fot. Emilian Prałat, niszczejący budynek dworski w zespole folwarku w Wyskoci

Ginący świat

Wiele z nich kojarzy się dzisiaj z czasem funkcjonowania PGR. Znaczna ich część należy po dzień dzisiejszy do większych zakładów produkcyjnych, głównie rolniczych i łączy w sobie z jednej strony wspomnienia wielu osób, dla których były miejscem pracy, blasków i cieni okresu transformacji gospodarczej lat 90., z drugiej zaś są wymownym świadectwem – mimo wszystko – upadku.

Folwarki, bo o nich mowa, to nie tylko obiekty i ich kompleksy, ale przede wszystkim ludzie (i społeczne) historie. To zarazem przykład problematycznej spuścizny kulturowej, która w coraz szybszym tempie znika z wielkopolskiego krajobrazu.

 

Dworek pod miastem

Słowo „folwark” jest germanizmem, przeniesionym na grunt polszczyzny co najmniej w XIV wieku. Jego źródłem było niemieckie „Vorwerk” oznaczające „dworek pod (przed) dworem czy miastem”. Nie miało zatem początkowo odniesienia do zabudowań gospodarczych, a bardziej łączyło się z nieco większym domostwem, sekundarnym w stosunku do głównej siedziby, które zarazem służyło lepszemu zarządzaniu majątkiem. Stąd też jego pewne oddalenie od dworu, skromniejsza forma i korzystniejsze usytuowanie. Z czasem owo znaczenie przeszło w stronę budynku rządcówki i towarzyszących mu zabudowań gospodarczych.

 

Folwark w Czerwonej Wsi, fot. Piotr Nędzewicz

Folwark w Czerwonej Wsi, fot. Piotr Nędzewicz

Niewątpliwie sprzyjało temu przyjęcie na ziemiach polskich prawa magdeburskiego, które zorganizowało zarówno stosunki między mieszkańcami wsi, jak również wpłynęło na „konstrukcję” wsi i ich zabudowań.

Pierwotne folwarki były parterowymi dworkami. Większość miała wyraźną część mieszkalną oddzieloną od gospodarczej. W mniej zamożnych majątkach funkcje te się łączyły. Przed domostwem rozpościerało się najczęściej kwadratowe lub prostokątne podwórze, którego pierzeje zamykały inne zabudowania. Przestrzeń ta była ogrodzona, zaopatrzona w bramę i dzieliła się na dwie zasadnicze części – jedną przeznaczoną dla zwierząt, drugą zaś magazynową, na zbiory (tzw. gumno). Dodajmy do tego nierzadko spotykaną murowaną w ziemi piwnicę, czy wolnostojące kurniki (i gołębniki), ruralno-arkadyjski krajobraz i otrzymamy folwark rodem z Pana Tadeusza.

Jego wyobrażenie – utrwalone później w różnych tekstach kultury, skontrastowane zostało z nową jego wersją, która w XIX wieku pojawiła się w Wielkopolsce. Przypomnieć trzeba, iż nie był to wyłącznie efekt tego, iż w naszym regionie nie było majątków latyfundialnych, jak chociażby na Kresach przed zaborowej Rzeczpospolitej, ale przede wszystkim efekt ekonomicznej kalkulacji w ramach „najdłuższej wojny nowoczesnej Europy”.

W granicach pracy organicznej mieściła się rzecz jasna szeroko rozumiana modernizacja. Wyścig Wielkopolski z pozostałymi obszarami państwa pruskiego, zaowocował unowocześnieniem gospodarstw ziemiańskich. Można stwierdzić, że jedną z cech formacji ziemiańskiej było właśnie świadome i niezbędne dla jej trwania (rozumianego dosłownie, jako egzystencja) przeorientowanie w wielu przypadkach nieekonomicznego systemu produkcji rolnej, na oparte na wzorcach niemieckich i angielskich przede wszystkim, nowoczesne gospodarstwa. Organicznie powiązane z tym było częste pobieranie nauk w zakresie ekonomii i rolnictwa przez młode pokolenia ziemian. Odbywanie przez nich praktyk w gospodarstwach krewnych lub znajomych, stało się obowiązkowym elementem uzupełniania wiedzy teoretycznej.

 

Folwark w Starym Gołębinie, fot. Filip Bączkiewicz

Folwark w Starym Gołębinie, fot. Filip Bączkiewicz

W odniesieniu do Wielkopolski, najstarsze wzmianki dotyczące folwarków pochodzą z przełomu XV i XVI wieku (z nielicznymi, wcześniejszymi wyjątkami).

W wielu zakątkach regionu, jeszcze do lat 40. XIX wieku ponad 90% zabudowań gospodarczych było drewnianych. W bardzo szybkim czasie większość z nich została zastąpiona murowanymi, a region przeżywał swoisty boom budowlany, czemu niewątpliwie sprzyjała duża liczba lokalnych cegielni powstających przy majątkach, ale co najważniejsze – zmiana sposobu myślenia o gospodarstwie i wykorzystanie wielu gotowych wzorców budownictwa folwarcznego, opartego głównie na projektach niemieckich. Dodać do tego należy uwłaszczenie chłopów i zmianę stosunków agrarnych, na które wpłynął również proces przejmowania zsekularyzowanych w następstwie kasaty ziem kościelnych i klasztornych.

Zaczęły powstawać duże majątki ziemskie. Do jednych z większych posiedzicieli należeli Żółtowscy (Czacz i Stary Białcz, Kadzewo), książęta saksońsko-weimarscy (Stęszew, Racot, Czeszewo) czy wielkie, „starożytne” wielkopolskie rody: Zakrzewskich, Chłapowskich, Czarneckich. Konkurowały one z dobrami, w których posiadanie weszły rodziny niemieckie von Bernuth, von Delhaes czy Caesar.

