fot. Wojciech Hildebrandt

Domy wieczności

„Domy wieczności" to nazwa wystawy o galicyjskich cmentarzach żydowskich, trwającej właśnie w Domu Spotkań/Portierni, przy ulicy Żydowskiej 15a w Poznaniu. Jest to tłumaczenie hebrajskiego określenia cmentarza „beit olam” – dom wieczności. Miejsce w którym ludzkie szczątki oczekują na przyjście Mesjasza. Święte i nieczyste zarazem.

Niewiele żydowskich cmentarzy przetrwało w Polsce. Tym bardziej są wyjątkowe i intrygujące. Kiedyś były elementem naszej codzienności, dzisiaj jawią się jako ślady nieznanej, obcej cywilizacji. Nie wiemy, co mówią ledwie widoczne litery o dziwnym kształcie, umieszczone na ostatnich zachowanych nagrobkach. W czasie wojny naziści potraktowali je jako materiał budowlany. Pokrywają jeszcze do dzisiaj drogi, chodniki, wykładano nimi nadbrzeża rzek, są wmurowane w ściany. Jeszcze dziesięć lat temu hebrajskie litery znajdowano na kostkach brukowych na poznańskiej Czartorii. Niechciana historia potłuczona na małe kawałki.

W Wielkopolsce żydowskie cmentarze są mało znane. Gmachów kilkudziesięciu zachowanych synagog trudno nie zauważyć, ale łatwo przeoczyć położony na uboczu teren, zarośnięty zdziczałą zielenią. Zwykle czytelny tylko na starych mapach. Jeśli tylko opuszczony, to nie jest jeszcze źle. Najczęściej miejsca te są jednak zdewastowane, zniszczone, często zabudowane.

 

Cmentarze te były planowo niszczone w czasie wojny przez Niemców, a po wojnie wymazywane z pamięci i map przez Polaków. Dopiero ostatnie lata zmieniły nasze nastawienie do tych miejsc.

Niewiele jest takich miejsc jak pod Koźminem, gdzie wśród pól zachował się stary kirkut. Wśród drzew, przetrwało ponad 250 nagrobków (obszar 80x70 metrów). Nie tylko z surowego kamienia, ale i ze szlachetnego marmuru i granitu. I to miejsce jest zadbane. Cud. Niemcy go nie zniszczyli, bo było położone na uboczu. Zamierzali wykorzystać płyty na grobach do własnych potrzeb w przyszłości, ale nie zdążyli. Przy cmentarzu stoi domek dawnego stróża. Po wojnie zamieszkała tu polska rodzina. I to właśnie jej obecność uratowała to miejsce przed rabunkiem. A podjeżdżali tu nocami złodzieje ciężarówkami. Dzisiaj o to miejsce dbają uczniowie pobliskiej szkoły.

W Poznaniu o trwającej setki lat żydowskiej diasporze świadczy tylko kilka nagrobków na podwórku przy ulicy Głogowskiej i lapidarium odnalezionych macew na cmentarzu na Miłostowie. Po pierwszym poznańskim cmentarzu na Złotej Górze, gdzieś w pobliżu kościoła podominikańskiego przy ulicy Szewskiej, ślad zaginął. Na początku XIX wieku pruskie władze zlikwidowały cmentarz pod Muszą Górą, między placem Wolności, ulicą 3 Maja a 23 Lutego. Nowy cmentarz żydowski przy Głogowskiej i ulicy Śniadeckich wchłonęły po wojnie tereny targowe. Wiele połamanych fragmentów nagrobków zebrało Muzeum Martyrologii w Żabikowie. I... to wszystko.

 

Żydzi otaczają miejsce pochówków wielkim szacunkiem. Na likwidację cmentarza albo grobu nie ma miejsca w ich wyobraźni. Groby są nienaruszalne, to miejsce należy do zmarłych.

Stąd wstaną wezwani przez Mesjasza na sąd ostateczny. Najważniejsze jest to, co kryje ziemia. Groby nie mogą być powtórnie wykorzystane. Nie tak, jak na cmentarzach katolickich. Tu niezamożne rodziny nie muszą podejmować decyzji, które groby bliskich zlikwidować, bo nie stać ich na opłaty narzucone przez pazernych administratorów. Na tym terenie nie można jeść, pić, kosić trawy i wypasać zwierząt. Mężczyźni, którzy odwiedzają to miejsce, powinni mieć nakrycie głowy.

