Blisko ludzi, blisko dźwięku
Opublikowano:
21 maja 2026
Od:
Do:
Początek:
Koniec:
„Myślę, że będąc po tej drugiej stronie – urzędowej – nie ma przeszkód, aby być blisko ludzi. To ważne, aby poznać warunki pracy i problemy, z którymi się borykają” – mówi Grażyna Dziedziak, animatorka i menedżerka instytucji kultury, która otrzymała Nagrodę Marszałka Województwa Wielkopolskiego za rok 2025.
Grażyna Dziedziak przez ponad 20 lat uczyła muzyki w Kaliszu. Założycielka nagradzanych zespołów muzyki dawnej inspirowanych Festiwalem Schola Cantorum. Pełniła funkcję dyrektora Młodzieżowego Domu Kultury w Kaliszu, prezesa Stowarzyszenia Schola Cantorum oraz naczelnika Wydziału Kultury Urzędu Miejskiego w Kaliszu. Nadal aktywnie działa społecznie na rzecz kultury miasta.
Sebastian Gabryel: Przez lata była pani obecna w kulturze Kalisza w bardzo różnych rolach – od pracy z młodzieżą po współtworzenie miejskiej polityki kulturalnej. Jak dziś sama pani opowiada sobie tę drogę?
Grażyna Dziedziak: Trudno mi w to wszystko uwierzyć… Jeszcze nie robiłam podsumowania mojej ścieżki zawodowej, ale jestem bardzo dumna z tego, że dzięki tej drodze mogłam poznać wielu wspaniałych ludzi, którzy wnoszą bardzo wiele w życie kulturalne Kalisza, ale również poza nim.
S.G: Zaczynała pani od pracy pedagogicznej i prowadzenia zespołów muzyki dawnej. Co z tamtego doświadczenia – bardzo bezpośredniego kontaktu z młodymi ludźmi i muzyką – pozostało z panią do dziś?
G.D.: Przede wszystkim miłe wspomnienia. Nauczanie muzyki w szkole podstawowej, a później w gimnazjum, na pewno nie należało do łatwych ze względu na specyfikę przedmiotu. Mimo to wielką radością było dla mnie, gdy widoczne były rezultaty mojej pracy.
I nie chodzi tu tylko o działalność zespołów muzyki dawnej czy gimnazjalnego chóru, ale także o efekty kształcenia odbiorców kultury muzycznej i ich krytycznego spojrzenia na to, co oferują środki przekazu prezentujące różne gatunki muzyki.
Ważne dla mnie było, aby uczniowie wybierali to, co wartościowe. Chyba się to udało, ponieważ spotykam czasem swoich byłych uczniów na koncertach muzyki tzw. poważnej.
S.G.: Schola Cantorum to nie tylko festiwal, ale też pewien sposób myślenia o edukacji i wspólnym muzykowaniu. Co sprawiło, że jest to dla pani tak ważnym punktem odniesienia?
G.D.: Może czysty przypadek? Zamieszkałam w Kaliszu po studiach, na których dowiedziałam się od mojego promotora profesora Leona Markiewicza, że odbywa się tu wspaniały festiwal zespołów muzyki dawnej. Profesor był przewodniczącym jury Festiwalu Schola Cantorum. Nigdy nie sądziłam, że moje życie zawodowe tak bardzo zwiąże się właśnie z tym wydarzeniem.
Początki były bardzo trudne, ale udało się i powstały zespoły muzyki dawnej, które tworzyli wyjątkowi młodzi ludzie.
Wartości pedagogiczne i kształcące, które są związane z prowadzeniem takich zespołów, to temat rzeka – na inny wywiad. Jednak trzeba podkreślić, że motywacją dla nas, nauczycieli i instruktorów, aby osiągnąć wysoki poziom wykonawczy – był zawsze wspomniany kaliski festiwal.
Również dzięki jurorom Schola Cantorum, którzy zwracają uwagę na każdy szczegół i są niezwykle wymagający, zespoły i instruktorzy podnoszą swoje umiejętności i poszerzają wiedzę.
Oczywiście, poza przygotowaniem do festiwalu, było mnóstwo koncertów, wyjazdów na warsztaty i festiwale w kraju i za granicą. Kiedy zostałam dyrektorem festiwalu, doświadczyłam też, jak ogromny wysiłek trzeba włożyć w jego przygotowanie. Ale to wszystko jest teraz dla mnie jednym pięknym, niezapomnianym wspomnieniem.
S.G.: W pewnym momencie przeszła pani z pracy artystycznej i pedagogicznej do zarządzania – najpierw w Młodzieżowym Domu Kultury, później w urzędzie. Co w tej zmianie było najtrudniejsze do uchwycenia albo do przełożenia na nową rzeczywistość?
G.D.: Życie układa różne scenariusze, a ten scenariusz był naprawdę dla mnie udany. Praca w Młodzieżowym Domu Kultury, a później kierowanie nim, pozwoliły mi na jeszcze większe zaangażowanie się w działalność związaną z przygotowywaniem Festiwalu Schola Cantorum, tym bardziej że MDK wraz z Kaliskim Stowarzyszeniem Edukacji Kulturalnej Dzieci i Młodzieży Schola Cantorum byli głównymi organizatorami festiwalu.