Skarby Państwa…

Największe przemiany wielkopolskich folwarków nastąpiły w 2 poł. XIX i na początku XX wieku. Jednym z ciekawszych było niewątpliwie pokaźnym rozmiarów założenie w Wilkowie Polskim. Między latami 60. a 80. przebudowano folwarki w Borowie, Wonieściu, czy Szczepowicach.

Poszczególne zabudowania otrzymały nie tylko nową funkcjonalność, ale przede wszystkim zadbano o ich estetykę.

 

Opuszczone zabudowania folwarczne w Mikoszkach, fot. Emilian Prałat

Opuszczone zabudowania folwarczne w Mikoszkach, fot. Emilian Prałat

Powstawały wówczas murowane budynki inwentarskie (często na kamiennej podmurówce, lub częściowo z niego murowane) o dekoracyjnych elewacjach, nawiązujące do stylistyki epok historycznych. Na wielu znajdowały się medaliony z przedstawieniami zwierząt, które w konkretnych budynkach były hodowane.

Poza zabudowaniami gospodarczymi, modernizowano lub wznoszono od podstaw, nowe domostwa – od bliźniaków po ośmioraki – szachulcowe lub w całości ceglane. Największa ich liczba powstała od 2 połowy lat 80. XIX wieku do lat 20. XX wieku. Przetrwały I i II wojnę światową, a w okresie kolektywizacji rolnictwa stały się podstawą funkcjonowania wielu Państwowych Gospodarstw Rolnych.

Eksploatowane i nieremontowane na początku lat 90. XX wieku stały się własnością Skarbu Państwa. Agencja Nieruchomości Rolnych dzierżawiła je prywatnym przedsiębiorcom lub spółdzielniom produkcyjnym, które – w ogromnej liczbie przypadków – również nie łożyły na ich zabezpieczenie i utrzymanie.

Początek lat 2000. wprowadził pewną zmianę – dawne majątki folwarczne dzierżawiono łącznie z ziemią i zabudowaniami dworskimi lub pałacowymi. O ile wcześniej były one w jakiś sposób wykorzystywane, o tyle w późniejszym czasie wiele z nich pozostawało nieobsadzonych, podczas gdy obrabiano jedynie ziemię. To pogłębiło tylko proces ich degradacji.

Zabytki

Współcześnie większość zabudowań pofolwarcznych wpisana została do rejestru zabytków. Objęcie ich ochroną prawną, nie przełożyło się na ich uratowanie i poprawę ich kondycji. Niedostateczny nadzór konserwatorski i brak odpowiedniego finansowania, a co najważniejsze, brak zainteresowania ze strony właścicieli lub zarządców obiektów, powoduje, że w zastraszająco szybkim tempie, symbole niegdysiejszej prosperity finansowej Wielkopolski, obracają się w ruinę.

 

Rozpadająca się gorzelnia przy dawnym folwarku w Racocie, fot. Emilian Prałat

Rozpadająca się gorzelnia przy dawnym folwarku w Racocie, fot. Emilian Prałat

Problem jest zdecydowanie poważniejszy, gdyż dotyczy podejścia do ochrony dziedzictwa przemysłowego, do którego możemy – generalizując – zaliczyć obiekty rolnicze.

Współcześnie stanowi ono zaledwie fragment obiektów objętych ochroną konserwatorską. Ułatwia to niszczenie założeń folwarcznych. Najgorszym jednak jest dla nich brak jakichkolwiek działań – zaciekające dachy, zarwane stropy, zawilgocone fundamenty, na oścież otwarte bramy stodół i obór, dzikie składowiska śmieci, to wszystko składa się na częsty obraz wielkopolskich folwarków. Zarazem widać w nich ślady dawnego splendoru, estetyzującego traktowania przestrzeni, pomysłu na to, jak skutecznie budować kapitał i obracać go – w zgodzie z ideami pracy organicznej – na pożytek społeczny.

 

Oczywistym jest, że nie można uratować wszystkie, a ograniczenia finansowania prac konserwatorskich jeszcze przez lata nie znikną.

Pogłębionej refleksji wymaga perspektywa ochrony tego rodzaju miejsc – w pierwszej kolejności winna ona uwzględniać wyjątkowość i unikatowość poszczególnych rozwiązań, stopień zachowania oryginalnej substancji i rzecz jasna ich powiązanie z innymi elementami założeń dworsko- i pałacowo-parkowych.

Wydaje się nie być w pełni zasadnym wpisywanie do rejestru obiektów, niejako dla zasady (chociaż wynikające z przesłanek konserwatorsko-prawnych), niemal każdego folwarku. Właściwsze wydaje się zachowanie przede wszystkim ich najcenniejszych elementów, szczególnie brył, elewacji i dekoracji zewnętrznej, przy większej akceptacji dla przebudowy (zgodnie z potrzebami funkcjonalnymi) wnętrz, które w ten sposób ożywiony, będą mogły służyć innym celom.

 

Spichlerz folwarku w Wyskoci, fot. Emilian Prałat

Spichlerz folwarku w Wyskoci, fot. Emilian Prałat

Zdaję sobie sprawę z pewnego idealizmu wcześniejszych słów.

Jestem jednak przekonany, że wielkopolska umiejętność odnalezienia się w zróżnicowanych realiach, podparta wyjątkową kreatywnością, doprowadzi kiedyś nie tylko do odnowienia i zachowania najpiękniejszych folwarków, ale i do powstania wielu udanych realizacji pokazujących, jak dawne może iść w parze z teraźniejszym, by stworzyć przyszłość dla tego, co minione…

Podziel się kulturą!
What’s your Reaction?
Ciekawe
Ciekawe
5
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0