fot. Krystian Daszkowski

Jeden dźwięk – tysiąc słów

„Najbardziej wolnym człowiekiem czuję się, tworząc i wykonując muzykę. To przywilej, który można mieć dzięki ciężkiej, kilkunastoletniej pracy. I tylko szkoda, że w innych dziedzinach – mam takie poczucie – tę wolność cały czas systematycznie nam się odbiera” – mówi poznański jazzman Piotr Scholz, który właśnie wydaje swoją nową płytę „Birds from Another Planet”.

Sebastian Gabryel: Piotr Scholz – gitarzysta, kompozytor, dyrygent. Czy sam powiedziałbyś o sobie właśnie w takiej kolejności?

Piotr Scholz*: Uważam, że kolejność nie ma znaczenia. Poniekąd to wina przestarzałego systemu edukacji muzycznej, gdzie w sztuczny sposób wyodrębnia się specjalności i dyscypliny. W przeszłości, choćby w renesansie czy baroku, muzycy byli instrumentalistami, improwizatorami, kompozytorami, a także liderami prowadzącymi zespoły podczas wykonywania autorskich kompozycji. To było bardzo naturalne i kompletne.

 

Zawsze chciałem do tego dążyć, być właśnie taki – samowystarczalny. Dlatego studia ukończyłem w zakresie tych trzech specjalności.

Piotr Scholz fot. Krystian Daszkowski

Każda z tych dziedzin sprawiła, że stałem się lepszym i jeszcze bardziej świadomym muzykiem, dlatego w zależności od tego, w jakiej konfiguracji występuję na scenie, czasami jestem bardziej gitarzystą, a czasami dyrygentem wykonującym kompozycje swoje lub innych. Mimo wszystko najwięcej czasu poświęcam kompozycji, bo to piekielnie czasochłonna i ciężka praca.

 

SG: Już niedługo światło dzienne ujrzy twoja druga płyta. Potrafię rozpoznać śpiew niektórych ptaków, jednak nie wiem, jak śpiewają te z innej planety. Jaka to muzyka?

PSch: To muzyka jazzowa, jednak w nowych, dotąd nieznanych centrach tonalnych, brzmieniach czy kolorach, wynikających z nowego modalizmu i symetrycznych skal o ograniczonej transpozycyjności, które stworzył i opisał genialny francuski artysta Olivier Messiaen.

SG: Płytę „Birds from Another Planet” nagrałeś z kilkunastoosobowym big-bandem. Kto znajduje się w jego składzie?

PSch: Do projektu zaprosiłem swoich przyjaciół, znajomych i kolegów, z którymi współpracowałem w wielu konfiguracjach – choćby w ramach PJPOrchestry, ale również nowe twarze – młodych i zdolnych muzyków związanych z poznańskim środowiskiem jazzowym.

 

W takiej konfiguracji na próbach i nagraniach spotkaliśmy się pierwszy raz.

Piotr Scholz fot. Krystian Daszkowski

Mam nadzieję, że w takim gronie będziemy mogli zagrać również koncerty, jednak czasy na tak duże projekty – z przyczyn ekonomicznych i pandemicznych – są bardzo ciężkie. W grupie saksofonów usłyszeć możemy Macieja Kocińskiego, Seweryna Graniastego, Kubę Marciniaka, Macieja Sokołowskiego oraz Marka Konarskiego. Sercem każdego big-bandu jest pierwsza trąbka, którą prowadził Tomasz Orłowski, a całą sekcję trąbek stanowili jeszcze Kajetan Sobieraj, Patryk Rynkiewicz i Kacper Grzanka. W puzonach zasiadali Piotr Banyś, Wojciech Jeliński, Adam Kurek i Gracjan Matouszek.

 

W sekcji rytmicznej na gitarze grał Dawid Kostka, na fortepianie Filip Chojnacki, na kontrabasie Nikodem Kluczyński, a na perkusji Staś Aleksandrowicz.

Chciałbym z całego serca podziękować im za pomoc, zaangażowanie i artystyczny wkład w tę płytę. Wykonali ogromną pracę, każdy miał do przeczytania małą książkę nut. I każdy musiał zmierzyć się z nowymi skalami i akordami. To prawdziwi muzyczni superbohaterowie!

 

SG: Swego rodzaju patronem „Birds from Another Planet” jest wspomniany przez ciebie Olivier Messiaen. Co warto powiedzieć o tej postaci i dlaczego to właśnie ten kompozytor stanowi dla ciebie tak wielkie źródło inspiracji?

PSch: Niektórzy twierdzą, że po Bachu i Beethovenie, z uwagi na nowatorskość, to właśnie Olivier Messiaen był trzecim najważniejszym kompozytorem w historii muzyki poważnej. Messiaen był jednak nie tylko kompozytorem, ale również świetnym instrumentalistą i improwizatorem. Opisał nowy modalizm w muzyce, oparty na siedmiu symetrycznych skalach. Oprócz tego był synestetą.

