fot. Mariusz Forecki

Książki, które klepią po plecach

Książki young adult mają dzięki ciekawej formie zainteresować młodzież ważnymi dla niej tematami. Mają nakreślić pewne problemy, wyjaśnić zjawiska i czasami niczym dobry przyjaciel poklepać po plecach i powiedzieć, że życie może dać w kość, ale i tak dasz radę! – opowiada Milena Buszkiewicz z poznańskiego Wydawnictwa Czwarta Strona, które postawiło na ten typ literatury.

KUBA WOJTASZCZYK: Czytasz powieści young adult, bo tego wymaga twoja praca czy także dla przyjemności?

MILENA BUSZKIEWICZ: Jedno i drugie. Od wielu lat, bez względu na wykonywany zawód staram się śledzić rynek książki. Jednym z najsilniej rozwijających się nurtów jest obecnie literatura young adult i new adult. To fascynujące, że te dwa określenia nie są ani gatunkiem, ani kategorią wiekową. Na ten moment określenie „literatura dla młodzieży” jest jak gdyby przestarzałe, mało adekwatne. YA i NA to zupełnie nietypowy twór, który wciąż w pewien sposób jest wydawniczo nieuchwytny. Co do przyjemności – myślę, że tzw. dojrzali czytelnicy nie doceniają roli książek z tej nowej półki i wiele przez to tracą, ja nie zamierzam.

Jaka jest ta literatura? 

W zasadzie można wyróżnić dwa typy YA fantasy i obyczajowe, czyli książki dla osób w wieku 13-18 lat i NA, czyli beletrystyka raczej dla czytelników z grupy wiekowej 18-30. Książki YA poruszają trudne dla nastolatków problemy społeczne czy psychologiczne. Powieści NA – opisują perypetie młodych dorosłych, ich pierwsze kroki w dorosłym życiu, zawierają również dużo więcej scen erotycznych niż historie dla młodszego odbiorcy.

Czy jest uważana za mniej wartościową?

Niestety tak, choć całkiem niesłusznie. Utarło się, że książki z tego nurtu są gorszej jakości, tylko zastanawia mnie – gorszej od czego? Bo to chyba nigdy dobrze nie wybrzmiało. Oczywiście nie jest to literatura na miarę Pulitzera ani Nobla, ale też nie o to w niej chodzi. Książki YA mają dzięki ciekawej formie zainteresować młodzież ważnymi dla niej tematami. Mają nakreślić pewne problemy, wyjaśnić zjawiska i czasami niczym dobry przyjaciel poklepać po plecach i powiedzieć, że życie może dać w kość, ale i tak sobie poradzisz, dasz radę! Poza tym większość z nich to bardzo dobra rozrywka.

Dla mnie książki NA to po prostu guilty pleasure. Każdemu z nas przydaje się chwila zapomnienia i po prostu świetnej zabawy.

Milena Buszkiewicz, Wydawnictwo Czwarta Strona

Milena Buszkiewicz, Wydawnictwo Czwarta Strona, fot. Mariusz Forecki

Jest taki moment „dziejowy”, kiedy literatura young adult pojawiła się na rynku?

Właściwie nie jest to takie proste do stwierdzenia, bo tak naprawdę już „Harry Potter” jest YA, ba, wiele więcej tytułów wydanych dekady temu, spełnia kryteria takiej literatury. Chociażby „Oliver Twist” napisany w pierwszej połowie XIX wieku. Domyślam się jednak, że próbujesz uchwycić „ten” moment, w którym padło hasło YA.

Muszę cię rozczarować, nie jestem tego pewna, ale w Stanach Zjednoczonych rozkwit literatury młodzieżowej, rozbudowanej o specyficzną problematykę  i traktujących poważnie dylematy nastolatków, przypada mniej więcej na lata 70. i 80. Warto podkreślić, że sam Potter obchodził ostatnio dwudzieste urodziny. Za to zdecydowanie nowszym określeniem jest NA, którego zdefiniowanie datuje się na 2009 roku i powstało z potrzeby odróżnienia YA dla starszych i młodszych czytelników.

Jak rynek literatury YA wygląda na tle innych?

Po pierwsze rozwija się bardzo szybko. Młodzi czytelnicy kochają serie, więc ich ulubieni autorzy są zobligowani do snucia wielotomowych historii. Książek z tego gatunku wydaje się naprawdę sporo. Czytelnik szybko dorasta, trzeba go zachęcić i przekonać, by został z autorem na dłużej, także jako dorosły.

