fot. Mariusz Forecki

Bierzcie z tego wszyscy

Na zakupy zaczynamy chodzić z materiałowymi torbami, nie pijemy przez słomki, nosimy własne butelki z wodą, aby ograniczyć zużycie plastiku. Idea zero waste staje się silnym trendem.

Chcemy przedłużać życie przedmiotów, a przez to ograniczyć konsumpcjonizm; uczymy się naprawiać rzeczy, a nie wyrzucać, tylko po to, aby zamienić na nowszy model. I nie kupujemy w sieciówkach, tylko wymieniamy się ubraniami, a nawet — dostajemy je za darmo. Brzmi jak hipsterska mrzonka? Nic bardziej mylnego.

CZY MNIE W OGÓLE WYPADA?

W Poznaniu rok temu powstała Po-Dzielnia, freeshop (sklep, w którym wszystko jest za darmo), a jednocześnie centrum edukacyjno-kulturalne. Pomysł wyrósł z wówczas 2,5-letniego doświadczenia grupy przyjaciół związanych z Giveboxami – miejscami w przestrzeni publicznej miasta, w których można dzielić się z innymi tym, czego już nie potrzebujemy, jednocześnie biorąc dla siebie to, czego nam brak. Jednak Giveboxy nie do końca się sprawdziły.

 

„W którymś momencie uświadomiliśmy sobie, że ich idea to trochę za mało. Ludzie traktowali Giveboxy jako miejsca pozbycia się rzeczy, a że znajdowały się one na świeżym powietrzu, były narażone na opady atmosferyczne. Nie mogliśmy też kontrolować, kto, co i ile oddaje” — opowiada Kalina Olejniczak, jedna z pomysłodawczyń i opiekunek Po-Dzielni.

 

Wykształciła się też grupa osób, która wieczorową porą przywoziła kartony wypełnione rzeczami, by zaraz potem popędzić na zakupy. Wtedy Kalina i pozostali aktywiści z Givebox Poznań uznali, że jeżeli ich celem jest przede wszystkim nauczanie innych brania i korzystania z rzeczy z drugiego obiegu, to większy nacisk należy położyć na edukację i stworzyć takie warunki, które będą zachęcać do nauki. Tak narodził się pomysł Giveboxu pod dachem.

 

Moja rozmówczyni wspomina, że na pierwszy freeshop natknęła się w Madrycie, w starej fabryce tytoniu, którą przekształcono w centrum kultury niezależnej.

 

„Wyszłam wtedy z pozycji wstydu. We własnej głowie musiałam zmierzyć się z myślami typu:  «przecież muszę coś zostawić»,  «nie wypada mi brać dwóch rzeczy»,  «przecież to dla biednych», mimo że dziewczyna, która opiekowała się tym freeshopem powiedziała, abym brała jak najwięcej” – kontynuuje Kalina. – Później zaczęłam się zastanawiać, dlaczego uważam, że to nie dla mnie. Dlaczego się wstydzę? Przerobiłam to na sobie”.

 

Wówczas, podczas Festiwalu Malta, jedna z artystek zaproponowała podobne działanie – rzeczy z poznańskich kontenerów prała i rozdawała. Kalina Olejniczak obserwowała reakcje podobne do jej własnych, z pamiętnego wypadu do Madrytu. Strach przed obniżeniem poczucia własnej wartości był silnie obecny, a przez to edukacja i potrzeba stworzenia lokalnego freeshopu coraz bardziej paląca.

Podzielnia, Kalina Olejniczak

Kalina Olejniczak, Po-Dzielnia, fot. Mariusz Forecki

EDUKACJA NA PIERWSZYM MIEJSCU

„Uznaliśmy, że robimy Po-Dzielnię, ale z mocnym akcentem na edukację zero waste. Chcieliśmy uczyć szacunku do przedmiotu, bo przecież został on gdzieś kiedyś wyprodukowany, z konkretnych surowców, konkretnymi rękoma i stoi za nim jakaś myśl człowieka. To nie jest coś, co powinno być jednorazowe, coś, co szybko trafia na śmietnik i zanieczyszcza naszą planetę” – opowiada Kalina.

