fot. Grzegorz Dembiński, na zdjęciu Robert Gamble

Amerykanin w Poznaniu

Kto dziś nie wie, kim jest Harry Potter, czarodziej z Hogwartu? Zapewne mało by się znalazło takich osób, nawet jeśli ominął je bezpośredni udział w tym światowym fenomenie. A był to fenomen w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Na kolejne tomy przygód młodego adepta magii i jego przyjaciół czekały niezliczone rzesze wielbicieli – kolejki ustawiające się przed księgarniami w noce poprzedzające premierę książek, pełne rozemocjonowanych przebierańców, prowadzone z zapamiętaniem dyskusje dotyczące detali opowieści, ich adaptacji filmowych, przecieków dotyczących kontynuacji sagi.

 

Bohaterowie dorastali wraz ze swoimi czytelnikami i przyciągali wciąż nowych. Zmieniali się oni i problemy, z którymi przyszło im się mierzyć. W światowej literaturze i popkulturze przełomu wieków było to zjawisko z niczym nieporównywalne.

Nawet jeśli z racji niezrozumienia zjawiska, bądź fałszywej jego interpretacji, próbowano zakazać ich rozpowszechniania, obkładano je anatemą,  nawet jeśli jeszcze dzisiaj są tacy, którzy je palą, wraz z innymi uznawanymi za niebezpieczne – książki J.K. Rowling stały się już klasyką. Nic tego nie zmieni.

Robert Gamble

 

Robert Gamble, fot. Grzegorz Dembiński

Robert Gamble, fot. Grzegorz Dembiński

Nie wszyscy polscy czytelnicy i widzowie przygód Harry’ego Pottera wiedzą jednak, że możliwość spotkania z nim i jego światem zawdzięczają Robertowi Gamble’owi.

 

To on uwierzył w tę opowieść, która dopiero zyskiwała sławę i poprzez założone przez siebie wydawnictwo Media Rodzina zaproponował ją polskim młodym czytelnikom.

Zawsze można powiedzieć, że prędzej czy później Harry Potter zawitałby nad Wisłę (i Wartę) – takie są prawa rynku. Nie umniejsza to w niczym intuicji i odwagi Roberta Gamble’a – w gąszczu pojawiających się licznie powieści, jako pierwszy wypatrzył tę, która miała stać się jednym z najchętniej kupowanych tytułów na świecie.

 

Warto przy tym uzmysłowić sobie, że Białorusini, Kazachowie czy Hawajczycy dopiero niedawno doczekali się rodzimych tłumaczeń.

Założenie wydawnictwa Media Rodzina i wprowadzenie na polski rynek cyklu Potterowskiego nie jest jedyną (i być może nie najważniejszą) zasługą Roberta Gamble’a. Zasługi trudno mierzyć, może się nawet nie powinno. Wystarczy odnotować zaangażowanie pastora Gamble’a w różne przedsięwzięcia, to przemówi samo za siebie.

AA, wydawnictwo, radio

 

Robert Gamble, fot. Kamil Kiewel

Robert Gamble, fot. Kamil Kiewel

W latach osiemdziesiątych Gamble zaproponował i wspierał w Polsce ideę ruchu Anonimowych Alkoholików. W kraju, w którym alkohol był ucieczką przed świadomością własnej niemocy wobec dominującego państwa i jednocześnie instrumentem sprawowania władzy, poprzez uczynienie obywateli bezwolnymi, problem alkoholizmu był lekceważony. Nie oficjalnie, ale praktycznie.

 

Robert Gamble pomagał przenosić na grunt polski aktywność, której podstawowym hasłem było i jest: odzyskaj władzę nad swoim życiem, odzyskaj trzeźwość spojrzenia – wtedy będziesz mógł coś zmienić.

Na początku lat dziewięćdziesiątych, oprócz stworzenia wydawnictwa Media Rodzina, w którym jako pierwszą wydał książkę „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły”, zainicjował też działalność pierwszego tego rodzaju w Polsce Radia Obywatelskiego.

 

Obydwie te rzeczy nabierają znaczenia z perspektywy czasu.

Wejście przez Polaków z impetem w zupełnie nową rzeczywistość, diametralnie odmienną od wcześniejszego, siermiężnego PRL-u, często było zmaganiem się z nieznanymi dotąd problemami, próbami znajdowania na oślep drogi w świecie, do którego nie posiadało się klucza.

Harry Potter i kamień filozoficzny, wydawnictwo Media Rodzina, fot. Olga Urban

Harry Potter i kamień filozoficzny, wydawnictwo Media Rodzina, fot. Olga Urban

Nie była to tylko transformacja gospodarcza. Przemiana dotyczyła każdej sfery życia. Trzeba było nauczyć się żyć w warunkach wolności, która spadła na nieprzygotowanych na nią ludzi. Wcześniejszy system oferował niewielkie nisze, w których można było wolność praktykować, nie dał jednak społeczeństwu jako całości narzędzi do radzenia sobie z nią.