 

Piotr Scholz fot. Krystian Daszkowski

Słysząc muzykę, widział kolory.

Każdą ze skal, a nawet jej poszczególne modusy, widział w osobnych kolorach, które bardzo dokładnie opisywał. Oprócz tego jego największą pasją, zaraz po muzyce, była ornitologia. Potrafił rozpoznać ze słuchu kilkadziesiąt gatunków ptaków. Oprócz Messiaena do moich największych inspiracji z kręgu muzyki klasycznej należy francuski impresjonizm. Francuscy kompozytorzy mieli znaczący wkład w rozwój współczesnej harmonii. Ich zdobycze i rozwiązania są bliskie mojej wrażliwości muzycznej, dlatego mam taką słabość do muzyki francuskiej z przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku.

SG: Podobno zmierzenie się ze skalami Messiaena wymaga od twórcy dość niecodziennego podejścia do muzyki. Dlaczego?

PSch: Przede wszystkim to podejście chciałbym zawęzić do muzyki jazzowej. To właśnie skale symetryczne stanowią w niej najmniej rozwiniętą grupę skal, jaką podczas swojej edukacji muzyk jazzowy poznaje. Najczęściej spotyka się z dwiema pierwszymi, bo pozostałe pięć nie zyskało już takiej popularności. W ramach „Birds from Another Planet” chciałem to zmienić – pokazać, że w muzyce jazzowej te skale mogą zaistnieć jako osobne centrum tonalne, osobne brzmienie i na pewno warto je zgłębiać. To jednak wiąże się nie tylko z nauką tych skal i ich brzmienia, ale i nowym opalcowaniem na różnych instrumentach. I to stanowi największą trudność.

 

SG: Tytuł twojego nowego albumu nawiązuje również do postaci Charliego Parkera, znanego z bebopu. Ile jazzu z lat czterdziestych znajdziemy w twojej nowej, siedmioczęściowej kompozycji?

Piotr Scholz fot. Krystian Daszkowski

PSch: Wkład Charliego Parkera w jazz był tak ogromny, że nawet w najbardziej odległych stylach tego gatunku ten wkład po prostu słychać. Myślę, że mój album w całości można zaliczyć do nowoczesnej, bigbandowej muzyki jazzowej. Na płycie celowo zawarłem wiele charakterystycznych stylów jazzowych, takich jak jazz modalny, ballada jazzowa czy latin jazz. Jednak zawsze w nowych barwach, nowych brzmieniach.

SG: W kontekście muzyki poważnej jazz to zupełnie inny świat – tytułowe „another planet”. Za co osobiście najbardziej go cenisz? Za wolność, której w muzyce poważnej chyba jednak jest nieco mniej?

PSch: Jazz cenię za wolność, swobodę wypowiedzi w formie improwizacji, ale i jako zjawisko społeczne i socjologiczne. Mam wrażenie, że obecnie to walory czysto muzyczne i estetyczne decydują o wyborze wykonywania i słuchania jazzu, a nie wartości, które pierwotnie ten gatunek za sobą niósł. Cały rys historyczny zszedł na drugi plan. Pragnę przypomnieć, że jazz to była rozpaczliwa walka o równouprawnienie, o wolność i sprzeciwianie się rasizmowi. Muzyka to najpiękniejszy, abstrakcyjny i najbardziej uniwersalny język na świecie.

 

Posługując się nim jako muzycy, możemy wypowiadać się na dowolne tematy, coś manifestować.

Czasem jeden dźwięk potrafi wyrazić więcej niż tysiąc słów. Będąc nastolatkiem, na wielu płaszczyznach czułem się mocno ograniczony i bezrefleksyjnie się temu poddawałem. To właśnie to ograniczenie skłoniło mnie do jazzu. Odkąd zrozumiałem, jaką swobodę i wolność można muzycznie osiągnąć, wszystko rzuciłem w kąt właśnie na rzecz jazzu. Improwizacja – i to wyjątkowe poczucie wolności – to naprawdę wspaniałe uczucie, wręcz uzależniające. Najbardziej wolnym człowiekiem czuję się, tworząc i wykonując muzykę. To przywilej, który można mieć dzięki ciężkiej, kilkunastoletniej pracy. I tylko szkoda, że w innych dziedzinach – mam takie poczucie – tę wolność cały czas systematycznie nam się odbiera…

 

*Piotr Scholz – poznański gitarzysta, kompozytor, aranżer i dyrygent, jedna z najbardziej nietuzinkowych postaci w młodym polskim jazzie. Prowadzi działalność nagraniową, koncertową, naukową i kompozytorską. Znany z wielu składów (m.in. Weezdob Collective i PJPOrchestra) oraz współpracy z uznanymi muzykami (m.in. Jean Luc Ponty, Leszek Możdżer). Na swoim koncie ma wiele nagród (m.in. Nagrodę JazzPressu, Nagrodę Ery Jazzu czy Grand Prix Bielskiej Zadymki Jazzowej).

Podziel się kulturą!