fot. PIX.HOUSE

Co reporterzy znaleźli w Wielkopolsce

Czasami łatwo zapomnieć, że Wielkopolska to nie tylko Poznań. Wszak najwięcej dzieje się zawsze w stolicy województwa. Ale czy na pewno? Czy myśląc tak, nie popadamy w stereotyp? Zbiór reportaży „Wielkopolska poza Poznaniem” w rewelacyjny sposób uświadamia nam, że gdzieś tam, za granicami miasta z koziołkami, też tętni życie, dzieją się dramaty i radości.

Na szczęście publikacja w żadnym momencie nie staje się pejoratywnym podglądactwem „innego” i „prowincjonalnego”. Wręcz przeciwnie – „Wielkopolska poza Poznaniem” to w pewien sposób wojewódzka kronika wygrzebanych historii, opowieści, które domagały się od autorów i autorek zanotowania i przekazania czytelnikom. Teksty powstały również z głodu odpowiedzi, bo – jak pisze Marcin Kącki we wstępie:

„Gdy reporter pyta, świat wydaje się bardziej skomplikowany, mniej oczywisty, a czerń i biel pokrywają odcienie szarości (…) Pytania płyną z ciekawości świata i człowieka. Im więcej pytań, tym świat i ludzie bardziej interesujący. Odpowiedzi bywają zwodnicze, pokrętne albo podejrzanie proste”.

 

Autorzy i autorki „Wielopolski poza Poznaniem” mnożą pytania, aby lepiej zrozumieć opisywany świat, aby dogłębnie go poznać. Jak Ewa Spławska w tekście „Pradziadek z archiwum. Jak oszukać to, czego nie zapisano” śledzi Władysława, niegdyś zamieszkałego koło Kalisza, który w 1902 roku wyruszył z Bremy do Ameryki. Co czuł, gdy zobaczy Statuę Wolności? Jak egzystowała jego rodzina pozostawiona w Polsce? Dlaczego – w przeciwieństwie do innych polskich pasażerów z Galicji – Władysław nie pojechał do pracy do Chicago, tylko na sezonową emigrację do farmera? Pytań jest znacznie, znacznie więcej. Ale jak znaleźć na nie odpowiedź, skoro po bohaterze pozostały tylko daty urodzin i śmierci wyryte na nagrobku oraz przekazywane ustnie opowieści?

Z kolei Przemysław Semczuk w „Wapnie tylko dla wapniaków” zabiera nas do tytułowego Wapna, wsi, której zła passa wydaje się nie mieć końca. Jednak kiedyś „To była wyjątkowa wieś. Cztery szkoły, dwa amatorskie teatry, sala widowiskowa na 450 miejsc, nowoczesne kino, klub sportowy, ośrodek zdrowia oraz kilka doskonale zaopatrzonych sklepów. Ludzie przyjeżdżali tu na zakupy z Wągrowca, który był miastem powiatowym. Organizowano spotkania z literatami, artystami i sportowcami”. Co się zatem stało? Jaka katastrofa nawiedziła miejscowość?

Jerzy Szukalski w „Grobach” opowiada o regularnej dewastacji kaliskiego cmentarza radzieckich żołnierzy. Dlaczego sprawcy za każdym razem odpowiadają policji, że zrobili to, bo coś ich naszło? Coś, czyli co? W innym tekście, zatytułowanym „Mafia”, Czerwony Kwiat upomina się o pamięć dla „nieszczęśliwego wariata” z Ostrowa Wielkopolskiego. Kim jest Mafia? Dlaczego niegdyś budził taki strach?

To zaledwie kilka z szesnastu reportaży, które znalazły się w „Wielkopolsce poza Poznaniem”. Czytając zbiór napotykamy pytania trudne, wzruszające i takie, które spędzą nam sen z powiek. Jego siłą jest wielowątkowość i różne – przez mnogość autorów – punkty widzenia. To w końcu też wielowymiarowe spojrzenie na województwo, któremu od dawna się to należało. Zbiór zachęca, aby samemu wsiąść w pociąg, czy samochód i wyruszyć po własne wielkopolskie opowieści.

 

„Wielkopolska poza Poznaniem. Reportaże z regionu”, wybór tekstów Maszyna do Pisania –  Magdalena Kostrzewska, WBPiCAK, 2017 r.