Cmentarze żydowskie mają wiele nazw. Po hebrajsku to też „beit olam” - dom życia wiecznego, „beit kwarot” - dom grobów, „beit chaim” - dom życia. W jidysz „hajlike ort” - święte miejsce lub „gute ort” - dobre miejsce. W spisach niemieckich widnieją jako „juden sand” - żydowski piasek, „sandhof” - piaskowe podwórze, czy „judenkirchof” - żydowski dziedziniec kościoła. Stąd się pewnie wzięło polskie określenie „kirkut”, „kierkut”, „kierkow”. Choć mówiło się też czasem „mogiłki” lub „okopisko”. W opisach łacińskich zaś znajdziemy takie określenia jak „hortus judeorum” albo „mons judaicus” oznaczające teren, na którym dokonywano pochówku zwłok.

W Europie Środkowej nagrobki buduje się najczęściej w formie pionowej płyty zwanej macewą. Może być ona drewniana, kamienna lub żeliwna. Na terenie obecnej Polski żadna drewniana macewa się nie zachowała. Kształt macewy przypomina bramę, symbol przejścia do życia w innym świecie. Mało kto wie, że zwykle nagrobki były malowane i złocone. Formy macew były bardzo różnorodne i czasem przypominały nagrobki innych wyznań.

Zgodnie z zasadami judaizmu nie umieszcza się na macewach fotografii i podobizn zmarłych. Zamiast tego można na nich odnaleźć wiele symbolicznych przedstawień. Ten magiczny świat rzeźbionych symboli zadziwia. Na grobach kobiet - świece i świeczniki. Dłonie w geście błogosławieństwa - na nagrobkach rabinów i cadyków. Pochylony dzban oznacza pomocników świątynnych, a ręka wrzucająca monetę do skarbonki dobroczyńców. Koronę umieszczano na grobach osób darzonym wielkim szacunkiem, a księgę - osób uczonych. Czytelny jest też symbol złamanego drzewa oznaczający przedwczesną śmierć i palma - symbol raju. Często spotkać też można gwiazdę Dawida, znak ruchu syjonistycznego. Wiele jest także przedstawień zwierząt. Lwy - znak ludu Izraela i jednorożce dla sprawiedliwych. Wiele symboli związanych jest z imionami zmarłych. Owca to Rachela i Rebeka, gołębica - Taube lub Jona, z kolei niedźwiedź to Dow albo Ber. Rzeźbiono też atrybuty związane z zawodami wykonywanymi przez zmarłych - węża eskulapa na grobach lekarzy, instrumenty muzyczne na grobach muzyków.

Dla Polaków najbardziej tajemnicze są wyryte na macewach hebrajskie napisy. Rzadko i tylko na późno powstałych nagrobkach pisano je po polsku, niemiecku, czy rosyjsku. Piękne w kształcie hebrajskie litery są dla nas niczym ślady nieznanej, pozaziemskiej cywilizacji.

Ciekawa wystawa w poznańskim Domu Spotkań przybliża i tłumaczy ten nieznany nam świat żydowskich cmentarzy. Na mało znanych przykładach zachowanych nekropolii galicyjskich, w większości położonych dzisiaj poza granicami Polski, na Ukrainie. Przygotowało ją Żydowskie Muzeum Galicja. Zdjęciom na planszach towarzyszą opisy tradycji i żydowskich zwyczajów. Prezentacja jest niewielka, bo niewielka jest siedziba stowarzyszenia Miasteczko Poznań, w dawnej portierni przedwojennego żydowskiego domu starców. Jego historia wiąże się z istniejącymi tu kiedyś trzema synagogami. W tym małym budynku od niedawna odbywają się spotkania, warsztaty i zajęcia edukacyjne, wyświetlane są filmy. Mieści się też redakcja wydawnictwa Miasteczko Poznań, poświęconego wielokulturowej historii Poznania i sztuce żydowskiej. To nowe miejsce na mapie poznańskiej kultury.

Uczmy się szacunku dla zmarłych od Żydów. I szanujmy ich cmentarze. Nie bez powodu ktoś powiedział, że tak, jak będziemy traktować nekropolie innych, tak zostaną potraktowane nasze. Wystawę można jeszcze zobaczyć do 15 sierpnia 2018 roku. Warto.

 

Informacje zawarte w tekście pochodzą ze strony kirkuty.xip.pl i z książki Przemysława Burcharda „Pamiątki i zabytki kultury żydowskiej w Polsce”.