fot. Mariusz Forecki

Sztuka dla dziecka

Gdy myślę o dzieciach jako odbiorcach, myślę o tajemnicy, o czymś, czego nie poznamy do końca, nie dowiemy się w pełni, co jest w ich głowach. Jako dorośli możemy im jednak towarzyszyć. Z Joanną Żygowską rozmawia Agata Wittchen-Barełkowska.

AGATA WITTCHEN-BAREŁKOWSKA: Skąd wzięło się twoje zainteresowanie sztuką dla dzieci?

JOANNA ŻYGOWSKA: Sztuką dla dzieci interesowałam się od początku studiów. Chyba zawsze wiedziałam, że będę się tym zajmować. Symboliczny dla mnie moment to ten, gdy na początku drugiego roku studiów jechałam do Bydgoszczy i odruchowo sprawdziłam, co grają w teatrze. Dostrzegłam: spektakl gościnny „Teatralny plac zabaw Jana Dormana” Justyny Sobczyk i opis, że jest to przedstawienie dla dzieci. Zobaczyłam wtedy spektakl, który mnie całkowicie zachwycił. Byłam też na warsztacie dla nauczycieli i edukatorów teatralnych prowadzonym przez Justynę Czarnotę i wtedy, w zupełnie oczywisty sposób uznałam, że ja już dobrze wiem, czym zamierzam się zajmować w życiu zawodowym i naukowym – że będzie to właśnie sztuka dla dziecka. Ponieważ studiowałam też polonistykę, zainteresowałam się nie tylko teatrem, ale również literaturą dla dzieci. Chwilę później uczestniczyłam pierwszy raz w projekcie Obserwatorium Sztuki dla Dziecka przy 19. Biennale Sztuki dla Dziecka, gdzie odbywały się dyskusje na temat wydarzeń artystycznych dla młodych odbiorców. To był początek.

 

Mówisz, że to było oczywiste, ale dlaczego ta sztuka jest dla ciebie ważna?

Muszę przyznać, że choć zawsze się tym interesowałam, to w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak jest. Na tym „Teatralnym Placu Zabaw Jana Dormana” olśniło mnie, że to po prostu ma głęboki sens. Spektakl dla dzieci, w ogóle sztuka dla dziecka, jest takim obszarem, który pozwala myśleć nie tylko o tym, żeby dzieci zabawić, ale też pokazać im coś na serio. Sztuka dla dziecka może mieć przekaz, który jest istotny, czasami bardzo poważny. Z perspektywy badaczki wydaje mi się, że to jest taka dziedzina, którą warto się zajmować i którą trzeba rozwijać, wspomagać, dlatego że ona ma realny wpływ na rzeczywistość. Bardzo wierzę w to, że jeżeli dzieci uczestniczą w życiu kulturalnym – nie chodzi tylko o teatr, ale też inne obszary działalności twórczej – to te doświadczenia na nie wpływają. Być może będą to ludzie bardziej świadomi – sztuka to jest przecież obszar, gdzie działa nasza wyobraźnia, która uruchamia myślenie. To myślenie można pobudzać od samego początku, nawet u najmłodszych dzieci. Ale żeby to robić, trzeba wierzyć, że to ma sens i uznać, że nawet małe, kilkuletnie dziecko, mimo że jeszcze tego nie artykułuje, rzeczywiście łączy fakty, jest uważne, obserwuje i potrafi zinterpretować, co się dzieje między pokazywanymi mu działaniami, przedmiotami.

 

Co najbardziej zachwyca cię w sztuce dla dzieci?

Mnie po prostu niesamowicie fascynują dzieci jako odbiorcy, którzy nie są dla nas – dorosłych, całkowicie dostępni. My mamy doświadczenia i wiedzę, która pozwala wyobrażać sobie, jak dzieci odbierają sztukę. One jednak mają inną wrażliwość niż dorośli. Gdy myślę o dzieciach jako odbiorcach, myślę o tajemnicy, o czymś, czego do końca nie poznamy, nie dowiemy się w pełni, co jest w ich głowach. Jako dorośli możemy im jednak towarzyszyć, spotykać się, rozmawiać. Każdy widz – mały czy duży – jest inny, widzi i czuje coś innego.

 

Czy teatr pomaga towarzyszyć dziecku w poznawaniu trudnych tematów?

Nie lubię takich pytań. Mam wrażenie, że ten wątek jest trochę wyeksploatowany. Jest bardzo dużo przykładów spektakli, tekstów dramatycznych i książek – polskich i tłumaczonych – które poruszają tak zwane trudne tematy. Część tych zjawisk to ciekawe realizacje, jednak wiele jest wtórnych.

