fot. M. Maruszak, na zdjęciu Adriana Cygankiewicz

Kostium musi przeżyć

Projektowanie strojów zawsze mnie interesowało i przychodziło z lekkością, więc kiedy nadarzyła się okazja, to po prostu spróbowałam. Trzeba pamiętać, że praca tancerza nie jest wieczna. Tracimy kondycję na długo przed emeryturą – mówi tancerka Adriana Cygankiewicz, autorka kostiumów i rekwizytów w Polskim Teatrze Tańca w Poznaniu.

Sebastian Gabryel: Jakim miejscem jest dla ciebie Polski Teatr Tańca? To już dawno drugi dom czy wciąż dobrze znana przystań?

Adriana Cygankiewicz*: W PTT pracuję od ukończenia poznańskiej szkoły baletowej, a więc większość mojego życia. Kiedy jeszcze tańczyłam, bardzo często bywało tak, że do swojego mieszkania wracałam tylko po to, by się przespać i przebrać. Praca od godz. 9 do godz. 22, z przerwą między godz. 14 a godz. 18, właściwie uniemożliwiała mi spędzanie wolnego czasu gdzieś poza teatrem. Dodam, że specyfika pracy tancerza – wspólna, ciężka praca, bliskość, poleganie jeden na drugim – to wszystko sprawia, że jesteśmy ze sobą bardzo zżyci, jak w rodzinie. Tak – mogę śmiało powiedzieć, że to mój drugi dom, bo jednak ten prawdziwy zawsze będzie mi się kojarzył z domem rodzinnym, w Ogrodzieńcu.

 

SG: W PTT byłaś tancerką, a teraz jesteś osobą odpowiedzialną za kostiumy i rekwizyty. Podejrzewam, że trudno będzie to uogólnić, ale jak najczęściej wyglądają etapy twojej pracy przy spektaklu?

Adriana Cygankiewicz, fot. J. Wittchen

AC: Każdy spektakl jest inny i wymaga indywidualnego podejścia. Zwykle zaczyna się od ogólnej idei choreografa. Po rozmowie z nim rysuję szkic, który następnie przynoszę do korekty. Po kilku poprawkach uzgadniam materiały, z których kostium ma być wykonany. Oczywiście sama ich wyszukuję, jeżdżąc po hurtowniach, kupując w internecie czy nawet w sklepach z odzieżą używaną.

 

Zwykle sama szyję prototyp, robię wstępne przymiarki i dopiero na późniejszym etapie  ewentualnie wkracza wykwalifikowana krawcowa.

Z rekwizytami jest podobnie – albo je wykonuję, albo gdzieś zdobywam w sklepach. Brzmi to dość logicznie, jednak często te wymienione przeze mnie etapy nakładają się na siebie, a poprawki trwają bez końca. Zdarza się też, że następuje radykalna zmiana w koncepcji, burząca dotychczasowy harmonogram. Tak teraz wygląda mniej więcej moja praca przy spektaklu. Natomiast kiedy jeszcze tańczyłam, te obowiązki musiałam dzielić z regularnymi próbami, o równoległym studiowaniu nie wspominając.

 

SG: W ilu procentach osoba odpowiedzialna za kostiumy, rekwizyty w teatrze jest twórcą, a w ilu wykonawcą?

Adriana Cygankiewicz, fot. M. Maruszak

AC: Różnie to bywa. Przeważnie choreograf, zaczynając pracę z tancerzami, ma już jakąś wizję – wówczas staram się ją przenieść na papier. W kolejnym etapie uzgadniamy materiały, z których mają być uszyte kostiumy, do tego dochodzą przymiarki, później korekty, i tak aż do premiery. Czasem choreograf nie ma tak wyraźnej wizji projektu i wciąż poszukuje, co w konsekwencji znacznie wydłuża cały proces. Ciekawostką może być fakt, że kiedyś moje autorskie projekty z czasów studiów na ASP stały się inspiracją do tworzenia całego spektaklu. Zaszedł proces odwrotny – najpierw kostium, później dopiero pomysł na spektakl.

 

SG: Jesteś zawodową tancerką – właściwie jak to się stało, że oprócz pracy na scenie postanowiłaś działać również za jej kulisami?

AC: Zaczęło się od atelier PTT. Tam każdy, kto miał odwagę, mógł spróbować swoich sił jako choreograf. Do samej choreografii jako takiej zbytnio mnie nie ciągnęło, natomiast bardzo chętnie projektowałam scenografię i szyłam kostiumy dla kolegów i koleżanek z pracy. Zdolności artystyczne wykazywałam od dziecka – zwłaszcza do rysowania i  projektowania ubrań. Do dzisiaj moja siostra wspomina swój czarno-żółty strój na szkolny bal karnawałowy, który jej zaprojektowałam w wieku chyba 12 lat.

