fot. M. Hertmann

Blizny ulicy Złotej

W Filli nr 5 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Kaliszu do końca czerwca można oglądać wystawę „Kaliskie synonimy bogactwa”. W opowieści Mateusza Halaka, kuratora ekspozycji ożywają dźwięki i obrazy złotych czasów ulicy. Materiały, które znalazły się na wystawie zostały przekazane przez Panią Hilę Marcinkowską.

Barbara Kowalewska: Skąd impuls do stworzenia takiej wystawy właśnie teraz?

Mateusz Halak: Wystawy wpisane są w kontekst funkcjonowania naszej działalności bibliotecznej, popularno-naukowej i artystycznej naszej biblioteki. To była inicjatywa Anny Katarzyny Raczko, kierowniczki filii przy ulicy Złotej, która zdecydowała, żeby zorganizować wystawę właśnie tu, gdzie jest nasz oddział. 

 

Mateusz Halak, fot. M. Hertmann

Miejskie Mateusz Halak, fot. M. Hertmann

Ponieważ poproszono mnie o pomoc w zbudowaniu wystawy, w toku przygotowań odbyłem kilka spotkań (także w systemie online) z Panią Hilą Marcinkowską – opiekunką pamięci (i pamiątek!) o dawnym żydowskim Kaliszu. Ta podzieliła się ze mną „niepodręcznikowymi” opowieściami – wspomnieniami osób, które wyemigrowały z Polski do Izraela, a które kiedyś mieszkały w dzielnicy żydowskiej w Kaliszu, m.in. na ulicy Złotej.

Pomyślałem, żeby do tych wspomnień dołączyć wiedzę o kulturze handlu w tej dzielnicy okresu międzywojennego. Gdy przypomnimy sobie np. „Noce i dnie” czy „Znachora”, mamy przed oczami działające na wyobraźnię obrazy starych żydowskich uliczek, tamtego świata pełnego niepowtarzalnego kolorytu, magii w obrocie pieniądza, w obecności przekrzykujących się nawzajem Polaków i Żydów.

 

BK: Ulica kilka razy zmieniała swoją nazwę. Z czym to było związane?

MH: Lokacja miasta według dokumentów miała miejsce w 1257 roku,  i w ślad za tym, w otoczonym fosą mieście lokacyjnym wyznaczono dzielnicę żydowską.  W wiekach średnich mamy już Złotą. Kiedy dokładnie oficjalnie ulica Żydowska przeistoczyła się w ulicę Złotą?

 

Mateusz Halak, fot. M. Hertmann

Mateusz Halak, fot. M. Hertmann

Tego nie wiadomo, gdyż Kalisz posiada  niewiele archiwaliów sprzed 1914 roku, jako że duża ich część została strawiona  w pożarze miasta w 1914 roku Do pierwszej wojny światowej funkcjonuje więc nazwa Złota, z przedłużeniem w stronę Piskorzewia za fosą miejską, która nosi nazwę „Nowa”. W okresie międzywojennym ulica zostaje przechrzczona na Polskiej Organizacji Wojskowej. W dobie okupacji hitlerowskiej otrzymuje nazwę Oldenburger str.

Do 1945 r. i zajęcia Kalisza przez Sowietów, zniszczona została przez Niemców Wielka Synagoga tak, że po 1945 roku charakter dzielnicy i ulicy Złotej zmienił się, zniknęła z niej bowiem społeczność żydowska, a ulicę przemianowano najpierw w 1947 roku na ulicę Daszyńskiego, a w trzy lata później na Dzierżyńskiego, jak to się często działo w okresie socjalizmu. Taka nazwa pozostała z nami Kaliszanami aż do roku  1990, kiedy to nowa rada miasta przywróciła ulicy nazwę historyczną, nazywając ją znowu Złotą.

 

BK: Jak wyglądała dzielnica żydowska i ulica Złota w okresie międzywojennym?

MH: Ulica Złota była „kręgosłupem” dzielnicy, a jej serce stanowiła Wielka Synagoga. Na wystawie pokazujemy, że Złota była centralnym miejscem życia gospodarczego, towarzyskiego, ale też  duchowego i politycznego. To był swoisty tygiel kulturowy, bo mieszkali tam też Polacy i Niemcy. Te społeczności współistniały ze sobą, chociaż oczywiście różnie układały się ich wzajemne relacje.

