokojenie naszych ambicji artystycznych. Dlatego tak ważne jest zachowanie należytych proporcji w ubieganiu się o pomoc i rozsądne jej udzielanie. Może brzmi to utopijnie, ale wsparcie powinno być sprawiedliwe. Bo przecież walczymy o przetrwanie całej kultury rozumianej jako wspólnota wszystkich zaangażowanych w nią ludzi!