fot. Archiwum redakcji

Cnotliwe niewiasty i ateiści

Tym, co rozognia emocje wokół polskiej szkoły jest stwierdzenie, że winna ona wrócić do wychowania dziewczynek w zgodzie z cnotami niewieścimi. O co jednak chodzi?

W danym przypadku to całkiem rozmyślna próba zakomunikowania, że współczesna rzeczywistość nie jest tą właściwą, a prawda mieści się w przeszłości. Przysypana pokładami fałszywych słów, opinii czy przekonań, czeka tylko odważnych i śmiałych na tyle, by ją odkryć na nowo oraz uczynić wzorem dla świata.

Kto traci na zmianach

Rozliczne wypowiedzi ukazują schemat myślowy dający się opisać następująco: to, jak wygląda dzisiejszy świat z emancypującymi się coraz to innymi grupami, poczynając od kobiet. na osobach LGBT+ kończąc, jest skutkiem świadomych, intencjonalnych działań określonych jednostek, mających na celu zniszczenie prawdziwego, odwiecznego porządku świata.

 

Na ile tego rodzaju myślenie oddaje faktyczny kształt naszej rzeczywistości i tego, co ją kształtuje? Na ile trafnie rozpoznaje przyczyny przemian dotykających nas wszystkich?

Najczęściej, tracący na zmianach, tak chcą to widzieć – uznają się za odpornych na manipulację, przenikliwych na tyle, że spostrzegają sprawczą moc pieniądza, władzy, aby samemu po osiągnięciu prymatu działać według rozpoznanego wcześniej schematu. Oczywiście tylko po to, by przywrócić wszystko na dobre tory.

 

Ta upraszczająca może i karykaturalna nawet rekonstrukcja oddaje chyba rzeczywistość sprawowania urzędu przez ministra Przemysława Czarnka, a także jego wizję zasad działania świata.

A to, co dzieje się w sferze obyczaju, religii można przecież zinterpretować – nie jako skutek wpływu czyichś działań, a w dużej mierze podległe wpływom oraz naciskom innego rodzaju.

Świat jest kształtowany zasadniczo przez rzeczy. To, jakie posiadamy narzędzia wspomagające nasze działania, określa w dużej mierze jego oblicze. Dzisiaj nie musimy spędzać tyle czasu na podstawowych czynnościach, a w związku z tym i ich wykonywanie nie da się już tak zdecydowanie określić płciowo. Odkurzacz może włączyć równie dobrze kobieta, jak też mężczyzna – ten przecież już nie wyrusza na polowania, nie zamyka się w warsztacie albo wychodzi w pole.

Miejsce przyrodzone

I oto zmorą polskich konserwatystów jest emancypacja kobiet – chcą robić karierę, wymagają od mężów (o partnerach lepiej nie wspominać, źle to brzmi) udziału w pracach domowych, nie godzą się na podporządkowanie. Zaprzecza to wyobrażeniu wziętemu z innego świata cnót niewieścich: pokory, skromności, uległości.

 

Kobieta dzisiaj, według profesora Pawła Skrzydlewskiego i wielu innych, nie wie, gdzie jest przyrodzone jej miejsce. Widać jednak, że jest ono oczywiste w odmiennej rzeczywistości.

Pytanie w sprawie cnót niewieścich jest generalne oraz dotyczy bezpośrednio systemu kształcenia: czemu ma służyć? Czy jest od wychowywania w jakimś wyraźnie określonym duchu światopoglądowym, czy winien kształtować jednostki gotowe do życia w społeczeństwie i współczesnej, zmieniającej się rzeczywistości na różne sposoby.

W dotychczasowych reformach chodziło o to, by jak najlepiej przystosować młodych, wkraczających w życie ludzi do jego wyzwań. Dochodzące z ministerstwa głosy wskazują na plan odwrotny.

 

Układa się to jednoznacznie w misję powrotu do świata niewspółbrzmiącego z problemami i wyzwaniami współczesności.

W wyniku cywilizacyjnych zmian społecznych instytucja szkoły stała się obok rodziny podstawowym ośrodkiem transmisji treści kultury. Ma to o tyle istotne znaczenie, że jednocześnie stała się elementem kształtowania obywatela. Bez sprawnego systemu kształcenia nie da się wyobrazić w perspektywie przekraczającej najbliższą przyszłość dotrzymania kroku zmieniającej się rzeczywistości. Stąd, nawet najbardziej kuriozalne głosy, muszą być traktowane poważnie. Są bowiem świadectwem jakiejś dyskusji oraz zapowiedzią generalnej zmiany dotychczasowej strategii.

