fot. A. Grabowski

Koczkodany i rozczochrane tańce

Na Dzień Dziecka Polski Teatr Tańca zaprosił młodych widzów w wieku od 7 do 11 lat do obejrzenia premierowego „KoczkodanSe”. Kolejne przedstawienia planowane są na 23 i 25 września. O idei projektu i specyfice tworzenia dla dzieci mówi Iwona Pasińska, reżyserka spektaklu.  

Barbara Kowalewska: Spektakl opowiada o zwierzętach, skierowany jest do dzieci. Jest pewna równoległość między tym, jak odnosimy się do zwierząt i dzieci – wobec jednych i drugich stosuje się tresowanie, traktuje z góry, nie respektuje ich praw. Czy podobna myśl towarzyszyła ci, gdy myślałaś o tym, by spektakl o zwierzętach zaadresować do małoletniego widza?

Iwona Pasińska: Nie miałam takiej intencji, u podstaw prac nad spektaklem było poszukiwanie ekwiwalentu dla „Piotrusia i wilka”, który byłby tożsamy z teatrem tańca, a nie z operą. Nawiązując do bajki Sergiusza Prokofiewa, w której każdą z postaci symbolizuje inny instrument, dzięki czemu młodzi słuchacze mogą poznać brzmienia poszczególnych instrumentów, chcieliśmy przybliżyć młodym widzom „ABC tańca”.

 

Plakat do spektaklu, fot. Polski Teatr Tańca

Plakat do spektaklu, fot. Polski Teatr Tańca

Od początku wiedziałam, że bohaterami mają być zwierzęta, że to jest mi bliskie. Nie wiedzieliśmy jednak, gdzie miałaby się toczyć akcja spektaklu. To dramaturg wpadł na tę oczywistość, że w zoo. Spektakl „KoczkodanSe” to po pierwsze dedykowane dzieciom spotkanie z nami, po drugie z nami jako zwierzętami, po trzecie z nami jako z teatrem tańca i po czwarte z czymś, co wzrusza, bawi i skłania do refleksji.

Zaskoczyły mnie reakcje dzieci, które wskazują na czytelność tego, co przygotowaliśmy. Do tej pory daliśmy trzy przedstawienia, podczas których interakcja była widoczna i słyszalna zarówno w komentarzach młodych widzów, jak i ich rodziców czy opiekunów. Warto dodać, że proces nie kończy się na spektaklu, każde dziecko może teraz zgłębiać dalej tajniki wiedzy, którą dostało, śledząc specjalnie przygotowaną na premierę, edukacyjną prezentację z zakresu wiedzy o tańcu i o zwierzętach.

 

BK: Napisaliście, że „KoczkodanSe” ma być częścią projektu zarażania tańcem dzieci. Czego mogą się spodziewać potencjalni widzowie?

IP: Trzeba zaznaczyć, że to nie jest bajka, ale spektakl dla dzieci. Zaczynamy sceną, w której podglądamy bawiące się i dokazujące zwierzęta. Widzimy, co robią, kiedy nikt ich nie widzi. Dźwięk telefonu przerywa tę sytuację, przychodzi poranek, a wraz z nim do świata zwierząt wkracza człowiek. Obrazy są kolorowe, przebieg akcji żywiołowy. Widz nie ma wątpliwości, że tancerze „są” zwierzętami, tak mocno potrafili się w nie przeobrazić, nie imitując ich, ale nimi będąc. Spektakl opowiada prostą historię: podczas rozmowy telefonicznej z dyrektor zoo okazuje się, że dziecięcy bohater, który jest reżyserem, chce stworzyć przedstawienie z udziałem zwierząt. Aby zobaczyć, co się dzieje dalej, zapraszamy na spektakl, zdradzę tylko, że właśnie tytułowe koczkodany doprowadzają do szczęśliwego zakończenia. Ważne, że nie ma tu złej postaci. Dziewięcioletni bohater nie jest zły, po prostu nie ma świadomości, że może kogoś skrzywdzić.

 

fot. A. Grabowski

fot. A. Grabowski

To ważny przekaz – ile możemy zadać bólu, wcale tego nie chcąc. Jest to więc spektakl o empatii.

Przy okazji dzieci dowiadują się, co to jest piruet, contraction, release – poznają terminy obowiązujące w treningach tancerzy. Naszym zamiarem było budzenie świadomości dotyczącej czy to świata zwierząt, czy traktowania drugiego człowieka. Widziałam na widowni wzruszonych dorosłych. Mam nadzieję, że widzowie wychodzą o coś bogatsi.

 

BK: Libretto i dramaturgię powierzyłaś Radosławowi Wysockiemu. Dlaczego właśnie jemu?

IP: Pracowałam z nim nad bajką „Piotruś i wilki” w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Radek włączył do libretta pieśni Prokofiewa. Ponieważ napisał wiele książek dla dzieci i wiele lat poświęcił temu, jak się z nimi komunikować, te pieśni świetnie zabrzmiały. Stwierdzenie, że „nie chcę skończyć jak kaczka w buraczkach” było przez dzieci błyskawicznie kojarzone, bo nawiązywało do literatury im znanej. Druga rzecz – ponieważ nie lubię, gdy się dzieci ucisza w trakcie spektaklu, na moją prośbę Radek stworzył dwóch narratorów. Rozpoczynane przez nich teksty miały kończyć dzieci i świetnie się to w „Piotrusiu i wilkach” sprawdziło. Współpraca cudownie się ułożyła i pomyśleliśmy, że fajnie byłoby stworzyć coś takiego w świecie tańca. Po jakimś czasie zadzwoniłam do Radka, przypomniałam mu o tym i powiedziałam, że już czas, by to zrobić. Pierwsze podejście przerwała pandemia, bo chciałam, żeby przedstawienie odbywało się na żywo, z dziećmi na widowni. Od jesieni trwała już bardzo intensywna praca nad librettem.

