fot. Mariusz Forecki: pulter we wsi Siedlec

Pulteram – żywa tradycja w Wielkopolsce

Kiedyś pulteram był zwyczajem weselnym przynależnym do szeroko pojmowanej kultury ludowej. Polegał na biciu szkła, hałasowaniu i psotach. W XXI wieku zwyczaj zmienił radykalnie swoją treść i formę, stając się minifestynem, grillem, biesiadą i spotkaniem rodzinno-sąsiedzkim lub „przedweselem”.

Kiedyś pulteram był zwyczajem weselnym przynależnym do szeroko pojmowanej kultury ludowej. Polegał na biciu szkła (garnków, butelek, później sedesów, umywalek), hałasowaniu (dźwięk bicia, ale i kocia muzyka, tłuczenie w metalowe garnki, krzyki), psotach (wyrzucaniu kamieni, drzew, złomu i śmieci pod bramę, zatykaniu komina, brudzeniu, czyli wylewaniu obornika, brudzeniu elewacji domu, rozbieraniu płotu).

Zwykle odbywało się to na dzień przed weselem, w piątek wieczorem, najczęściej pod domem panny młodej (przed płotem, na progu domu, w sieni). Robili to młodzi chłopcy (zdarzali się dawni amanci), dzieci, sąsiedzi, krewni.

 

Panna młoda (a czasem i pan młody) musiała sprzątnąć szkło, a pan młody poczęstować pultrujących wódką. Rodzice lub panna młoda częstowali także plackiem drożdżowym, a w późniejszych latach kiełbasą.

To żywe zjawisko kultury nosiło wiele nazw. U nas w Wielkopolsce oprócz pulteramu  funkcjonowały: pulter, polter, polterabend, polterka, stłuczki, butelki, bicie, trzaskanie, chodzenie na butelki czy tłuczenie flachy. Na Śląsku Opolskim dość popularne było i jest chodzenie na skorupy.

PULTERAM DZIŚ

W XXI wieku zwyczaj zmienił radykalnie swoją treść i formę, stając się minifestynem, grillem, biesiadą i spotkaniem rodzinno-sąsiedzkim lub „przedweselem”. W sobotę wieczorem (na tydzień przed weselem – bo tak jest wygodniej) od 19.00 powoli schodzą się sąsiedzi, rodzina, koledzy. Najwięcej jest osób niezaproszonych na wesele, ale zaproszonych, trochę zamiast tego, na pulteram. Na początku biją butelki (po winie, piwie, ale i sokach) w specjalnej skrzyni lub beczce, a następnie składają życzenia młodej parze, wręczając kwiaty i małe prezenty. Potem są częstowani wódką, drinkiem itp.

 

Po tym rytuale przechodzą do strefy gastronomicznej z grillem, piwem, sałatkami, ciastem, kawą itp. Jej organizatorem jest czasami wynajęta firma cateringowa, czasami rodzice lub znajomi. Tam wybierają sobie leżące na stole potrawy i nakładają je na plastikowe talerze. Mogą tutaj też dostać piwo, sok, kawę. Zaopatrzeni w wikt przechodzą do strefy konsumpcyjnej z ławkami i stołami. Są to klasyczne, składane meble ogrodowe lub festynowe, które każdy z nas zna. To wszystko mieści się pod namiotami (z logami browarów). Gdzieś z boku stoi „toitoika”.

Całość przypomina festyn lub dużego grilla. W trakcie pulteramu ma miejsce „niespodzianka”, która jest specjalnym wydarzeniem: może to być przyjazd zabytkowego wozu strażackiego, występ orkiestry dętej czy wujka z harmoszką. Pod wieczór zaczyna się dyskoteka prowadzona zwykle przez wynajętego didżeja. Muzyka jest mieszana: od przebojów disco polo, poprzez pop, klasykę rocka do tzw. muzyki biesiadnej. Zabawa trwa do rana.

 

Pierwotnie bicie szkła miało charakter magiczny, odstraszający szeroko definiowane zło. Dzisiaj najważniejsze jest spotkanie lokalnej społeczności, która dzięki temu buduje i umacnia więzy ją łączące.

Zwyczaj jest praktykowany w całym pasie dawnej „pruskiej” Polski: na Kaszubach,  Warmii, Pomorzu Wschodnim, Kujawach, w Wielkopolsce (łącznie z Pałukami) i na Śląsku Opolskim i Górnym. W Wielkopolsce im dalej na zachód, tym zwyczaj obchodzi się huczniej. Chyba najbardziej w okolicach Zbąszynia i Wolsztyna, czyli w regionie Kozła.

PULTERAM OKIEM ETNOGRAFÓW

Latem 2017 roku, dzięki dotacji Ministerstwa Kultury (program „Kultura ludowa i tradycyjna”), grupa etnografów z Poznania i Wolsztyna przeprowadziła badania pulteramu w czterech miejscowościach: Siedlcu (gmina Siedlec), Chomętowie (gmina Szubin – Pałuki), Rakoniewicach (miasteczko koło Wolsztyna) i Piłce (koło Krzyża). Badacze rozmawiali z uczestnikami pulteramów, nagrywali filmy oraz fotografowali.

Ekipa badawcza składała się z prof. Waldemara Kuligowskiego oraz prof. Anny Weroniki Brzezińskiej (etnologia UAM), dr. Arkadiusza Jełowickiego (Muzeum Narodowe Rolnictwa w Szreniawie), Mariusza Przybyły (Skansen Budownictwa Ludowego Zachodniej Wielkopolski w Wolsztynie) oraz uznanych poznańskich fotografów: Mariusza Foreckiego i Adriana Wykroty. Inne osoby przejrzały źródła niemieckie i polskie, które dostarczyły informacji o historii zwyczaju.

Dzięki zdobytej wiedzy późną jesienią 2017 roku powstała i została wydana książka poświęcona temu zjawisku: „Pulteram – żywa tradycja w Wielkopolsce” pod redakcją Arkadiusza Jełowickiego. Zawarto w niej przede wszystkim bogate opisy odwiedzonych pulteramów, ale także odkrytą przeszłość i, oczywiście, obfity materiał fotograficzny. Niestety, cały nakład został już wyprzedany. Całkiem niedawno jednak Muzeum w Szreniawie postanowiło udostępnić książkę za darmo w internecie. Książka w wersji pdf dostępna jest na stronie Muzeum.

ARKADIUSZ JEŁOWICKI – doktor etnologii, absolwent podyplomowych studiów muzealniczych na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, kustosz w Muzeum Narodowym Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie, członek Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego. Badacz terenowy, badacz dziedzictwa kulturowego wsi polskiej oraz kolekcji etnograficznych w Polsce. Komisarz wielu wystaw muzealnych poświęconych folklorowi Polski i Ukrainy. Autor dokumentacji historyczno-architektonicznych dotyczących wsi wielkopolskich, kujawskich, pomorskich i mazurskich.

CZYTAJ TAKŻE: Muradyny, żandary, siwki… – zwyczaje (nie)znane

CZYTAJ TAKŻE: „Budujemy nowy dom? Szamotuły w czasach PRL-u”

CZYTAJ TAKŻE: Rodzinny Festiwal Literacki w Objezierzu