 

BK: Wśród dokumentów z wystawy mamy wzmiankę o tym, że dzielnica „pękała w szwach”, ale jej granic nie poszerzono, w jakim okresie to było?

MH: W czasach, gdy istniały jeszcze mury miejskie, dzielnica żydowska  tak naprawdę tłoczyła się na niewielkim wycinku miasta lokacyjnego. Dość powiedzieć o panujących wtedy fatalnych warunkach bytowych znacznej części Żydów kaliskich skupionych wokół Złotej.

W ramach murów istniał długoletni, wyraźny problem z jej rozwojem. Po rozebraniu obwarowań ulica wydłużyła się w stronę przedmieścia Piskorzewskiego, zdobywając nowe tereny pod zabudowę nie tylko mieszkalną, lecz także przemysłową. Powstała tam m.in. słynna Fabryka Pianin i Fortepianów Fibigerów.

Nasza wystawa dotyczy okresu międzywojennego, kiedy to ulica Złota (wówczas nazwana tymczasowo imieniem Polskiej Organizacji Wojskowej) była gwarna, chociaż – mimo swojej nazwy ukonstytuowanej w historiografii Kalisza (w życiu codziennym jej mieszkańców nadal funkcjonowała jako Złota) była niezbyt bogata.

 

Mateusz Halak, fot. M. Hertmann

Mateusz Halak, fot. M. Hertmann

Największe kapitały ominęły ulicę Złotą, bo nie było tu szans na budowę dużych budynków. Była to ulica biedna, także w sensie architektonicznym. Panowała ciasnota, ulica Złota i jej przecznice – Targowa, Babina, Ciasna i Chopina – nie należały do najczystszych ulic, mieszkała tu w większości biedota. Te cuchnące zaułki budowały w dużym stopniu obraz dzielnicy żydowskiej.

Złota była trochę bardziej zadbana, starano się zachować wygląd porządnego miasta, ale w bocznych uliczkach panowały trudne warunki egzystencjalne: nie było stałej nawierzchni, złe były też warunki mieszkaniowe, zabudowa składała się z niskich domów, wykorzystywano też sutereny, poddasza albo sklecano prowizoryczne przybudówki. Mimo tego wszystkiego kwitła prywatna inicjatywa, mieszkańcy dzielnicy starali się radzić z trudnym położeniem – dosłownie i w przenośni.

 

BK: Jaka panowała tam atmosfera? Jakie rodzaje działalności prowadzono?

MH: W centrum dzielnicy, na miejscu dawnych bożnic – średniowiecznej, a potem renesansowej – zbudowano Synagogę Wielką, była też tam szkoła Talmud Tora oraz plac targowy Rozmarek. Tu się kształtowała obrzędowość diaspory kaliskiej, tutaj również skupiało się życie kupieckie, stanowiąc o klimacie miejsca. Jeśli chodzi o handel, to w Kaliszu panował podział na sklepiki pierwszej klasy (kolonialne) oraz te drugiej i trzeciej klasy.

 

Mateusz Halak, fot. M. Hertmann

Te pierwsze były tu rzadkością, ale istniał co najmniej jeden kolonialny. Najwięcej sklepów należało do drugiej i trzeciej kategorii, były też tzw. żydowskie sodówki – czyli małe sklepy z wodą sodową w specjalnych syfonach, gdzie sprzedawano towar dla niewymagającej klienteli. Prawie każda kamienica miała taki lokal, ale sklepy się zmieniały, bo ich właściciele często bankrutowali, co 2-3 lata pojawiał się kolejny najemca.

W okresie międzywojennym pod jednym adresem - na przestrzeni tych 21 - lat funkcjonowało czasem po kilkanaście sklepów. Był to szeroki wachlarz branż: od produktów spożywczych czy przemysłu papierniczego, metalowego, zabawkarskiego po handel rękodziełem, np. hafciarskim, a skończywszy na wyrobach tytoniowych.

 

BK: Herbaciarnia – kto był klientem?