Wydział Kultury i Sztuki, Sportu i Turystyki Urzędu Miasta Kalisza, którym kierowałam – jak nazwa wskazuje – zajmował się szerokim spektrum działalności, a więc również sportem i turystyką. Jednak nasza rozmowa skupia się tylko na kulturze, dlatego, nawiązując do pana pytania, praca w urzędzie na tak odpowiedzialnym stanowisku – z wiadomych względów – wymagała ode mnie całkowitej rezygnacji z działalności społecznej oraz spojrzenia z innej perspektywy na to, co dzieje się w życiu kulturalnym miasta.
To życie jest bardzo bogate w wiele wartościowych wydarzeń w różnych dziedzinach kultury i sztuki. Mnie to osobiście bardzo ubogacało.
S.G.: Będąc po obu stronach – środowiska i instytucji – widziała pani, jak różnie myśli się o kulturze. Gdzie dziś widzi pani większą możliwość realnego wpływu: bliżej ludzi czy bliżej decyzji?
G.D.: Myślę, że będąc po tej „drugiej” stronie – urzędowej – nie ma przeszkód, aby być blisko ludzi. To ważne, aby poznać warunki pracy i problemy, z którymi się borykają. Myślę tu nie tylko o instytucjach, ale także o innych podmiotach, np. organizacjach pozarządowych.
Dla ludzi organizujących różnego rodzaju wydarzenia ważna jest także obecność na nich osób, które podejmują decyzje, np. o pomocy finansowej. Obecność ma też wymiar akceptacji tych działań, wspierania i zachęty do ich kontynuowania.
S.G.: W pracy urzędniczej wiele działań pozostaje niewidocznych dla odbiorców. Czy pamięta pani moment, w którym zobaczyła pani, że jakaś decyzja naprawdę zmieniła coś w mieście?
G.D.: Przez dziewięcioletni czas mojego urzędowania było sporo takich momentów. Nie chcę wchodzić w szczegóły. Kulturę w mieście tworzą przede wszystkim jego mieszkańcy, zaangażowani w organizację wydarzeń – my, urzędnicy, staraliśmy się pomagać na tyle, na ile było to możliwe. Bardzo miłe były dla mnie pozytywne opinie o tym, co dzieje się w miejskiej kulturze. Ale powtarzam – to zasługa przede wszystkim osób, które aktywnie i z pasją działają na tym polu.
S.G.: A co pani zdaniem sprawia, że ktoś zostaje w kulturze na dłużej, a ktoś traktuje ją tylko jako etap?
G.D.: Moim zdaniem dla kogoś, kto z wielkim zaangażowaniem i pasją działa kulturalnie i widzi w tym sens, to środowisko staje się naturalną przestrzenią na długie lata. Taka osoba nie przestaje się angażować w życie kulturalne. To wielka wartość i jeśli ma się tego świadomość, powstają rzeczy wyjątkowe i znaczące dla życia, nawet codziennego.
Bo przecież działania kulturalne są dla ludzi, przede wszystkim właśnie dla odbiorców kultury. Podsumowując – kto raz doświadczył działań w dziedzinie kultury, zazwyczaj pozostaje z nimi na długo.
S.G.: Dziś działa pani już poza strukturą urzędu, ale wciąż aktywnie uczestniczy w życiu kulturalnym miasta. Czy ta zmiana przyniosła więcej swobody, czy raczej po prostu nowe spojrzenie na rzeczy, które wcześniej były widziane od środka?
G.D.: Przede wszystkim postanowiłam wrócić do tego, co robiłam, bo zawsze było to w moim sercu – do edukacji kulturalnej powiązanej z muzyką dawną. Nie była to jednak łatwa decyzja. Kiedyś, niejako nagle, zerwałam z tą działalnością ze względów oczywistych, czyli pracy w urzędzie. Na pewno przerwa w działaniach społecznych była mi potrzebna. Teraz patrzę na wszystko trochę inaczej. To już nie jest mój obowiązek, tylko przyjemność.
S.G.: Po tylu latach pracy, nagrodach i odznaczeniach łatwo mówić o podsumowaniu. A gdyby spojrzeć w drugą stronę – co wciąż pozostaje dla pani otwarte, niedokończone, warte dalszej pracy?
G.D.: Myślę, że na polu działalności kulturalnej i edukacji kulturalnej jest jeszcze dużo pracy. Szczególnie dotyczy to tego, do czego wróciłam – działań w ramach Festiwalu Schola Cantorum. Zależy nam – organizatorom – na tym, aby zachęcić nauczycieli i instruktorów do zakładania zespołów muzyki dawnej w szkołach czy ośrodkach kultury.
Na podstawie własnych doświadczeń chcę dzielić się wiedzą i pokazywać, że to, co wydaje się niemożliwe, może się ziścić.
Wydawać by się mogło, że współczesny świat, oferujący młodym ludziom wiele rzeczy łatwych i przyjemnych, dostępnych w krótkim czasie, nie sprzyja działaniom wymagającym wysiłku i zaangażowania. Jednak ten sam świat potrafi zachwycić się tym, co inne i niestandardowe – np. umiejętnością grania na „dziwnych”, zrekonstruowanych dawnych instrumentach. To jest niezwykle cenne i wartościowe, a także procentuje w przyszłości. Przekonają się o tym ci, którzy się w to zaangażują.








