fot. Mariusz Forecki

Cud na Śródce

Przestrzeń staromiejska domaga się życia, różnorodności. Kolor i światło to daje. Gdyby mural na Śródce był monochromatyczny nie wzbudzałby tyle radości – mówi Radosław Barek, autor koncepcji muralu na poznańskiej Śródce, którego zdjęcia entuzjastycznie komentowały miliony internautów na całym świecie.

WOJCIECH HILDEBRANDT: Spotykamy się na Śródce, pod muralem o powierzchni prawie 350 metrów kwadratowych twojego autorstwa...

RADOSŁAW BAREK: Od lat zadawałem sobie pytanie, dlaczego ta ściana musi być taka smutna? Trzy lata temu powstał pierwszy szkic – zapis myśli, jak mogłaby wyglądać ta ściana. Kompozycja obrazu w generalnych zarysach nie zmieniła się. Szkic nawiązuje do historii tego miejsca – stały tu dwie kamieniczki, skrajny był taki parterowy budyneczek. Zachowały się zdjęcia tej okolicy, moja koncepcja muralu miała więc uzasadnienie w formach dawnej zabudowy Śródki, to nie był rysunek kreowany tylko z wyobraźni. Kompozycja całości uwzględnia istniejące krawędzie dachów i przebite w ścianie otwory okienne. Jest też próbą zharmonizowania tego fragmentu przestrzeni miejskiej, pokazania perspektywicznego narastania brył, z pierwszym, drugim i trzecim planem. Z użyciem iluzji przestrzennej na płaskiej ścianie.

 

Jak udało się przekonać miasto do realizacji twojego projektu?

Rysunek był podstawą do złożenia przez Fundację Edukacyjno-Artystyczną Puenta wniosku o dofinansowanie w konkursie, w ramach programu Centrum Warte Poznania. To było wiosną 2015 roku. Projekt muralu znalazł się wśród nagrodzonych. Uzyskane dofinansowanie pozwoliło nam przystąpić do realizacji. Przedtem trzeba było uzyskać zgodę miejskiego konserwatora zabytków i plastyka miejskiego. Powstawały kolejne, coraz bardziej szczegółowe wersje, dopracowywałem kolorystykę. Projekt zaakceptowali właściciele kamienicy z tą ścianą, działanie wsparł również właściciel pustej, sąsiedniej działki. Realizacja wymagała usunięcia dwóch banerów reklamowych, stąd konieczność wkomponowania w malowidło nazwy firmy z baneru. Trafiło tam też logo firmy, która pomogła w zorganizowaniu rusztowań i farb.

 

Przy powstawaniu muralu pracowało wiele osób, także mieszkańcy Śródki…

Jednym z inicjatorów stworzenia muralu był mieszkaniec Śródki od pokoleń, pan Gerard Cofta. Realizacja jest wspólnym dziełem grupy Dominika Dziedziny,Arlety Kolasińskiej, Marii Szulc, Anny Bober, Radka, Patryka Włocha, Wojciecha Roszczyka, Karola Milewskiego, Ady Dyczkowskiej, Roberta Kasprzaka, Michała Ambrożkiewicza, Marcina, Krzysztofa, Martyny, Huberta, Dagny... i jeszcze kilku osób ze Śródki, które spontanicznie włączyły się we wspólne prace.

Radosław Barek – architekt, dr hab. na Wydziale Architektury Politechniki Poznańskiej, założyciel stowarzyszenia Wędrowni Architekci. Fot. Mariusz Forecki.

Każdy przyszedł z własnym doświadczeniem, specjalizował się w innych elementach. Jeden szkicował, malował dachy, drugi okna, następny postacie… Pewne fragmenty były korygowane w konfrontacji z widokiem z dołu, z oddalenia, bo tylko tak można sprawdzić precyzję iluzji perspektywicznej. Tylko jedna osoba w grupie miała wykształcenie artystyczne, wśród pozostałych byli architekci, architekci krajobrazu, grafik komputerowy, no i praktycy malowania murali. Szczegóły dopracowywaliśmy na bieżąco. Wyjątkową uwagę zwróciliśmy na postacie, ożywiające architekturę: trębacza, panienkę z okienka, grubego rzeźnika, z istniejących tu kiedyś jatek i artystę w kapeluszu z pędzlem w kieszeni. Jest jeszcze kot na dachu i pies na dole. No i postać księcia Władysława Odonica, który miał udział w lokacji miasta Śródki w XIII wieku.