MH: To było miejsce dla zamożnych. Złota nie była odcięta od reszty Kalisza, bogatsza klientela była kuszona towarami niepowszechnymi. Właściciele sklepów, ci bardziej obrotni, robili nieraz wszystko, by ten towar sprowadzić.

 

BK: Na wystawie możemy też zobaczyć to, co nazwaliście Państwo „bliznami pamięci”. Czym są te „blizny”?

MH: W kamienicach tworzących zabudowę dzielnicy żydowskiej,  zakładano domy modlitwy, było ich w Kaliszu kilkadziesiąt. W obrębie rodziny i przyjaciół odprawiano tam nabożeństwa jak w synagodze. Zresztą rozrastająca się populacja gminy żydowskiej nie mogła pomieścić się w synagodze naraz, brakowało miejsca. To było rozwiązanie, w domach sprawowano obrzędy religijne, także w obecności duchownych.

 

Mateusz Halak, fot. M. Hertmann

Mateusz Halak, fot. M. Hertmann

Z tą obrzędowością wiąże się zwyczaj, którego ślady zostały już prawie wymazane – na framugach domów wieszano filigranowe przedmioty kultu religijnego, tzw. mezuzy, których obecność świadczyła o tym, że w tym domu wyznaje się judaizm, tak, jak wieszano kiedyś kropielnice u wejścia do domu katolickiego.

Mezuza wewnątrz zawierała mały fragment Tory zwinięty w rulonik – tzw. klaf, mogła być drewniana lub metalowa, a czasem był to tylko otwór we framudze przykryty blaszką. Wchodząc do takiego domu, dotykało się mezuzy na znak, że wchodzi się w uświęconą sferę domowników. To, co po nich pozostało, to na ogół tylko otwory albo przykrywki, które bywały ozdobne.

Dziś, te nieme ślady obecności Żydów w Kaliszu, bardzo często są trudno dostrzegalne, a więc narażone na zniszczenie, często nieumyślne. Z mezuzami wiąże się pewna anegdota, dlaczego te otwory wykonywano  pod kątem 45 stopni. Podobno, gdy wprowadzano ten zwyczaj, zebrało się grono rabinów, żeby ustalić, czy mezuzy należy umieszczać w pionie czy w poziomie. Ponieważ nie mogli dojść do porozumienia, ustalono kompromisowo kąt 45 stopni.

 

BK: Ślady po społeczności żydowskiej niszczono po wojnie świadomie, czy przez niewiedzę?

MH: Część zniszczono umyślnie z powodu prymitywnego antysemityzmu, część natomiast wciąż jest narażona na zniknięcie ze względu na brak wiedzy, na przykład czym jest ten rowek we framudze, czyli mezuza. Ślady są zacierane lub ulegają deformacji często w trakcie remontów starych kamienic.

 

Mateusz Halak, fot. M. Hertmann

Mateusz Halak, fot. M. Hertmann

Czasami nawet służby zajmujące się konserwacją albo architekci nie mają wystarczającej wiedzy na ten temat i takie szczegóły umykają w najprostszych pracach i na etapach opracowań projektów budowlanych,  Najgroźniejsza z punktu widzenia ochrony dziedzictwa wieków mienionych, jest w tym przypadku wymiana stolarek drzwiowych. Wymiana framugi drzwiowej ujawnia czasem ukryte tam przed Niemcami w czasie wojny zwoje Tory.

Któregoś razu dowiedziałem się w porę, że przy okazji remontu odkryto takie artefakty, a ponieważ byłem wtedy pracownikiem urzędu konserwatorskiego, to nakazałem przekazać to, co odkryto, na cmentarz żydowski, pod opiekę Pani Hili Marcinkowskiej. Możemy się tylko domyślać, ile było takich sytuacji, gdy z powodu braku świadomości takie znaleziska wyrzucano. 

 

BK: Jakie jeszcze inne ślady istnienia społeczności żydowskiej pozostały w dzielnicy?

MH: Towarzystwo Opieki nad Zabytkami w Kaliszu uruchomiło akcję odszukiwania wśród bruku na chodnikach i drogach fragmentów macew, które kruszono na kawałki i wykorzystywano jako budulec przez okupanta i po wojnie.

