fot. z prywatnego archiwum Michała Umławskiego

Dudy na progu zmiany

„Dudy mają osiem dźwięków, niepełną oktawę, więc przez długi czas funkcjonowało przekonanie, że to instrument bardzo ograniczony. To nie do końca prawda. Muzycy ludowi po prostu grali tak, jak mieli nastrojony instrument – dobierali skrzypka i w tym układzie funkcjonowali, bez potrzeby dalszego rozwijania tej formy” – mówi Michał Umławski, muzyk, etnograf i pedagog, specjalizujący się w grze na dudach wielkopolskich, który w tym roku otrzymał nagrodę Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury.

Sebastian Gabryel: Od ponad trzech dekady jest pan związany z dudami wielkopolskimi jako muzyk, nauczyciel, budowniczy instrumentów i badacz tradycji. Z perspektywy tego momentu – także po nagrodzie Marszałka Województwa Wielkopolskiego – czym są dziś dla pana dudy: źródłem tożsamości, narzędziem pracy, czy może wciąż przede wszystkim pasją?

Michał Umławski: Dudy są oczywiście źródłem tożsamości, ale też moją pasją. Jestem w takiej sytuacji, że pasja stała się również moją pracą. Dzięki temu rozwijam swoją pasję, a jednocześnie uczę dzieci gry na tym instrumencie, kultywując rodzime tradycje muzyczne Wielkopolski.

Buduję też te instrumenty i dbam o to, żeby ta ciągłość tradycji została zachowana. Dudy w dużej mierze mnie definiują – wszystko, co do tej pory osiągnąłem, nagrody czy wyróżnienia, zarówno prywatnie, jak i zawodowo, najczęściej jest z nimi związane.

 

Uczę także gry swoich synów – Wojtka i Kubę – zarówno na dudach wielkopolskich, jak i na skrzypcach podwiązanych. Potrafią obsłużyć też szerszynki i na nich zagrać. Jeździmy razem na różnego rodzaju festiwale, przeglądy i turnieje, odnosząc liczne sukcesy.

 

Dlatego dudy mają dla mnie bardzo wszechstronne znaczenie.

SG: Trafił pan do Wisieloków niejako z opóźnieniem – musiał pan nadrabiać i zaczynać od podstaw, będąc starszy od innych dzieci. Czy to doświadczenie bycia trochę z boku jakoś ukształtowało Pana sposób pracy z młodymi dziś?

MU: Rzeczywiście, moi rówieśnicy o wiele wcześniej wstąpili do zespołu regionalnego. Moje rodzeństwo, brat i siostra, też byli wcześniej, a mnie po prostu wzięło trochę później na te tańce. I tak to się zaczęło.

fot. z prywatnego archiwum Michała Umławskiego

fot. z prywatnego archiwum Michała Umławskiego

Czy to ma wpływ na moje podejście do nauki? Pewnie tak, chociaż nie przywiązywałbym do tego aż tak dużej wagi. Większe znaczenie mają moje umiejętności muzyczne, sposób pracy z instrumentem, ale też wykształcenie. Jestem etnografem, a także pedagogiem – ukończyłem studia podyplomowe pedagogiczne – i to w największym stopniu wpływa na jakość mojej pracy z dziećmi i młodzieżą.

 

SG: Od lat szkoli pan kolejne pokolenia dudziarzy. W którym momencie uczeń zaczyna być dla pana kimś więcej niż osobą, którą się prowadzi – a staje się rzeczywistym depozytariuszem tradycji? Co o tym decyduje?

MU: Najbardziej widać to w efektach pracy. Bardzo mnie cieszy, kiedy ktoś naprawdę wchodzi w naukę gry na dudach, słucha, robi to, czego od niego oczekuję, korzysta ze wskazówek, rad i przede wszystkim ćwiczy w domu, poza lekcjami. Wtedy efekty – zarówno ich pracy, jak i mojej pracy z nimi – a także jakość instrumentów, na których grają, przekładają się na konkretne rezultaty: nagrody i wyróżnienia.