 

Mnie interesują utwory, które wnoszą nie tylko temat, ale także konkretną jakość artystyczną, są warte uwagi pod względem językowym i zostawiają miejsce na interpretację.

Nie twierdzę jednak, że teksty o tym, co nieprzyjemne i trudne, nie są potrzebne, wręcz przeciwnie. Wielokrotnie mogą wyręczać edukację, stwarzać bezpieczny obszar do spotkania z tematem, a dalej także do rozmowy.

 

Czy istnieje zatem tabu w sztuce dla dziecka?

Dla mnie świetnym przykładem łamania tabu w sztuce dla dziecka jest twórczość Norwegów Gro Dahle i Sveina Nyhusa. Oni stworzyli popularne w Polsce książki obrazkowe, jak „Grzeczna”, „Włosy mamy” czy „Zły pan”. Poruszają ważne tematy, wpisując w szeroki kontekst zjawiska, o których mówią, ale także znajdują dla nich ciekawą formę artystyczną. Temat nie zostaje przekazany wprost, pojawia się metafora, np. poplątane włosy smutnej mamy. Obraz ten pomaga pięknie przedstawić emocje i stan dorosłego, o którym opowiada się dziecku. Wydaje mi się, że obszar tabu ma także potencjał do tego, by stać się przestrzenią spotkania dziecka i dorosłego, który wspólnie z nim czyta (albo sam czyta to, co czyta dziecko), uczestniczy w wydarzeniu artystycznym. Gdy naruszamy tabu lub mówimy o czymś trudnym, dotykamy tego, co prawdopodobnie jest problemem dla odbiorców niezależnie od wieku.

 

Czym aktualnie zajmujesz się jako badaczka i pedagog teatru?

Ze spektaklem Dormana, o którym mówiłam na początku, wiążą się teraz w moim życiu dwie rzeczy. W Instytucie Teatralnym w Warszawie mam rezydencję badawczą w archiwum Jana Dormana. To archiwum przyjechało do Warszawy z Będzina, w którym Dorman miał swój teatr, obecnie zbiory są w trakcie opracowywania. Moment ten dla mnie jako badaczki jest bardzo interesujący. Wszystko odbywa się w ramach projektu „Jan Dorman. Archiwum otwarte”, którym naukowo kieruje Marzenna Wiśniewska. Zajmuję się poetyckimi inspiracjami Dormana i myśleniem o jego teatrze jako teatrze poetyckim. Poza tym pracuję też nad doktoratem, który dotyczy poezji dla dzieci.

Drugi projekt związany z tą postacią to spektakl „z czuba albo #byćjakzlatanibrahimović”, który wraz z autorem tekstu i reżyserem Tomkiem Kaczorowskim oraz wspaniałym zespołem realizujemy teraz w Teatrze Fredry w Gnieźnie w ramach Konkursu im. Jana Dormana. To spełnienie jednego z moich zawodowych marzeń. Ten konkurs Instytut Teatralny ogłosił po raz pierwszy w 2015 roku. Obecnie trwa 3. edycja poświęcona teatrowi dla widzów w wieku 10–15 lat. Nasz spektakl jest jednym z pięciu realizowanych w ramach konkursu. Pisząc wniosek aplikacyjny, chciałam, żebyśmy zrobili spektakl dla młodzieży, który nie będzie dotyczył popularnych w twórczości dla nastolatków tak zwanych trudnych spraw – nie będzie o śmierci ani o chorobie, ale jednocześnie będzie poruszał ważny temat. W tym myśleniu spotkaliśmy się z Tomkiem. Uznaliśmy, że takim tematem jest współpraca, zespołowość, ale także ambicje, rywalizacja i dążenie do celu. Powstaje teraz spektakl, w którym piłka nożna jest tylko jednym z motywów. Dla mnie obecnie na pierwszy plan wybija się kwestia presji, jaką starsi wywierają na młodszych. Premiera odbędzie się 20 września w jednej z gnieźnieńskich szkół, a następnie spektakl będzie pokazywany wielkopolskiej młodzieży wraz z warsztatami pedagogiczno-teatralnymi.

 

Czym zajmujesz się poza teatrem?

Obecnie współpracuję też z Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu przy 22. Biennale Sztuki dla Dziecka, którego hasło brzmi „Sztuka jako spotkanie”. Wraz z zespołem zajmuję się przygotowaniem Obserwatorium Sztuki dla Dziecka. Obserwatorium będzie miało dwie odsłony – pierwszą w październiku 2018 roku, podczas Półmetka Biennale Sztuki dla Dziecka, drugą w czerwcu 2019 roku, kiedy odbędzie się festiwal.