Rozwój literatury YA na polskim rynku dobrze obrazuje, jak szybko zyskuje ona czytelników. Pamiętam, że jeszcze 10-15 lat temu mogłam sięgnąć po „Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów” i „Pamiętnik księżniczki”, na tym się kończyło. Moja siostra czytała „Klub Baby-Sitters”. Obecnie młody czytelnik w samym Empiku ma dwa wielkie regały. Coraz częściej sięga też po wydania oryginalne. Niemalże cała blogosfera mówi o książkach YA, narodziły się booktuby, czyli kanał YouTube o książkach, które też komentują najczęściej powieści dla nastolatków. To cała wielka machina, w której młodzi czytelnicy mogą odnaleźć coś dla siebie i jeszcze o tym podyskutować.

Milena Buszkiewicz, Wydawnictwo Czwarta Strona

Milena Buszkiewicz, Wydawnictwo Czwarta Strona, fot. Mariusz Forecki

Czy u nas pisze się takie książki? Kto jest najbardziej poczytnym autorem?

Tu mamy kłopot, bo właściwie polskich autorów YA mamy niewielu. Mogę wskazać Paulinę Hendel, która pisze serię „Żniwiarz”, słowiańskie fantasty; blisko niej mamy Katarzynę Berenikę Miszczuk. Nowym nabytkiem YA jest Adam Faber z serią „Kroniki Jaaru”, który zabiera nas do krainy pełnej magii, ale też „nastoletnich” problemów. Na półce NA rozwija się Martyna Senator, która na jesieni pokaże swoją nową serię, rozpoczynającą się powieścią „Z popiołów” – NA na miarę klasyków, jak Colleen Hoover. Bardzo dobrze radzi sobie w tym „gatunku” Agata Czykierda-Grabowska. Jednak obszar YA wciąż jest u nas do zagospodarowania.

 

Jako redaktorka prowadząca dostajesz takie propozycje czy sama szukasz odpowiednich tytułów?

Przeszukuję przede wszystkim rynek zagraniczny, głównie amerykański, ale nie tylko. Otrzymuję  także propozycje od polskich agencji, jak również zgłoszenia wydawnicze nadsyłane na skrzynkę Czwartej Strony. 

Największy hit literatury YA?

Pokuszę się o stwierdzanie, że to „Harry Potter”, ale i „Igrzyska śmierci”, „Niezgodna”, z książek obyczajowych „Gwiazd naszych wina”. Na tych przykładach trudno nie zauważyć, że ekranizacje też zachęcają do sięgnięcia po książki.

Co sama polecasz?

Trudne pytanie. Może zacznę od tego, co mi najbliższe, ostatnim objawieniem jest „Buntowniczka z pustyni” Alwyn Hamilton, z absolutnie genialną kontynuacją „Zdrajcy tronu”. Bardzo cenię Victorię Schwab, której nową duologię („This Savage Song” i „Our Dark Duet”) wydamy w przyszłym roku. Lubię Johna Greena, klasyka obyczajowych książek YA i nie mogę się doczekać publikacji Adama Silvery – na dniach dostanę tłumaczenie „More Happy Than Not”. Uwielbiam również Adama Fabera,  ku mojej radości „Kroniki Jaaru” rozrastają się i wierzę, że zagoszczą w sercach czytelników na długie lata.

Czy czytelniczki i czytelnicy YA sięgają później po literaturę bardziej artystyczną? YA jest tylko etapem?

Może cię zaskoczę, ale wcale nie sądzę, że to tylko etap. Książki YA są po prostu dobrymi historiami, czasami pozwalają spojrzeć na świat z innej strony. Wielu dorosłych czytelników również chętnie po nie sięga, bo ten nurt stale się rozwija, oferuje coś nowego. Z innej strony czytelnicy YA znają literaturę piękną, często gdy pytam nastolatków, co lubią czytać wskazują na Orwella czy Dostojewskiego. To młodzi ludzie, którzy łakną po prostu dobrych opowieści, a czy nie tego szuka każdy z nas?

MILENA BUSZKIEWICZ – redaktor prowadząca i menedżer projektów wydawniczych w Wydawnictwie Czwarta Strona (imprint Wydawnictwa Poznańskiego). Dziennikarka związana głównie z literaturą i kulturą, publikuje na portalach Booklips i Lubimy Czytać, do niedawna związana z radiem Chillizet.

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0