W zasadzie przygotowuję moich uczniów tak, żeby jechali na konkurs z poczuciem, że wrócą co najmniej z jakimś wyróżnieniem. I często tak się dzieje.

 

SG: W Pana opowieści bardzo wyraźnie wybrzmiewają konkretni ludzie – Brzeskot, Ignyś, Kupczyk. Gdy dziś pan uczy, buduje instrumenty i prowadzi kapele, czuje pan, że przede wszystkim kontynuuje ich sposób myślenia, czy widzi już pan wyraźnie własną linię tej tradycji?

MU: To prawda – pan Franciszek Brzeskot, pan Edward Ignyś i pan Bolesław Kupczyk to bardzo ważne osoby w moim życiu. Dużo się od nich nauczyłem.

Podstawy gry i samo wejście w świat dud zawdzięczam panu Brzeskotowi. Pokazywał mi też budowę instrumentu. Później, jeżdżąc do Leszna, uczyłem się od pana Ignysia strojenia instrumentów i robienia stroików. To wszystko ma wpływ na moją działalność, moją pracę i umiejętności, które wykorzystuję na co dzień.

 

fot. z prywatnego archiwum Michała Umławskiego

fot. z prywatnego archiwum Michała Umławskiego

Pan Kupczyk był skrzypkiem, ale bardzo dużo mnie nauczył tak zwanej maniery wykonawczej, repertuaru i ozdobników w grze. Grając z nim, naprawdę doskonaliłem swoją technikę gry na dudach.

To wszystko się na mnie składa. Jestem kontynuatorem tych tradycji i ich sposobu myślenia, ale doszedłem też do momentu, w którym widzę, że dudy mogą funkcjonować trochę inaczej niż tylko w przestrzeni muzyki tradycyjnej i zespołów regionalnych.

 

SG: No właśnie, coraz wyraźniej mówi pan o dudach jako o pełnoprawnym instrumencie, który może funkcjonować szerzej niż tylko w obrębie tradycji. Co musiałoby się wydarzyć, żeby ta zmiana rzeczywiście się dokonała?

MU: Moim marzeniem jest pokazanie naszych wielkopolskich dud z innej perspektywy. I to się już zaczyna dziać. Długo czekałem na kogoś, kto mi w tym pomoże, ponieważ nie będąc muzykiem z wykształcenia, bardzo trudno było mi to poprowadzić kompetentnie. Nie miałem takich umiejętności. Nie chciałem tworzyć czegoś nie do końca określonego – zależało mi na współpracy z profesjonalistami, którzy pomogą „odczarować” ten instrument i sprawią, że będzie mógł funkcjonować z innymi instrumentami na równych prawach.

 

SG: Na ile ograniczenia dud wynikają z samego instrumentu, a na ile z tradycyjnego sposobu grania?

MU: Dudy mają osiem dźwięków, niepełną oktawę, więc przez długi czas funkcjonowało przekonanie, że to instrument bardzo ograniczony. To nie do końca prawda. Muzycy ludowi po prostu grali tak, jak mieli nastrojony instrument – dobierali skrzypka i w tym układzie funkcjonowali, bez potrzeby dalszego rozwijania tej formy.

Repertuar dudowy sam w sobie jest bardzo ciekawy, obszerny i skomplikowany – to przodki, oberki, równe i różnego rodzaju melodie z różnych subregionów Wielkopolski. Natomiast trudno było się zestroić z innymi instrumentami, zgrać się, grać na głosy czy tworzyć bardziej złożone kompozycje. Swoją drogą, jestem dziś na etapie, który uważam za przełomowy.

 

SG: Pod jakim względem?