 

Możesz zdradzić coś więcej?

„Sztuka jako spotkanie” inspiruje różne drogi myślenia – to zarówno pytanie o aktywny udział widzów dziecięcych w wydarzeniach artystycznych, o ich indywidualne wrażenia, ale dotyczy także dorosłych jako uczestników wydarzeń dla dzieci. To ostatnie pytanie jest dla mnie szczególnie ważne. Jako dorośli pośredniczymy i uczestniczymy w dziecięcym kontakcie ze sztuką, wymyślamy i wybieramy wydarzenia dla małych widzów.

 

Wierzę, że mając świadomość, jak bardzo mamy na to wpływ, zastanawiając się nad tym, rozmawiając z dziećmi, świadomie im towarzysząc, możemy być mądrymi i empatycznymi dorosłymi funkcjonującymi w obszarze sztuki dla dziecka.

Apendyks: „Lato w teatrze” (nota)

W tym roku w Teatrze Fredry w Gnieźnie odbyła się kolejna, 3. edycja programu „Lato w teatrze”, którą zakończył spektakl opowiadający o dziecięcych wyobrażeniach i marzeniach związanych z przyszłością.

Spektakl „Przyszłość” to efekt dwutygodniowych warsztatów dla dzieci w wieku 7–12 lat. W tegorocznej edycji projektu o możliwościach twórczego działania przekonało się 39 uczestników, którzy wzięli udział w warsztatach: reżyserskich, choreograficznych, muzycznych, filmowych i pedagogiczno-teatralnych. Frekwencja na pokazie finałowym, który odbył się 5 sierpnia, przeszła najśmielsze oczekiwania organizatorów.

„Z wielką satysfakcją możemy stwierdzić, że z roku na rok przybywa chętnych do wakacyjnej zabawy na scenie” – mówi o projekcie Joanna Nowak, dyrektor teatru.„Najmłodsi gnieźnianie naprawdę polubili nasz teatr, cieszą się każdą chwilą w nim spędzoną. Mają tu możliwość popisania się nieskrępowaną wyobraźnią, kreatywnością, mogą realizować najbardziej szalone i nieoczekiwane pomysły, poczuć się pełnoprawnymi artystami. Przez dwa tygodnie cały Teatr Fredry należał do nich i to jest dla nas wszystkich niezwykłe doświadczenie” – dodaje.

Z dziećmi współpracowali uznani artyści: Agnieszka Kryst – tancerka i choreografka, Beniamin Bukowski – reżyser i dramaturg, Maciej Szymborski – muzyk, multiinstrumentalista i kompozytor, Mikołaj Walenczykowski – twórca filmów dokumentalnych i wideo do spektakli teatralnych, reżyser filmów reklamowych.

Projekt koordynowały Sandra Konieczka-Ślachetka i Joanna Żygowska. Warsztaty sprzyjały pracy wyobraźni, wolnej i otwartej na możliwości kreacji. Twórcy podążali za skojarzeniami i inicjatywami dzieci, dzięki czemu była to wyjątkowo partnerska współpraca.

JOANNA ŻYGOWSKA – absolwentka Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (filologia polska, wiedza o teatrze) oraz podyplomowych studiów Literatura i książka dla dzieci i młodzieży wobec wyzwań współczesności na Uniwersytecie Warszawskim. Doktorantka na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej UAM w Poznaniu. Pracuje nad doktoratem dotyczącym poezji dla dzieci. Uczestniczka rezydencji badawczej dla młodych naukowców w ramach projektu „Dorman. Archiwum otwarte” w Instytucie Teatralnym w Warszawie. Autorka książki „Skrzydła dla dzieci. Teatr poetycki Krystyny Miłobędzkiej”. Od 2016 roku członkini Polskiej Sekcji IBBY. Od 2016 roku specjalistka ds. edukacji w Teatrze im. A. Fredry w Gnieźnie, gdzie realizowała projekty edukacyjne, m.in. dwie edycje „Lata w teatrze” i „Drogi do teatru”.

 

CZYTAJ TAKŻE: Teatr oczami dziecka
CZYTAJ TAKŻE: Teatralne podróże. Rozmowa z Agatą Drwięgą
CZYTAJ TAKŻE: Teatr dla najnajmłodszych. Rozmowa z Sandrą Lewandowską