 

Dlaczego zdecydowałeś się na niecodzienną, żywą kolorystykę muralu?

Mural na Śródce, fot. Mariusz Forecki.

Kolor i światło miały ożywić to miejsce, bo żywa kolorystyka wychodzi naprzeciw naszym potrzebom. Ważny jest też kontekst. Tutaj dookoła spotykamy biel i szarość, obok jest bardzo stonowana w gamie kolorystycznej elewacja dawnego klasztoru filipinów. Przestrzeń staromiejska domaga się życia, różnorodności. Kolor i światło to daje. Choć może jest to przeciw obecnym trendom architektury, która oferuje bardzo zubożoną gamę kolorystyczną. Zobaczyć kolor w rzeczywistej przestrzeni, w dużym formacie, w czasach wszechobecnych ekranów i ekraników tabletów, wydaje się nierealne, a tymczasem tu możemy go dotknąć.

Gdyby to było monochromatyczne lub blade, na pewno nie wzbudzałoby tyle radości. Czy mamy się cieszyć miastem, czy smucić? Oczywiście, użyte przez nas farby z czasem – choć w niewielkim stopniu – zmienią swoją początkową intensywność, nie gubiąc jednak wzajemnej harmonii.

 

Może nie zdajemy sobie sprawy, że miasto było kiedyś kolorowe, bo patrzymy na nie przez pryzmat starych czarno-białych fotografii? I wydaje się nam, że kiedyś tak wyglądał świat.

W ostatnich dwudziestu latach w urbanistyce nie przykładano właściwej wagi do koloru jako elementu kompozycji przestrzennej... A jest on ważny, tak jak właściwe oświetlenie lub iluminacja w budowaniu bryły. Jeżeli nie przykładamy całościowej miary do tego, powstaje bałagan wizualny, odczuwany przez ludzi. Współczesna zabudowa rośnie nadmiernie w górę, tracimy możliwość oglądania budynków, które pojawiają się jedne po drugich, w perspektywie. Może to jest pewne odkrycie, że w muralu na Śródce nagle widzimy plan pierwszy, drugi, trzeci i one są różne kolorystycznie. Niewątpliwie działa tu perspektywa powietrzna, która zwiększa iluzję głębi i sprawia, że odbiór kolorów zmienia się wraz z odległością.

 

Jesteś założycielem Stowarzyszenia Wędrowni Architekci. Na czym polegają wasze działania?

Mural na Śródce, fot. Mariusz Forecki.

Stowarzyszenie Wędrowni Architekci ma swoje źródło w dawnych czasach. Kiedyś architekci-budowniczowie, wędrowali od miasta do miasta. Przenoszące się z miejsca na miejsce grupy rzemieślników przenosiły też wiedzę techniczną. W działalność Stowarzyszenia wpisana jest taka wędrowność.

Odwiedziliśmy Pomorze Zachodnie, gdzie zajmowaliśmy się architekturą szachulcową, która staje się obecnie inspiracją dla nurtu architektury ekologicznej, używającej materiałów miejscowych i naturalnych. Braliśmy udział w tworzeniu tzw. wiosek tematycznych. I w wielu przypadkach to się udało.

Na Śródce działamy od 2008 roku. Wtedy stworzyliśmy projekt, który wygrał konkurs na rozwiązanie problemów urbanistycznego rozwoju południowej części tego miejsca – w sytuacji przeniesienia ruchu samochodowego do powstającej pierwszej ramy komunikacyjnej, z odsunięciem pozostałego ruchu lokalnego od istniejącej zabudowy. W projekcie znalazła się też próba odtworzenia historycznego Rynku Śródki i wprowadzenia nowej zabudowy, z wykorzystaniem starych podziałów własnościowych, w stronę rzeki. Razem ze społecznym projektem północnej części miasteczka, całość została przekazana w formie wytycznych dla planu miejscowego. Do dziś taki plan nie powstał.

 

To znaczy, że mural jest pierwszym krokiem do odtworzenia prawdziwego miasteczka Śródka i że mieszkańcy będą w tym uczestniczyć?

U nas dopiero od niedawna bierze się pod uwagę partycypację mieszkańców w procesie projektowania miasta. Staraliśmy się wypracować koncepcję, która nie będzie budziła niechęci mieszkańców, a jednocześnie będzie zrealizowana przez zarząd miasta. Okazuje się, że czasami mieszkańcy mają znacznie więcej dobrych pomysłów, jak rozwiązać problemy swojego miejsca zamieszkania, trzeba tylko je umiejętnie wpisać w ramy obowiązującego prawa.