Zadaniem Towarzystwa było stworzenie mapy, gdzie te smutne pamiątki znalazły się na chodnikach i ulicach (m.in. na Złotej). Ludzie chodzą po tych artefaktach i nie widzą fragmentów pisma w jidisz. To szlachetna i pouczająca akcja, która uzmysławia obecnym mieszkańcom, co się tu działo w czasie wojny i po niej. Daje też do myślenia, jak my podchodzimy do tej spuścizny.

 

BK: W ramach ekspozycji możemy też przeczytać zapisy Wielkiej Karty Swobód Żydowskich Statutu Kaliskiego. Kto, kiedy i w związku z jaką potrzebą wydał ten dokument?

MH: Już w XIII wieku, kiedy Żydzi sprowadzili się do miasta po jego lokacji, musiało nastąpić nieuchronne dojść do różnych antagonizmów ze względu na sprzeczne interesy, które tworzyły zarzewie konfliktów. Kiedy to zjawisko narastało, stwierdzono, że prawa Żydów trzeba jasno określić w ramach ówczesnego ustawodawstwa.

Statut Kaliski w XIII wieku definiował, co mogą, a czego nie mogą mieszkańcy Kalisza obu nacji. Ten wiekopomny dokument podpisał książę Wielkopolski Bolesław Pobożny w 1264 roku w Kaliszu. I tak na przykład we wspomnianym dokumencie czytamy, że:

 

„Żydzi w sporach swoich (tj. między sobą) wyłączeni są spod sądów miejskich; zostają pod opieką króla lub wojewody.”

Mateusz Halak, fot. M. Hertmann

Mateusz Halak, fot. M. Hertmann

 

Albo, że:

 

„Prócz rzeczy kościelnych i krwią zabarwionych wolno żydom wszystko brać w zastaw”.

 

BK: Co we wspomnieniach dawnych mieszkańców dzielnicy wydało się Panu szczególnie ciekawe, zaskakujące?

MH: Życie przy Złotej miało swoje różne odcienie, rozwijały się tam rozmaite frakcje polityczne. Utkwiła mi w pamięci wzmianka o tym, że w okolicach Babina tamtejsi Żydzi socjaliści budowali drewniane mównice – z desek, skrzynek i stawiali je przy ulicach, żeby przemawiać z nich do miejscowych. Można więc powiedzieć, że urządzano tam swego rodzaju wiece polityczne. Przemawiający byli przeganiani przez policję czasów międzywojennych. Mam znajomego, którego dziadek bywał karany za tę „rewolucyjną” działalność. 

 

Mateusz Halak, fot. M. Hertmann

Mateusz Halak, fot. M. Hertmann

Inna historia. Ponieważ na Złotej mieszkali też Polacy, intrygowała ich odmienna kultura żydowska. W wielu wspomnieniach pojawia się opowieść o tym, jak – dla zaspokojenia ciekawości – zapuszczali się w miejsca typowo żydowskie, np. pod żydowską łaźnię, mykwę. Czasem kończyło się to przegnaniem intruzów, bo w określone miejsca nie było wstępu dla innowierców. Ale ta ciekawość wydaje mi się naturalnym odruchem.

Chęć poznania, z kim dzielimy to miasto?  Jedna rzecz, której hołduję to poznawania świata, a druga, która wydaje się czymś tłumaczącym ową ciekawość to przekonanie, że dziwienie się jest nieodłączną cechą kogoś myślącego i zastanawiającego się nad swoim istnieniem. Bardzo lubię się dziwić niepoznanymi przeze mnie dotąd zjawiskami towarzyszącymi najrozmaitszym kulturom świata.

 

Mateusz Halak – urodzony w 1989 roku, Kaliszanin. Alma Mater – Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdzie ukończył studia z dyscypliny Ochrona Dóbr Kultury i Dziedzictwa Kulturowego. Zawodowo i z zainteresowań skupiony wokół nauk humanistycznych, w tym najszerzej wokół historii sztuki, historii pisma i architektury nowożytnej. Aktualnie zatrudniony w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Adama Asnyka w Kaliszu, wcześniej pracujący m.in. w Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków w Poznaniu, Muzeum Okręgowym Ziemi Kaliskiej i Muzeum Historii Przemysłu. Pasjonat przeszłości i wielki zwolennik postępu kulturowego. Antykwariusz amator, pedagog i animator kultury.