fot. Materiały organizatora

By muzyczną wiosnę w głowie mieć

Kiedy rozpoczynałem pisanie tego tekstu, miał on służyć przygotowaniu i wprowadzeniu w to, co wydarzy się na festiwalu Poznańska Wiosna Muzyczna w dniach 21–28 marca. Jednak w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa, wydarzenie nie odbędzie się w tym terminie. Ze swojej strony proponuję więc wirtualną namiastkę festiwalu.

Zacznij od Schaeffera

 

Czyli od Bogusława Schaeffera (1929–2019), postaci niezwykle istotnej zarówno jako kompozytor i pedagog, jak i teoretyk oraz popularyzator nowej muzyki. Zaczynamy od dziełka, które miało rozpocząć festiwal – „Czterech utworów na trio smyczkowe” z 1962 w wykonaniu członków Sepia Ensemble, zespołu rokrocznie występującego na Wiośnie.

Koncerty austriackich wykonawców na festiwalu były zwykle bardzo mocnymi punktami programu. W tym roku miał do nas zawitać duet Strings & Noise – Sophia Goidinger-Koch (skrzypce) i Maiken Beer (wiolonczela). Przewidziany był m.in. utwór Gérarda Pessona, francuskiego kompozytora urodzonego w 1958, który uczył się u Betsy Jolas i Ivo Malca, a wykonują go choćby Ensemble Modern czy Klangforum Wien.

 

U nas ta twórczość nie jest tak znana, jak na to zasługuje.

Austriacy zaproponowali też intrygujące znalezisko, wczesny utwór giganta współczesnej muzyki Iannisa Xenakisa (1922–2001). Pochodząca z 1952 „Dhipli Zyia” to w ogóle jedna z największych wypraw w przeszłość w programie festiwalu, o rok starszy jest tylko „IV kwartet smyczkowy” Grażyny Bacewicz (1903–1963), który miał wieńczyć koncert Violamaxx.

Wracając do Strings & Noise, to bardzo ostrzyłem sobie zęby na ich interpretacje włoskiego repertuaru. Wirtuozowska „Sequenza VIII” Luciano Berio (1925–2003) to wyzwanie dla każdego skrzypka. Tylko pozornie mniej wymagający jest „Ai limite della note” mistrza filigranowych motywów i operowania ciszą Salvatore Sciarrino (ur. 1947). W sieci można znaleźć kilka nagrań, ja wybieram to ujmująco kameralne, wręcz intymne. 

Poliglota i emigrantki

 

Przechodzimy do kolejnego koncertu, ale zostaniemy we Włoszech. Oprócz kompozycji  Kaii Saariaho, Mirosława Bukowskiego i prawykonania Barbary Kaszuby pianista Théo Ranganathan umieścił w programie „Quattro illustrazioni” włoskiego mistyka dźwięku Giacinto Scelsiego (1905–1988).

 

Przepiękny utwór, zarazem klasyczna sonata i zobrazowanie czterech wcieleń hinduskiego boga Wisznu (inspiracje wschodnimi kulturami są często obecne w twórczości Scelsiego).

Na Wiosnę powrócić mieli skrzypaczka Anna Kwiatkowska, flecistka Ewa Liebchen i wiolonczelista Mikołaj Pałosz – każde z nich już grało na festiwalu, ale nigdy jako trio.  Zacząć mieli od Mathiasa Spahlingera (ur. 1945), niemieckiego poligloty muzycznego, kolejnego twórcy u nas zbyt mało znanego.

Clou programu miała stanowić „Suita pieśni miłosnych”, na którą składają utwory polskich kompozytorów współczesnych: Michała Janochy (niedawno prezentowanego na tych łamach), Ryszarda Lubienieckiego, Krzysztofa Wołka, Agnieszki Stulgińskiej i Macieja Jabłońskiego.

 

Koncert wieńczyłoby „Contre” Kuby Krzewińskiego, na szczęście w sieci jest nagranie tego wciągającego teatru instrumentalnego czy w zasadzie performansu dźwiękowego z udziałem Kwiatkowskiej i Pałosza.

Po raz pierwszy na festiwalu miał wystąpić musica assoluta, niemiecki zespół o ruchomym składzie. W Poznaniu pojawiłby się kwintet, by premierowo wykonać „Tempus fugit” Katarzyny Kwiecień-Długosz oraz utwory dwóch kompozytorek rzadko u nas grywanych.

Alissa Firsova nie tylko komponuje, jest także pianistką i dyrygentką, urodziła się  w 1986 roku w Rosji, a w wieku pięciu lat wyjechała do Wielkiej Brytanii. Jej „Expressions” jednym okiem zerkają ku francuskiemu liryzmowi z początku XX wieku, a drugie puszczają do współczesnego mu ekspresjonizmu z niemieckiego kręgu kulturowego (utwór można posłuchać np. w serwisie Spotify).

Urodzona w 1968 roku Ana Sokolović to kolejna emigrantka (z Serbii do Kanady) i kolejne nazwisko do przyswojenia.  Wydawana przez Naxos, w przybranej ojczyźnie wielce poważana (w zeszłym roku otrzymała Juno Award, najważniejszą nagrodę przyznawaną kanadyjskim artystom solowym i zespołom muzycznym), wykładowczyni, autorka oper, dzieł orkiestrowych, kameralnych, chóralnych i pieśni, muzyki filmowej i teatralnej.

Solo i duo

Nęcący zestaw przygotowało Duo van Vliet, czyli wracający na Wiosnę akordeonista Rafał Łuc i altowiolista Ian Anderson, który na mocne wejście wytypował „Prologue” Gérarda Griseya (1946–1998). To pierwsza część jego sztandarowego dzieła „Les espaces acoustiques”, które powstawało w latach 1974–1985. Grisey, wynalazca spektralizmu, pobierający nauki u Oliviera Messiaena i Henriego Dutilleux, jest na szczęście w Polsce słyszany coraz częściej, ale i tak każda okazja jest dobra, żeby o nim przypomnieć.

Duo miało też przed nami odsłonić nowe utwory Piotra Tabakiernika i Rafała Zapały oraz niedawne dokonania Marty Śniady (na marginesie: polecam gorąco!) i Cezarego Duchowskiego.

 

Premierowo inną kompozycję Zapały miała wykonać saksofonistka Weronika Partyka, która podczas swojego koncertu zamierzała wziąć w obroty nie tylko trzy saksofony, ale także duduk (w utworze Oliwii Abravesh) oraz posługiwać się białym śpiewem. Biały głos, znany przede wszystkim z muzyki ludowej, po raz kolejny zatrudniła do swojego utworu młoda kompozytorka Anna Maria Huszcza (ur. 1987). Chcąc połączyć tradycję z nowoczesnością, pożeniła go tutaj z elektroniką.

Elektroniczne z akustycznym, a nawet z wideo, ambitnie postanowiła też łączyć skrzypaczka Linda Jankowska. Na początek nowy utwór od Katarzyny Taborowskiej, potem jeszcze świeży czekającego dopiero na odkrycie Sama Salema, a na koniec już chyba klasyk współczesności Pierluigi Billone (ur. 1960).

 

Gdyby pokusić się o uogólnienie, to można by dojść do konkluzji, że Włoch łączy w sobie tendencje obecne u swoich krajanów: mistycyzm Scelsiego oraz mikroskopowość Sciarrino (u którego zresztą się uczył). Za dowód może posłużyć jego zarazem monumentalny i wiotki „1+1=1”, który długodystansowi wiosennicy mogą pamiętać z festiwalu sprzed pięciu lat.