MU: Zacząłem współpracę – jako prezes Fundacji Dudziarz.eu i jako dudziarz – z Daną Vynnytską, współtwórczynią zespołu Dagadana, która specjalizuje się w muzyce etnicznej i eksperymentalnej. Za nami pierwsze warsztaty w szkole muzycznej w Lesznie w listopadzie 2024 roku, a od października kontynuujemy spotkania regularnie – raz lub dwa razy w miesiącu. Przygotowujemy się do koncertu, który odbędzie się 16 maja br. na rawickim rynku z okazji Nocy Muzeów.

 

fot. z prywatnego archiwum Michała Umławskiego

fot. z prywatnego archiwum Michała Umławskiego

Powstają nowe kompozycje – dziesięć utworów autorskich oraz trzy aranżacje tradycyjnych melodii. W sumie mamy materiał na kilkanaście utworów do zaprezentowania. Naszym celem jest także nagranie płyty, ale na razie skupiamy się na tym, żeby koncert wypadł jak najlepiej. Projekt nosi nazwę „Z dudami w przyszłość” i rzeczywiście chcemy w tę przyszłość wejść świadomie.

Dudy zabrzmią w aranżacjach latino, jazzowych, techno, popowych. Będą grały ze skrzypcami podwiązanymi, ale też współbrzmiały ze skrzypcami klasycznymi, unisono. Pojawi się drugi dudziarz i granie na głosy – coś, czego wcześniej w tej tradycji się nie stosowało. Chcemy zrobić to profesjonalnie – z przygotowaniem, dokumentacją i warsztatami – tak, żeby to brzmiało naprawdę dobrze i miało trwały efekt.

 

SG: Łączy pan w sobie kilka ról – wykonawcy, nauczyciela, budowniczego, etnografa. Która z nich jest dziś panu najbliższa, a która wymaga najtrudniejszej równowagi?

MU: Rzeczywiście łączę w sobie wiele ról. Trudno wskazać jedną najważniejszą, bo wszystkie składają się na to, kim jestem i jak pracuję. Zaczynam jednak widzieć, że w tej nowej drodze, którą chcę otworzyć, może mi brakować pewnych podstaw muzycznych. Będę musiał to nadrobić, chociaż myślę, że z pomocą przyjdzie mi mój syn, który uczy się w szkole muzycznej w Lesznie.

 

fot. z prywatnego archiwum Michała Umławskiego

fot. z prywatnego archiwum Michała Umławskiego

Jeśli chodzi o role, to budowniczy jest dla mnie bardzo ważny, ale też najbardziej wymagający. Wymaga czasu i skupienia – odcięcia się od codzienności, wejścia do pracowni, pracy w ciszy, często w samotności. To zajęcie żmudne, czasochłonne, ale dające dużą satysfakcję. Buduję instrumenty, serwisuję je, naprawiam te, które funkcjonują w kapelach i się zużywają. Czasami brakuje mi czasu, żeby poświęcić temu tyle uwagi, ile bym chciał. Myślę też o tym, żeby mieć w tym wsparcie.

Może kiedyś któryś z synów będzie chciał mi pomagać – na razie są jeszcze młodzi, ale już się tym interesują. Być może z czasem pracownia zacznie funkcjonować bardziej regularnie, a budowa instrumentów stanie się stałym, codziennym zajęciem.

Michał Umławski – muzyk, instrumentalista, etnograf i pedagog, specjalizujący się w grze na dudach wielkopolskich i skrzypcach podwiązanych. Konserwator skrzypiec, budowniczy dud oraz mistrz tradycji, od ponad 35 lat aktywnie popularyzuje folklor muzyczno-taneczny Wielkopolski. Prowadzi kapele, szkoli młodych dudziarzy i przekazuje wiedzę kolejnym pokoleniom muzyków. Koncertował w Europie i Azji, jest autorem licznych publikacji oraz laureatem wielu nagród i wyróżnień. W 2025 roku uhonorowany Nagrodą Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury.

Podziel się kulturą!
What’s your Reaction?
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0