 

Można odnieść wrażenie, że ministerstwo edukacji zaczyna pełnić rolę Orwellowskiego ministerstwa prawdy.

Podlegli mu kuratorzy autorytatywnie wypowiadają się na temat działań uniwersytetów, a zaraz będą mogli odwoływać dyrektorów szkół. Sam Przemysław Czarnek jasno wyznacza zbiór nie-osób, czy bez ogródek i wahań orzeka o normie oraz nienormalności obyczajowej.

Zresztą obarczanie wszystkimi zasługami bądź przewinieniami (w zależności od przyjętej perspektywy) ministra jest niestosowne. Jakkolwiek głośno, bez zbędnych skrupułów i zażenowania, obraża kogo może, jest to jedynie wyrazem ogólniejszej tendencji. Przy tym szczególnie wyraziste opinie łatwo rozpalają emocje, które szybko gasną pod naporem kolejnych newsów, a do tego utrudniają rzeczową dyskusję.

 

I o to może chodzi – by mieć na podorędziu kogoś, kto skupia na sobie uwagę, jest ośrodkiem zainteresowania, wyzwala negatywne emocje u jednych, entuzjazm u innych i tym samym zamiast debaty, mamy obrzucanie się inwektywami. Co skądinąd do niczego innego nie prowadzi, niż pogłębianie podziału skutecznie już dokonanego.

Dyskusja dotyczy wartości, a to oznacza, że nie da się orzec bezapelacyjnie wyższości jednych nad drugimi. Być może istotą sprawy jest wypracowanie ram, w których mogłyby się realizować odmienne wizje człowieka. Oznacza to jednak przyzwolenie na ustanowienie granic roszczeń oraz praw.

 

Profesor Skrzydlewski mówi nie tylko o cnotach niewieścich. Wspomina także o ateizmie jako obrazie dla rozumu.

Jeżeli podejmowane są wątki zasygnalizowane powyżej, to przecież da się ująć rzecz innymi słowami: Polska jest chrześcijańska i taką winna pozostać. Wiara zapewnia światu prawdę, jak również równowagę w istnieniu. Gwarantuje porządek – bo nie bierze go znikąd, z nicości, a poszukuje w transcendencji oraz otrzymuje od istoty wyższej, stwórcy wszystkiego.

Fundament świata

Oczywiście jest to scenariusz bardzo powszechny – wywodzenia wartości i kształtu rzeczywistości z pozaludzkich źródeł. Bez orzekania o prawdziwości, czy złudzeniu istnienia istoty boskiej, można próbować dociec, czy religia stanowi fundament naszego świata. Są przecież inne argumenty, które każą na sprawę spojrzeć odmiennie. Bronić jego niezależności od religii i możliwości wyprowadzenia wartości z innego porządku.

 

Pewien polityk postawił jednak jakiś czas temu rzecz następująco: albo Polska będzie katolicka, albo jej w ogóle nie będzie. Jak gdyby można było z religii wywieść wszystko, co składa się na życie jednostki, społeczeństwa, państwa.

Warto pamiętać, że Polska nie jest zbudowana na jednym fundamencie, ale ma wiele źródeł. Jak każda kultura jest mozaiką rozmaitych wpływów, niezliczonych inspiracji, a chrześcijaństwo stanowi część jej spuścizny. Ważną, ale część.

Mówić o kulturze polskiej jako opartej na chrześcijańskiej i z niego się wywodzącej, to także nie pamiętać, uznawać za niepolskie lub zawłaszczać elementy jej dorobku stworzone przez nie identyfikujących się z chrześcijaństwem członków polskiego społeczeństwa.

 

Czy to miałoby moc przekonania ministra Czarnka i jego zwolenników? Należy wątpić.

Choć jego słowa fałszywie oddają złożoność naszych korzeni oraz naszej rzeczywistości, to skutecznie ułatwiają tego niedostrzeganie. Pozwalają jednocześnie na kreowanie wizji świata zagrożonego wrogimi wpływami, którego należy bronić.

Przy tym należy zauważyć, że religia chrześcijańska nie jest niczym innym, niż narzędziem politycznej gry. Obecna także w jej przestrzeni dyskusja jest pomijana, zostaje sprowadzona do jednoznacznych stwierdzeń i prawd.

Czy znaczy to, że nie warto pisać, czy mówić w obronie świata niepodległego względem religii? Takiego, gdzie istnieje, ale nie dyktuje warunków? W którym jest wiele równoprawnych, nieroszczących sobie prawa do wyłączności modeli życia, a nie jeden uznający się za prawdziwy z racji objawienia?