 

Projektowanie strojów zawsze mnie interesowało i przychodziło z lekkością, więc kiedy nadarzyła się okazja, to po prostu spróbowałam.

Trzeba pamiętać, że praca tancerza nie jest wieczna. Tracimy kondycję na długo przed emeryturą. Wizja rozstania się z PTT skłoniła mnie do studiowania na ASP i doskonalenia się w czymś, co zawsze kochałam. W tym miejscu muszę wspomnieć moją byłą dyrektor PTT, Ewę Wycichowską, która zmobilizowała mnie do podjęcia decyzji o studiach. Jestem jej za to bardzo wdzięczna. Dzięki tej decyzji mogę dziś, nie tańcząc już, dalej przebywać w swoim „drugim domu” i w pełni się realizować.

 

SG: Na swoim koncie masz scenografie i kostiumy w przedstawieniach takich artystów jak choćby wspomniana Ewa Wycichowska, Jacek Przybyłowicz, Susane Jaresand czy Takako Matsuda. Z których projektów jesteś szczególnie dumna?

Adriana Cygankiewicz, fot. J. Wittchen

AC: Nie powiedziałabym, że „dumna” – użyłabym raczej określenia bardziej lub mniej „zadowolona”. Dla mnie nie ma projektu idealnego, zawsze znajdzie się coś, co mogłabym jeszcze poprawić, doszlifować, zmienić… Oczywiście, istnieją też takie projekty, o których wolałabym zapomnieć… Natłok pracy przy premierze jest tak ogromny, że czasami i nocy nie starcza na dokładną realizację pomysłów. Raz zdarzyło mi się nawet, na dwa dni przed premierą, ściągnąć siostrę z Krakowa do pomocy przy kostiumach, które technicznie były dość trudne do wykonania. Ona jako architekt szybciej sobie z tym wyzwaniem poradziła i finalnie wszystko się udało. W zasadzie, spośród wielu projektów, przypominam sobie tylko jeden, do którego nie miałam większych zastrzeżeń. Byłam wtedy w ósmym miesiącu ciąży i pierwszy raz siedziałam spokojnie na próbie generalnej.

 

SG: Jak sama wspomniałaś, jesteś absolwentką Wydziału Projektowania Kostiumu i Scenografii ASP w Poznaniu. Podejrzewam, że studia to jedno, ale w przypadku tak kreatywnych kierunków nie mniej istotna jest praca poza murami uczelni. Co z perspektywy czasu okazało się kluczowe w twoim rozwoju jako projektantki?

AC: Do ASP dostałam się, mając za sobą już kilka realizacji na scenie. Miałam to szczęście, że moje projekty, szyte przez najlepsze krawcowe z opery, mogłam pokazać w spektaklach PTT. Ta praca dała mi inne spojrzenie na projektowanie strojów. Dobry kostium to nie tylko ciekawy wygląd, ale przede wszystkim wygoda.

 

Kostium musi „przeżyć” wiele spektakli i nie może ograniczać ruchów tancerza.

Myślę, że tym kluczowym momentem w moim rozwoju jako projektantki stały się wspomniane wcześniej autorskie realizacje kostiumów przy atelier PTT. Moi przyjaciele tancerze nie bali się oddać swoich choreografii w ręce laika. Podobały im się moje projekty, doceniali je i wspierali mnie. Ponieważ byłam jedną z nich, to rozumieliśmy się niemal bez słów.

 

Adriana Cygankiewicz, fot. M. Maruszak

SG: Podejrzewam, że każdy projektant ma swoich mistrzów – kim są twoi?

AC: Wymienię jednego, którego projekty wywarły na mnie jak dotąd największe wrażenie – to Thierry Mugler. Mimo że pierwsze zdjęcia z jego pokazów mody oglądałam dwadzieścia lat temu, to wciąż czuję, że jest jednym z najbardziej inspirujących mnie artystów. Jego projekty są pełne detalu, są kolorowe, bardzo teatralne i jednocześnie posiadają w sobie wiele subtelności.

 

*Adriana Cygankiewicz – jedna z najbardziej utalentowanych tancerek związanych z Polskim Teatrem Tańca w Poznaniu. Autorka kostiumów, scenografii i rekwizytów. Absolwentka poznańskiej Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej oraz Wydziału Projektowania Kostiumu i Scenografii ASP w Poznaniu. Jej projekty można oglądać choćby w spektaklach Ewy Wycichowskiej, Susane Jaresand, Jacka Przybyłowicza czy Takako Matsudy.