fot. Mateusz Gołembka

Dama z aparatem, czyli październik w MBWA Leszno

Zofia Rydet zaliczana jest do najwybitniejszych postaci fotografii polskiej. Miejskie Biuro Wystaw Artystycznych należy natomiast do najbardziej rozpoznawalnych miejsc na mapie kulturalnej Leszna.

MBWA w Lesznie i Zofia Rydet to udane połączenie. Pierwszy raz prace artystki w leszczyńskim MBWA można było oglądać w czerwcu 1979 r.

Wernisaż

8 października 2021 roku. Leszno. Późnym popołudniem rozpoczyna się wzmożony ruch na starówce. Zdecydowana większość osób kieruje się w jedną stronę, na ulicę Leszczyńskich do Miejskiego Biura Wystaw Artystycznych gdzie odbywa się wernisaż wystawy pt. „Idę dobrą drogą”, prezentujący fotografie Zofii Rydet.

Podczas wernisażu nie zabrakło słów wzruszenia, wyjątkowej atmosfery oraz… dobrego wina. Z zaprezentowanymi zdjęciami można było  nawiązać niemal osobiste relacje, jak z ludźmi. Wernisaż prowokował do wymiany myśli, zachęcał do rozmowy – jakże ważnej.

Niesamowita potęga rozmowy

Australijczyk Don Ritchie miał ocalić życie co najmniej setce osób. Inne źródła wspominają nawet o pół tysiącu uratowanych istnień. Don nie był strażakiem, lekarzem, ani policjantem. Zamieszkał w okolicy urwisk znanych jako miejsce docelowe wielu samobójców. Ritchie zorientował się w sytuacji i podchodził do ludzi, których zauważał na skarpie. Zwykła lub też niezwykła rozmowa i zainteresowanie czyimś losem może zdziałać wiele.

Fragment folderu towarzyszącego wystawie, fot. M. Gołembka

Fragment folderu towarzyszącego wystawie, fot. M. Gołembka

Niesamowita potęga Zofii Rydet

Podczas realizacji największego (z pewnością pod względem ilości zdjęć) dokonania artystycznego pt. „Zapis socjologiczny” Zofia Rydet chciała utrwalić przemijający tradycyjny obraz polskiej wsi. Wykonywała fotografie ludziom, których zwykle odwiedzał jedynie listonosz, czy sołtys.

 

Ci ludzie potrzebowali rozmowy, dobrego i zaufanego słuchacza. Rydet doskonale to zaufanie budowała.

Warto o tym pamiętać. Zdjęcia to jedno, a zainteresowanie losem innych to drugie. Chciała zachować świat, który przestaje istnieć. I nie o rozpadającą się zabudowę tutaj chodzi, a o to, czego w trudnym czasie PRL nie można było głośno powiedzieć, ale można było sfotografować.

Ludzie, których odwiedzała, pracując przy „Zapisie” mieli swoje przyzwyczajenia religijne, tradycje. Mieli prawo bać się – choćby zamiany koni na traktory. Przemijanie mogło dręczyć nie tylko uwiecznionych na negatywach mieszkańców wsi. Mogło dręczyć każdego. Także kobietę, a tym bardziej kobietę artystkę, jaką była Zofia.

Rozmowa z Zofią Augustyńską-Martyniak, Vice-Prezeską Fundacji im. Zofii Rydet

Mateusz Gołembka: Czy Zofię Rydet można uznać za prekursorkę polskiej fotografii?

Zofia Augustyńska-Martyniak: Zofia Rydet była osobą, którą fotografia pochłonęła całkowicie. Na pewno jest bardzo ważną postacią, ważną kobietą w polskiej fotografii.

 

List Zofii Rydet do BWA Leszno, fot. M. Gołembka

List Zofii Rydet do BWA Leszno, fot. M. Gołembka

Nie bez powodu jest nazywana „pierwszą damą polskiej fotografii”.

Była niezwykle pracowita i konsekwentna w działaniu. Jej twórczość jest niesłychanie bogata i różnorodna. Szczególnie jej „Zapis socjologiczny” jest cyklem unikatowym na skalę światową. I chociaż działalność Zofii Rydet na świecie jest ciągle mało znana, to swoją pracą w fundacji próbujemy to zmienić.

Czy można nazwać ją prekursorką? Nie wiem, ale bez wątpienia dla wielu jest ikoną, wzorem i autorytetem.

 

MG: „Często zdarza się, że osoby przybyłe na wernisaż inspirują się twórczością artystki i zaczynają fotografować” – usłyszałem takie zdanie podczas wernisażu w MBWA Leszno…

ZAM: Trudno mi odpowiedzieć jak to jest z osobami, które bywają na wernisażach Zofii Rydet. Jest na pewno kilka artystek i artystów, którzy zestawili swoje prace z fotografiami Rydet, przetwarzali je, łączyli, lub tworzyli coś swojego właśnie z inspiracji jej sztuką.

