fot. Mariusz Forecki

Ekstazy, orgazmy i toasty

Od: 05/10/2018

Do: 30/11/2018

Maciej Olszewski to jeden z outsiderów sztuki. Pojęcie „outsider art” to już nie tylko anglosaski odpowiednik francuskiego „art brut” – sztuki marginesu, tworzonej samorodnie przez wizjonerów, nieprofesjonalistów, ale także osoby z chorobami psychicznymi.

SYGNALISTA

Maciej Olszewski to jeden z outsiderów sztuki. Dziś pojęcie „outsider art” to już nie tylko anglosaski odpowiednik francuskiego „art brut” – sztuki marginesu, tworzonej samorodnie przez różnego typu wizjonerów, nieprofesjonalistów, a także osoby z chorobami psychicznymi. Jego współczesne użycie przenika się z dyskursem politycznej poprawności, który ma służyć powiększaniu sfery komfortu i społecznej akceptacji osób zaliczanych w poczet tego nurtu.

Prowadzona przez Małgorzatę Szaefer Galeria TAK jest prawdopodobnie jedynym w Polsce miejscem o charakterze wystawienniczym, edukacyjnym i warsztatowym, odzwierciedlającym rosnące zainteresowanie tego typu twórczością. Autorka projektu „Timelesness” zaczęła interesować się outsider art, a także znacząco poszerzać jej ramy dzięki Stypendium Marszałka Województwa Wielkopolskiego oraz stypendium finansowanym z funduszu Promocji Twórczości Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które dało jej możliwość podróżowania po świecie. Poznawała wówczas prace takich twórców jak: André Robillard, Zdenek Košek, Josef Hofer, Luboš Plný, Jeroen Hollander czy Jean-Pierre Rostenne.

Maciek z zawodu jest ślusarzem, outsiderem sztuki natomiast od dwunastu lat. Swoją przygodę ze sztuką rozpoczął od pomocy przy pracy dyplomowej kuzynki studiującej na uczelni artystycznej. Swoją pracownię DIY na półpiętrze jednego z bloków Osiedla Stare Żegrze w Poznaniu nazywa „zsypem”. Tam, jak twierdzi, pracuje niekiedy tak długo, że na nic innego nie starcza mu czasu.

 

Sztuka to dla niego ekstazy i orgazmy, których nieodłączną część stanowi pragmatyczna krzątanina, jak choćby zakupy w sklepach budowlano-dekoracyjnych.

W nich zaopatruje się w elementy montażowe niezbędne w warsztacie elektronika. A Maciej lubi, jak coś miga i daje po oczach. Najbardziej fascynują go nie żadne tam luminizmy Rembrandta czy Félixa Gonzáleza-Torresa, ale oprawy świetlne imprez muzycznych. Warto również podkreślić, że częściowo wykonywane przez niego prace powstają z odpadów technologicznych i ten recyklingowo-ekologiczny wymiar, związany z pozyskiwaniem już użytych materiałów, jest dla niego równie ekscytujący jak buszowanie w sklepach z gotowcami. Jednym z podstawowych narzędzi jego pracy jest wiertarka.

 

POZA KONTEKSTEM?

Maciej Olszewski podczas wystawy „Sygnalista” w Galerii TAK, Poznań

Wystawa „Sygnalista” w TAK-u jest pierwszą indywidualną wystawą Olszewskiego. Wcześniej działał w Otwartej Starołęce, a także brał udział w wystawie zbiorowej „Nie jestem już psem” w Muzeum Śląskim, której kuratorkami były Zofia Czartoryska oraz Katarzyna Karwańska. Była to kontynuacja wystawy „Po co wojny są na świecie”, która miała miejsce w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Jak zauważają kuratorki, wystawa w Muzeum Śląskim pokazywała „twórczość bezkompromisowych outsiderów: postaci kultowych i nieznanych, z dyplomami akademii i bez, samotnych wilków i ludzi undergroundu. Tym, co łączy ich sztukę, jest oddolna kontestacja systemów politycznych i estetycznych, łamanie społecznych tabu, tworzenie w duchu DIY i swoista nonszalancja”. Sęk jednak w tym – o czym w dalszej części tekstu –  że „out” coraz bardziej jednak staje się „in”, a to, co „in” często wcale nie stanowi przeciwieństwa „out”, zwłaszcza w kontekście poszukiwań impulsów potencjalnie regeneracyjnych dla instytucjonalnego obiegu sztuki czy problemów etycznych związanych z inkluzywnością.