 

BK: Czym różni się reżyserowanie spektaklu dla dzieci od tego dla dorosłych?

IP: Powtarzałam tancerzom, żeby pamiętali, że będzie trudniej, bo dzieci od razu komentują z widowni, nie hamują się. Wiedzieliśmy, że jesteśmy na właściwym tropie, kiedy pracowaliśmy nad nazywaną przez naszego dziecięcego reżysera „sceną z rekwizytami”. Podczas prób tej sceny Spiner, nasz teatralny pies, skakał i biegał, jakby udzielała mu się dobra energia. Obawialiśmy się jednak, czy będziemy dostatecznie uczciwi, żeby przekonać dziecięcych widzów. Nie chodziło tylko o to, żeby to „zagrać”. 

 

BK: Jaką rolę odgrywa tu zaproszony dziecięcy aktor? Co było dla was ważne w castingu do roli reżysera?

IP: Od początku wiedziałam, że potrzebujemy dziecięcego bohatera. Chciałam, żeby to był młodociany reżyser. Podczas castingu wybraliśmy Maksa Świtałę, bo wszyscy go zapamiętaliśmy, ponieważ był najbliżej naszego wyobrażenia o tej postaci.

 

fot. A. Grabowski

fot. A. Grabowski

Maks jest osobą, która potrafi być poważna, ale jednocześnie charakteryzuje go dziecięca szczerość i spontaniczność. Potrafi wzbudzać sympatię, ale potrafi też być groźny – musiał krzyczeć na tancerzy, co sprawiało mu trudność. To było też jedno z nielicznych dzieci, które zaciągnęło swoją mamę na przesłuchania, bo to on sam zdecydował, że chce wziąć w tym udział. Fantastycznie się z nim współpracowało.

Jego obecność na ekranie w projekcji podczas spektaklu wynikała z chęci zatrzymania obrazu chłopca w tym określonym wieku dziewięciu lat. Nie chcieliśmy, żeby się „starzał” wraz ze spektaklami. Dlatego wszystkie próby ze zwierzętami i rozmowy Maks prowadzi z ekranu.

 

BK: Zaprosiliście też do udziału w przedstawieniu dyrektor poznańskiego zoo. Jaką ona z kolei pełni tutaj funkcję?

IP: Taką jak na co dzień – dyrektora zoo. Dr Ewa Zgrabczyńska jest poważana w środowisku zajmującym się zwierzętami, przez co była bardzo wiarygodna. Ubarwiła też nasz spektakl wskazówkami dramaturgicznymi związanymi z wiedzą, którą posiada, bo spędza 24h na dobę ze zwierzętami, rozumie ich sytuację, robi dla nich wszystko. Dlatego jej głos, że pewnych rzeczy nie wolno im robić, jest ważny. Ewa gra samą siebie, jest autorytetem w tej dziedzinie. I ponieważ to jej słowa padają w spektaklu, dzieci mogą kontynuować przygody z Ewą i rozpoznają ją poza teatrem jako dyrektor zoo. Mieszanie porządków natury i kultury pozwoliło widzom odczuć, że można zwierzęta ranić również psychicznie.

 

BK: Czym się kierowaliście, wybierając opracowanie muzyczne spektaklu?

IP: Muzykę do niektórych scen skomponował Zbigniew Kozub, innym nadali koloryt Zuzanna Majewska i Michał Beszczyński. Jest też dużo utworów gotowych, których licencje kupiliśmy, bo idealnie pasowały  do przygotowywanych scen. Tancerze śpiewają dwie piosenki – jedną krótką, a drugą długą w epilogu –  o tym, że taniec jest podróżą bez granic, że pozwala doświadczać wolności i szczęścia.

 

BK: Andrzej Grabowski jest autorem scenografii i kostiumów.  Co było inspiracją dla jego projektów?

IP: Dostał zadanie, żeby nie odtwarzać żadnych wzorów odzwierzęcych. Nie chciałam kostiumów jak z Brodwayu – to nie tego rodzaju spektakl.

 

fot. A. Grabowski

fot. A. Grabowski

Miał używać metafory i skrótu zawartego w symbolicznych elementach. Dzieci doskonale odczytują te wizualne znaki i mają przyjemność z rozwiązywania zagadki. Podwoiliśmy nawet tę zagadkę, bo w prologu wszyscy są tak samo ubrani i nie wiadomo jeszcze, kto jest kto. W tej pierwszej scenie pilnowaliśmy też tancerzy, żeby nie było w ich ruchu nacechowania gatunkowego, symbole kostiumowe i rekwizyty dochodzą później.

Dopiero w trakcie spektaklu widzowie odkrywają, gdzie dzieje się akcja, a potem kim są bohaterowie.

Iwona Pasińska – choreograf, dramaturg ruchu, doktor teatrologii, współzałożycielka fundacji Movements Factory Foundation. Od 2016 roku dyrektor Polskiego Teatru Tańca, wieloletnia pierwsza solistka Polskiego Teatru Tańca – Baletu Poznańskiego. W 1998 roku została laureatką Medalu im. Leona Wójcikowskiego dla najwybitniejszego tancerza młodego pokolenia. Od 2002 roku zajmuje się kompozycją ruchu, dramaturgią ekspresji ciała oraz choreografią.

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0