Podam kilka przykładów: Andrzej Różycki połączył ścinki z kolaży Zofii ze swoimi zdjęciami i powstała „Fotoandrzejozofia”. Ewa Pasternak-Kapera stworzyła cykl kolaży „Zofia Rydet inspiruje”, Carolina Caycedo zaprezentowała swoje prace w kontekście zdjęć Zofii Rydet podczas wystawy „Raport troski”.

 

MG: Czy Pani i osoby w Fundacji lubicie fotografować?

ZAM: Na naszą Fundację składają się członkowie rodziny. Tak, ważne jest dla nas dokumentowanie teraźniejszości, ale w dzisiejszych czasach robią to chyba wszyscy. W ważniejszych chwilach zdjęcia robimy „prawdziwym” aparatem, a nie telefonem. Starszy syn próbował nawet fotografii analogowej i pracy w ciemni. Ja i mama także miałyśmy kiedyś takie zajęcia na studiach i obie przeżyłyśmy okres fotografii analogowej.

 

Plakat wystawy w BWA Leszno, fot. M. Gołembka

Plakat wystawy w BWA Leszno, fot. M. Gołembka

Ja patrzę często fotograficznie, tzn. mam momenty, że myślę lub mówię: „O! To byłoby dobre zdjęcie”, ale tak naprawdę rzadko wykonuję „prawdziwe” zdjęcia i trochę tego żałuję.

Może kiedyś to się zmieni.

 

MG: Jakie jest Państwa podejście do współczesnej fotografii?

ZAM: Nie mam wystarczającej wiedzy, żeby szerzej odpowiedzieć na to pytanie w kontekście światowej, czy nawet polskiej fotografii artystycznej. Nie śledzę wystarczająco wnikliwie tego, co dzieje się na tej scenie. Wśród współczesnych zdjęć, które widuję na wystawach, są takie, które do mnie przemawiają i czuję się zainspirowana.

 

Są też takie, których zupełnie nie rozumiem, ale to, że się czegoś nie rozumie, nie oznacza, że jest złe.

Jeśli chodzi o bezmyślne „pstrykanie” wszystkiego telefonem, zapychanie sobie pamięci Google i nieoglądanie nigdy tego, co się „napstrykało”, sama tak robię i nie podoba mi się to. Fotografowanie spowszedniało.

 

Coraz trudniej zrobić komuś dobry naturalny portret, bo wszyscy pozują. Boją się źle wyjść, bo przecież za sekundę świat może to zobaczyć.

 

W czasach Zofii Rydet łatwiej było „schować się” za aparatem. Łapane przez nią reporterskie portrety są głębokie, psychologiczne, przejmujące. Nawet, a może szczególnie te przedstawiające dzieci.

 

MG: Czy jest coś, co chce Pani przekazać Czytelnikom portalu Kultura u podstaw?

ZAM: Fotografować może z łatwością każdy, ale trzeba pamiętać, że prawdziwa fotografia to sztuka. Według mnie w fotografii są dwa etapy – wrażliwe postrzeganie świata, a dalej umiejętne ujęcie i przekazanie uchwyconego obrazu widzowi tak, aby tę wrażliwość i wagę uchwyconej chwili poczuł na własny sposób. Muszę też zacytować klasyk Zofii Rydet:

 

„Mnie nie będzie, ciebie nie będzie, a zdjęcia zostaną”.

Wydarzenia towarzyszące wystawie

Podczas wernisażu miała miejsce projekcja filmu pt. „Nieskończoność dalekich dróg” w reżyserii Andrzeja Różyckiego. Bohaterką tego dokumentu jest właśnie Zofia Rydet.

 

Nie zabrakło także spotkań autorskich. 15 października gościem MBWA był Karol Józwiak, adiunkt w Instytucie Kultury Współczesnej UŁ, badacz kultury wizualnej, związany z Fundacją im. Zofii Rydet.

Tego samego dnia w Galerii MBWA w Ratuszu odbył się wernisaż „Interakcje”, podczas którego zaprezentowano prace artystów Wydziału Malarstwa i Rysunku Uniwersytetu Artystycznego im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu.

Gościem kolejnego spotkania autorskiego była Ewa Pasternak-Kapera, artystka i kuratorka sztuki, zajmująca się pracą badawczą nad Archiwum Fundacji Zofii Rydet. Odbywały się warsztaty plastyczne i konkursy.

 

Wernisaż wystawy Interakcje, fot. M. Gołembka

Wernisaż wystawy Interakcje, fot. M. Gołembka

Oferta kulturalna MBWA na kolejne miesiące również jest wypełniona po brzegi interesującymi wydarzeniami. Miejskie Biuro Wystaw Artystycznych w Lesznie zaprasza!

Podziel się kulturą!