 

W TAK-u Maciej Olszewski pokazał osiemnaście obiektów świetlnych. Zadziwiające, jak wizualnie atrakcyjne i perfekcyjnie wykonane są te domorosłe prace!

Obiekty outsider-art Macieja Olszewskiego zaprezentowane w Galerii TAK w Poznaniu

Bije z nich kampowo-dyskotekowa aura, a silne elementy percepcyjne dopełniane są przez transowy dźwięk lasera. Wydziurkowana w metalowej planszy, świecąca na czerwono tarcza słoneczna, jaśniejące inskrypcje dedykowane ulubionym DJ-om, błyskające na niebiesko i zielono łożyska oraz dyski wykonane z rurek termoizolacyjnych, przypominające ukwiały, stanowią świat sam w sobie, lecz zarazem trudno je widzieć poza kontekstem takich intrygujących precedensów z obszaru historii sztuki awangardowej jak hipnotyzujące, Duchampowskie „Rotoreliefy” czy powstałe w latach 50. ubiegłego stulecia popartowe, kinetyczne i junkartowe „Artony A i B” Włodzimierza Borowskiego.

Pierwsze odniesienie to zestaw sześciu obracających się, podwójnych dysków optycznych, sfilmowanych w eksperymentalnym „Anémic Cinéma”(1926), drugie to technologicznie zaawansowane asamblaże z pulsującymi światłem żarówkami. Parafrazując jeden z tekstów Anny Markowskiej – jakbym nie wiedziała, że Olszewski zaliczany jest do twórców outsider art, to nie wpadłabym na to, że jego prace powstały poza świadomością kontekstu sztuki, a więc istotnego kryterium określania tej tendencji. Daleka byłabym od esencjalizowania, w jakie łatwo można wpaść podczas definiowania sztuki outsiderów, co zresztą wydaje mi się mniej istotne niż zastanowienie się nad mechanizmami, jakim ona podlega.

„IN” OR „OUT”?

Obiekt outsider-art Macieja Olszewskiego zaprezentowany w Galerii TAK w Poznaniu

Tekst, na który się powołuję nosi tytuł „Jakby nie wiedział, że sztuka istnieje. Twórca art brut w poszukiwaniu swojego miejsca”. Rekonstrukcję narracji na temat interesującej nas tendencji historyczka sztuki zaczyna od zauważania pierwszej reprezentatywnej dla niej dużej wystawy w Polsce. Miała ona miejsce w czasach głębokiego komunizmu, w 1965 roku, w stołecznej Zachęcie, a jej kurator, Aleksander Jackowski, przypisał art brutowi humanistyczne wartości „dotyczące otwartości, tolerancji i gościnności zachodniej kultury”. Potwierdzenie tych słów stanowi analizowane przez autorkę pominięcie sztuki tworzonej przez grupy społecznie wykluczone zaraz po wojnie oraz walka o odbudowanie języka intelektualnego prestiżu, tocząca się na linii Polska–Paryż.

Dziś jednak kontekst jest inny. Zachodnia gościnność nie może być postrzegana poza kontekstem problematyki związanej z uchodźcami czy zarobkowej emigracji.

 

Outsider art stała się zaś polem rozgrywek rynkowych, związanym ponadto z ryzykiem fetyszyzacji i egzotyzacji.

Ciekawie wypada konfrontacja tego aspektu jej kondycji z rzeczywistością.

Maciek Olszewski faktycznie działa poza świadomością kontekstu sztuki, a przy tym ma żyłkę do interesów. Mając okazję spotkać go w galerii, z zainteresowaniem przyglądałam się jego handlowym inklinacjom. Być może paradoksalnie upodmiotawiają go one w ambiwalentnym procesie zawłaszczania outsider art przez instytucjonalny obieg sztuki? Pocieszające, a zarazem szczere i autentyczne okazuje się zatem dzisiaj to, że wybierając i wyceniając własne prace (które Gosia Szaefer wkrótce zabierze ze sobą na targi Outsider Art Fair w Paryżu, czyli największą tego typu imprezę), Maciej angażuje się w procesy ekonomiczne, które są również procesami społecznymi i kulturowymi.