 

Początkowo aktywiści zwrócili się z pomysłem do Urzędu Miasta, który, mimo ciepłego przyjęcia, nie wiedział, do czego tę ideę podpiąć. Na szczęście po drodze ogłoszono konkurs Otwartej Strefy Kultury – Łazarz. Wniosek przeszedł. Kiedy okazało się, że Po-Dzielnia otrzymała lokal, pojawiła się panika.

Prócz wstępnych koncepcji aktywiści nie mieli nic więcej, a do tego pracowali zawodowo, co stanowiło duże ograniczenie. Potrzebowali kogoś, kto będzie w lokalu przez cały czas, aby móc kontrolować rzeczy przychodzące do freeshopu. Porozumieli się zatem z Fundacją Pro Terra, która szukała miejsca, w którym mogłaby urządzić biuro – miała pokrywać koszty eksploatacyjne i jednocześnie zdobywać różnego rodzaju granty.

 

Szybko okazało się, że zainteresowanie Po-Dzielnią jest tak duże, że brakowało rąk do pracy. Potrzebowano wolontariuszy. Do Kaliny i pozostałych osób ponownie uśmiechnęło się szczęście – na pierwsze spotkanie przyszło dwadzieścia osób, również zarażonych ideą zero waste. Zaraz po tym zaczął działać fanpage Po-Dzielni, który stał się podstawowym narzędziem nagłaśniania tematyki zrównoważonego rozwoju. Z sukcesem przeprowadzono też zrzutkę na remont i wyposażenie lokalu.

 

„Lato 2018 było jednym z najwspanialszych okresów w moim życiu” – opowiada moja rozmówczyni. – Spędziłam je z ludźmi, których w większości dopiero co poznałam, z wiertarkami, wkrętarkami i wałkami do malowania”.

 

Wydział Architektury Politechniki Poznańskiej zaprojektował wystrój Po-Dzielni, a następnie tworzył go wspólnie z aktywistami. W remoncie pomogły też poznańskie firmy. Siłą rozpędu miejsce otworzyło swoje podwoje 13 października 2018 roku. Kalina wspomina, że każdy kolejny tydzień był gigantyczną nauką. Przedsięwzięcie nie miało właściwie żadnego wzorca, bo dopiero się rodziło.

Podzielnia

Po–Dzielnia, fot. Mariusz Forecki

Jednym z pierwszych problemów byli bezdomni. Aktywiści spodziewali się ich, ale nie przewidzieli skali. Najbardziej obciążające okazało się to dla wolontariuszy, bo bezdomni byli często osobami w głębokim kryzysie i z problemami alkoholowymi. Ideą Po-Dzielni jest przede wszystkim to, aby rzeczy nie trafiały na śmietnik, równie ważna jest jednak także pomoc społeczna. Dlatego wolontariusze musieli reagować – tak rozpoczęły się konsultacje z policją, dzielnicowym czy Barką. Wypracowano procedurę postępowania w trudnych przypadkach, nauczono się komunikacji z bezdomnymi i wzajemnie do siebie przyzwyczajano. Tak było rok temu, teraz mieszkańcy Dworca są bardziej zaopiekowani, chociażby przez stowarzyszenie „Zupa na Głównym”.

DZIAŁANIE

Głównym aspektem działalności miejsca, prócz wymiany dóbr, jest wspomniana edukacja. Od samego początku w Po-Dzielni odbywają się wykłady, warsztaty, wystawy, a od czasu do czasu pokazy filmów. Jednym z pierwszych spotkań było to z Nikolą Hurychová, czeską graficzną, która przyjechała do Poznania w Black Friday, a dla „zero wastera” nie jest to dzień sklepowej gorączki, tylko dzień bez zakupów. Artystka  porzuciwszy pracę w agencji reklamowej, zasłynęła serią rozwieszonych przy praskich centrach handlowych billboardów „Nic nie kupuj, wszystko masz”.

Kalina Olejniczak, Podzielnia

Kalina Olejniczak, Po–Dzielnia, fot. Mariusz Forecki

W Po-Dzielni wiele mówi się też o kwestiach klimatycznych, tych dotyczących zachowań konsumenckich, a także o krytyce kapitalizmu, która z tego wynika. Uczestnicy wykładów zastanawiają się, czy dzieci są zero waste, a także nad tym, na czym polega kobiecość zgodnie z ideą zrównoważonego rozwoju. Oczywiście podejmuje się kwestie związane z etycznością mody i szkodliwością całego przemysłu odzieżowego, zwłaszcza sieciówkowego.