 

Czy w małych miejscowościach taka współpraca jest łatwiejsza?

Najlepiej się to udaje w społecznościach wiejskich. Ludzie z małych miast często nie interesują się jego problemami, bo najaktywniejsi wyjeżdżają do wielkich ośrodków w poszukiwaniu perspektyw edukacyjnych czy zarobkowych. Ale nie ma reguły. Ostatnio w Choczu, miasteczku, które niedawno odzyskało prawa miejskie, na warsztatach z udziałem studentów, zaproponowaliśmy odtworzenie ratusza i dawnej zabudowy, nadającej charakter miejski centralnej przestrzeni – rynkowi. I spotkało się to z życzliwym przyjęciem i akceptacją.

 

Mural na Śródce okazał się fenomenem medialnym. Jego zdjęcia obiegły cały świat. Udostępniły go największe portale, nie tylko architektoniczne. W internecie obejrzały go miliony ludzi, pojawiły się setki entuzjastycznych komentarzy. Poznań nigdy nie miał tak globalnej, pozytywnej promocji.

Malowaliśmy ten mural, by ubarwić i zmienić szarą ścianę, ale już podczas pracy słyszeliśmy wiele życzliwych uwag przechodniów. To, że gotowy mural obiegł cały świat, było efektem całkowicie nieprzewidywalnym. Taki efekt motyla.

 

Masz już jakieś nowe pomysły?

Mam rysunki, jak mogłyby wyglądać ślepe ściany kamienic na Śródce, przy moście Jordana, od strony katedry. Można by kontynuować wielkoformatową działalność malarską w tworzeniu iluzji perspektywicznej, pokazywać przestrzeń tam, gdzie jej nie ma. W odróżnieniu od prawdziwych realizacji, to da się uzyskać szybko i stosunkowo tanio. A na prawdziwą architekturę w wielu miejscach będziemy czekać jeszcze bardzo długo. Tylko na Śródce naliczyliśmy osiem takich ścian. Pojawiło się już zainteresowanie właścicieli kamienic. Zgłosił się do nas także burmistrz jednego z wielkopolskich miast, a nawet właściciel barokowego pałacu.

 

Na Śródce trwa proces rewitalizacji. Mówiliśmy o jego pozytywnych efektach, a jakie są skutki negatywne?

Mural na Śródce, fot. Mariusz Forecki.

W procesie rewitalizacji najpierw musiał nastąpić nieunikniony proces dewitalizacji, odpływu starych mieszkańców. Nastąpił wzrost czynszów, co spowodowało pewne wyludnienie. Ze Śródki zniknęli np. bramini, którzy od rana stali w bramach, ale mieli też harmonię, gitarę – tworzyli klimat, rozweselali przechodniów. Upadł „Pokój z widokiem”, pierwsza kawiarenka i antykwariat w jednym.

Ten „dołek” Śródka ma już za sobą. Teraz napływają tu nowi mieszkańcy. Potrzebują jednak czasu, by wpisać się w otoczenie, poznać jego historię, specyfikę i zasady funkcjonowania. Bo Śródka ma swoją specyfikę, zachowała niezależność i to jest wartością tego miejsca. Dlatego wiele rzeczy tu się udaje. Poznańskie dzielnice rozlewają się, nie mają wyraźnie określonych granic, Śródka zawsze miała wyraźnie określoną przestrzeń i granice.

 

A co z Rynkiem Śródeckim? Widzisz szanse jego odtworzenia, domknięcia historycznej przestrzeni miasteczka, zdewastowanej w latach 70. budową trasy szybkiego ruchu?

Śródka czeka na odzyskanie swojego historycznego serca – rynku. Sięgał on aż po dworzec autobusowy, po drugiej stronie trasy szybkiego ruchu. Punktem wyjścia jest planowane uspokojenie ruchu samochodowego, związanego z uruchomieniem pierwszej ramy komunikacyjnej wzdłuż torów kolejowych, która odciąży Śródkę. Wprowadzenie tego planu w życie, to zadanie na bliższą i dalszą przyszłość.

RADOSŁAW BAREK – architekt, dr hab. na Wydziale Architektury Politechniki Poznańskiej, założyciel stowarzyszenia Wędrowni Architekci, teoretyk i praktyk tworzenia prawdziwej w skali ludzkiej, przestrzeni miejskiej. Lubi znajdować niedoceniane miejsca i spotykać tam sympatycznych ludzi. Rysownik, który nie rozstaje się ze szkicownikiem