Paradoks polega na tym, że koło okazuje się błędne, a historia zawraca do martwego punktu, zarówno kiedy procesy te przesłaniają nam inne pobudki prowadzące do powstawania sztuki, czy też stają się jej sednem, jak i kiedy przestajemy rozumieć, że nie będąc jakościowo odmienną od sztuki wyszkolonych artystów, twórczość Olszewskiego zasługuje na ekonomiczne rozpoznanie, ponieważ dzięki niemu może poprawić on swoje warunki bytowe.

Kiedy zatem Maciek mówi „wolę, jak moje obiekty znajdują się w galerii niż w zsypie, bo tam mi zagracają”, to jego niepozorne stwierdzenie nie jest dla mnie po prostu bezpretensjonalnym wyznaniem kogoś oderwanego od kontekstu, upatrującego w swej sztuce „wehikuł zdążający do skrytych tajników świata” (cytat zaczerpnięty z tekstu Markowskiej, która pokazuje uwikłania art brutu w różne mitologie), czy motywowanego niepohamowaną potrzebą tworzenia sztuki. Jest ono również nacechowane sprawczością, świadczy o chęci uczestnictwa i przejmowania kontroli nad sytuacją tam, gdzie jest to możliwe.

LAMPKI KONTROLNE

Maciej Olszewski

Rosnąca obsesja rynku na punkcie outsider art – porównywalna na przykład do zafiksowania świata sztuki elit na tzw. sztukę prymitywną w początkach ubiegłego stulecia – uruchamia oczywiście lampkę kontrolną. Warto przypomnieć, że ceną za fascynację Picassa afrykańskimi maskami, widoczną choćby w jednym z jego najbardziej znanych obrazów – „Panny z Awinionu” (1907) – było odarcie świadomości zachodniej publiczności z kulturowego kontekstu sztuki afrykańskiej – jej stereotypizacja oraz wspomniane już egzotyzacja oraz fetyszyzacja.

Tworząc efektowne i perfekcyjnie wykonane gadżety, sygnalista jest dla rynku-sroki-sztuki atrakcyjny. W ramach relaksu, (nie)profesjonalny artysta raczy się browarem Herman Muller, który nawet w Żabce, jak błyskotliwie zauważa, kosztuje jedynie 1,80 zł. Światło nie zawsze zatem wynosi sztukę ponad życie, jak głoszą pociągające, lecz szkodliwe wobec prawdy życia romantyczne mity na temat outsider art. O wiele częściej jest iluminacją najbardziej rozwibrowanych fundamentów życia. Ponieważ dzisiaj szukamy odnowy w kontekście schorzeń systemowych (związanych m.in. z funkcjonowaniem w neoliberalno-populistycznych społeczeństwach) handlowe kontrakty, stanowiące dziś ważną część dyskusji nad outsider art, oczywiście nie wystarczą w tak bardzo nam potrzebnym, demokratyzującym i włączającym ferworze sztuki.

 

Maniakalny prestiż finansowy Mariny Abramović raczej nie grozi Maćkowi, który wraz z Gosią zaprasza do wspólnego picia piwa.

W tej czynności konceptualny artysta – Tom Marioni – widział „społeczny lubrykant”(odnoszę się tu do jego pracy realizowanej od 1970 roku, „The Act of Drinking Beer With Friends Is the Highest Form of Art”). Może będzie to okazja, aby empatycznie i wspólnie doświadczać głębokiej prawdy na temat ekonomicznie schorowanej rzeczywistości instytucji kultury i sektora sztuki, w której większość z nas jest niedopłacana, a jednak na ekonomicznych obrzeżach skora do żartów i toastów.

Proponowałabym wznieść toast, nie tyle w geście bezradności, lecz za dziejący się – od wewnątrz i z zewnątrz – proces dekonstruowania i odbudowy świata, w którym na nowo uczymy się performować różne role.

 

Maciej Olszewski, „Sygnalista”, Galeria TAK w Poznaniu, 05.10.2018 – 30.11.2018

CZYTAJ TAKŻE: W domowych pieleszach praca idzie sprawniej cz. II
CZYTAJ TAKŻE: W domowych pieleszach praca idzie sprawniej cz. I
CZYTAJ TAKŻE: Stół z powyłamywanymi nogami