 

„Dla mnie dużym sukcesem jest to, że do Po-Dzielni przychodzą osoby, które stać na kupowanie i widać, że nie mają problemów finansowych. A mimo to coś od nas biorą, czasami pierwszy raz w życiu będą nosić ubranie po kimś, kogo nawet nie znają” — mówi Kalina z satysfakcją. – „Być może wcześniej brzydziły się rzeczami z Giveboxa, bo trochę nie wiadomo skąd była dana rzecz, a u nas leży na półce. Jest tu także, powiedzmy, obsługa…”.

 

Pytam Kaliny, kto jest odbiorcą Po-Dzielni. Rozmówczyni wymienia dwie grupy. Do pierwszej zalicza studentów, hipsterów i artystów, czyli osoby, które wcześniej ubierały się w lumpeksach, a teraz, tak jak i ona, śmieją się, że takie miejsca są zwyczajnie za drogie. Druga grupa to potrzebujący i społeczność lokalna. Z kolei rzeczy dostarczane są przez ludzi z całego Poznania.

ŚWIĘTA ZERO WASTE

Najnowszym projektem Po-Dzielni jest „Odpadometr”, czyli zupełnie darmowa, pierwsza aplikacja (gra i quiz) na telefony i tablety dla dzieci z „gatunku” zero waste, pokazująca, jak nasze codzienne działania wpływają na środowisko.

 

„Obserwowałam dwunastolatków, którzy grali w »Odpadometr«. Widziałam spore wahanie, na przykład przy pytaniu: »Na urodziny chciałbyś dostać prezent w postaci wpłaty na organizację charytatywną czy plastikową zabawkę?«. Z jednej strony chcieliby zdobyć punkt, bo domyślają się, jaka jest poprawna odpowiedź, ale z drugiej chcieliby też tę plastikową zabawkę” – opowiada moja rozmówczyni.

 

Podzielnia

Po–Dzielnia, fot. Mariusz Forecki

Pozostając w świątecznym klimacie, pytam, czy w Polsce jest możliwa Gwiazdka zero waste. Kalina automatycznie i z pełnym przekonaniem odpowiada, że tak i dodaje:

 

„W ubiegłym roku zgromadziłam prezenty z Po-Dzielni. Zresztą zorganizowaliśmy taką akcję, aby nie kupować prezentów, tylko przyjść do nas. Nie ma nic złego w takich prezentach. Przecież podarek jest naszym staraniem, dbaniem, nie ma wartości pieniężnej”.

 

Aktywistka poleca też prezenty, które mają sprawić innym przyjemność, jak bilety do kina czy karnet na basen lub siłownię… Przyznaje, że bardzo wzruszyła się, kiedy turecki przyjaciel, który akurat spędzał Gwiazdkę w Polsce, podarował jej potwierdzenie wpłaty na WWF.

MODA NA ZERO WASTE?

Na koniec zastanawiamy się wspólnie, czy jesteśmy coraz bardziej świadomi swoich konsumenckich wyborów i czy zero waste nie staje się poniekąd modą. Kalina nazywa to świadomym życiem w bańce, w której zrównoważony rozwój, troska o środowisko czy rozważania nad koncepcją rozwoju świata są mainstreamem. Z jednej strony przyznaje, że ludzie mają większą świadomość, ale z drugiej istnieje ogromny trend greenwashingu – wielkie firmy wykorzystują ekologiczne hasła jedynie do celów marketingowych, a tworzą swoje produkty nieetycznie, gdzieś w Azji, za jednego eurocenta.

Czy jest zatem szansa, że globalnie pójdziemy po rozum do głowy? „Codziennie zadaję sobie to pytanie” – dodaje na koniec Kalina.

 

KALINA OLEJNICZAK – dziennikarka (m.in. Radia Merkury), aktywistka ekologiczna, jedna z założycielek poznańskiej Po-Dzielni.