 

Trudno było się tego nauczyć.

Przestrzeń polityki: wolne wybory, wolność zrzeszania się i wyrażania własnych poglądów, to jedno. Obywatelskość, poczucie sprawczości i spontaniczne zaangażowanie, to rzecz zupełnie inna.

Niewielka książeczka dla rodziców to otwarcie drogi do wychowania dziecka w poczuciu własnej podmiotowości, sprawczości, przysługującej mu wolności. Patriarchalny model wychowania nie najlepiej się do tego nadaje, choć doskonale sprawdzał się wcześniej. Poszukiwanie najlepszego modelu jest zapewne gonieniem za ułudą; próby zmiany, by praktyka rodzicielska jak najlepiej wyposażała dzieci w istotne umiejętności – zmienne w czasie – to oczywistość.

 

Robert Gamble z zapałem, być może nawet z pewną naiwnością, zaproponował polskim matkom i ojcom lekcję słuchania i mówienia.

Choć w praktyce różnie bywa, deklaratywnie to już dzisiaj banał. Kiedyś był to jednak istotny krok w stronę zmiany niefunkcjonalnego względem potrzeb modelu.

Robert Gamble, fot. Tomasz Ozdoba

Robert Gamble, fot. Tomasz Ozdoba

Radio Obywatelskie uczyło zaś poznaniaków zabierać głos. W zasadzie należałoby powiedzieć, że pozwoliło im uzyskać wiarę w ważność własnego głosu, własnej opinii. W systemie monopolu partyjnego obywatel miał słuchać, nie mądrzyć się. Po skoku w świat wolności, trzeba było nabywać umiejętności zabierania głosu w ważnych dla siebie sprawach. 

 

Robert Gamble przyjechał z kraju, w którym wolność jest pierwszą wartością. Różnie można oceniać użytek z niej czyniony, ale to jest nieusuwalna kontrowersja związana z praktykowaniem wolności.

W Polsce na początku jej drogi do nowej rzeczywistości i sukcesu tego przedsięwzięcia (którego jeszcze chyba nie osiągnęliśmy) tego rodzaju inicjatywy miały niewymierną wartość. Mimo ograniczonego zasięgu ich znaczenie było fundamentalne. To przecież tego rodzaju lokalne, drobne w skali ogólnej działania są przełożeniem na praktykę wzniosłych deklaracji. Nie sam Robert Gamble zmienił Polskę, ale ma w tym swój niemały udział.

Wigilia pod Rondem

Polska początków transformacji to także kraj, w którym po raz pierwszy w niezamaskowany oficjalną propagandą sposób, ujawnia się problem nierówności społecznych i biedy. W państwie aspirującym, wybijającym się na niepodległość i odrabiającym zapóźnienia gospodarcze bieda była grzechem wynikającym z własnej nieporadności, lenistwa, głupoty.

 

Robert Gamble dostrzega w bezdomnych i w biednych - ludzi.

 

Nie docieka, co ich przywiodło do tego stanu – czy własne wybory, czy to efekt uboczny zmian strukturalnych. Są po prostu ludźmi i trzeba w nich zobaczyć człowieczeństwo. Nie przestrogę przed tym, co może się z tobą stać, jeśli nie dość dobrze będziesz pracował, nie dość starał, ale ludzką – często okrutną i niezrozumiałą – historię.

 

Zainspirowany jednym z tomów „Jeżycjady” Małgorzaty Musierowicz, organizuje w 1992 roku wigilię pod rondem Kaponiera dla tych właśnie odrzuconych.

Po wielokroć gromadziła ta wigilia bezdomnych, biednych, samotnych i tych wszystkich, którzy chcieli dostrzec w nich swoich bliźnich.


Choć te zasługi Roberta Gamble’a mają mniejszą rozpoznawalność i mniejszy zasięg, niż zaproszenie do nas Harry'ego Pottera, w nie mniejszym stopniu warte są pamiętania. Docenione zostały niejednokrotnie odznaczeniami i honorowymi tytułami, ale chyba dla samego zainteresowanego był to uboczny efekt starań podejmowanych dla ich wartości ludzkiej i obywatelskiej.

Jak można przeczytać we wspomnieniu o Robercie Gamble’u na stronie wydawnictwa Media Rodzina, z niecierpliwością oczekiwał i miał nadzieję doczekać wyników wyborów prezydenckich w USA. Do końca z troską i optymizmem patrzył na człowieka i jego decyzje – że prowadzą ku lepszemu światu, nawet jeśli ścieżki prowadzą przez bezdroża.

 

Zdążył usłyszeć, że wygrał Joe Biden.